Tak szczerze to zastanów się nad oszczędzeniem upubliczniania treści o Izie, przynajmniej tych świadomych. To dość prywatne i w sumie mało to kogo obchodzi. No ale jak chcesz
Haha rozumiem fallen. Zdaję sobie z tego sprawę i dzięki za opinię! Do swoich świadomych i nieświadomych snów podchodzę humorystycznie ale wezmę pod uwagę to co napisałeś .
Damian, w csa ostatnio mało gram, bo trolluję na drugim końcie (chce tam wbić silver 1 xD). A na mainie MG1.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Jak nikt nie zna twojego zycia prywatnego, to i tak jest to opis samej tresci snu z istotnymi emocjami Tak ze dla mnie drobiazgowosc opisu jest optymalna
------------------------Noc 08/09 lipca 2015r-----------------------
[/color]Szkoda, że opuściłem się z tym dziennikiem . No ale cóż, obiecać sobie nie mogę, że będzie więcej, bo znam swoje nastawienie xd.
Dzisiaj miałem sny generalnie o CS:GO i trochę z życia wzięte sytuacje, jednak słabo je pamiętam. Opiszę trochę LD, jakie mi się przytrafiło 1 raz od paru tygodni.
Dzisiaj miałem trochę problemów z zaśnięciem, jednak kiedy puściłem muzykę, aby się odprężyć, to jakieś 20 minut po wyłączeniu zasnąłem.
Sny, sny, sny o tematyce wyżej . Po czym obudził mnie budzik o 7 na WBTB, ale uznałem, że nie dzisiaj, może w weekend.
Spałem dosyć mocno, bo nie obudził mnie rano tata wychodzący do pracy, tylko sam się obudziłem gdzieś przed 10:30. Zasnąłem.
Po chwili złapał mnie paraliż. Dosyć nieprzyjemny, ostry pisk w uszach jak zawsze i dziwne hipnagogi w głowie, jakby przekręcania. Zrobiłem test i uniosłem ręke, aby mieć pewność, że to nie znowu sen o WILD, jednak nie mogłem jej unieść więc poczekałem. Dałem sobie postanowienie, że dzisiaj zajmę się fantastyką, zamiast zajmywać się kobietami... Myślami próbowałem wykreować dla siebie miejsce gdzie wylądować po paraliżu, jednak jak zwykle zakończyło się to klapą xD. Chciałem się uświadomić w szkole, jednak znalazłem się w kuchni...
Przeszedłem się do "salonu" i na przeciwko okna zrobiłem TR z rękami. Nie miałem dwóch środkowych palców, trochę mnie to zdziwiło. Sen stracił trochę głębokości i poczekałem, aż jej znowu nabierze. Miałem problemy ze wzrokiem i skupieniem. Paskudne uczucie, kiedyś często miewałem sny o tej tematyce. Po chwili wszystko wróciło do normy. Za oknem była pochmurna pogoda, ale jasna. Przeszedłem się do kuchni. Otworzyłem okno i wyskoczyłem. Próbowałem latać, jednak było to dla mnie trudne. Kiedy upadłem, z wrażenia wróciłem do ciała. [Nie sprawdzałem czy to sen, szczerze to trwało to kilka sekund, a ja ten moment słaob pamiętam. Wiem, że złapało mnie wtedy uczucie lekkości, przypominające jak się "lata"]. Po chwili, kiedy się rozluźniłem wróciłem z powtorem do kuchni. Wyskoczyłem i skorzystałem ze wskazówki. Nagle na prawo ujrzałem "skocznie" jak w grach... Podleciałem do niej machając skrzydłami i mnie wybiło do góry . Fantastyczne uczucie. Dalej szybowałem i po pewnym czasie wylądowałęm za blokiem jakieś 100 metrów dalej. Byłem dosyć ucieszony, klasnąłem rękami i zacząłem śpiewać jedną z ulubionych piosenek xD. W "chmurach leciał podkład", wróciłem do domu skacząc po oknach i ponownie wyskoczyłem, kiedy mnie znowu wyrzuciło, za blokiem spotkałem jakiegoś typa (z 15 lat), kiedy z nim szedłem nagle z dnia, zrobiła się noc. Dosłownie, jakby zgasła latarka. Próbowałem przywrócić dzień, ale nie byłem w stanie. (klaskanie, wołanie, itp xd) Przypomniałem sobie, że zawsze w nocy w snach mnie łapią zmory. Przestraszyłem się i zacząłem biec w stronę domu. Przed sobą ujrzałem jakiegoś geparda? Nie wiem co to było. Zacząłem krzyczeć do towarzysza z wyżej, aby mi pomógł, ale zniknął. Pomyślałem wtedy, że czas przetestować swój trenowany sprint w realu, we śnie xD. Zacząłem biec. Głowę miałem nisko, za mną biegły wszelkie stworzenia. Bałem się, a zarazem byłem zadowolony, że mogę to wszystko ujrzeć. Czułem się jak w tunelu, biegłem przez osiedla i ulice do szkoły, a podrodze napotykałem istoty ze snów, które mnie atakowały. Ignorowałem je i po pewnym czasie znalazłem się w szkole. Dumny, że 1 raz świadomy dotarłem do szkoły (nie wiedziałęm, ile w tym było prawdy, nie pamiętałem połowy drogi, więc chyba mnie przeniosło, albo straciłem świadomość, stawiałbym na to 1). W dalszej części snu latałem pomiędzy korytarzami, skakałem "parkoura" nad poręczami i próbowałem zaklęć z Harrego Pottera xD. Było to ciekawe, jednak mimo wszystko i tak mi się nie udało z tymi trudniejszymi zaklęciami. Ale było ciekawe. Kiedy przechodziłem się po korytarzu nagle wszystko straciło ostro klarowność. Zacząłęm to czuć i szybko upadłem na podłogę, aby czuć sen i z niego nie wyjść. Kiedy leżałem na ziemi i przyglądałem się rękom, ujrzałem swoje łóżko.
Po chwili wstałem i znalazłem się w jakiejś scenie z gry. Byłem smokiem i walczyłem z dużym bosem. Podłoga przypominająca prześcieradło zamieniła się w ceramiczne płytki i była powierzchnią areny. Kiedy wygrałem pojedynek, obudziłem się.
LD był bardzo fajny. Co jakiś czas tracił głębokość, tak jak na początku ale ignorowałem to. Mimo wszystko- dobry wynik. LD po 9h snu, a na dodatek o 11, czyli za dnia, co go spłycało, a i tak bardzo mnie zadowolił.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Mi się samo przypomina kiedy mam dobry humor w LD, wystarczy, że zacznę śpiewać albo klasnę rękami i pomyśle o utworze, wtedy już samo leci xD, a uczucie tak jakbyś po prostu miał na uszach słuchawki i słuchał lub z głośników w przestrzeni, jednak ja słyszę jedynie indywidualnie, bez szumu, echa w odpowiedniej dla mnie głośności ;d.
------------------------Noc 11/12 lipca 2015r-----------------------
Śniło mi się, że grałem w Counter Strike Source i jakiś koleś zaczął mnie wyzywać. Okazało się, że był streamerem, a na streamie było akurat 5 tysięcy widzów. Nie szło mi w grze xD.
Siedziałem na FB i przeglądałem główną. Koleżanka dodała zdjęcie z chłopakiem, i Julia (Ukrainka) dodała komentarz "Myśl co czujesz". WTF?
Pusty komentarz, ja pierdziele xD. Jak się obudziłem to zrobiło mi się głupio, że taki pusty komentarz wymyśliła moja głowa, ale może komentarz był adekwatny do jej poziomu xdd. Zacząłem przekręcać zdanie i wymyślałem z tego wiersze. LOL...
Pobudka do WBTB, telefon miałem rozładowany więc rozbudzałem się czynnie, napiłem się wody, skorzystałem z ubikacji i ogarnąłem się w łazience. Nie śpieszyło mi się, zajęło mi to 20 minut ;d. Przez następne pół godziny słuchałem muzyki, bo telefon się naładował. 50 minut WBTB i zdecydowałem, że już wystarczy.
Jednak trochę za długo... Zasnąłem po GODZINIE mąk , a wtedy...
Bum. Zjawiłem się we śnie. Jednak to nie było proste! Przechadzałem się pod blokiem i się rozglądałem. Robiłem TRy (ręce, nos) i nic! Na początku raz udało mi się wciągnąć powietrze nosem jak trzymałem lewą ręką ale pomyślałem, że źle złapałem za nos... Gdy spróbowałem prawą nic nie czułem, zupełnie jak w realu, ręce miałem normalne...... Powtarzałem sobie w głowie "To sen! Ja to czuję, czuję to!"
Faktycznie czułem, towarzyszyło mi znajome uczucie... Coś jak senność. "LD" było niesamowitej jakości, 1 raz przytrafiło mi się takie rzeczywiste i klarowne! Lepsze od tego rok temu na wyjeździe po szklance mleka!! Czułem na twarzy każdy powiew, zapach, wzrok miałem ostry bez okularów, czułem swoje senne ciało. Nawet "senna otoczka" prawie że nie istniała! Ograniczała się jedynie do uczucia senności. Było to delikatne uczucie.
Szedłem obok ogródka, gdzie bawiła się siostra z koleżankami. Rozglądałem się w poszukiwaniu poszlak, że to sen ale nic nie znalazłem! Jednak postanowiłem, że sobie nie odpuszczę.
Przeszedłem do domu i wtedy zacząłem się zastanawiać "Hmm, skoczyć z okna czy nie? Co się stanie?". Spojrzałem na zegar i odwróciłem głowę na jakieś 10 sekund, godzina się nie zmieniła. Wtedy zobaczyłem na biurku sok. Spojrzałem na etykietę i odwróciłem głowę na chwilę. Za 1 razem nic się nie stało, jednak za drugim, kiedy obróciłem głowę na dłuższą chwilę jeden napis ZMIENIŁ SIĘ! Wtedy się uradowałem. Tak to sen... Zacząłem już budować listę do zrealizowania i nagle wróciło mnie do ciała, paraliż...
Kurde! Miałem odsłonięte stopy, czego nie lubię podczas paraliżu, bo często boję się, że zmora mnie połaskocze po stopie. Jednak nigdy się tak nie dzieje xD. Przerwałem paraliż, sprawdzając najpierw czy nie śnie (podniosłem rękę, poczułem "folię") i zacząłem ruszać dłonią i wyrwałem się z paraliżu.
Coś chyba poszło nie tak... Kiedy zamykałem oczy, słyszałem pisk w lewym uchu. Nie mogłem się go pozbyć. Jakoś go przetrawiłem. Jednak żałowałem, że przerwałem. Nakryłem stopy... xD.
Kiedy ponownie zasnąłem, minęło jakieś pół godziny. Wtrąciło mnie w paraliż.
Standardowo, sprawdziłem czy to nie sen.
Teraz już zawsze sprawdzam, dzięki za radę Fallen xD.
Chwilę poczekałem i do pisku w uszach doszły hipnagogi w postaci dotyku... "Zmora" dotykała mnie po ciele, było to głupie uczucie, ale postanowiłem, że je zignoruję. Podtrzymywałem świadomość, trochę przyglądałem się delikatnym wzorkom na powiekach oczu. W pewnym momencie paraliż ustał.
Wstałem, jednak nie mogłem otworzyć oczu. Po pewnej chwili udało mi się otworzyć jedno oko. Drugie ani drgnęło. Wydawało mi się, że jedną stopą byłem we śnie, a jednak moje lewe oko, wciąż było w rzeczywistości. Poczekałem chwilę i uczucie zniknęło. Kontrolne TRy, po czym wyostrzyłem wzrok i wyszedłem na balkon. Jakość również była niesamowita, co mnie strasznie cieszyło. Świadomość niemalże sama się utrzymywała, a senność mi nie doskwierała.
Przeszedłem do pokoju siostry, aby przyjrzeć się moim sennym roślinom. Jakieś dziwaczne były... Zupełnie inne od tych prawdziwych. Spróbowałem siłą woli sprawić, aby trochę podrosły, ale mi się nie udało. Wziąłem rozbieg, zamknąłem oczy i wyskoczyłem przez okno, gdzie najpierw przeniknąłem przez szybę . Podrodze spotkałem kolegę i powiedziałem mu, że to sen. xD. Dalej już załatwiałem sprawy z koleżanką. (Nie marnowałem LD na seks xD, sprawy miłosne).
LD głupio się zakończyło. Jakiś kolega mnie zaczepił i się z nim pobiłem. Strasznie to spłyciło sen i się obudziłem :/.
Była chyba 11. Nie mogłem zasnąć... Kiedy mi się już udało, gdzieś po półtorej H miałem już sny nieświadome.
Lekcja historii z klasą na wpół zmieszaną tą z podstawówki i tą z gimnazjum. Przyszedłem do szkoły z ładnie uformowanym drzewkiem pomarańczy. Tyle, że kula utrzymywała się na cieniutkim patyczku. Siedziałem z kolegą, który mi powiedział, że mam straszne gęste włosy i że zasłaniam pół tablicy xD. Powiedziałem do niego, że muszę je ściąć. W rzeczywistości są w sam raz (chyba xD). Rozmawiałem z innymi kolegami. Potem pokazałem drzewko pomarańczy i jeden z kolegów mi je złamał. Kiedy to robił biłem go i mówiłem, żeby przestał. Potem przepraszał... Lol.
Następny sen jakiś dziwny i nie jestem w stanie go poukładać. Sen miał dwie odmienne fabuły. Na środku placu stała wielka morska muszla, w środku miała berło Posejdona i jakąś złotą muszlę. Fabuła dzieliła się na tę co biorę te rzeczy i na tę kiedy ich nie biorę. Na początku nie wziąłem i najmniej pamiętam tą część snu. Wiem, że zwiedzałem jakieś fantastyczne miejsca i góry. Podbiłem połowę szczytu z ubraniami, a kiedy już byłem blisko szczytu zobaczyłem, że nie mam ubrań -_-. Mimo wszystko wszedłem na górę i spadłem z klifu (na szczęście już miałem ubrania).
Wylądowałem w tej muszli. Podniosłem te rzeczy. Były brzydkie, obsypane złotym brokatem i z plastiku xD. Przez cały sen męczyła mnie jakaś dziewczyna, że musi zdobyć te rzeczy. Była gotowa zrobić za nie wszystko. Yhy . Jednak obok mnie była koleżana, na której mi zależy i mnie pilnowała xD. Czułem, że ode mnie zależy czy zło zwycięży nad dobrem xD. Nie dałem jej tych przedmiotów.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Postanawiam reaktywować dziennik, nie pisać zbyt szczegółowo opisów, ze wzgłędu na długość treści. Będę pisał główne wątki, te najciekawsze, jak najkrócej.
Drugą noc z rzędu mało zapamiętałem.
Byłem na balkonie, usłyszałem huk. Obok mnie była jakby łąka, bo balkon mam mały, a stała tam jeszcze siostra. Nagle zauważyłem za blokami wielką chmurę dymu. Zacząłem trochę panikować i odliczać sekundy do śmierci. Nic dziwnego. Od pewnego czasu co jakiś czas słyszę samolot nad blokiem i odrazu mi się kojarzy z ruskimi. Nad morzem przelatywał wojskowy (na szczęście polski) i nie przepadam za tym dźwiękiem.
Byłem w jakichś wysokich górach. Padał śnieg, zaspy sięgały metra. Nagle zobaczyłem małego chłopczyka w zaspie na skraju góry, słyszałem krzyki rodziców "Pomóżcie mu, pomóżcie!". Ruszyłem powoli do chłopca, nagle pode mną załamał się śnieg, a ja runąłem z góry. Na dole była woda. Próbowałem odruchowo zmienić treść snu lub z niego wyjść ale nie pamiętam co było dalej (Pewnie się udało ).
Byłem w jakimś starym, brzydkim, jedno-rodzinnym domu. Zbliżała się jakaś ciemna godzina, bo tata rozkazał mi żebym się schował. Chciałem się schować do szafy ale się nie zmieściłem (była dzielona na segmenty) i szybko wślizgnąłem się pod stół. Chyba wystawały mi nogi. Pare razy wychodziłem stamtąd z nadzieją na lepszą kryjówkę. Nagle z jakiegoś pudełko-lustra wyskoczył duch. To co się tam działo przypominało mi jakieś egzorcyzmy.
Ostatnio często mam przynajmniej jeden sen o motywie demonów/duchów. W ciągu 2 tygodni miałem już z 5 takich snów. 4 razy byłem ofiarą ducha. Stopniowo, najpierw przyzwyczajał we mnie we snach do siebie. W następnych nocach mnie targał do kuchni (tam gdzie 1 raz poczułem jego obecność), ciągnął za nogi, wywracał do góry nogami. Nie podobają mi się te sny ale równocześnie jakoś bardzo nie przerażają. Co najwyżej pod wpływem psychiki czuję czyjąś obecność w kuchni .
Dzisiaj miałem LD, po WBTB. Był dziwny. Uświadomiłem się w nieznajomym budynku i jedyne co robiłem, to badałem sen. Był strasznie brzydkiej jakości, kiedy postanowiłem zaangażować czulej zmysły, gdy dotknąłem ściany sen odrazu nabrał klarowności. Potem korygowałem swoją wadę wzroku magicznym "kółeczkiem" w głowie.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Byłem w jakimś dziwnym mieście, wszędzie wysokie bloki. Stałem na szczycie ich na jakiejś drewnianej kładce. Przede mną była jakaś elektrownia wodna, betonowe podłoże, pod nim płynęła woda, a za nią był wodospad. Skakałem między blokami jak w jakiejś grze.
Szedłem przez wielką pustynię. Chyba uciekałem z Polski. Natrafiłem na jakieś miasteczko. Było wolne, nie panował tam nikt. Rozejrzałem się, po środku była mała droga, na lewo jakieś drzewa, na prawo bloki. Zobaczyłem, że z pustyni zbliżają się auta z ludźmi. Przyleciał jakiś samolot z zapytaniem "Czemu nie rządzi tutaj Rosja?".
Jakieś fantastyczne miasteczko. Na skraju stał kolorowy młyn, dookoła były różnokształtne wiatraki, niebo było czerwono-niebieskie (zachód słońca). Wszedłem do biedronki, która była obok. Tata robił zakupy, ja się rozglądałem poszukiwaniu czegoś ciekawego. Zobaczyłem jakiś "Bułkowy jogurt naturalny", opakowanie serka Greckiego, na etykietce były bułki. Potem zrozumiałem, że jest to margaryna :p. Następnie tata kazał mi kupić arbuza. Poszedłem z siostrą, w dziale z arbuzami zobaczyłem ogromnego, biało-pomarańczowego "arbuza". Kłóciłem się z siostrą, że jest to dynia. W końcu wziąłem malutkiego arbuza i oddałem go tacie. Kiedy stałem w sklepie, zobaczyłem, że nie ma dachu. Podziwiałem piękne okolice.
Miałem jeszcze sen o kopaniu kilofem z minecrafta... Ale nie warto go opisywać.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.