04-02-2016, 16:47
<<================== 4 Luty ==================>>
Po WBTB przysnąłem po jakimś czasie po czym obróciłem się na bok. Jakoś tutaj miałem sen o zasypianiu. Pozytywny do momentu gdy nagle koło sennego ucha nie wydarła mi się jakaś morda i mnie nie obudziła. Następny sen zaczął się od walniętego snu o LD, a kiedy skończył się ten wątek, wyszedłem z jakimiś szwagrami na balkon i polecieliśmy w teren. Wszyscy dobrze sobie radzili w locie. Miejscu, w którym się znajdowaliśmy, najbliżej było do osiedla przed moim starym mieszkaniem. Teren był dość rozległy, aczkolwiek z tego co zauważyłem - zamknięty. Odbywała się akurat jakaś uroczystość, gdzie ładne panie piekły i przyrządzały smaczne rzeczy. Nie dane było mi ich skosztować bo w zachwycie nad świadomością w tej sytuacji postanowiłem poprzewracać parę stolików, od tak dla jaj. Jak się trochę ogarnąłem to wszedłem do jakiegoś pomieszczenia. Najbliżej temu było do piekarni.
Wkurzyłem się, że nigdzie nie ma przejścia na zewnątrz toteż wpadłem na genialny pomysł, że potraktuję tą szafkę przed sobą jak wrota do Narnii. No i wlazłem tam. Ciemno, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie... ! A nic nie będzie. Wylazłem z szafy i nic się nie zmieniło.
Tutaj lekkie przejaśnienie świadomości, kiedy ogarnąłem jakie to całe otoczenie jest stabilne i ostre. Krótko po tym zaczął się dyskomfort, który wywalił mnie do ciekawego stanu.
Pojawiłem się w obcym, zapewne zagranicznym mieście, przekonany, że się obudziłem. Nie byłem wtedy chyba sobą, tylko jakimś gościem. Czułem się strasznie dziwnie. Głosy zanikły, towarzyszył mi tylko jakiś cichy monotonny dźwięk. I nieokreślona emocja. Ludzie mnie mijali a ja czułem się całkowicie odcięty. Zinterpretowałem to w tym momencie tak, że moja percepcja jest zapadnięta do wewnątrz. Czułem jakby zaczynało mi brakować mentalnego tlenu. Chciałem z tego wyjść i z dużym wysiłkiem, obudziłem się.
<<==============================================>>
let's worship cats





