08-07-2014, 07:49
<<================== 8 Lipca ==================>>
Nic nie rozumiem. Wczoraj spałem w sumie może coś koło 2h. Późnym popołudniem doskwierała mi wysoka senność, jednak dość szybko przeszła. Nastawiłem budzik na 3,5h (sądząc że z pewnością nie obudzę się wcześniej z racji głębokiego snu). Obudził mnie w REM, na dodatek coś pamiętałem ze snu. Wkurzony spałem dalej. Następny sen nawet nieźle pamiętałem a pod koniec miałem sen o LD (w sumie nie wiem co tam poszło nie tak). Nie spałem dalej bo nie chciałem męczyć się z zaśnięciem. Fuck Logic.. Duża grupa ludzi mieszkała w futurystycznym piętrowym budynku, znajdującym się w moim mieście rodzinnym, jak wynika z dalszej akcji całkiem normalnym. Był tu min. mój brat czy CosmicKid. Zanim przyszły czasy niepokoju w tym śnie, oglądałem w lusterku moje włosy, które były dłuższe niż myślałem, inne niż na jawie, albo polemizowałem z Cosmiciem o szczotkach do włosów..
Jednak nie długo później wiedzieliśmy że staniemy się obiektem ataku wroga. Nie pamiętam z kim walczyliśmy, prawdopodobnie nie byli to ludzie. Nie brałem czynnego udziału w walce, do tego były wyznaczone jednostki, nikt ze znanych mi osób. Podczas trwania walk wojska zostały a "cywile" wynieśli się się do autobusu, który miał nas zawieść w bezpieczniejsze miejsce.
Siedziałem wtedy z moim bratem. Nasze głowy były zmieszane z nadzieją i obawą, jednak nie wiara była silniejsza. Odwróciłem głowę w lewo. Skamieniałem. Ujrzałem nasz budynek zamieniający się w gruz. Sekundę potem moim oczom ukazał się pękający wielki kościół z cegły (na jawie był mniej więcej w tamtym miejscu), który zaczynał już runąć.
To była dla nas klęska naszego świata, nie było już nic.
Mój wujek, który był kierowcą, nie poddawał się i chciał nas ocalić. Znacznie przyśpieszył pojazd, do niebezpiecznej prędkości. Żeby ominąć inne auta wjechał na trawę i prawie uderzyliśmy w ścianę. Myślałem, że zaraz się rozbijemy, z drugiej strony jednak to jedyny sposób na przetrwanie. Ta szybkość (prawdopodobnie) wymusiła na mnie większą uwagę, bo gdzieś koło tego momentu bardziej wczułem się w sen.
Złapałem nadzieję, "może to sen?". TR. Nie czułem do końca jak zatykam nos, ale był pozytywny. Jakoś wyleciałem albo wyskoczyłem z autobusu i chwilę potem byłem niedaleko miejsca w którym stał nasz budynek, spotykając dwie.. hmm.. bardziej kosmitki niż dziewczyny. Zrobiłem więcej TR'ów bo wciąż miałem wątpliwości. Z jednej strony bałem się tych zabójczyń z uwagi co zrobiły, z drugiej wiedziałem że to sen. Lot był dla mnie ostateczną próbą oraz możliwością ucieczki od nich, dlatego usilnie go próbowałem ale nie mogłem wzlecieć, jakbym czuł ciężar ciała. Jakiś lektor w tle powiedział że ta technika (mówiąc o TR) będzie działać kilka dni a później będzie raz działała a raz nie. Pomyślałem, bujda, będzie działała zawsze. Chwilę później obudziłem się.
<<=========================================>>
let's worship cats





