10-04-2014, 05:42
<<================== 10 Kwietnia ===================>>
...Byłem strasznie senny więc poszedłem na "półgodzinną" drzemkę. Jak to u mnie bywa.. nie wyszło... Postanowiłem spać do rana. Masa snów których większość zapomniałem, w tym bardzo schizowy..
Sen rozgrywał się najpierw w jakiejś nieznanej mi lokacji a później w domu w Bełchatowie. Sen był schizowy w tym że razem z siostrą i kimś chyba jeszcze, musieliśmy pokonać bardzo silne postacie, do których dołączył później.. nasz tata. To nie była walka jak z gry czy coś(ale postacie miały pasek hp), bardziej jak walka na śmierć i życie. Wcześniej jakaś wiedźma proponowała mi usługi kosmetyczne, podwyższyła mi podbródek Oo Pytałem siostry czy jest dobrze a sam później zobaczyłem że wyglądam strasznie. To była chyba taka przerwa od walki...
Lepiej sen pamiętam od momentu kiedy tata został ostatnim przeciwnikiem a ja z nim walczyłem. Pamiętam moment kiedy wyglądało że zyskuję przewagę. Siłowałem się a następnie z impetem rzuciłem projekcję w szklaną szafkę. Tą brutalność było czuć...
Nie wiem czy ze strachu czy z emocji, uświadomiłem się. Zacząłem myśleć że znam podobny sen, że już mi się śnił. Zaraz zacząłem sobie wkręcać jakieś przesłanie tego snu, miał on pomóc mi odkryć prawdę czy coś. Podniosłem książkę, która miała chyba związek z tą prawdą. Na każdej stronie masa tekstu. Robiłem TR. Tekst nie zmieniał się. Co najwyżej pojedyncze literki i to tylko na górze. Zostawiłem książkę i zrobiłem TR z nosem, pozytywny.Po czym się "obudziłem"(Sen był po 9,10h snu. Aż mnie zadziwia stabilność po tylu godzinach. Podejrzewam że to jakieś placebo,a raczej nocebo..). Oczywiście taki sen mi się nigdy nie śnił...chyba.
Lecę sobie nad moją miejscowością, mijam dom koleżanki. "Dfq, ja latam! To nadal sen". Poleciałem do przodu. Niedaleko był palący się dom. Poleciałem na jego dach. Pomyślałem czy oglądanie palącego się domu to dobra czynność na LD, ale stwierdziłem że ciekawe. Trochę później się obudziłem.
Well.. 5 dni z rzędu, wof.
________________________________________________________________________________
EDIT: W jednym ze snów w ramach wycieczki szkolnej udaliśmy się na teren jakiejś kultury społecznej. Trochę skate, trochę punk. Była tam dziewczyna, która mi się spodobała.
Później w ramach zabawy ganialiśmy się po labiryntach. Wąskie przejścia, wszędzie biało. Dotarłem na główny plac, było dużo osób. Coś się tutaj wydarzyło ale nie pamiętam co.
<<==============================================>>
let's worship cats





