<<================== 26 Kwietnia ==================>>
Rozbudziłem się po 4,5h snu i wróciłem do spania. Nie kombinowałem za dużo bo byłem za bardzo rozbudzony. Nie mogłem za usnąć, ale byłem na tyle senny, że przyjemnie mi się leżało. Tak więc przez dość długi czas przewracałem się z boku na plecy i z pleców na bok (częsciowo było to dyktowane przez istniejący ból, próbowałem znaleść wygodną pozycję).
Przewinęły mi się chyba jakieś półsny, a może sny. W każdym razie w pewnym momencie leżenia na plecach uderzyły mnie wibracje. Co mniej więcej sekundę powiększały się i szybko wzrastały do silnych. Słyszałem i widziałem zarysy zamglonego obrazu taty wchodzącego do pokoju i pytającego się jak się czuje. Oczywiście, był to hipnagog. Wibracje osłabły, ale w chwilę powróciły a ja czułem jak podnoszę się, więc znając już mechanikę moich WILD'ów zwyczajnie otwarłem oczy. Już przed otworzeniem oczu wiedziałem w jakim znajdę się pokoju. Orientacja zdążyła mocno opaść. Nic się nie zgadzało, właściwie bardziej przypominało to mój stary pokój (ale jeszcze w tym mieszkaniu).
Stałem przed biurkiem i nie czując się pewnie zastanawiałem się co mogę zrobić dla polepszenia sytuacji z jednoczesnymi obawami o obudzenie. Obudziłem się i dopiero po chwili sobie przypomniałem - miałem się nie ruszać...
Byłem już zbyt rozbudzony, zasnąłem z powrotem po dłuższym czasie.
"Nowy lek na gorączke"
Walnięty sen

Całość rozchodziła się o lek "Astma" - lek na gorączkę.
Najpierw coś w stylu dobitnej zapowiedzi. Fabrykę leku postanowiła odwiedzić bardzo ważna persona pochodząca z Mongolii. Na miejsce przyjechał limuzyną. Fabryka okazała się być wielką halą, jak się później okaże - była prawie cała pusta i nie przypominała żadnego obiektu naukowego.
Zaparkowali niedaleko fabryki. Wytłumaczyli mu, że musi oddać bagaże. Wszystko dla sprzyjającej wycinki lasu, który mieliśmy tuż przed nami. Wtedy przyszedł człowiek ubrany w strój wojskowy noszący srebrną piłę spalinową. Pokierował się do drzwi kierowcy. Nawet ich nie otworzył. Przebił piłą drzwi limuzyny wraz z Mongołem.
Byłem w tym śnie kimś w rodzaju obserwatora, który dowiadywał się coraz więcej. Po tej scenie już wiedziałem, że to nie jest zwykła fabryka leków.
Jak się okazało, w hali nie ma nic szczególnego, oprócz... zakładników. Tak, przetrzymywali tam zakładników. Na początku widziałem dwóch a na tego jednego sen zwrócił szczególną uwagę. Policja poczyniła nieudolne interwencje. Wystawiła kilku snajperów.
Snajper miał na celowniku Mongoła (wtf, przecież on nie żyje ._.). Chciał trafić przez szybę, niestety zawalił sprawę. Przestępca po tym incydencie ostrzegł, że po 3 strzałach zabije zakładników. Tutaj coś w rodzaju mojej kminy, jakby postąpił snajper mający ostatnią szansę. Nie wydaje mi się jednak, żeby to wpłynęło na fabułę.
I tak zakładnicy nie pożyli długo, bo ich próby ucieczki nie były pobłażliwie traktowane. I tak zginął pierwszy zakładnik. Drugi też coś kombinował, ale umiejętnie. Na tyle umiejętnie, że po czasie stał bez więzów w stroju lekarskim. Tak na luzie. Jednak dalej w fabryce. I chyba zginął przy próbie ucieczki.
Widziałem teraz grupkę 5 znajomych, którzy zadowoleni wyszli sobie z fabryki, jakby nigdy nie byli niewolnikami. Przeszkodą pozostał płot. Wspięli się na niego, wtedy jeden z przestępców podszedł do płotu z piłą i poobcinał im głowy.
Po tym widziałem podobną akcję, ale w innym składzie. Wtedy zastanawiałem się czy to ci sami ludzie. W tym celu przewijałem do przodu i do tyłu, po drodze kilka razy natrafiając jeszcze na scenę obcinania głów. W "rzeczywistości", część była chyba taka sama.
Byłem teraz sobą, jednak cały czas miałem w pamięci te wydarzenia. Byłem w obcym mieście. Wszedłem do sklepu, bo chciałem kupić sobie jakiś jogurt. Tutaj miałem lekką derealizację, ale bez konkretnego zastanowienia się. Przy ladzie stało kilka kobiet. Kupowała akurat staruszka i chciała kupić ten lek na gorączkę. Wspomniałem, że słyszy się niepokojące plotki o tym specyfiku. Staruszka kupiła jednak lek. Już chciała wychodzić, ale zobaczyła opartą o regał kobietę. Nie ruszała się, ale żyła, złapała jakby zawiechę. Podłożyła jej pod nos kawałek szynki, ta się leniwie "obudziła" i zjadła pożywienie co dodało jej sił ._.
Usłyszałem policyjne syreny. Spojrzałem w stronę wyjścia. Przez żaluzje przebijała się noc i policyjne światła. Masa niebieskich i czerwonych świateł, adekwatnie do natężenia dźwięku aut. Aż za dużo na te miasto. Wiedziałem, że tu wejdą.
Wiem za dużo, muszę uciekać. Wtedy usłyszałem zatrzymanie auta. Blisko, pewnie przy sklepie. Słyszę kroki i dialog, coraz głośniejszy. Już myślałem, że tu ktoś wejdzie, jednak to był fałszywy alarm. Znowu więc rozważam opcję ucieczki. Myślę sobie jednak, że i tak mnie znajdą, to nierozsądne. Biłem się z myślami, kiedy znowu usłyszałem coraz głośniejszy dialog. Do sklepu weszło parę policjantów w czarnych mundurach, ten który mówił był czarny.
Byłem na końcu kolejki, szybko poszedłem do przodu. Rozdali wszystkim ankietę. Przejrzałem pytania. Nie znalazłem pytania w stylu "Czy słyszałeś o ...", tylko były np. "Co sądzisz o ...". Uspokoiłem się i układałem w głowie sensowne odpowiedzi.
Policjant właśnie rozmawiał ze staruszką obok. Nie zdążyłem długo pomyśleć bo zaraz podszedł do mnie. Czekał na odpowiedzi. Ze spokojem spojrzałem jeszcze raz na pierwsze pytanie. Nie pamiętam jednak już treści. Odpowiedzi za to były dość osobliwe. Najpierw było ich ok. 4. 3 po polsku, 1 po niemiecku. Zaraz jednak te po niemiecku się namnożyły, tak że nie mogłem znaleść ani jednej po polsku.
W głowie szczególnie utkwił mi tekst:
Wir mussen in die restaurant gehen
<<==============================================>>