07-12-2018, 20:36
Pora się przyznać, czemu boję się pozostać w pustce... Czytałam, że w dawnych czasach wielu duchowych mistrzów całymi dniami, tygodniami, a nawet miesiącami przebywało w niecielesnym stanie świadomości, zaniedbując przy tym fizyczne potrzeby, nie jedli, nie dbali o higienę osobistą, byli totalnie nieprzytomni, pogrążeni w naprawdę bardzo głębokiej medytacji i osoby trzecie musiały dbać o nich, aby utrzymać ciało fizyczne medytującego przy życiu. Nie chcę skończyć tak jak oni, nie mogę pozwolić sobie na rezygnację ze światowego życia, dlatego nie pozwalam sobie na pełne rozluźnienie, totalny cielesno-mentalny relaks. Spinam się, usztywniam, byleby tylko ciało nie znikło mi ze świadomości, byleby nie wpaść na czas nieokreślony w nieskończoną otchłań upajającej transcendentalnej błogości... Podobno każdy człowiek wchodzi w ten stan każdej nocy. Nie wiadomo, jaki mechanizm decyduje o tym, po jakim czasie się z tego stanu wybudzamy, nie można przecież powiedzieć, że to nasza świadoma decyzja. I jak tu zaufać tej tajemniczej sile, że nas nie pozostawi w nicości? Skąd wiemy, że już nadszedł czas, żeby z niej wyjść i powrócić do świata fizycznych czy chociaż sennych bodźców?
Planowane wyłączenie sieci DMN w godzinach 23:00 - 04:00





