24-11-2016, 12:29
<<================== 24 Listopada ==================>>
No takiej przerwy (ponad 4 miesiące) w dzienniku jeszcze nie było
Wpis ten nie oznacza powrotu, choć od długiego czasu po cichu nastawiałem się na powrót do praktyki, więc może jednak tak będzie. Odczułem zmiany na plus w sugestywności oraz w łatwości w byciu uważnym, więc powinienem te rzeczy do praktyki wykorzystać.Ten wpis natomiast powstał bo zaskoczył mnie dzisiejszy sen.
"Flight to Heaven"
W tym śnie chyba od początku przeważała emocja irytacji, czy nawet gniewu. Było to widać np. kiedy sen zamienił się w sen o LD i chamsko udowadniałem projekcjom, że to sen, mimo że widziałem, że projekcja mojego taty była tym faktem przerażona. Z powodów religijnych, ale nie pamiętam o co dokładnie chodziło.
Później zboczyłem z fabuły snu, rozpoczynając nowy wątek. Irytacja zrodziła pytanie "Czemu jako obserwatorzy stworzenia, więc poniekąd boska cząstka nie mamy bezpośredniego połączenia z Bogiem". Myśl ta czerpała z filozofii na jawie, ale nie była adekwatna do prawdziwego mojego nastawienia.
W śnie pomyślałem, że może jednak taka możliwość jest, rozpoczynając najbardziej prymitywne jakie mogą być poszukiwania. Więc pokonując opór leciałem... pionowo do góry
Opór szybko się zwiększał, aż moja prędkość się niwelowała do zera i spadałem w dół. Po jakimś czasie spadania kontynuowałem wzlatywanie do góry. Najgorszy opór był przed granicą chmur, ale spontanicznie wpadłem na pomysł, że stworzę pod chmurami unoszący się w powietrzu podest i z niego wystartuje. Pomysł okazał się trafiony.Chwilę po przebiciu się przez niebo i zobaczeniu kosmosu, tło znikło a ja nagle trafiłem do jakiegoś nieznanego mi pomieszczenia. Były to szerokie korytarze bądź tunele w stylu futurystycznym, ze ścianami obładowanymi światełkami. Wszystko w ciemno niebieskich odcieniach. Od razu po znalezieniu się tam mój wzrok skierował się na wielką tablicę z napisem:
G _ _ _ _
_ _ D
Co intuicyjnie odczytałem jako "Game's end" i nie zauważając błędu gramatycznego, wyniosłem informację, że trafić tu to był cel mojego żywotu. Zacząłem czuć w sennym ciele silną ekscytację i ta emocja podniosła moją świadomość.
(Do tej pory myślałem, że silne emocje raczej mają tendencje do obniżania świadomości. Jak to z tym jest?)
Nie wiem czy do poziomu LD, ale moje myślenie się dużo polepszyło. Zrozumiałem, że to na pewno fikcyjna lokacja i pojawiła się myśl, że mogę się obudzić. Z ciekawością ruszyłem przed siebie. Zaskoczenie szybko wzrosło kiedy chwilę później powitał mnie okrzyk:
Witamy w Programie
"Jak oni żałują"
Po bokach tunelu obsadzone było jury na czele z Edytą Górniak. Zwykłem oglądać te polsatowe talent show'y dawno temu. Widać umysł upodobał sobie stary program "Jak oni śpiewają". A "żałowanie" to oczywiście aluzja do rachunku sumienia przed sądem ostatecznym

Idąc dalej znowu pomyślałem o pobudce, ale z drugiej strony, że to dobry pomysł bo zapamiętam te momenty. Z ciekawości spytałem jeszcze projekcje dziewczyny ubraną w białe szaty, która akurat przechodziła, czy widzieli się może już z Bogiem. Z zawiedzeniem odpowiedziała, że niestety nie, ale widać było, że liczyła na taką szansę. Dopuszczałem w myślach opcję, że odpowie coś w stylu, że to karygodna chciwość

Zacząłem w myślach powtarzać sobie słowa klucze, czego nigdy nie robiłem. Jako, że pierwsze słowo klucz brzmiało "game's end" to po wypowiedzeniu tego dopowiedziałem "No właśnie, game's end. Koniec. Pobudka.". Sam nie wiem czy to przez senne myślenie czy chciałem się już budzić, żeby nie zapomnieć.
Po tym słowie zobaczyłem scenę jak robię salto na swoje łóżko, po czym od razu się w nim znalazłem, nie czując ciała i widząc przez półotwarte oczy swoje biurko. Nie mogłem otworzyć ich do końca, udało się to dopiero po dłuższej chwili i byłem już w pełni obudzony. Żałowałem bo to oznaczało, że sen by jeszcze trochę potrwał...

<<================================================>>
let's worship cats





