<<================== 22 Kwietnia ===================>>
Lookłem sobie wczoraj na mój papierowy dziennik, a szczególnie na jego początki. Doszedłem do trafnego wniosku co do mojej praktyki. Więcej zaangażowania i zaciekawienia. Co prawda nie przywrócę podejścia z początków mojej praktyki bo po takim czasie to bardzo ciężkie, ale kilka rzeczy mogę zmienić.
"Sensei w autobusie i straszna lalka"
Początek słabo pamiętam, było to mało logiczne. Jechałem autobusem, stojąc na przedzie. Spojrzeliśmy z kolegą na kierowcę. Miał czapkę z napisem "sensei". Kolega stwierdził, że to mój kierowca (?) czy jakoś tak i ja on powinien teraz stać a ja siedzieć bo zły kierowca na złym miejscu.. Wcześniej to było jeszcze mniej logiczne..
Zmiana fabuły. Rozmawiam z użytkownikiem z Psajko, ale przypominało to trochę myśli aniżeli rzeczywistość (w sensie sen). Pomyślałem, że zrobię TR. Czułem swobodny przepływ z prawej strony. Pomyślałem, że specjalnie nie zatkałem nosa (jak to kiedyś robiłem, i ostatnio) i czułem charakterystyczną mini euforię. No ale dla pewności, ponowny TR, pozytywny.
Wstałem.Tak wstałem nie wiem czemu, co jeszcze bardziej mnie przekonuje że tamto działo się w sennych myślach.
Wyszedłem przez okno i znalazłem się jakby klatce schodowej. Wyleciałem stąd na dwór i znalazłem się w obitej deskami przestrzeni. Dostrzegłem z boku..dużą lalkę!, a raczej kukiełkę. Poczułem lęk. Jak ktoś oglądał kiedyś "Gęsią Skórkę" to zrozumie, nawet teraz to jest straszne x_x
LINK. No.. on jest trochę straszny ._.
Chciałem się szybko stamtąd wydostać i nie igrać ze skojarzeniami. Wyobrażałem sobie jakiś szybszy lot i w końcu ruszyłem się. Przy przelatywaniu przez te deski i jeszcze czymś przyblokowane, czułem lekki ból.
Było ciemno.Wyszedłem na ulicę i napotkałem jakąś projekcję nie człowieka. Chwilę go poraziłem prądami ale stwierdziłem, że to nudne. Po ulicy przejeżdżało dużo motocykli. Stwierdziłem że po doskonale lot. Wywaliło mnie.
"Skoki na gry.pl"
Na forum psajko ktoś pisał o stronie gry.pl, że jest tam prawie 200 gier a ja stwierdziłem, że pamiętam że było ok. 500. Wszedłem na tą stronę, pomyślałem że w coś zagram, pomysł padł na skoki narciarskie.
Przeniosłem się tam w pełni, udzielił się jeden motyw z gier.
Graliśmy w zawodach. Brałem udział ja i kilka dziewczyn.
Skakał każdy, ale mało pamiętam te loty. Nie pamiętam już z jakiej perspektywy widziałem loty innych.
"Gra" polegała na tym że po ogłoszeniu startu skakaliśmy z miejsca, z bardzo wysokiego punktu. Lecąc trzeba było zdobyć jak najwięcej punktów za styl no i za odległość. W połowie gry przypomniałem sobie, że muszą być jakieś przyciski do tricków. Wszedłem w opcje i sprawdziłem je. Najbardziej zależało mi na flipie, chyba myślałem że to deska a nie narty

Był tu też grind i parę opcji, których nie rozumiałem.
Nie pamiętam o co poszło ale na coś się wkurzyłem. Po zawodach ktoś ze mną pogadał i postanowiłem zagrać w drugiej rundzie. Ci sami ludzie, tylko więcej publiki. Dziewczyna przede mną ładnie skoczyła i wylądowała prawie na samym końcu (był zakres i nie można było go przeskoczyć).
Pomyślałem, że znam teraz tricki to łatwo wygram. Trochę po grinduje i porobię dużo flipów.
Za bardzo wychylałem się przed startem, ale była siatka, która chroniła przed upadkiem. Po starcie jakoś przez nią przenikaliśmy..
Gdy wychyliłem się na maksa, miałem nadzieję że ogłoszą start zanim spadnę. Sygnał i wyskoczyłem. Kompletnie niezgodnie z planem. Wyskoczyłem za wysoko i leciałem za szybko. Chciałem porobić na szybko flipy i szukałem tego przycisku, ale ostatecznie nic nie zrobiłem. Leciałem na ścianę, przed ostateczną liną. Udało mi się na końcu spowolnić i znacznie obniżyć lot. Uderzyłem w ścianę, narty odbiły się i miałem tylko nadzieję że zdołają wejść na ostateczną linę, żebym miał zaliczony skok i jednocześnie najdalej skoczę. Narty stanęły na linę i krzyczę że są na lini, usłyszałem donośny głos z góry, że zaliczyli mi skok.
Wstałem i zorientowałem się, że podarłem kurtkę a że każdy skakał w tej samej, pomyślałem że niefajnie. Obudziłem się.
"Koniec jest bliski"
Czyhająca wojna na pewno była przyczyną takiej fabuły. Krążyły pogłoski, że lada moment na Ziemię spadnie meteoryt a nasza wioska znajdzie się w samym centrum. Pierwszy dzień minął w niepokoju, ale minął. W drugim byłem jeszcze bardziej zaniepokojony. Nie były to oficjalne pogłoski, więc nie wszyscy się przejmowali. Nocą wypatrywałem niebo. Kilka razy zauważyłem iskry po czym niebo na moment jaśniało. Tata uspokajał mnie, że to tylko iskry.
Nie wiadomo po kiego, do naszej wioski postanowił przylecieć (na czymś w rodzaju ufo) papież Benedykt O_o Teraz już byłem prawie pewien, że już wiadomo gdzie i kiedy spadnie meteoryt tylko trzymają to w tajemnicy. Ale.. co za sens miało przylatywanie w samo centrum przyszłej katastrofy : D
Papież wylądował u moich sąsiadów. Poszedł w naszym kierunku a w domu zostali jego pomocnicy w fartuchach. Poszedłem tam z tatą. Powitał nas widok pomocników wiercących czymś jakby wiertartą z nałożonym grubą szczotką, w ciałach sąsiadów. Tata zaakceptował sytuację, zapewne nie chciał się buntować woli papieża. Ja na to nie mogłem przystanąć. Zabrałem im narzędzie zbrodni i sam ich przewierciłem. Tata krzyczał, żebym przestał. Obudziłem się. DFQ...
<<==============================================>>