<<================== 23 Styczeń ==================>>
Tę noc określę jako "przyjemną bezsenność".
Poprzedniego dnia spałem długo, więc spodziewałem się jakiejś bezsenności. Przed zaśnięciem transowałem, po czym chciałem spróbować transu na bezsenność bo myślę, że zadziała. Ale moje ciało było ospałe i za przyjemnie się leżało. Zasypiałem długo, ale w relaksie. Po czasie podobna sytuacja jak ostatnio. Byłem w półśnie albo ustabilizowanej hipnagogii, znowu przed komputerem. Myślałem o transie i po chwili jakimś sposobem wywołałem bardzo krótką chwilę euforycznego relaksu, który mnie wywalił całkowicie do jawy 
Po jakimś czasie znowu usnąłem. Spałem jakieś 4h. Chyba po każdym śnie się budziłem.
Chyba pierwszy sen. Akcja zaczęła się od mojego pokoju, było ciemno i było to coś na pograniczu snu o LD. Gdy wyleciałem z domu i leciałem przed siebie, "uświadomiłem się". Leciałem pod osłoną nocy ciesząc się wysoką świadomością. Obok był Incestus, który zapewniał stabilność mojemu snu. Później musiał iść i odczułem pogorszenie jakości

Zanim odszedł rzucił mnie do walki z dużym ciemnym niedźwiedziem. Pomyślałem sobie, że tego to jeszcze nie ubijałem. Z początku nie było ciekawie, ale zaraz obkładałem go pięściami. Niedźwiedź zmalał i zamienił się w psa. Wziałem go i postanowiłem wyjąć telefon i porobić z nim selfie, żeby pokazać go na forum. Zdjęcia wyszły ok, poza tym, że zaraz pojawił się jakiś drugi pies. Bardzo zabawne, bo wiele razy w tym śnie gloryfikowałem swoją świadomość
Ranek. Szykowałem się do podróży do mojej siostry za granicą. Byłem spakowany w plecak szkolny i miałem wyruszyć na pociąg, kiedy uświadomiłem sobie, że nie wziąłem masy rzeczy. Zacząłem się na szybko dopakowywać, nie dokończyłem bo musiałem już wychodzić, ale już były małe szansę, że zdążę. Na szczęście okazało się, że wujek mnie podwiezie.
[...]
Czekałem na pierwszy albo któryś z kolei pociąg, a potem na powóz mojeg o taty. Tak. Miał al'a konny powóz i wiózł jakichś ludzi. Nie jechał tą drogą przy której czekałem. Ale dogoniłem go. Miałem tylko problem wskoczyć tam kiedy ten jechał. Na próbach się skończyło bo się obudziłem.
Sam nie wiem czy to była kreskówka czy film. Coś pomiędzy. Paru kumpli podobnych do gangsterów jechali jednym autem po mieście kiedy jakaś mafia zaczęła ich gonić. Ostrzeliwali ich. Po dłuższej gonitwie auto wywaliło się. Wszyscy po kolei wynurzyli się z aut jak fretki. Poza tym auto miało chyba z 5 drzwi po jednej stronie i każdy wynurzył się ze swoich. Po tym jednym ruchem wyjęli drzwi albo ich połowę i osłonili się przed ostrzałem. Kiedy nastąpiła przerwa to oni wyszli z ofensywą. Ale ktoś od tamtych podszedł ich od prawej strony i po kolei wystrzelał. Padali po kolei, ale ostatni wyczuł spisek i osłonił się drzwiami. Jakoś wyszedł z tego cało.
Później była scena kiedy stał na jakimś podwórku wypełnionym kałużami. Po kałuży pływały kawałki lodu, jak pół tabliczki czekolady. Ale miały formę (przypuszczam, że inkubacja Dragon Ballem, gdzie Buu zamieniał w czekoladki). Gangster obiecał przywrócić im życie choć w chwili ich śmierci nie za bardzo się przejął.
A później wyjechał sobie na wczasy za granicę.
Cała akcja utrzymana w komediowo-kreskówkowym stoicyzmie
Trwała lekcja. Po czasie zacząłem łapać świadomość i zwyczajnie wyszedłem sobie z lekcji. Znalazłem się w moim starym domu. Stojąc na balkonie pomyślałem, że to pewnie sen. TR, negatywny. Zrobiłem kilka.
Ale powiedziałem sobie, że ja nawet nie pamiętam, żebym wstawał dzisiaj do szkoły. Chciałem skoczyć na platformę przede mną. Zrobiłem jeszcze raz TR, teraz wyszedł. Nie mogłem polecieć, czułem ciążenie. Skoczyłem na tą platformę, później kolejne. Chciałem wspiąć się jak najwyżej po tych platformach, żeby na koniec skoczyć i złapać lot, ale się obudziłem przed skokiem. W tym śnie również gloryfikowałem świadomość, szczególnie płynność akcji. Ale teraz z tego krótkiego czasu mało pamiętam. Nie jestem pewny czy to LD.
<<==============================================>>