10-03-2022, 17:27
Fałszywe przebudzenia to ce i cha.
Miałem dzisiaj paskudną serię FA na dokładkę po męczącym okresie bezsenności. Nie wiem, ile ich dokładnie było - z 4, 5, 6? Każde kolejne coraz bardziej realistyczne i przekonujące, dające złudną nadzieję, że to już koniec. Trudno mi je poskładać w logiczną całość, więc będę głównie sypał ogólnikami.
Motywem przewodnim tych przebudzeń były zaburzenia widzenia - przede wszystkim widzenie rzeczy, które nie istniały fizycznie we śnie. Taka senna incepcja innego typu, halucynacje w halucynacjach. Przewijały się przede mną osoby i przedmioty, które rozpoznawałem jako fałszywe, ale wyglądały nazbyt realistycznie by temu wierzyć. Iluzja rozpadała się dopiero w momencie, gdy próbowałem którąś z tych wizji złapać, tym samym przez nią przelatując (za którymś razem omal nie spadając z łóżka).
Drugą rzeczą były delikatne sugestie, że to już jawa. W jednym z FA wspominałem poprzedni sen, w którym wykonałem zdjęcie telefonem. Uznałem, że jeśli wezmę go teraz do ręki i nie zobaczę tego zdjęcia w galerii, to nie śnię. Faktycznie nic nie znalazłem, ale moją uwagę przykuła godzina - niewyraźna i niestabilna. Po teście rzeczywistości i zauważeniu zmieniającej się godziny wiedziałem już, że to sen. W każdym razie kolejne FA skrupulatnie wymazały mi pamięć tego, co było dalej.
Za innym razem postanowiłem się świadomie obudzić z FA, trafiając w kolejne, jednak z innym polem widzenia i ułożeniem ciała. Te dwie rzeczy były ze sobą w synchronizacji i przypominały moją typową pozycję, w której się budzę, ale chwilę później nadzieja prysła - do akcji wkroczyły ponownie omamy wzrokowe.
Faktyczna pobudka nastąpiła w momencie, gdy w trakcie ostatniego FA przy moim łóżku zebrała się grupka znajomych, angażując mnie w rozmowę o minionych snach. Chwilę potem zadzwonił telefon. Odebrałem ze zdezorientowaniem, ale na moment przed dotknięciem ekranu ten zgasł. Z głośników, raz z lewego, raz z prawego, wybrzmiała przejmująca, piskliwa melodyjka, zwieńczona szumem, trzaskami i zniekształconymi wołaniami o pomoc, które wyrzuciły mnie gwałtownie do jawy - tym razem z pełną świadomością, że to już koniec.
Rzeczywistość jest piękna.
Pomimo fali ciągłych porażek miło wspominam moment, gdy zawinięty w koc wyleciałem na ulicę, prawdopodobnie wprost z łóżka, i w siadzie skrzyżnym sunąłem 1,5 metra ponad chodnikiem, czując się niezwykle lekko. Na przejściu dla pieszych wykonałem w powietrzu piruet, potrącając jakąś dziewczynę, a samemu lądując płasko na ziemi, mając pod palcami chropowaty asfalt. Próbowałem wznieść się z powrotem, ale bezskutecznie.
Miałem dzisiaj paskudną serię FA na dokładkę po męczącym okresie bezsenności. Nie wiem, ile ich dokładnie było - z 4, 5, 6? Każde kolejne coraz bardziej realistyczne i przekonujące, dające złudną nadzieję, że to już koniec. Trudno mi je poskładać w logiczną całość, więc będę głównie sypał ogólnikami.
Motywem przewodnim tych przebudzeń były zaburzenia widzenia - przede wszystkim widzenie rzeczy, które nie istniały fizycznie we śnie. Taka senna incepcja innego typu, halucynacje w halucynacjach. Przewijały się przede mną osoby i przedmioty, które rozpoznawałem jako fałszywe, ale wyglądały nazbyt realistycznie by temu wierzyć. Iluzja rozpadała się dopiero w momencie, gdy próbowałem którąś z tych wizji złapać, tym samym przez nią przelatując (za którymś razem omal nie spadając z łóżka).
Drugą rzeczą były delikatne sugestie, że to już jawa. W jednym z FA wspominałem poprzedni sen, w którym wykonałem zdjęcie telefonem. Uznałem, że jeśli wezmę go teraz do ręki i nie zobaczę tego zdjęcia w galerii, to nie śnię. Faktycznie nic nie znalazłem, ale moją uwagę przykuła godzina - niewyraźna i niestabilna. Po teście rzeczywistości i zauważeniu zmieniającej się godziny wiedziałem już, że to sen. W każdym razie kolejne FA skrupulatnie wymazały mi pamięć tego, co było dalej.
Za innym razem postanowiłem się świadomie obudzić z FA, trafiając w kolejne, jednak z innym polem widzenia i ułożeniem ciała. Te dwie rzeczy były ze sobą w synchronizacji i przypominały moją typową pozycję, w której się budzę, ale chwilę później nadzieja prysła - do akcji wkroczyły ponownie omamy wzrokowe.
Faktyczna pobudka nastąpiła w momencie, gdy w trakcie ostatniego FA przy moim łóżku zebrała się grupka znajomych, angażując mnie w rozmowę o minionych snach. Chwilę potem zadzwonił telefon. Odebrałem ze zdezorientowaniem, ale na moment przed dotknięciem ekranu ten zgasł. Z głośników, raz z lewego, raz z prawego, wybrzmiała przejmująca, piskliwa melodyjka, zwieńczona szumem, trzaskami i zniekształconymi wołaniami o pomoc, które wyrzuciły mnie gwałtownie do jawy - tym razem z pełną świadomością, że to już koniec.
Rzeczywistość jest piękna.
Pomimo fali ciągłych porażek miło wspominam moment, gdy zawinięty w koc wyleciałem na ulicę, prawdopodobnie wprost z łóżka, i w siadzie skrzyżnym sunąłem 1,5 metra ponad chodnikiem, czując się niezwykle lekko. Na przejściu dla pieszych wykonałem w powietrzu piruet, potrącając jakąś dziewczynę, a samemu lądując płasko na ziemi, mając pod palcami chropowaty asfalt. Próbowałem wznieść się z powrotem, ale bezskutecznie.





