30-10-2014, 23:06
<<================== 30 Październik ==================>>
Jako, że poprzedniej nocy spałem w ogóle i nie podjąłem drzemki, żeby w końcu pospać w nocy, myślałem, że te 5h snu, które sobie zaserwuje będzie dość krótkim snem nie pozwalającym na wyciągnięcie czegoś w postaci treści. Ustawiłem sobie jeszcze budzik na za 2h. Obudziłem się... kilka minut przed budzikiem po 5, którego nie nastawiałem. Nie wiem czy nie pamiętam co ustawiałem, czy w totalnej nieświadomości udało mi się pokonać blokadę polegającą na rozwiązaniu prostego zadania matematycznego (to możliwe ?).Obudziłem się z całkiem niezłą pamięcią, snu o całkiem niezłej uwadze. Pod koniec umiałem latać a mój tata był wiecznie o coś zły. No i na tą chwilę niestety tylko tyle pamiętam.
<<================== Wieczór ==================>>
Sen katastroficzny, uwielbiam takie. Pamięć nie za niezła. Kojarzę, że uciekaliśmy autem w kierunku mojego domu. W aucie byłem ja, brat, i chyba jeszcze 2 osoby, kobiety, w tym chyba moja siostra. Uciekaliśmy przed.. jakby nawałnicą lodową, świat się zawalał, jak pękający lód, i ogarniała go silna zamieć śnieżna. Gdy byliśmy blisko domu i jednocześnie bliżej śmierci, brat zauważył, że co chwilę odsuwa mi się mój pas. Ja natomiast odczułem, że cyklicznie odpływam myślami w tym aucie.
Wyszliśmy z auta, wtedy zamieć nas dopadła i pole widzenia drastycznie spadło. Myślałem, że to koniec i już zacząłem się z tą myślą oswajać, ale wybrnęliśmy z tego. Wbiegłem do domu, żeby kogoś tam obudzić.
<<=========================================>>
let's worship cats





