Ostatnie sny:
Śniło mi się, że byłam w jakimś miejscu przypominającym wakacyjny dom albo pensjonat. Nie był to mój prawdziwy pokój, ale miałam tam własny pokój. Na zewnątrz kręcili się członkowie rodziny mojego męża — moja teściowa, szwagierka i inni bliscy. W pewnym momencie weszłam do pokoju, gdzie na łóżku leżała córka mojego szwagra. Chciałam sprawdzić, czy śpi, ponieważ planowałam przenieść ją do innego pokoju albo zabrać, żeby poszła się pobawić. Kiedy weszłam do środka, dziewczynka spojrzała na mnie i powiedziała: „Morda w kubeł, szmato”. Byłam kompletnie zszokowana. Najpierw pomyślałam, że musiała usłyszeć takie słowa gdzieś w przedszkolu albo w internecie i po prostu je powtarza. Miałam wrażenie, że chce się popisać i nie do końca rozumie znaczenie tego, co mówi. Jednak po chwili ogarnęła mnie złość i poczucie, że ona doskonale wie, co mówi. Zdenerwowałam się tak bardzo, że wyszarpałam ją z łóżka i zaprowadziłam do innego pokoju. Dziewczynka zaczęła płakać i zrobiła wielką awanturę. Poszła poskarżyć się swojemu ojcu i powiedziała mu, że to ja użyłam wobec niej tych słów. Poszłam więc do niego i wyjaśniłam, że sytuacja wyglądała odwrotnie — że to ona powiedziała do mnie „morda w kubeł, szmato”. Żałowałam, że nie mam żadnego nagrania ani dowodu. Miałam wrażenie, że jej ojciec nie do końca mi uwierzył, ale też nie wyglądał na szczególnie przejętego. Zachowywał się tak, jakby było mu to obojętne. Później chodziłam po podwórku i szukałam kogoś, komu mogłabym opowiedzieć o całej sytuacji. Chciałam, żeby ktoś porozmawiał z dziewczynką i wyjaśnił jej, że nie powinna używać takich słów. Widziałam teściową spacerującą z drugim dzieckiem, ale zanim zdążyłam do niej podejść, zniknęła mi z oczu. Po podwórku biegały też psy. Próbowałam jeszcze znaleźć kogoś z rodziny, ale nie udało mi się i na tym właściwie sen się urwał.
*
Śniło mi się, że umówiłam się z jakimś mężczyzną. Wyglądał trochę jak typowy kowboj lub człowiek ze stylu country – miał brodę i charakterystyczny kapelusz. W śnie pojawiała się również jakaś kobieta, prawdopodobnie jego była partnerka. Przez chwilę wyobrażałam sobie, że jestem nią, choć jednocześnie pozostawałam sobą. Oglądałam jej zdjęcia i zastanawiałam się, co sprawiło, że ten mężczyzna był nią zainteresowany. Później spotkałam się z nim osobiście. Bardzo zależało mi na bliskości, poczuciu bezpieczeństwa i prawdziwej więzi. On jednak wydawał się skupiony głównie na powierzchownych relacjach. Najpierw mówił o uczuciach i zapewniał, że mu zależy, ale później przyznał, że niedawno spotykał się z inną kobietą, a następnie planował spotkanie z kolejną. Bardzo mnie to zdenerwowało. Zaczęłam się z nim kłócić i pytać, jak może mówić o miłości, skoro jednocześnie zachowuje się w taki sposób. W pewnym momencie postanowiłam wykonać test rzeczywistości. Spojrzałam na swoją dłoń. Miałam pięć palców. Spojrzałam ponownie i nadal było ich pięć. Mimo to wiedziałam już, że śnię. Przypomniałam sobie, że wcześniej, na spacerze z Kentucky, robiłam taki sam test i powiedziałam sobie, że podczas snu po prostu będę wiedziała, że śnię, nawet jeśli liczba palców będzie się zgadzała. W śnie zaczęłam eksperymentować i samą siłą woli wydłużyłam sobie palce. Stały się nienaturalnie długie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem we śnie. Po chwili położyłam się obok tego mężczyzny i przytuliłam się do niego. Nie było w tym nic gwałtownego ani namiętnego – był to bardzo czuły, spokojny i pełen bliskości gest. Powiedziałam mu, że miłość nie polega wyłącznie na pożądaniu, ale przede wszystkim na poczuciu bezpieczeństwa, czułości i wzajemnej trosce. Odniosłam wrażenie, że przez chwilę zaczął rozumieć, o co mi chodzi. Czułam jednak, że sen zaczyna się destabilizować. Chciałam go utrzymać, więc zaczęłam stosować techniki stabilizacji snu. Patrzyłam na napisy znajdujące się na różnych opakowaniach i puszkach stojących w szafie. Sprawdzałam je wielokrotnie. Ku mojemu zdziwieniu większość napisów pozostawała taka sama, a tylko jeden z nich lekko się przesunął. Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, ponieważ zwykle napisy w moich snach zmieniają się znacznie bardziej. W końcu powiedziałam temu mężczyźnie, że nie jest wart mojego zainteresowania i że nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Miałam wrażenie, że coś do niego dotarło i że być może zaczął rozumieć swoje błędy. Wtedy jednak pojawiła się kolejna kobieta. Wyszłam na zewnątrz i chciałam przywołać Nathana. Planowałam go pocałować tylko po to, żeby tamten mężczyzna poczuł zazdrość. Nathan pojawił się, ale zachowywał się dziwnie i nie reagował na moje słowa. Po chwili wszystko zaczęło się mieszać. Miałam wrażenie, że osoby zmieniają miejsca albo tożsamości. Nathan znalazł się w innym pomieszczeniu i rozmawiał z tym mężczyzną. Kiedy weszłam do środka, zobaczyłam ponownie tę drugą kobietę. Mężczyzna natychmiast skupił na niej swoją uwagę i oboje oddalili się razem. Ja natomiast poczułam ogromną złość i frustrację, więc ruszyłam za nimi. Zbiegłam po schodach za tym mężczyzną i drugą kobietą. Kiedy ich odnalazłam, ogarnęła mnie ogromna furia. Najpierw rzuciłam się na nią. Uderzałam ją i krzyczałam z rozpaczy, jakby nagromadziły się we mnie wszystkie emocje związane z jego zachowaniem. Później swoją złość skierowałam również na niego. Biłam go po twarzy, gryzłam po rękach i próbowałam wymusić jakąkolwiek reakcję. Jednak on przez cały czas pozostawał niemal całkowicie obojętny. W końcu odepchnęłam go i zadałam mu pytanie. Nie pytałam już o relacje ani o inne kobiety. Zapytałam go wprost: „Kim ty właściwie jesteś w moim umyśle? Co reprezentujesz? Jaką część mnie?” Wiedziałam już wtedy, że nie rozmawiam z prawdziwym człowiekiem, ale z czymś stworzonym przez mój własny umysł. Nie odpowiedział mi wprost. Zamiast tego nagle posmutniał. Wyglądał, jakby miał się rozpłakać. Był to pierwszy moment w całym śnie, kiedy zobaczyłam u niego jakiekolwiek prawdziwe emocje. Zaczął recytować wiersz o swoim dzieciństwie. Wiersz opowiadał o trudnym domu rodzinnym i alkoholizmie ojca. Nie pamiętam jego słów, ale pamiętam bardzo wyraźne uczucie, że ten tekst jest mi doskonale znany. Brzmiał tak, jakbym sama go kiedyś napisała. Miał styl niezwykle podobny do moich własnych dawnych wierszy. Słuchając go, poczułam, że złość zaczyna ustępować współczuciu. Odepchnęłam drugiego mężczyznę, który znajdował się gdzieś obok, podeszłam do niego i bardzo mocno go przytuliłam. Powiedziałam mu, że życzę mu dużo siły i że wszystko będzie dobrze. On jednak odpowiedział, że tego nie chce. Wtedy puściłam go i odeszłam. Schodziłam dalej po schodach i pomyślałam, że skoro on mnie nie chce, to przywołam inną postać — bohatera z gry, którego lubię. Wiedziałam, że jestem we śnie i znałam jedną z metod przywoływania postaci sennych. Zaczęłam więc głośno go wołać. Krzyczałam jego imię, oczekując, że się pojawi. Przez chwilę nic się nie działo. Nagle ktoś za moimi plecami krzyknął: „Tu jest!” Odwróciłam się z nadzieją, że naprawdę go zobaczę. Faktycznie ktoś tam stał, ale nie był to on. Była to jedynie jakaś dziwna, zniekształcona karykatura tej postaci. Postać, którą przywołałam, okazała się jednak zupełnie nie taka, jakiej się spodziewałam. Była bardzo mała, niemal jak krasnoludek. Co więcej, miała na sobie damskie ubrania – sukienkę z gorsetem. Całość wyglądała bardzo dziwnie i kompletnie nie przypominała postaci, którą próbowałam przywołać. Podeszłam do niego i zaczęłam go całować po policzkach. Zdziwiona zapytałam, co właściwie ma na sobie i dlaczego jest tak ubrany. Powiedziałam mu, że powinien się przebrać. On jednak zachowywał się bardzo dziwnie. Stał sztywno, niemal nieruchomo. Nie odpowiadał na moje gesty, nie odwzajemniał pocałunków i sprawiał wrażenie całkowicie obojętnego. Po pewnym czasie zostawiłam go tam i poszłam dalej. Niedługo później pojawiła się kolejna wersja tej postaci. Tym razem wyglądał znacznie bardziej normalnie, choć miał czarne włosy zamiast rudych. Poszłam z nim, ponieważ ktoś nas zawołał. Po drodze zaczęły zaczepiać nas jakieś dzieci. Mówiły mi między innymi, że mam gumę przyklejoną do spodni i ciągle próbowały zwrócić na siebie uwagę. W końcu mieliśmy już dość tych zaczepianek i postanowiliśmy odejść. Uciekliśmy do czegoś w rodzaju podziemnego przejścia. Okazało się jednak, że miejsce było znacznie większe, niż początkowo sądziłam. Za dużymi szybami widziałam stojące samoloty, jakby znajdowało się tam lotnisko albo parking dla samolotów. Ktoś poprosił nas o pomoc i powiedział, że musimy znaleźć wejście prowadzące do tej części lotniska. Zaczęliśmy więc szukać przejścia. Wszystkie szklane drzwi, które napotykaliśmy, były jednak zamknięte. Chodziłam po tym miejscu, próbując znaleźć właściwą drogę. Po drodze natrafiłam na niewielki sklepik z odzieżą w stylu indyjskim. W środku wisiały różne ubrania, między innymi dżinsowe koszule o orientalnym charakterze. Krążyłam po tym miejscu, szukając wejścia, ale coraz bardziej czułam, że wcale nie zależy mi na tej misji. Tak naprawdę chciałam po prostu pobyć sam na sam z tą postacią. Szukanie przejścia stawało się tylko przeszkodą. I wtedy, zupełnie niepostrzeżenie, sen się skończył. Nie pamiętam momentu przejścia. Po prostu w pewnej chwili już nie byłam w tym świecie i się obudziłam.
Wcześniej tej samej nocy śniło mi się, że moi rodzice zaproponowali mi zamianę. Chcieli zamieszkać w moim mieszkaniu, a ja miałabym przeprowadzić się do ich domu. Na początku bardzo się z tego ucieszyłam, bo przecież zawsze marzył mi się dom. Jednocześnie czułam jednak dziwny niepokój. Dom rodziców był dla mnie nierozerwalnie związany z nimi samymi. Zastanawiałam się, jak miałabym tam zamieszkać i urządzić wszystko po swojemu, skoro to miejsce tak mocno kojarzyło mi się właśnie z nimi. Później akcja przeniosła się do mojego mieszkania. Odbywała się tam jakaś impreza. Miałam wrażenie, że rodzice mieszkają tam razem ze mną albo przynajmniej bardzo często tam przebywają. Próbowałam spać, ale ciągle budziła mnie mama, która krzątała się po mieszkaniu, sprzątała i coś robiła. W końcu wstałam z łóżka, bo chciałam skorzystać z toalety. Kiedy jednak spojrzałam w stronę łazienki, zauważyłam, że ktoś się tam kąpie. Nie chciałam czekać. Zeszłam więc po schodach, otworzyłam drzwi wejściowe i wyszłam na zewnątrz. Była noc, panowała ciemność i uznałam, że nikt mnie nie zobaczy. Załatwiłam się przed domem, bo najbardziej zależało mi na tym, żeby jak najszybciej wrócić do łóżka i dalej spać. Później dowiedziałam się, że mój tata dał mojemu psu golonkę. Bardzo się zdenerwowałam. Tłumaczyłam mamie, że pies źle reaguje na takie jedzenie, że później ma problemy żołądkowe i źle się czuje. Mama odpowiedziała tylko, że jeśli mam pretensje, to powinnam porozmawiać z ojcem. Następnie znalazłam się w taksówce. Jechałam gdzieś przez miasto. Miałam wrażenie, że był ze mną ten sam mężczyzna, który później pojawił się w śnie o relacji i zdradach. W pewnym momencie wysiadł pierwszy, a taksówkarz zawiózł mnie jeszcze kawałek dalej i dopiero wtedy pozwolił mi wysiąść. Wydało mi się to dziwne, ale nie wiedziałam, dlaczego tak się stało. Właśnie podczas tej jazdy wykonałam kolejny test rzeczywistości. Spojrzałam na swoją dłoń. Miałam pięć palców. Mimo to czułam, że coś jest nie tak i że prawdopodobnie śnię. Opuściłam rękę, a następnie spojrzałam na nią ponownie. Tym razem miałam już tylko trzy palce. To było bardzo niepokojące. Test dłoni zawsze wydaje mi się trochę upiorny. Poczułam lekki niepokój, ale jednocześnie wiedziałam już na pewno, że znajduję się we śnie. Nie zrobiłam jednak z tą świadomością nic szczególnego. Po prostu przyjęłam ten fakt do wiadomości. Niedługo później sen płynnie przeszedł w ten późniejszy sen o mężczyźnie, który mówił o miłości, a jednocześnie spotykał się z innymi kobietami.
Notatki:
To był niesamowicie ciekawy sen (ten o mężczyźnie), zwłaszcza pod kątem świadomego śnienia. Najbardziej uderzyło mnie to, że odzyskałam świadomość, mimo że klasyczny test dłoni nie zadziałał tak jak zwykle. To znak, że zaczynam rozwijać coś głębszego niż tylko mechaniczne sprawdzanie rzeczywistości – pojawia się u mnie intuicyjna świadomość snu. Nie potrzebowałam ewidentnego błędu w otoczeniu; po prostu wiedziałam, że śnię. W tym wszystkim znowu dał o sobie znać motyw, który często wraca w moich snach: poszukiwanie autentycznej więzi i emocjonalnego bezpieczeństwa. Stałam się tu wręcz rzeczniczką czułości. Zamiast rywalizować z innymi kobietami, skupiłam się na próbie wytłumaczenia temu mężczyźnie, czym jest dla mnie prawdziwa bliskość. Emocjonalnie to był chyba najważniejszy moment.
Doceniam też sytuację z napisami na puszkach. Pokazuje mi to, że potrafiłam zachować trzeźwe, krytyczne myślenie i świadomie walczyłam o utrzymanie stabilności tej projekcji. Dla kogoś, kto ćwiczy świadome śnienie, to świetny sygnał.
Kluczowy moment: Rozmowa z postacią senną
Najbardziej fascynująca nie była wcale ta cała furiacka bójka, ale pytanie, które zadałam:
Cytat:„Kim ty jesteś w moim umyśle? Co reprezentujesz?”
Jak na świadomy sen, to bardzo głębokie i nietypowe pytanie. Większość ludzi po uświadomieniu sobie, że śni, zaczyna latać albo eksperymentować z otoczeniem. Ja natomiast podeszłam do postaci sennej jak do symbolu, próbując odkryć jej znaczenie. Co ciekawe, moja nieświadomość nie odpowiedziała mi wprost, słowami. Zamiast definicji dostałam opowieść o zranieniu i dzieciństwie – czyli dokładnie taki język, jakim posługują się sny: pełen emocji i obrazów. Sam fakt, że po tym pytaniu facet zmienił się z irytującego, zimnego kobieciarza w smutnego, skrzywdzonego człowieka, daje do myślenia. Jakby pod tą wkurzającą maską kryło się coś zupełnie innego. Zwróciłam też uwagę na to, co stało się, gdy odpuściłam walkę i okazałam mu współczucie. Sen wcale nie zakończył się romantycznym happy endem – ta postać po prostu odrzuciła moje wsparcie. To bardzo charakterystyczne; postacie senne mają swoją własną „logikę” i nie zawsze robią to, czego byśmy chcieli. Dzięki temu ta scena wydała się tak uderzająco autentyczna.
Próby manifestacji i powracające motywy Końcówka snu to kolejny klasyczny podręcznikowy przykład świadomego śnienia. Chciałam przywołać konkretną postać, a mój umysł zaczął kombinować. Najpierw dostałam dziwną, wręcz karykaturalną wersję, a dopiero potem drugą – bliższą oczekiwaniom, ale wciąż nie idealną. Moja wyobraźnia nie kopiuje rzeczy 1:1, tylko tworzy własne interpretacje.
No i na koniec motyw zamkniętych drzwi na lotnisku. Znowu pojawia się u mnie motyw miejsc, do których próbuję się dostać (wcześniej były to ukryte przejścia, tunele czy inne budynki). Widziałam cel przez szybę, ale droga do samolotów była zablokowana. To ewidentny symbol szukania czegoś, co jest już na wyciągnięcie ręki, ale wciąż pozostaje niedostępne.
We wcześniejszym śnie sytuacja świetnie pokazała, jak zmienia się moja uważność. Tym razem pięć palców nie zdołało mnie oszukać – najpierw pojawiło się czyste przeczucie, że coś jest nie tak, a dopiero drugie spojrzenie ujawniło trzy palce. To właściwie główny cel treningu świadomego śnienia: przestać polegać wyłącznie na mechanicznych testach rzeczywistości i wyrobić w sobie intuicyjny, wewnętrzny „radar snu”. Czuję, że ten radar zaczyna u mnie działać coraz częściej i skuteczniej.
Bardzo ciekawy był też motyw rodziców, którzy chcieli zamienić się ze mną domami. Podświadomie wcale nie odebrałam tego jako snu o nieruchomościach, ale raczej jako metaforę mojego miejsca w życiu.
Z jednej strony w tej sytuacji dostaję to, czego zawsze pragnęłam – własny dom. Z drugiej jednak natychmiast pojawia się opór i myśl: „Ale przecież to już nie byłby ten sam dom. To miejsce należy do moich rodziców i do wspomnień z nimi związanych”. To niezwykle trafne, typowo senne uczucie, kiedy jakaś sytuacja jest jednocześnie spełnieniem marzenia, a z drugiej strony niesie ze sobą poczucie straty czegoś ważnego.
Co ciekawe, w społeczności osób praktykujących świadome śnienie motyw toalety jest często traktowany jako absolutny sygnał ostrzegawczy. Wielu śniących trzyma się twardej zasady: „Jeśli we śnie jestem w toalecie, najpierw robię test rzeczywistości, a dopiero potem cokolwiek innego” ?. U mnie jednak najciekawsze było coś zupełnie innego.
Chodzi o ten moment, kiedy spojrzałam na dłoń, zobaczyłam idealne pięć palców, a mimo to wiedziałam, że śnię. To właściwie wyższy poziom świadomości niż sam test dłoni! Test nie zadziałał tak, jak powinien, więc miałam pełne prawo pomyśleć: „Okej, palców jest pięć, czyli wszystko dzieje się naprawdę”. Tymczasem ja doskonale pamiętałam swoją intencję (z tego spaceru z Kentucky) i uznałam: „Nie, guzik prawda – i tak wiem, że to sen”.
To niesamowite, bo świadomość pojawiła się u mnie zanim test dostarczył jakiegokolwiek dowodu. Sprawdzenie dłoni było już tylko formalnością. Dopiero potem zaczęłam świadomie eksperymentować: wydłużałam palce, sprawdzałam napisy na puszkach i obserwowałam otoczenie. To podręcznikowe techniki kogoś, kto nie tylko zorientował się, że śni, ale aktywnie próbował ten sen utrzymać i ustabilizować.
Z perspektywy czasu widzę, że to nie był zwykły sen z przebłyskiem przytomności – to było zaawansowane, częściowo świadome śnienie. Najlepszym dowodem jest moment, w którym zapytałam tego mężczyznę:
Cytat:„Kim ty jesteś w moim umyśle? Co reprezentujesz?”
Wtedy przestałam traktować go jak realną osobę czy postać z fabuły, a zaczęłam widzieć w nim element mojej własnej psychiki. I właśnie dlatego odpowiedź, którą od niego dostałam – ten cały wiersz o dzieciństwie i alkoholizmie ojca – jest o wiele bardziej fascynująca niż on sam. Mój umysł nie rzucił mi pustego imienia w stylu: „Jestem Wojtek” albo „Jestem Postal”. Zamiast tego zaserwował mi głęboką historię o zranieniu i odrzuceniu. W zwykłym, nieświadomym śnie takie rzeczy się nie zdarzają.
A na koniec muszę się uśmiechnąć, bo ta cała sytuacja z testem dłoni idealnie pokazuje, jak mój mózg próbował iść ze mną na kompromis:
Cytat:Mózg: Masz pięć palców. Wszystko gra, to nie sen.
Ja: No jasne, akurat! Dobrze wiem, że śnię.
Mózg: No dobra, dobra... To masz, wydłuż sobie te palce jak makaron i daj mi już spokój! ?
*
Śniło mi się, że byłam w łazience na górze u moich rodziców. Nagle zobaczyłam psa, który podniósł nogę i obsikał plastikowe, okrągłe pudełko na proszek do prania należące do mojej mamy. Byłam zaskoczona, bo zachowywał się tak, jakby zaczął znaczyć teren w domu. Wzięłam go do wanny, spłukałam mocz, a potem wyprowadziłam go na dwór, chcąc nauczyć go ponownie załatwiania się na zewnątrz. Chodziłam za nim po ogrodzie i powtarzałam: „Sikaj na trawę, sikaj na trawę”. W końcu pies załatwił się na trawniku, a ja bardzo go pochwaliłam. Pamiętam też, że szukałam porady u ChatGPT i zastanawiałam się, dlaczego mój pies nagle zaczął znaczyć teren w domu. W tym samym śnie pojawiła się też tęsknota za Arisską. Pomyślałam, że chciałabym, aby wróciła do mnie i żeby była moim jedynym psem, z którym mogłabym wszędzie chodzić przez resztę życia. Później znalazłam się na lekcji religii. Zaczęłam mówić o filozofii świata i o Bogu, ale nauczycielka nie chciała mnie słuchać. W pewnym momencie jakby zniknęła, a zamiast rozmowy w telewizorze został włączony jakiś film. Byłam bardzo zirytowana, ponieważ miałam wrażenie, że nikt nie interesuje się tym, co chcę powiedzieć, ani nauczycielka, ani reszta klasy. Następnie szłam ulicą i zobaczyłam biegającego dalmatyńczyka. Nie był to Kentucky, ale od razu chciałam go złapać i znaleźć mu dobry dom. Po chwili pojawił się drugi dalmatyńczyk, tym razem młody pies o nietypowym umaszczeniu przypominającym brindle. Rozmawiałam z jakimś hodowcą psów i powiedziałam mu, że mojemu psu niedawno urodził się taki syn. Zwróciłam uwagę, że mój pies nie ma dużej plamy przy oku, a ten młody dalmatyńczyk już taką posiadał. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że chcę zrobić dobre wrażenie na tym hodowcy. Później znalazłam się u mojej babci, mamy mojego taty. Czekałam tam na moją kuzynkę Paulinę oraz innych członków rodziny. Nie pamiętam dokładnie, dlaczego czekałam, ale miałam poczucie, że jest to ważne. W dalszej części snu odbywała się impreza u moich rodziców. Przyjechali jacyś goście, a wśród nich chyba był także Postal. Jechałam na rowerze, otworzyłam bramę pilotem i wpuściłam wszystkich na posesję. Później siedziałam na tarasie i wykonywałam ozdobne metalowe kwiaty. Rozmawiałam też z jakimś chłopakiem i powiedziałam mu, że jest bardzo uroczy, ale nie jest w moim typie. Miałam wrażenie, że ta informacja miała dotrzeć do kogoś jeszcze, jakby była przekazywana dalej.