i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia
Dziennik snów - Areckt - Wersja do druku

+- i-Sen.pl - Polskie Forum Świadomego Śnienia (https://i-sen.pl)
+-- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--44)
+--- Dział: Dziennik Snów (https://i-sen.pl/Forum-Dziennik-Snow--14)
+--- Wątek: Dziennik snów - Areckt (/Temat-Dziennik-snow-Areckt--4746)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


Dziennik snów - Areckt - Areckt - 30-08-2020

Ostatnio jakoś coraz mniej mi się chce notować sny, więc pomyślałem, że publikowanie ich tutaj może trochę mnie zmotywuje do tego jakże arcytrudnego zadania.

Na razie będę przepisywał starsze sny ze swojego papierowego DS-a i z czasem zamierzam "nadgonić" i zapisywać świerzynki prosto tutaj.

No to zaczynajmy.


4 sierpnia 2020 - Nowe przygody z LD

      Oglądam na YouTubie nowy materiał z Cyberpunk'a 2077, jednocześnie w tle na drugiej karcie przeglądarki leci gameplay z gry Ghost of Tsushima. Materiał, który oglądam to wywiad z jakimś devem z CD Projekt RED. Prowadząca kończy z nim rozmowę i zaprasza Konrada Tomaszkiewicza (quest director pracujący nad CP2077).
      Prowadząca zadaje mu pytania, on odpowiada, a na to nakładają się dźwięki z gameplay'a z GoT gdzie główny bohater biegnie przez wioskę i woła jakieś dwa męskie imiona. Wracam do Cyberpunk'a.
      Pokazują 1-minutowy fragment gry z 3 osoby, powolne przejście przez fragment miasta, wokół jest dużo ludzi i jest pomarańczowo (zachód słońca lub poświata od ognia). Prowadząca zadaje kolejne pytanie ale przerywa w połowie, bo zapomniała kwestii. Cisza trwa niezręcznie długo. W końcu kończy pytanie i Tomaszkiewicz odpowiada.

      Przeskok.

      Jestem przy przystanku autobusowym przy szkole w mojej rodzinnej wsi. Jest słoneczny dzień, popołudnie. Kilka metrów dalej znajduje się ławka, a na niej siedzą od lewej: jakaś kobieta/dziewczyna, jakiś chłopak i Tomaszkiewicz. Staję przed nimi i rozmawiam. Tomaszkiewicz nie jest pewny, czy dojedzie stąd do miasta. Rozglądam się i dalej od nas, po drugiej stronie ulicy gdzie jest pizzeria widzę drugi przystanek autobusowy. Odwracam się i widzę ten pierwszy kilka metrów od nas.
      Uspokajam Tomaszkiewicza mówiąc, że to na pewno tu. Chłopak siedzący obok nagle się odzywa i fuka coś ze złością w stylu: "No ja nie mogę patrzeć na tę dzisiejszą młodzież! Spójrzcie tylko na tę dziewczynę!" Odwracam się i widzę jak chyba w czterech niosą pijaną do nieprzytomności dziewczynę w młodym wieku, może 13-15 lat. Głowa jej się kiwa z boku na bok.

      Przeskok.

      Wracam do gameplay'a z GoT. Oglądam jako obserwator, jak w drewnianej szopie główny bohater spada na podłogę z otworu z dachu. Walczy z drugim wojownikiem. Gdy przeciwnik zadaje cios, tuż przed uderzeniem czas się zatrzymuje, wszystko robi się czarno białe, a nasza postać ma czerwoną poświatę - w ten sposób gra sygnalizuje, że należy zrobić unik. Udaje się i tak jeszcze dwa razy sytuacja się powtarza. Bohater zabija przeciwnika.
      Z innego miejsca w szopie wyłania się kolejny przeciwnik. To kobieta z shotgunem. Bohaterowi udaje się uniknąć pierwszego strzału i chowa się za ścianę. Teraz to ja jestem bohaterem. Słyszę z tyłu po prawej ruch kobiety. Otoczenie zmienia się w lekko zmodyfikowany korytarz w moim domu. Za sobą mam szafę, wyciągam z niej jakieś kawałki drewna i próbuję rzucać nimi we wroga zza ściany, ale nic z tego.
      Zdaję sobie sprawę, że to jest sen, więc mogę zrobić co chcę. Wróg zamienił się w moją młodszą siostrę 
trzymającą shotguna, a cała sytuacja z niebezpiecznej przeistoczyła się w zabawną. Postanawiam, że wytworzę przed sobą niewidzialną barierę kinetyczną, która zatrzyma pociski w powietrzu. Gdy wychodzę z kryjówki siostry już nie ma, a pod ścianą leży spora kupka naboi. Telekinetycznie podnoszę je wszystkie do siebie i formuję na kształt leżącego zwierzęcia, coś jakby lemura, szopa czy innego małego futrzaka. Po położeniu go na wyciągniętych rękach rozpada się i naboje przelatują mi przez dłonie na podłogę.
      Zwracam uwagę na drzwi od balkonu. Postanawiam, że jak przez nie przejdę, znajdę się nad morzem. Zadziałało! Za drzwiami jest podest i kilka schodków w dół. Poniżej wzdłuż plaży rozciąga się szeroki na kilka metrów chodnik, po którym spaceruje sporo ludzi. Przede mną jest plaża, kilkanaście metrów piachu i dalej morze. Jest jasny, ciepły, słoneczny dzień. Nikogo nie ma na piachu, żadnych parawanów. Nierealistycznie ;D

      Sen zaczyna mi się rozmazywać. Przypominam sobie o jednej technice, o której czytałem poprzedniego dnia. Kucam na chodniku i zaczynam pocierać dłoń o dłoń. Czuję ciepło od tarcia. Zwracam uwagę, że mam gołe stopy, zabrudzone piaskiem. Technika na chwilę pomaga i znów widzę wyraźnie, ale w chwilę potem sen się kończy.

      Jeszcze nie obudziłem się na dobre, jestem na pograniczu jawy i snu.

      Przez moment widzę mapy google - szukam jakiejś fajnej plaży. Przesuwam mapę po polskim wybrzeżu, ale nic mi nie odpowiada, nie mogę się zdecydować. W miejscu gdzie powinien być Hel, są jakieś góry, a potem granica Polski idzie ostro na południe.

      Teraz jestem w środku lasu z bratem, ale chyba ogólnie z całą rodziną, tylko ich nie widziałem. Jest pochmurno, ale dość jasno. Pewnie wcześniej padał deszcz, bo jest wilgotno - powietrze ma charakterystyczny zapach.

      Teraz jestem w swoim łóżku, przez okno wpadają gorące promienie słońca. Chcę spać, ale słyszę słodki głos mamy: "Heeeej, pobudka... Chyba starczy tego leżenia?" Nie chcę wstawać. W oddali zamglonego umysłu przypominam sobie, że dziś mama pracuje, więc to na pewno sen.

      Czuję się już rozbudzony na dobre (w prawdziwym świecie). Usilnie jeszcze trzymam oczy zamknięte, żeby wrócić do snu, ale nic z tego, już dobrze czuję swoje prawdziwe ciało. Wstaję z łóżka z zamiarem jak najszybszego zapisania tego wszystkiego w dzienniku snów.

__________________________________________

To mój pierwszy wpis w DS'ie od czerwca 2018 roku. Na początku sierpnia tego roku znowu powróciłem do tematu świadomego śnienia. Zrobiłem sobie nostalgiczną przejażdżkę po forum psajko, na którym przesiadywałem lata temu oraz przeczytałem moje wpisy tu, na i-senie, z czasów kursu w 2017 roku. Ten sen opisany powyżej ostatecznie przekonał mnie do odkurzenia starego DS'a.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 31-08-2020

12 sierpnia 2020 - Robaki w łóżkach

      Jestem z całą rodziną w ogródku. Jest pochmurny, ciemny dzień. Na ziemi w losowych miejscach leżą jakieś materace, tapczany. Mamy problem z robakami w łóżkach.

      Przeskok.

      Jestem z mamą w domu. Biorę z szafki w łazience środek do zwalczania robactwa w sprayu, jeszcze nie używany. Zaczynam psikać po materacu w sypialni. Leci płaska, szeroka struga mgiełko-pianki. Słyszę, że do domu przychodzi tata. Chyba coś mu się nie podoba w tym, co robię. Potem będziemy musieli jeszcze umyć głowy i uprać ubrania.


12 sierpnia 2020 - Ziemniaki i test na studia.elka.pw

      Jestem z bratem na parterze w jakimś nieznanym mi domku. Drewniana chatka, typowo górski domek. Chyba jesteśmy razem na jakiejś wycieczce szkolnej. Mam za zadanie wsadzić 6 ziemniaków przed domkiem. Wbijam szpadel w ziemię, ale wchodzi tylko na kilka centymetrów. W międzyczasie podszedł do mnie mój nauczyciel muzyki z podstawówki.
      Patrzę, a tu się okazuje, że pod ziemią jest betonowa płyta i nie ma jak wsadzić ziemniaków. Myślę sobie dobra, jebać, i tak już za dużo czasu na to straciłem. Muszę się wziąć za test. Wchodzę na studia.elka, z lewej mam wybór przedmiotów, ich dziwne skróty nic mi nie mówią. Uznaję, że to nowe przedmioty z 5 semestru. Klikam w odpowiedni i przechodzę do testu. Test polega na obejrzeniu filmiku i potem dopasowaniu do niego jednego obrazka spośród wielu do wyboru. I tak łącznie 10 razy. Co jest, prowadzący na początek daje nam jakieś testy na inteligencję? Zrobiłem już 7/10. Nagle wylogowuje mnie ze strony. Loguję się ponownie i przechodzę do testu. Patrzę, że mam już tylko 8 minut, na pewno już nie zdążę. No już trudno.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 31-08-2020

13 sierpnia 2020 - Zaległości na studiach

      Leżę chory w łóżku, które stoi w miejscu telewizora. Mija już ponad tydzień. Do pokoju wchodzi mama, w drzwiach pojawia się też ciotka Grażyna. Rozmawiają o czymś ze sobą. W dłoniach trzymam telefon, właśnie pada w nim bateria. Przewracam się na drugi bok. Martwię się, że już tyle mnie ominęło na studiach. Pamiętam, że w ławce siedziałem obok Michała K., a koło nas był też Maciek C. (koledzy ze studiów).

      Przeskok.

      Jestem w Warszawie. Widzę przed sobą jakąś dziwną sytuację. Ktoś ustał na torach tuż przed zatrzymanym tramwajem. Nagle z tramwaju słychać głośne i stanowcze "cofam się za 4... 3... 2... 1..." Tramwaj zaczyna szybko cofać, na szczęście nikogo nie rozjechał. Zbliża się w moją stronę. Siedzę jako pasażer z tyłu samochodu, nie wiem kto prowadzi. Też zaczyna cofać, trochę skręca, żeby tramwaj w nas nie przywalił.
      Jestem już poza autem, stoję na chodniku. Wśród tłumu ludzi wsiadających do tramwaju nieopodal zauważam Cejrowskiego. Zastanawiam się, czy często tak ma, że ciągle się ktoś na niego gapi na ulicy. Tak czy inaczej, on mnie nie interesuje. Idę dalej chodnikiem, jest dosyć tłoczno. Zauważam, że nikt nie nosi maseczki na twarzy, niektórzy mają je na brodzie, inni w rękach lub w kieszeni. Ktoś nawet miał taką samą jaką ja mam. Wchodzę do małego sklepu, który uważam za znany.
      Mam fałszywe wspomnienie, że często tu bywałem. Przeciskam się do działu ze słodyczami. Na początku nie znajduję nic ciekawego. Nie chcę wyjść z niczym, ale też nie chcę przepłacić. Na półce widzę słoiki podobne do tych od nutelli, w środku jest biały krem. Niżej jest paczka orzeszków polanych lukrem i pozłacanych za 7,70zł. Za drogo. Biorę małe opakowanie delicji (chyba brzoskwiniowe) za 3,30zł. Akurat podeszła do mnie kasjerka, żeby coś układać na półkach za mną. Przypuszczam, że tak na prawdę to chciała sprawdzić czy nie chcę czegoś ukraść bo moja długa obecność w jednym miejscu wydała jej się podejrzana. Odwracam się do niej. Chce żebym szedł pierwszy, ale wyciągam prosto lewą rękę wskazując "droga wolna" i mówię: "proszę". Idę za nią do kasy, po lewej i po prawej mijam dwie kobiety siedzące przy biurkach, zastanawiam się czy to też kasjerki. Pani za którą idę siada przy ladzie. Postanawiam zapłacić kartą.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 01-09-2020

14 sierpnia 2020 - Spóźniony do szkoły i dziwna zagadka

      Jestem sam w mieszkaniu wujka. Czekam na niego, bo miał mnie zawieźć do szkoły. Mam na godzinę 9:00. Gdy wujek przychodzi, jest już 9:54. Lekceważę to.

      Przeskok.

      Widzę z 3 osoby granatowy samochód na parkingu na jakimś odludziu. Na lewo puste pole, po prawej ulica i las. Kierowca próbuje chyba driftować, robi kółka na parkingu. Teraz stoję na tym parkingu, pusty samochód stoi obok. Wsiadam na rower i jadę ulicą. Wjeżdżam do jakiejś wsi. Jadę po lewej po szerokim chodniku. Mijam małe dzieciaki i mamuśki pchające wózki ze swoimi bombelkami. Chyba wracają z lekcji.
      Teraz jadę ulicą przy szkole w mojej wsi. Przyłącza się do mnie nieznajoma dziewczyna. Po rysach twarzy uznaję, że to azjatka. Opowiada mi zagadkę, coś w stylu: "To jest bocianie gniazdo i to nie jest bocianie gniazdo". Myślę sobie, że to przecież bez sensu.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 01-09-2020

15 sierpnia 2020 - Nowy odcham i wypadek na WEiTI

      Jestem na 1-szym piętrze na wydziale EiTI PW, choć cały budynek wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Schodzę na parter, ustępuję jakiemuś staremu profesorowi przejście na schodach. Ściany są z białego marmuru. Znowu wchodzę na 1-sze piętro. Tam spotykam małą grupkę studentów, którzy właśnie wchodzą do sali na zajęcia. W przejściu stoi młoda prowadząca. Z uśmiechem na twarzy wykonuje zapraszający gest dłonią, mówi: "wchodźcie, wchodźcie". No to wchodzę.
      Studenciaki zajmują miejsca, ja siadam w drugim rzędzie. Z radością zauważam, że jest tu przynajmniej jedna znajoma twarz. Zajęcia się zaczynają. Okazuje się, że ten przedmiot to jakiś odcham (w ten sposób nazywa się przedmioty z grupy społeczno-ekonomiczne, takie zapychacze innymi słowy). Mimo wszystko nawet fajny ten przedmiot.

      Przeskok.

      Jestem już po zajęciach, idę parterem w stronę głównego wyjścia. Są tam obrotowe drzwi. Z oddali zauważam wchodzącego na wydział dra Biedrzyckiego (mój prowadzący podstaw programowania na 1-szym semestrze). Gdy przechodził przez drzwi, coś się z nimi stało. Obróciły się bardzo gwałtownie i wyrzuciły Biedrzyckiego na korytarz. Podbiegam do niego, leży nieruchomo na brzuchu. Pytam: "nic panu się nie stało!?". Odwracam go na plecy.
      Z jego twarzą jest coś nie tak, zamiast nosa i uszu ma krwawe plamy. Wygląda na to, że w czasie obrotu drzwi odcięły mu te części twarzy. Dalej na korytarzu zauważam te zakrwawione części. Podbiegają do mnie jakieś dziewczyny, one zajmą się doktorem. Odchodzę z miejsca zdarzenia dalej w głąb budynku.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 02-09-2020

15 sierpnia 2020 - Płatny zabójca

      Wieczór. Stoję w pięknym, zielonym ogrodzie z białymi ławeczkami, donicami, latarniami. Przede mną jest wielki budynek, który jest połączeniem kościoła i hotelu. W ogrodzie nie ma dużo ludzi, gdzieniegdzie ktoś siedzi na ławce lub powoli przechadza się chodnikiem. W ręku trzymam kawałek pożółkłego papieru. Jest na nim moje zadanie - zabić 6 osób, niżej narysowano małą mapkę, na której cele zaznaczone są czerwonymi kropkami.
      Podchodzę do hotelo-kościoła, przystaję w głównym wejściu. Budynek jest na prawdę ogromny. Przede mną rozpościera się gigantyczna, podłużna sala spełniająca rolę kościoła. Daleko, na drugim krańcu widzę ołtarz. Z kolei na ścianach po lewej i po prawej są okna, w niektórych palą się światła i widać ludzi - to są pokoje hotelowe. Jest wiele pięter, nie dostrzegam sufitu. Spoglądam na mapkę z celami i zauważam pierwszą dwójkę. Ciągle stoję w przejściu. Cele są po mojej prawej w pokojach hotelowych jeden nad drugim - na 2-gim i 3-cim piętrze. Wyciągam w ich stronę rękę, ale nie mam w niej broni. Wykonuję ruch podobny do pociągnięcia za spust i zabijam tę dwójkę. Żaden pocisk nie wylatuje mi z dłoni, nie tłucze okien, za którymi byli ludzie. We śnie nie zwróciłem na to uwagi - po prostu tak miało być.
      Odchodzę z powrotem do ogrodu, na szczęście nikt z tu obecnych nie zauważył nic podejrzanego. Kolejne dwa cele zauważam po lewej od głównego wejścia, też są w swoich pokojach na 2-gim i 3-cim piętrze jeden nad drugim. To młodzi mężczyźni. Załatwiam ich tak samo jak poprzednią dwójkę.
      No to jeszcze ostatnia dwójka. Patrzę na mapkę, tym razem prowadzi mnie na prawo od głównego wejścia. Jest tu spore wgłębienie w ścianie budynku, szerokie ale dość niskie - jakieś 1,5 metra wysokości. Sączy się z niego jasne, złote światło. Zaglądam tam i widzę księdza oraz stojących przed nim kobietę i mężczyznę. Są do mnie odwróceni plecami. Właśnie mają wziąć ślub. Wszyscy klęczą mając tyłki na piętach - inaczej by się nie zmieścili, bo jest nisko. Ja też jestem w tej pozycji, tak samo jak nieliczni ludzie będący koło mnie. Porównuję położenie młodej pary z dwiema kropkami na mojej mapce. To chyba oni, choć nie jestem pewien. Postanawiam poczekać.
      Nagle z tyłu słyszę jakieś zamieszanie. Podbiegają dwie osoby - spóźnieni goście. Łysy, gruby mężczyzna w średnim wieku i jego żona - niska, krótkowłosa brunetka. Facet włazi do środka, zdaje się, że jest bardzo podburzony. Gada jakieś totalne bzdury: "Jeśli urodzili się w *tu pada nazwa jakiejś miejscowości*, mieszkali tam, to tam powinni zostać!"
      Ziomek jest nienormalny. Czuję do niego odrazę. Teraz już wiem, że moimi ostatnimi celami są on i jego żona. On odchodzi gdzieś na tyły ogrodu - tam go załatwiam na osobności. Idę znowu przed wejście do hotelo-kościoła. Mijają kolejne minuty. W końcu podbiega do mnie żona wariata. Nie zabiłem jej, bo uznałem, że na to nie zasługuje. Pyta mnie, czy wiem gdzie jest jej mąż. Jest zaniepokojona. Chyba przeczuwa, że mam coś wspólnego z jego zniknięciem. Nalega, żebym zaprowadził ją do niego, jest zdesperowana.
      Z wahaniem podaję jej kartkę z zadaniem i mapką. Po przeczytaniu zaczyna płakać, gdy dociera do niej, że zabiłem jej męża. Nie czuję się winny. Uważam, że należało to zrobić. Odczuwam głównie obojętność z nutą współczucia, ale też niezrozumienia - miałem ją zabić, ale tego nie zrobiłem. Powinna się cieszyć.
      Idę z nią na parking z dala stąd. To parking przy sklepie koło szkoły w mojej wsi. Kobieta wsiada do swojego fioletowego samochodu i odjeżdża. Mam tylko nadzieję, że nikomu o mnie nie wygada. Wskakuję na rower i jadę do domu. Pędzę z zawrotną prędkością, nawet nie pamiętam żebym przejeżdżał przez skrzyżowanie. W oka mgnieniu jestem już na swoim podwórku. Przechodzę przez drzwi wejściowe, ale wcale nie znajduję się w domu, ale na sali koncertowej. Tłum ludzi. Śpiewa jakiś młody chłopak, ma białe włosy. To syn tego świra, którego wcześniej zabiłem i kobiety, którą oszczędziłem. Czuję, że to o czym on śpiewa w zawoalowany sposób odnosi się do mnie. Na szczęście nikt z tu obecnych tego nie rozumie.


RE: Dziennik snów - Areckt - incestus - 02-09-2020

Pękłem w momencie, kiedy twój hitman po sensacyjnej misji wsiadł na rower :P


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 03-09-2020

16 sierpnia 2020 - Awantura o mleko i kurs LD

      Jestem w kuchni i robię placki stojąc przy zlewie. Robię je w dziwny sposób - nie smażę ich, tylko zagniatam ciasto w rękach, formuję i gotowe. Przy stole siedzi tata. Wstaje i podchodzi do lodówki. W lodówce są dwie butelki mleka - jedna pełna, jeszcze nie otwarta i druga, w której mleka jest już mało. Tata bierze tę pełną, otwiera i bierze kilka łyków prosto z gwinta. Wkurzam się na niego za to, kłócimy się. Tłumaczę mu dlaczego uważam, że to co zrobił było niewłaściwe, ale on uparcie nie chce tego przyjąć do wiadomości.

      Przeskok.

      Skończyłem już z plackami. Idę do piwnicy, do dużej sali. Jest dosyć ciemno, chociaż palą się lampy. Na ławce pod oknem siedzi tata i patrzy na jakąś dziwną konstrukcję na podłodze. Chce żebym przyniósł odkurzacz z góry. Robię to.
      Jestem z powrotem przy tacie, on odkurza. Słyszę, że dzwoni mu telefon. Leży koło mnie na ławce. Tata nie słyszy, bo hałas odkurzacza wszystko zagłusza.
      Przechodzimy razem do pomieszczenia obok. Przy stole pod oknem jest wielka foliowa torebka z papierami. To jakieś stare testy z matmy z liceum. Ni stąd ni zowąd obok mnie staje moja nauczycielka matmy z gimnazjum. Mówi, że już jednej klasie któryś nauczyciel przesłał pierwszą porcję materiału. Dziwię się, bo przecież jeszcze są wakacje.
      Wychodzę za dom. Mój brat z siostrą stoją na drabinach pod drzewami, których w rzeczywistości nie ma. Trzy koty ganiają po podwórku, przebiegają pod drabinami, wskakują w krzaki. Wiem, że jestem umówiony/zapisany na kurs LD. W końcu po mnie przyjeżdżają - jest Konrad K., Kuba P., Adrian P. (koledzy z liceum/studiów) i uwaga uwaga, jest jeszcze jeden chłopak, którego mój senny umysł przedstawił jako syna Artura Wójtowicza, tego ziomka, który prowadził kiedyś blog swiadomesnienie.pl xD.
      Mam zdecydować, czy chcę bilet darmowy, czy za 20zł uprawniający do siedzenia w pierwszym rzędzie. Wolę darmowy. Wszyscy dostajemy wielkie (ok. kartka A4) żółte plakietki z numerami. Na ich odwrocie jest twarz uczestnika. Patrzę na swoją, jakaś dziwna ta morda, w ogóle mnie nie przypomina. Co jednak ciekawe, patrząc na tego chłopaka na mojej plakietce, który miał być niby mną, uznałem że jest nawet przystojny, więc w sumie spoko xD.
      Teraz przeniosłem się już do nieznanego, sporego pomieszczenia. Białe ściany, czysto, elegancko. To miejsce, w którym czekamy na kurs. Podchodzę do siedzącego na ławce Adriana. Porównujemy ze sobą ilość świadomych snów poprzez mapkę wyświetlaną na podłodze pod naszymi stopami przypominającą widok z góry na świat minecrafta składający się tylko z bloków piachu i jakichś innych czerwonych bloków. Bloki piachu oznaczają zwykłe sny, a czerwone - świadome. (Tak, zdaję sobie sprawę, że to strasznie pokrętne :P). Adrian ma więcej czerwonych ode mnie. Bloki zaczynają tworzyć symetryczne wzory, jak w kalejdoskopie.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 03-09-2020

17 sierpnia 2020 - Charraxarxa

      Ciemna noc, jestem na ognisku ze znajomymi. Dowiaduję się, że Szymon K. (kolega ze studiów) bardzo interesuje się świadomym śnieniem. Prowadzi nawet swojego bloga, w którym opisuje swoje doświadczenia i eksperymenty. Chcę się z nim skontaktować i pogadać na ten temat.
      W internecie oglądam filmik opublikowany 2 godz. temu, w którym jakiś ziomek twierdzi, że właśnie w Polsce powstała Rada Oneironautów. Mówię o tym Szymonowi. Wspominam też o forach psajko i i-sen, ale tak jak się spodziewałem już je zna.

      Przeskok.

      Noc, miasto. Stoję przy ulicy, podjeżdża niski różowy kabriolet (w stylu Cadillac Eldorado). W środku jest kilku moich kolegów z liceum. Na środku leży Bartek M. Żartuje i pyta, czy nie jestem jeszcze pijany. Odpowiadam ze śmiechem, że po jednym kieliszku to jeszcze nie. Razem jedziemy do wielkiej rezydencji wypoczynkowej na klifie nad morzem. Nazywa się "Charraxarxa" (wym. czar-raksarksa).
      Gdy podjeżdżamy bliżej, okazuje się, że są tam już jacyś ludzie, jest impreza. Głupio mi, bo zapomniałem powiedzieć chłopakom, że przecież "Charraxarxa" jest zajęta, bo Szymon urządził jakiś grupowy eksperyment związany ze świadomym śnieniem.

__________________________________________
Ciekawostka: po zapisaniu tego snu sprawdziłem w google czy jest w ogóle coś takiego jak "Charraxarxa". No i nie ma. Ale jak usunąłem trzy ostatnie litery i wyszukałem "Charraxa" to jako pierwszy obrazek w google grafika pokazuje się właśnie taki jakby klif nad wodą, można też tam zobaczyć jakieś domki.


RE: Dziennik snów - Areckt - Areckt - 04-09-2020

19 sierpnia 2020 - Drużyna nie z tego świata

      Jestem dziewczyną. Wraz z moją drużyną jesteśmy na jakimś odludziu. Niewielkie wzgórza, lasy i nasza baza przypominająca wielką stodołę. Do drużyny należą m.in.: zielonoskóra smukła kosmitka, gruby gigant/ork oraz niski niby-dzieciak z blond-żółtymi włosami wyglądającymi jak włosie od szczotki.
      Właśnie wróciliśmy z jakiejś rozgrywki między nami a inną drużyną, która rezyduje dalej za wzgórzami. Przypominam trochę Spensę (główna bohaterka książki B. Sandersona pt. "Do Gwiazd") w tym sensie, że character development jest podobny - kiedyś byłam nieprzyjazna, szorstka. Teraz jestem już tą "zabawną kumpelą" w całej ekipie, wszyscy mnie lubią. Ktoś chce, żebym zdobyła nagrania z naszej dzisiejszej rozgrywki. Patrzę w nagrania na naszym komputerze i widzę, że coś jest. Zaczynam oglądać.
      Zielona kosmitka wskakuje na ścianę w środku stodoły i znajduje tam legendarny łuk strzelający pięcioma strzałami. Dołącza ten niski blondyn i zaczyna walczyć dla zabawy z zielonoskórą. Tarzają się po ziemi. Pojawia się olbrzym ork i ich rozdziela, bierze małego w rękę, a drugą jednym palcem kręci mu po głowie czochrając włosy. Szczotkowe włosie śmiesznie wygina się na boki. Koniec nagrania.
      No dobra, tylko gdzie znajdę to nagranie z naszej dzisiejszej rozgrywki? Okazuje się, że mają je ziomki z przeciwnej drużyny.