22-08-2021, 18:06
Miałem dzisiaj LD, które w porę zaoszczędziło mi nerwów.
Prosto z wakacji nad morzem sen wciągnął mnie w kolejny rok szkolny. Siedziałem na korytarzu i próbowałem zebrać siebie i swoje rzeczy. Towarzyszyło mi uczucie, że czegoś zapomniałem. Przed sobą miałem swój plecak - duży worek z szerokim, okrągłym podkładem. W środku walały się wszystkie przybory szkolne wraz z dwoma zeszytami. Szybko porzuciłem pomysł przeglądania jego zawartości.
Stojąc przy ścianie czułem się dziwnie - nie mogłem wyczuć podeszwy lewą stopą, mimo że miałem na sobie buty zimowe. Pominąłem ten dyskomfort i zszedłem schodami piętro niżej. Doszło do mnie, że nie wiem, gdzie mam lekcje. Ech, ileż można sprawdzać plan i go nie zapamiętać w końcu. Usiadłem zatem na ławce, wygrzebałem zeszyt z plecaka i zacząłem go kartkować. Kolejna frustracja - wiedziałem, że plan był na jednej ze środkowych stron, ale nie mogłem go odszukać. Co któraś strona była zapisana, dając mi złudną nadzieję. Walić to.
Rozmawiałem z koleżanką. Ktoś z boku rzucił mi, że chyba mam niemiecki. Ja tymczasem wylewałem swoje frustracje, aż do momentu, kiedy zaskoczyłem, co się dzieje: "Ty, kurwa, ale mnie to nie obchodzi, bo to jest sen". W jednym momencie poczułem ulgę, a potem spokój. Koleżanka nie ukrywała zdziwienia i próbowała powoli zebrać myśli, jak gdyby była zdruzgotana tym faktem. Powoli i ostrożnie wydusiła: "...czyli zakładasz, że wszystko, co się do tej pory działo... to był sen?". Rozmawialiśmy jeszcze chwilę w drodze na niemiecki, potem rozeszliśmy się, a ja zostałem sam z myślą, czym by się tu zająć.
Postanowiłem wejść do klasy. Wszyscy zajęli już swoje miejsca. Zapytałem z ciekawości, gdzie jest nauczycielka, po czym weszła jak na zawołanie. Wypatrzyłem jedną wolną ławkę na końcu sali i usadowiłem się pod oknem.
Nauczycielka opowiadała o jakimś konkursie wiedzy i możliwości sprawdzenia się. Wyczuwając potencjalne znużenie, przyjrzałem się ławkom - na tych leżały głównie szklanki i kubki, przypominając skład porcelany. Złapałem za kubek z sąsiedniej ławki i zacząłem go objeżdżać dłońmi, skupiając się na czuciu, chcąc nadać snu trochę stabilności. Gdy poczułem się pewniej, rzuciłem go w stronę okna, a ten rozbił się na tysiące kawałków, trochę jak kruche szkło. W tym momencie nastała cisza, ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Postacie przypominały martwe NPC, których kod nie przewidział takiego scenariusza.
Wyszedłem z sali, myśląc o następnym kroku. Sen podpowiedział mi, w którą stronę iść - ostatnie piętro szkoły przypominało teraz sporą halę. Za przeszklonymi ścianami widziałem sielankowy obraz pełen łąk i wiejskich zabudowań. Podskoczyłem, wzbiłem się w powietrze i wyleciałem na zewnątrz, nie licząc się z oknami.
Krajobraz wokół nosił znamiona tego z końcówki fazy REM - niewielkie połacie terenu były otoczone zewsząd puszystymi obłokami, które skutecznie zakrywały resztę widoku, symulując "koniec mapy". Postanowiłem wlecieć w jedną z chmur i zobaczyć, co kryje się dalej - był to ten sam teren, w innej konfiguracji. Czasem zdarzały się pojedyncze nowoczesne budynki, wrzucone gdzieś między pola i otoczone grubą warstwą drzew, maskującą wszelkie detale. Leciałem dosyć szybko, czując adrenalinę i jednocześnie obserwując, jak chmura za chmurą generują się kolejne obrazy.
Obudziłem się ze świeżą pamięcią, szybko spisałem najważniejsze fakty. Przy okazji zdałem sobie sprawę z fałszywych wspomnień - we śnie siedziało mi w głowie, że wciąż chodzę do szkoły, a dopiero chwilę po przebudzeniu załapałem, że przecież nie muszę do niej dzisiaj wstawać.





