07-07-2021, 13:10
Lubię senne miasta. Zwłaszcza te duże. Czasami śnię o gąszczu wieżowców, ale nie typowych kwadratowych czy lekko obłych szklanych puszkach, a bardziej złożonych architekturach, trochę surowych i niespójnych. Lubię też te bardziej przyziemne senne kamienice i ich niebywałe połączenia.
Dzisiaj na przykład z jakiegoś powodu spędziłem dobre parę minut wpatrując się w jeden z wieżowców, testując swoją percepcję. Budynek o okrągłej podstawie, ulany z jakiegoś jasnego betonu wpadający w wyjątkowo wyblakły brzoskwiniowy kolor, stał gdzieś w centrum jako ten najwyższy, kilkudziesięciopiętrowy wedle moich szacunków. Wieżowiec gdzieś w połowie zmniejszał swoją średnicę, przypominając trochę latarnię morską. Podchodziłem do jego ściany i oddalałem się od niej obserwując, jak stopniowo pojawiają się i znikają małe, kwadratowe okienka.
Coś w sennej percepcji było nie tak, ale byłem wyjątkowo zafascynowany tym widokiem. W zależności od kąta widzenia budynek wydawał się albo wysoki albo niski, tak jakby powierzchnia boczna była zakrzywiona i będąc przytulonym do ściany, reszta budynku gdzieś znikała. A może to moje widzenie było zaburzone? Wyglądało to tak, jakby miejsce, w którym stałem dyktowało, jaki budynek zobaczę.
Pamiętam też, że myślami powędrowałem na dach budynku, żeby zobaczyć okolicę. Normalnie takie sny owocują w paraliżujący lęk wysokości i kurczowe trzymanie się lichych barierek. Tym razem wytłumaczyłem sobie, że to tylko moje wyobrażenie. A że sen zazwyczaj manifestuje takie rzeczy natychmiast, to mogłem w spokoju podziwiać grupę wieżowców bez zawrotów głowy.
Ostatnio mam za dużo ciekawych snów, a za mało czasu/chęci na zapisywanie.





