31-05-2016, 20:01
<<================== 31 Maja ==================>>
W środku snu wyszedłem na balkon z zamiarem skoku #ambiwalentnie.Żeby nie było przypału przed skokiem upewniłem się, że jest niemożliwe, żebym teraz w tym domu się znajdował, więc muszę śnić. Ale nawet nie wpadła myśl o TR

Po rozpoczęciu lotu, świadomość przejaśniła się. Przed sobą zobaczyłem strumień wody i kilka mostów umożliwiających przejście na drugą stronę. Dwa dla pieszych i jeden dla pojazdów. Na ulicach też sporo wody. Chyba właśnie skończyła się ulewa.
Ludzi było sporo. Nie bez powodu. Po obu stronach rzeki ulice były wypełnione chińskimi targami. Pełno Chińczyków albo Japończyków i adekwatnych sloganów. Poleciałem najpierw na lewo. Zaciekawiło mnie szczególnie jedno stanowisko. Przez dłuższą chwilę starałem się rozszyfrować napis. Po tym jakaś babcia powiedziała co tam pisze i dalej nic mi to nie powiedziało.
Poleciałem w stronę targów po drugiej stronie rzeki. Ten rynek był już dużo większy. Znajdował się w dużej porządnie zadaszonej hali. W oczy głównie rzucały się różnorodne koszulki. Najczęściej przedstawiały jakieś dziewczęce twarze. Przez moment myślałem, że znalazłem koszulkę z Princess Chelsea i wróciłem się, ale tylko mi się wydawało.
Na górze coś błyszczało. Pomyślałem, że może jest drugie piętro do zwiedzania, ale gdy podleciałem zastałem ściany. Usłyszałem jakieś głosy babć, że nic tam nie znajdę. Z ciekawości przebiłem się przez ścianę.
Okazało się, że wyszedłem... ze śmieciarki. Po przed chwilą widzianym gmachu nie było śladu. Widziałem właśnie jak jakaś mechaniczna kończyna wraca do śmieciarki a ta zamyka się. Rozejrzałem się w koło. Bloki, bieda, pare murzynów. Jakieś slumsy. Co to jakaś senna metafora konsumpcjonizmu?
Posprzeczałem się z tubylcami i w porę uciekłem od nich lotem.
Sen był z pewnością płytki (sądząc po tym która to była z kolei godzina snu) i fajnie, że udało mi sie go utrzymać stosunkowo długo.
<<================================================>>
let's worship cats





