06-02-2016, 16:11
<<================== 6 Lutego ==================>>
Dosyć ciekawy motyw.Odwiedzałem w tym śnie nieistniejącą nieznajomą. W jej domu praktycznie cały czas harmider. Wrzeszczące małe dzieci, których matka nie potrafiła skutecznie uspokoić. Ale my mogliśmy się odciąć od tego wszystkiego i ciekawie spędzić czas, bowiem w jej domu znajdowały się wrota do piekieł. Dosłownie. Otwierasz szafkę na ubrania i spodziewasz się ubrań... a tam piekło. Nie mało się zaskoczyłem i nie od razu w to wszystko uwierzyłem.
Po przekroczeniu drzwi tylko mglista wizja na lewo od drzwi, w której było widać korytarz, łączyła nas z tamtym światem. Tak jakby ściana była pół-przezroczysta z jednej strony. Wszystko inne wiernie przekonywało, że znajdujemy się w piekle. Najbliżej temu było do opustoszałych lochów. Zwiedzaliśmy kolejne pokoje. Każdy nieduży z jakimś dużym elementem na środku. Czasem tron, czasem jakaś machina tortur. W miarę gdy tak zwiedzaliśmy, znajoma opowiadała mi coraz to więcej o tym świecie i samym szatanie.
Przyszedłem tam z nią przynajmniej kilka razy. Ostatnim razem postanowiłem zaprosić siostrę, bo to wszystko było zbyt fascynujące, żeby się tym nie podzielić. Zaprowadziliśmy ją tam, z początku także nie wierzyła, ale w miarę zwiedzania lochów była coraz bardziej pewna, że nie blefujemy. Wizyta dość krótka, po niej już tam nie wróciłem. Gdy znajdowaliśmy się w jakimś domu, zacząłem nad tym rozkminiać. "Kurde, czyli Bóg, piekło i szatan istnieją naprawdę? I to w takiej formie? To wszystko jest jakieś powalone.... chyba, że śnię.". TR upewnił mnie w tym twierdzeniu. Ale nie wystartowałem z za dobrą świadomością. Przez większość czasu starałem się rozpędzić harleyo-podobny motocykl, ale nie szło mi to. Jechał dosyć wolno. Ale z tego co mi się zdaje, udało mi się zaobserwować spontaniczną nieświadomą myśl, która była jednocześnie komentarzem do konfabulacji - uznałem jakiegoś robotnika na budowie za znajomego.
<<==============================================>>
let's worship cats





