03-08-2014, 15:06
<<================== 3 Sierpnia ==================>>
Chciałem budzić się po każdej fazie. Mam problem z budzeniem się po pierwszej. Z pierwszych faz coś pamiętałem, ale jakoś ciężko mi to było ubrać w klucze i do tego niechęć.. Przy 2 pobudkach coś nagrałem.Mój wujek zmienił żonę a później widziałem 2 pary związane linami. Pierwsza była para lesbijską a druga hetero. Udało im się uwolnić z więzów i planowali jakąś rewolucję
Razem z grupą byliśmy w miejscu gdzie nie byliśmy mile widziani. Uciekaliśmy przed strażnikami. Do ich wykrywania ustawialiśmy na ich drodze talerze. Kiedy usłyszeliśmy hałas, wiedzieliśmy że są blisko. Odłączyłem się od grupy i wybrałem się do jakiegoś biura. Usłyszałem hałas, więc szybko schowałem się za stojącym kwiatkiem. Przyszedł jakiś gościu, widziałem wtedy jego oczami. Miał kartkę z jakimś prymitywnym rysunkiem człowieka. Zastanawiał się co by było jeśli ten człowiek stałby obok kwiatka, a zaraz zastanawiał się co by było jeśli stał by za kwiatkiem, jakoś w ten sposób. Już wiedziałem, że zaraz się zorientuje. Obudziłem się.
Byłem na jakimś jakby zlocie. W pierwszej połowie snu (prawdopodobnie, albo to z innego snu) oglądałem film o sprawiedliwości. Była scena w uniwersum Trzystu w której jakiś dość mizerny człowiek powiedział że jest Polanem, lub coś w tym stylu. Gościu co krzyczy "This is Sparta!" odezwał się z identyczną miną i krzyczał coś o sprawiedliwości po czym się na niego rzucił.
Znalazłem znajomego, pokazywał mi samochodzik z klocków lego podobnych, nie umiał go poprawnie złożyć. Jako że w tym śnie w dzieciństwie układałem masę rzeczy tego typu (może chodziło coś z kinder niespodzianką) powiedziałem, że mu to złożę. Szło mi to sprawnie, ale co chwilę spadał mi jakiś element i część lądowała w dziurze co mnie bardzo stresowało, że pogubię koledze części. Jak części spadały to jakoś nagle i strasznie mi to wszystko umykało, jakby te stres ograniczał już i tak małą uwagę. Pod koniec szło mi sprawnie i wyszła elegancka zabawka, miała nawet symetryczne naklejki : D Jak skończyłem to pomyślałem, że chętnie wrócił bym do starych czasów i poukładał więcej takich zabawek.
Możliwe, że wzięło się to z tego że wczoraj przypadkiem odkryłem że obraz w bańkach mydlanych wygląda jak po psychodeliku i zafascynowało mnie to. Że też dopiero po tylu latach to zauważyłem xD Też pomyślałem, że chętnie znowu bym sobie przypomniał stare czasy.
"6866: The Number of The Beast"
W mojej szkole organizowane były, choć może było to w tym śnie na porządku dziennym, różnego rodzaju walki na broń, głównie energetyczną. Pierwsza połowa snu wyglądała jakbym grał w jakąś grę zręcznościowo logiczną z kwadratami i o nieskomplikowanej grafice. Była dosyć ciężka. W śnie właśnie to były te walki.
Siedziałem z różnymi znajomymi w szatni, przygotowywaliśmy się do walk. Nauczyciel wziął jakąś dość niezłą broń i myślałem i nie tylko ja, że zaraz mi ją da. Część klasy śpiewała coś w podobnie do "ona temu winna". Jednak nie dostałem tej broni. Szkoda, bo nie miałem teraz żadnej.
Po jakimś czasie nauczyciel znowu przyszedł i oznajmiał chyba zasady walki. Zorientowałem się trochę za późno. Jak kończył to na szybko spytałem kolegi jaką broń bierze, on odpowiedział że siekierę. Wszyscy zaczęli wychodzić z szatni, ja szybko podbiegłem w stronę pokoju z broniami w którym zgaszone już było światło. Pomyślałem że niech podświadomość za mnie wybierze, i sięgnąłem po coś z boku ale nic nie wziąłem... Nauczyciel mnie zawołał, miał do mnie sprawę już wcześniej ale nie było czasu. No więc poszedłem z nim do innej sali, po drodze potknąłem się i wywróciłem. Gdy już weszliśmy do sali pokazał mi na swoim telefonie zdjęcia, a raczej tapety, dosyć demoniczne. Pomyślałem że przedstawiają antychrysta i już spodziewałem się o co mu chodzi.
Miałem na swojej głowie wycięty numer, jak Omen, chyba 686. Nauczyciel powiedział że to cześć numeru antychrysta (tutaj zabrakło trochę logiki jeśli chodzi o ilość cyfr), podejrzewał mnie że moja rodzina ma jakiś z tym związek. Powiedziałem, że to przypadek. Gdzieś w tym momencie zmienił się w mojego dziadka. Podeszliśmy bo balkonu u mojej babci. Powiedziałem, że spytam taty ale i tak dowiemy się tego na końcu. Gdy to mówiłem patrzył z niepokojem w stronę wejścia. Obróciłem się, do pomieszczenia wstąpiło coś.. niemiłego, w białym ubraniu, i szło w naszą stronę. Dziadek szybko wszedł na balkon i biegł wzdłuż niego (tutaj lokacja już całkowicie przypominała okolice u mojej babci). Biegłem za nim. Myślałem że chce skoczyć na końcu balkonu uznając śmierć za jedyne wyjście z tej sytuacji. Skoczyłem za nim. Widziałem jak upadł na podwórku i żyje, ja jednak cały czas leciałem. Obudziłem się jak jeszcze nie zdążyłem tracić wysokości. Huh...
<<=========================================>>
let's worship cats





