Dziennik snów - Areckt
#71
10 października 2020 - W domu babci

      Jestem w domu mojej babci, zdaje się, że dostałem go na własność. Wygląda zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Wstałem wcześnie, jest 6:30 rano. Siadam w kuchni przy stole, przez okno widzę sporo ludzi przechodzących chodnikiem. Dziwię się, że o tej godzinie jest taki ruch. Przyglądam się im i widzę, że mają walizki, torby podróżne. Jedna rodzina miała nawet małą przyczepkę wypełnioną bagażem. Zauważam, że wszyscy wychodzą z budynku nieopodal, który jest siedzibą firmy turystycznej. Poznaję kilka znajomych twarzy z mojej miejscowości. Domyślam się, że wrócili z jakiejś wycieczki zorganizowanej.

      Przeskok.

      Kucam w drzwiach wyjściowych i pochylam się nad małym, plastikowym stołkiem, na którym ułożono stosik z cienkich, drewnianych desek. Chcę to podpalić zapałkami, ale nie udaje mi się. Przygląda mi się brat. Przychodzi babcia. Biorę ostrożnie stołek z drewnem i wychodzę na podwórko, chcę to zanieść za dom.
      Z domu słychać dudniącą muzykę elektroniczną, którą to ja włączyłem. Słyszę moją małą siostrę cioteczną jak krzyczy z domu, że nie może się przez to skupić przy nauce. Wyciągam komórkę z kieszeni i przyciskając kilka razy przycisk od głośności wyciszam muzykę.

      Przeskok.

      Chodzę po innych pokojach domu, ze mną jest brat. Porównuję położenie i wygląd pomieszczeń z tymi, które pamiętam z prawdziwego świata. Cały dom bardzo się różni. Dziwi mnie to, ale nie zastanawiam się nad tym więcej. Spoglądam na godzinę w telefonie - już 12:40. Myślę, że jeszcze na spokojnie zdążę na lekcje skoro zaczynam dopiero jakoś po 14.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#72
12 października 2020 - "Ciekawe" zajęcia, zakręcony wskaźnik i ucieczka przed Slendermanem

      Kolega namówił mnie, żebym zarejestrował się na dodatkowy przedmiot spoza planu modelowego dla 5 semestru. Jestem na pierwszym wykładzie. Panuje luźna atmosfera, jest kilku prowadzących. Jeden z nich trzyma w rękach wskaźnik teleskopowy do prezentacji.
      Siedzę na brzegu przy przejściu między krzesłami. Odwracam się i zauważam taką scenę: dziewczyna siedzi na kolanach jednego chłopaka, drugi chłopak siedzi obok. Drugi przywołuje ją ruchem ręki. Dziewczyna schodzi z pierwszego i siada na kolana drugiego tak, że prawie stykają się brzuchami. Zaczynają się obejmować, całować. Zsuwają sobie nawzajem spodnie i tak po prostu zaczynają uprawiać seks. Co tu się, ku*wa, odpie*dala, przepraszam bardzo!? Grupka osób obok nich wstała, zgromadziła się wokół tej pary i zaczęła im dopingować, skandować i wymachiwać rękami jak na meczu piłkarskim.

      Przeskok.

      Jestem w piwnicy w swoim domu. Chyba zajmuję się przenoszeniem jakichś gratów z innego pomieszczenia w piwnicy. W spiżarni jest pan Tomasz G. (wykładał fizykę ogólną na 2 semestrze) z jakimś innym mężczyzną. Idę do nich. Pan Tomasz opowiada jak mój brat zauważył na jednej z tutejszych półek zestaw kolorowych markerów i powiedział, że chciałby takie mieć i wtedy on (prowadzący) mu je podarował. Wyglądał, jakby ta historia go rozczuliła.

      Przeskok.

      Jestem w dużej sali w piwnicy razem z kolegą i koleżanką ze studiów - Igorem i Zuzą. Z Igorem wchodzimy do spiżarni. Na półce znajduję wskaźnik teleskopowy - taki sam, jaki trzymał jeden z prowadzących z początku snu. Miał czarną, gumową rączkę i srebrną, metalową końcówkę, którą można było wydłużyć do ok. 2 metrów. Nie wiem czemu, ale bardzo jesteśmy podekscytowani tym znaleziskiem.
      Na rączce znajduje się mały przycisk. Klikam go i metalowa część wskaźnika zaczyna się powoli obracać zakreślając końcówką niewielki okrąg w powietrzu. Przyciskam jeszcze raz i zaczyna się obracać bardzo szybko, zakreśla też dużo większy okrąg. Klikam jeszcze raz i zatrzymuje się.
      Wracamy do dużej sali i dajemy wskaźnik Zuzi. Wychodzi z nim na korytarz i włącza na drugi, szybszy tryb, trzymając wskaźnik za plecami. Przez to zaczyna się powoli przemieszczać do przodu. Kuriozalnie to wygląda, jakby miała długi, cienki, metalowy ogon, który kręci się bardzo szybko za plecami. Zuza kieruje się w stronę wąskiej części korytarza, zbyt wąskiej na te obroty wskaźnika. Musimy ją zatrzymać, ale nie ma jak, bo jak się zbliżymy, to dostaniemy po twarzach od metalowej końcówki.
      Zaczyna przemieszczać się przez wąski korytarz, wskaźnik wygina się na ścianach, ryje dziury, sypią się iskry. Zuza już nie przemieszcza się gładko - zaczyna nią targać na wszystkie strony, niebezpiecznie to wygląda. Akurat na moment wskaźnik się zaciął na ścianie, Igor rzucił się do przodu i wyłączył go. Rychło w czas, bo jeszcze chwila, a Zuza obróciłaby się do góry nogami i mogłaby sobie uszkodzić głowę.
      Patrzę na jego zszokowaną twarz, ale on nie patrzy na mnie. Patrzy na coś za mną. Odwracam się. Nie jestem już na korytarzu w piwnicy. Stoję na środku wąskiej ulicy w jakimś starożytnym mieście, wszystko ma kolor piasku, budynki wokół, ziemia. W oddali zauważam postać Slendermana, który zbliża się w moją stronę, zza jego pleców wiją się czarne macki. Odwracam się znowu, Igor i Zuza zniknęli. O w dupę... Pora uciekać!
      Mknę przez piaszczystą uliczkę jak oszalały, co chwila zerkam i za plecami widzę tę czarną sylwetkę. Dobiegam do wysokiej, okrągłej wieży. Przy ziemi znajduje się niewielki tunel, przez który mogę przejść do środka. Żeby kucnąć klikam przycisk Ctrl (w tym momencie sen przybiera postać gry). Przechodzę przez tunel, przy wyjściu zwracam uwagę na ładną animację odpierania się rękami od ścian.
      Jestem w wieży. Na "ekranie" pojawia mi się mapka z zaznaczoną moją pozycją i trasą ucieczki, którą muszę podążać. Pokonałem dopiero jakieś 20% drogi. Muszę kierować się na południe. Wbiegam po krętych schodach na samą górę wieży. Jest tu niewielki otwór w ścianie, przez który mogę podziwiać panoramę starożytnego miasta. Szukam też wzrokiem slendermana, ale go nie widzę. Odwracam się i zauważam wyjście na "balkon". Idę tam. Na balkonie widzę kręcące się w miejscu małe, błękitne monety. Zbieram je wchodząc na nie. To jakieś bonusowe znajdźki czy coś takiego.
      Wyglądam za barierkę balkonu. Kilkanaście metrów poniżej jest tafla niebieskiego morza, które rozpościera się aż po horyzont. Będę musiał do niego wskoczyć, ale zauważyłem, że dokładnie pode mną jest jeszcze jeden balkon. Zeskakuję na niego. Są tu kolejne monety, zbieram je zamaszystym ruchem nogi. Obok siedzi małe dziecko, chłopiec. Zaczynam słyszeć budującą napięcie muzykę, jakiś łoskot z góry. To na pewno slender, muszę się spieszyć.
      Niewiele myśląc biorę rozpęd i energicznie wyskakuję z balkonu odbijając się rękami od barierki. W tym momencie chłopiec woła do mnie, pyta: "Czy to na pewno był dobry pomysł?". Chyba domyślam się, o co mu chodzi, bo zauważam, że pod nami był jeszcze trzeci balkon z kolejnymi znajdźkami. No cóż, na to już za późno. Spadam w stronę wody i... budzę się. Mam przyspieszone tętno i oddech, jestem bardzo podekscytowany, buzuję energią. Chcę wrócić do snu, przecież jeszcze mam tyle trasy do pokonania, to nie może się tak skończyć! Niestety nie udaje mi się.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#73
13-18 października 2020

No cóż, kolejny semestr studiów się zaczął i jakoś tak trudniej od razu prowadzić ten dziennik. Ale do rzeczy.

1)
Byłem na jakiejś wycieczce szkolnej, razem z grupą przyjaciół dostaliśmy całą dobę, w której mogliśmy robić co chcemy. Byliśmy w dużym mieście. Było sporo chodzenia, jeżdżenia samochodami, również nocą. To był całkiem długi sen, miał przyjemny motyw podróży, wakacji, przyjaźni.

2)
Ten sen postawił mnie w dość stresującej sytuacji. Stało się coś złego komuś mi bliskiemu i musiałem szybko zdecydować, czy dzwonić po karetkę, czy samemu wziąć potrzebującego i jechać do szpitala. Ostatecznie postanowiłem, że pojadę, bo karetka mogłaby nie zdążyć.

3)
Byłem w lesie. Zimowy, rześki i jasny dzień. Ziemia pokryta warstwą śniegu. Za mną był jakiś budynek. To szkoła. Wejście, to wielka, szeroka szyba z zawiasami u góry. Jej dół trzeba było popchnąć do wewnątrz żeby wejść. Zeskok jakiś metr w dół. Po lewej szatnia. W środku spotkałem kilku znajomych z liceum. W rękach trzymałem kurtkę i zastanawiałem się gdzie ją zawiesić. Jeden kolega, który siedział na ławce, odsunął się i pokazał, żebym zawiesił ją tam. Wyszedłem znów na zewnątrz. Jakiś koleś jechał szybko na rowerze i wjechał prosto w szybę-wejście, odchylając je do połowy. Ludzie wewnątrz patrzyli na to z niedowierzaniem i wzburzeniem. Poszedłem wgłąb lasu. Gdy szedłem pod górę, pomyślałem sobie, że skoro to sen, to przecież zamiast iść mógłbym polecieć. (Znowu fałszywe LD, tak na prawdę nie byłem świadomy). Na początku mi nie wychodziło i robiłem tylko długie skoki w tym śniegu. Potem wleciałem na wzgórze. Chodziłem po wysokich pniach ściętych drzew.

4)
Byłem na hali sportowej w Ostrołęce. Była wyłożona wykładzina, rozstawione eleganckie, drewniane stoliki i ławki. Jakaś uroczystość, coś się działo na scenie. Ja poszedłem do pokoi obok. Rozmawiałem ze znajomymi, gdy podeszła do mnie moja nauczycielka przyrody z podstawówki i powiedziała, że mam jej pomóc zanosić jedzenie na stoliki. Jeden kolega skomentował to: "O Jezuuuuu". Potem znalazłem się w moim domu, przez okno widziałem, że na podwórku wylądował statek kosmiczny z obcymi. Musiałem się pospieszyć z tym jedzeniem, żeby walczyć z najeźdźcami. Pomyślałem, że to dziwne, że obcy wylądowali akurat u mnie na podwórku.

5)
Miałem lekcje w gimnazjum. Usiadłem przy ławce na samym końcu po prawej stronie klasy. Ławka była bardzo wysoka, ledwie wystawała mi głowa znad niej. Czułem się niekomfortowo. Przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Oboje uznaliśmy, że się przesiądziemy. Chodziłem po klasie, ale wszystkie wolne miejsca były jakieś dziwne, krzywe krzesełka, o nieodpowiednich rozmiarach, itd. W końcu na przedzie znaleźliśmy coś sensownego. Zauważyłem, że z ławki obok wystają zakrzywione gwoździe. Nauczycielka przyniosła duży karton wypełniony czymś, co przypominało szklane jabłka. To był jakiś słodki deser, który mogliśmy zjeść.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#74
24 października 2020 - Sobowtór

      Jestem w jakimś niewielkim osiedlowym sklepie. Moim zadaniem jest zabójstwo kilku osób. Chyba z kimś walczę, chociaż nie wychodzi mi to zbyt dobrze. Panika, ludzie uciekają. Nagle przede mną pojawia się jakaś postać. To chłopak, mojego wzrostu, ma krótkie czarne włosy. Dzieli nas około metr. Patrzymy się na siebie nawzajem. Jego oczy wyglądają wyjątkowo dziwnie. Prawa źrenica co chwilę błyszczy jak u kota, któremu się zaświeci latarką. Zaraz potem obie źrenice zmniejszyły się do małych punkcików, by za chwilę rozszerzyć się na całą tęczówkę. Zwracam uwagę na jego rysy twarzy. Trochę jakby falowały, są trudne do zdefiniowania. Ale w końcu mnie olśniewa - to przecież ja, tylko bez okularów! Może przystojniejszy, w pewien sposób atrakcyjniejszy, ale ja. To lepsza wersja mnie.
      Ciągle stoimy naprzeciw siebie, nic nie mówimy. Jego twarz pozbawiona jest emocji. Nagle zbliża się do mnie, podchodzi na tyle blisko, że stykamy się nosami. Nie mogę oderwać wzroku od tych jego oczu. Jestem jak zahipnotyzowany. Zaczynam czuć do niego coś na kształt miłości, ale takiej jaką się czuje wobec członków najbliższej rodziny. Poczucie troski, bezpieczeństwa, opieki.
      W końcu odwraca się ode mnie. Przy ladzie zauważam jednego z moich celów do zabicia - to Jason Statham. Ruszam na niego, ale on mnie odpycha. Do akcji wkracza mój sobowtór. Z łatwością powala aktora na podłogę. Ten szybko zrywa się i zaczyna uciekać. Jest już przy wyjściu, gdy nagle dostaje serię kulek w łeb. Cały zakrwawiony pada na ziemię. To lepszy-ja skądś wytrzasnął pistolet. Spoglądam na niego. Wygląda jak totalny badass, profesjonalista. Roztacza wokół siebie aurę pewności siebie.
      Podchodzi do lady, na której znajduje się czarny, starodawny telefon stacjonarny. Podnosi słuchawkę i mówi coś w stylu: "Zapamiętaj to dobrze, bo nie będę powtarzał. Kod to B720" i odkłada słuchawkę. To jest pierwszy raz, kiedy się odzywa. Potem spogląda na mnie. Uśmiecha się niepokojąco i mówi: "No, to teraz został mi już tylko jeden cel...". W dłoni otwiera mu się mały scyzoryk. O ku*wa, Ku*wa, KU*WA!!! Uczucie bezpieczeństwa i opieki znika w jednej chwili. Wypadam ze sklepu ledwo co unikając przewrócenia się o ciało Stathama. Czy mam w ogóle jakiekolwiek szanse przeciwko komuś, kto jest ode mnie we wszystkim lepszy?
      Jestem w Warszawie. Noc, ale jest jasno od wszystkich świateł ulicznych. Kilkanaście metrów przede mną są tory tramwajowe. Akurat przejeżdżają dwa tramwaje, mijają się. Myślę, że może zdążę dobiec do jednego z nich i ukryć się w środku. Sen przerywa budzik.

__________________________________________
Gdybym wiedział, nastawiłbym budzik na kilka minut później. Po pobudce nie mogłem przestać myśleć o tym śnie. O tych oczach. O uczuciach, których doświadczyłem. Zazwyczaj tego nie robię, ale tym razem postanowiłem jakoś zinterpretować ten sen. I doszedłem do wniosku, że może być związany z moimi ostatnimi troskami dot. studiów. Uczucie przytłoczenia tymi wszystkimi projektami, niepewność co do przyszłości. Tęsknota za łatwiejszym, beztroskim życiem sprzed kilku lat. Potrzeba wsparcia, opieki.
Bardzo charakterystyczny sen.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#75
hehe no bardzo ładne. Interpretacja faktycznie pasuje. Żeby nie było, że ktoś wykonuje za ciebie twoje obowiązki lepiej niż ty, to jest to twój sobowtór. Wynika z tego wydźwięk, że chciałbyś, żeby obowiązki wykonywały się same bez wysiłku i stresu i wciąż odbierać za nie wynagrodzenie. Puenta snu ukazuje złudność takich marzeń, zostajesz sam ze swoim prawdziwym, słabszym sobą :)


Lepsza wersja siebie mogłaby tu oznaczać albo swoje wyobrażenie, albo prędzej oczekiwania wobec przyszłego siebie. Wrogość takiej postaci w takim przypadku mogła by oznaczać samopogardę, tendencję do doszukiwania się swoich słabości.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów - Howolf Howolf 144 17,110 Wczoraj, 01:47
Ostatni post: Howolf
  Dziennik Snów PseudonimJa PseudonimJa 16 534 24-10-2020, 18:08
Ostatni post: PseudonimJa
  Dziennik snów Aylo Aylo 91 11,333 12-10-2020, 13:06
Ostatni post: Aylo
  Dziennik Snów Crown Crown 9 271 04-10-2020, 10:00
Ostatni post: Crown
  Dziennik snów zwykłych By Nocny Harry Nocny Harry 50 1,890 15-09-2020, 20:07
Ostatni post: Nocny Harry

Skocz do:

UA-88656808-1