02-07-2016, 13:05
<<================== 2 Lipca ==================>>
"It's a trap!"
Stało się. Kamil milowy rozwoju cywilizacji. Odnaleźliśmy sposób na dwustronne przemieszczanie się pomiędzy światem ludzi a siecią internetową! Jednak ta zdobycz technologiczna przysporzyła nam kłopotów...
Sen zaczął się od tego odkrycia i powstania bazy na jakimś pustkowiu. I w okół tej bazy kręciła się następna seria snów. Zostałem tam zatrudniony, bo dobrze ogarniałem te sieci. Jednak im dłużej tam przebywałem, tym mniej mi się to podobało.
Baza była podziemna. Sen zacieśnił miejsce akcji tylko do tego miejsca, jakby wątek podróży między wymiarami materii i informacji dotarł tylko tutaj. Było to tym bardziej ważne miejsce bo odbywały się tutaj spotkania z inwestorami i największymi szychami, którzy mieli wpływ na tą działkę. Tak chyba miało być w zamierzeniu. Spotkania były dosyć skromne. Tym bardziej, że ja, szary pracownik, byłem tam zapraszany. Ale o nich później...
Pracowałem sobie w miarę spokojnie, gdy co jakiś czas napotykałem zdarzenia, które nasuwały podejrzenie, że to wcale nie takie pozytywne miejsce jak zwykłem myśleć.
Jednak na początku było odwrotnie. Choćby sytuacja, w której przyprowadzili mieszkańca sieci, o wyglądzie kosmity i gdzieś go prowadzili. Pracownik, który go prowadził w pewnym momencie zaczął traktować go jak śmiecia na co odpowiedziałem reprymendą w jego kierunku. Reszta poparła mnie porozumiewawczo, więc miałem złudne wrażenie, że ludzie są tu dobrzy.
Do czasu. Pobudka przyszła na jednej z konferencji. Przyszedłem na miejsce ze znajomym. Tematem konferencji było omówienie dokładnego sposobu przemieszczania się między wymiarami. Dowiedziałem się, że technika polegała na bezbolesnym schłodzeniu ciała do ekstremalnie niskiej temperatury i dopiero potem zmiana stanu skupienia do informacyjnego. Wydawało się to w miarę logiczne.
Na konferencji kumpel dostał głupawki. Pewnie to przez to wybrali go na ochotnika do testu sprawności nowego urządzenia. Przeszliśmy do pokoju obok gdzie stało coś wyglądem przypominające bardzo wysoką kserokopiarkę na której górze umieszczona była kopuła. Umieścili (dajmy na to) Johnego, mojego kumpla. Kopuła zaczęła się wypełniać jasno-fioletowym dymem przy czym Johny cały czas się rechotał, więc nie miałem powodów do obaw, sądziłem że dobrze się bawi. Wszyscy biznesmeni przyglądali się eksperymentowi z uśmieszkiem na twarzy. Dymu było coraz więcej, Johny nieprzerwanie się śmiał, aż tu nagle... kurczak! Zamienił się w pieczonego kurczaka! Johny! co oni Ci zrobili!
Ale nikomu oprócz mnie uśmieszek nie zszedł z twarzy. Błyskawicznie przekalkulowałem sytuację i zachowałem zimną krew.
Świetnie, akurat nie mieliśmy nic na obiad!
Tak... Podali kurczaka do stołu! W sumie byłego kurczaka. Teraz danie przypominało osmażoną czarną ośmiornicę. Potrzebowałem zdobyć ich zaufanie, więc zjadłem Johnego razem z nimi : (
Od tej pory poruszałem się po bazie z czujnością. Iluzja bezpieczeństwa prysła. Zastanawiałem się dlaczego pomimo takiego rozwoju technologicznego wind (które były podstawowym środkiem transportu tutaj) było tak mało. Nie było tu dnia bez kolejek. Oprócz tego same windy nie były do końca sprawne i bezpieczne.
Coraz częściej słyszałem jak kogoś spotkała "kara" za spóźnienie. Spóźnienie gdzie? Gdziekolwiek się ktoś wybierał. To nie brzmiało dobrze. Wygląda na to, że władze dbają o redukcję populacji na każdym kroku. Niedługo później moje obawy się potwierdziły.
Winda powodowała obawy nie tylko przez sprawianie wrażenia, że zaraz się rozpadnie. Gdy tylko znajdowałem się w środku czułem duszność a zmysły traciły sprawność. Do tego ten zapach...
Okoliczności tak się zbiegły, że przez część drogi na ostatnią konferencję towarzyszyła mi tutejsza sprzątaczka. Dosyć dobrze się znaliśmy, więc nie miała dużych oporów, żeby potwierdzić moje obawy. W windach permanentnie uwalniany jest ozon i to kolejny trick na skrócenie nam żyć. Każdy wyżej postawiony tutaj to wie i nosi jakieś niewidzialne maski, dzięki którym jest odporny na działanie ozonu.
Ta rozmowa akurat odbywała się w windzie. Gdy z niej wyszedłem znalazłem się na konferencji. Była tutaj część mojej klasy a rolę prezesów odgrywali moi nauczyciele i dyrektor. THE END
Czy to jakaś aluzja co z nami robi szkoła :O PS. Wiem, że ozon średnio pasuje, ale to sen

<<================================================>>
let's worship cats





