06-04-2015, 18:11
<<================== 6 Kwietnia ==================>>
Rozbawił mnie ten motyw
W tym śnie wyszło na jaw, że wizje incestus'a to tak naprawdę minigierka logiczna (tudzież senna minigierka), która opiera się na banalnych zasadach. Mapa (średnich rozmiarów senna kraina) obłożona jest polami w kształcie kwadratu na całej powierzchni. Postać mogła poruszać się tylko w 4 kierunkach. Gdy postać stanie na którymś z kwadratów zostawia na niej ślad i dopóki ten ślad tam będzie, nie można przejść tędy drugi raz, bo inaczej ziemia się zapadnie i postać zginie.
Ślady po określonej ilości ruchów znikały, choć był to długi czas. Ale ktoś dorwał później bonusa "poduszkę", dzięki której ślady znikały w przeciągu kilku tur.
Celem gry było dotarcie do skrzynki, w której przechowywany był prezent. Mapa pozbawiona była wszelkich pułapek czy innych udziwnień, więc nie było to trudne.
Nagrodę sen dobrał wręcz idealnie - unikatowa broń do wormsów!

Czytając post Avallac'ha w dzienniku wampii, pomyślałem że mi też się śmierci we śnie rzadko zdarzają. Dzisiaj były aż dwie
Oprócz śmierci resztę snu nie bardzo pamiętam, więc opiszę tylko je.Byłem z kompanem w pustynnej krainie, którą uznałem za jedną z ostatnich lokacji w Gothic 3, w której to, z racji krótkiej gry, nigdy nie byłem. Tak właściwie nie powinienem tam być, ale założyłem jakieś wypasione czarne buty, żeby się wpasować pomiędzy tą szlachtę (paladynów?
) i tak się przechadzałem. Blisko bramy wyjściowej zaczepiłem kupca, kompan myślał, że chce coś od niego kupić. Mówił mi tylko, żebym nie kupował za dużo bo nie jestem tu tak mile widziany. Wtedy ja złapałem jego taczkę z towarami obróciłem ją i uruchomiłem kuszę, która była zamocowana w taczce. W ten sposób ugodziłem kupca strzałą (albo bełtem) w brzuch, przebijając go na wylot. Właściwie nie wiem czy zginął, szybko spierdzieliłem z łupem nie oglądając się za siebie 
Druga śmierć nastąpiła dużo później. Dział się już trochę inny wątek, ale w podobnych lokacjach. Moi kompani walczyli przy bramie miasta z wrogiem. Ja miałem właśnie dołączyć ze swoją ekipą. Chcieliśmy przebić się przez zamkniętą bramę. Jakimś sposobem zerwaliśmy mocowanie do palu po drugiej stronie. I ten, jak wahadło zegara spadło na dół i uderzyło w mojego kompana w tył głowy, wypełniając jego jamę ustną

Uznałem to za widowiskowe i "przewinąłem" akcje trochę do tyłu. Okazało się, że pal przeciął wojownika od samego dołu, krojąc go na dwie równe części. Jak weszliśmy do miasta to podszedłem z kimś do ofiary wypadku, głupio się uśmiechał i jeszcze cały czas stał na "nogach"
O dziwo nie wzruszyło mnie to, odebrałem to bez emocji w stylu "trudno, każdego szkoda" i pobiegłem walczyć <haha>Ten sen odznaczał się dużą realnością. Początkowego wątku już nie pamiętam. Byłem z klasą, w czymś co nie przypomina ani trochę szkoły i przenosiliśmy szafy. No ale później, ciągle w tym samym budynku, mieliśmy iść na niemiecki i mieli odpowiadać ci co nie pisali kartkówki albo coś w tym stylu, w tym ja. Nie wiedzieć czemu, w drodze na lekcję skierowałem się gdzieś indziej i trafiłem do pustej sali. Postanowiłem się tu pouczyć i pójść na drugą połowę lekcji.
No więc się uczyłem. Wyjąłem książkę od niemieckiego. Jedyne co było w niej dziwne to, że co kilka stron wyryty był licznik procesorów Intel i AMD w szkole, a jedyne co mnie zdziwiło to, że ćwiczenia były po każdym temacie, a nie, tak jak normalnie, na końcu książki. Wątpię też, że podczas przewracania kartek dużo się zmieniło w zawartości stron.
Uczyłem się tylko części słówek z widniejących, a pamiętam jedynie "das Auto". Słyszałem przebieg lekcji, ledwo co, ale słyszałem. Jeden z kolegów właśnie odpowiadał, co trochę pomogło mi w nauce. Jak już coś się pouczyłem, postanowiłem w końcu iść na tą lekcję, choć chyba dobiegała końca.
Świetnie odwzorowane były moje reakcje od stresu, w większości snów tego stresu nie ma prawie w ogóle. Przeszedłem przez znany już z poprzedniej części snu korytarz i dotarłem coś co skojarzyłem z korytarzem hotelowym, choć było tu za głośno i za luźno. Na końcu korytarza było wejście do klasy. Wszedłem na lekcję, ale nie zdążyłem odpowiedzieć przed wybudzeniem.
Jechałem autem z siostrami. Czarny Van choć nie wiem czy podczas przejażdżki nie byliśmy przez chwilę tirem albo innym autem. Prowadziła jedna z sióstr. Byliśmy wtedy za granicą, w odwiedziny u niej. Podczas jazdy siostrze zaczęło lekko odbijać, bo za nic miała sobie przepisy i jeździła po swojemu, co chwilę narażając nas na śmierć. Którymś z kolei autem, który miała o włos wyminąć, była policja. Gdy ją dostrzegliśmy siostra zaczęła hamować. Przejechaliśmy koło niej i tak za szybko. Siostra nie zamierzała stanąć, uciekała. Gdy myśleliśmy, że uciekliśmy im to wyjechali przed nas od lewej strony. Siostra wiedziała, że im nie ucieknie i stanęła. Zabrali siostrę na komisariat a nas zostawili w aucie.
<<==============================================>>
let's worship cats





