14-08-2019, 21:07
Dziennik moich snów.
![[Obrazek: rPpni9b.jpeg]](https://i.imgur.com/rPpni9b.jpeg)
Na początek przepiszę wszystkie moje zapisane w zeszycie świadome sny.
Przepisuję tutaj tylko te świadome, ponieważ w swoim prywatnym zeszycie mam ich zapisanych zbyt dużo. Aczkolwiek każdy nowy sen, który będzie na tyle ciekawy i szczegółowy a niekoniecznie świadomy, będę tutaj zapisywać.
Sny są zapisywane po kolei, od moich początków ze świadomym śnieniem do chwili obecnej, by można było zobaczyć, jak zmieniały się, kształtowały i formuowały takie sny z biegiem czasu.
___
Sen 1 - świadomy:
Miałam zrobić w domu babci ciasto dla mamy, lecz wciąż mi nie wychodziło. Miałyśmy psa i kota, które żyły ze sobą zgodnie. W końcu zamiast ciasta, wyjęłam z piekarnika pizzę, mama udawała, że jej smakuje, jadła prosto z piekarnika. Potem wyszła z domu, udałam się za nią i jak się okazało, poszła ona do cukierni i kradła z niej ciastka by je sfotografować i wstawić zdjęcia do internetu jako moje wypieki, chcąc ukazać jaka dobra ze mnie kucharka.
Następnie jechałam w centrum handlowym po ruchomych schodach a za mną Nathan Sykes, ludzie, którzy jechali moją stroną schodów, mówili do tych, którzy jechali po przeciwnej, by podali sobie ręce i dali się przeciągnąć na swoją stronę, więc podałam dłoń Nathanowi, chwycił, a ja go pociągnęłam do siebie. Był plan, by wtrącić się w czyjeś przedstawienie. Fani Nathana i innych byli na nas wkurzeni. Szliśmy potem wszyscy po trybunach i udaliśmy się na zaplecze, by odłączyć światło i odwrócić uwagę tłumu. Z zaplecza ostatnia wyszłam ja, grupa stała już w rzędzie, wpakowałam się między nich, obok Nathana. Zrobiliśmy nasz występ, publiczności się podobało ale jurorzy byli wściekli, że wtrąciliśmy się innym na scenę. Skoczyłam z łapami do jurorki, ona przerażona, grupa mnie odciąga, idziemy dalej. Ja i Nathan jako para roku, żebraczka pyta nas o 2zł, Nathan daje jej dwie monety 5zł. Potem nadszedł czas pożegnania, Nathan wsiada do pociągu, ja spanikowana, chodzę w kółko, gadam niby do siebie, niby do niego - że to sen, że jak nauczę się świadomie śnić to będziemy się widywać, nagle spostrzegłam, że Nathana nie ma! Biegnę za pociągiem, na końcu pociągu napis "keep run" (mmm ten poprawny angielski...). Drzwi się zamykają, ale zdążyłam wsiąść. Sen się rozmywa, szukam Nathana, wiem, że za chwilę zniknę, czuję jego obecność i mówię do niego, wiem, że mnie słyszy, ale go nie widzę! Chcą mnie wywalić z pociągu, ale ja się nie daję. Nagle fałszywe przebudzenie - dzwoni Martyna i mówi, że śniło się jej to samo i pyta czy pamiętam napis "keep run". Odpowiadam, że pamiętam i pytam co jeszcze pamięta, ona, że nic, że tylko ten napis. Gadam z nią, jednocześnie śniąc, ale sen się rozmywa, widzę uliczny występ jednorożców i słoni z rogami, jakby cyrkowy.
Notatki:
Notatki:
- bezsensowne przekonywanie Nathana, który jest kreacją umysłu, do kontynuacji spotkań w snach,
- brak próby zakotwiczenia się we śnie po tym, jak sen rozmywa się,
- nie udaje się przywołać postaci Nathana w pociągu,
- brak testu rzeczywistości, od początku wiem, że to sen i świadomość ta, o dziwo, trwa, mimo braku powtarzania sobie, że to sen.
Sen 2 - świadomy:
Szukałam pociągu do mojego miasta, zobaczyłam go na peronie, pędzę. I jakieś gówniaki mi się pytają, czy to jest pociąg do Bydgoszczy, mówię, że nie - do innego miasta. Wsiadam i sama dopytuję kogoś, czy ten pociąg jedzie właśnie tam, dostaję odpowiedź, że to jest pociąg do Bydgoszczy. Wysiadam wystraszona, ale widzę, że zaraz za nim stoi mój pociąg. Wsiadam, szukam Mateusza, nie ma go. Dojechałam, wychodzę, każdy pędzi, potrąca mnie, ale ja dalej szukam Mateusza. Nie ma go, w końcu rezygnuję i idę za ludźmi po wielkich schodach, na nich stoją też ochroniarze, patrzę, nagle piętro się kończy i schody idą donikąd, są urwane, nie wiemy co robić, schodzimy w dół. Widzę ochroniarzy i prowokuję kolegę, udaję, że pchnął mnie nożem i krwawię, ale to tylko ketchup, jeden z dwóch ochroniarzy podbiega, pyta co się stało, zbliżam się do jego ucha i mówię mu cichaczem, że chodzi o schody, że one nie działają, nie ma piętra i proszę go, by coś zrobił. Powiedział, że pójdzie po informatyka po czym odchodzi a ja wracam do grypy ludzi, mijam po drodze drugiego ochroniarza i puszczam mu oczko, posyłając całusa. Zadowolona z siebie nagle staję przy barierce i uświadamiam sobie, że to sen. Zbiegam na dół po schodach i w tym czasie wraca ten pierwszy ochroniarz i mówi, że aby schody odblokowały się, każdy z nas musi coś zrobić, by stać się lepszą osobą - ja, aby stać się lepsza, miałam jeść dużo zboża. Mówię im obu, że to tylko sen, w międzyczasie, by się nie obudzić i nie stracić świadomości, pocieram dłońmi o siebie i patrzę na swoje buty - na nogach mam trampki. Mówię ochroniarzom, że za chwilę się obudzę i że mnie nie będzie, ale spoko luz, bo oto ja się nauczę świadomie śnić i na pewno się jeszcze spotkamy. Zauważyłam, że oboje mają obrączki, myślę, no to super, nici z romansów, ale nagle zaczynam latać, biorę tego drugiego pod pachę i latam z nim, wypytuję o jego żonę, spycham ludzi ze schodów, w momencie kiedy miałam spytać, czy myślał o rozwodzie z żoną, dzwoni mój budzik.
Notatki:
- uzyskanie świadomości na zasadzie "olśnienia",
- zastosowane dwie metody mające pomóc mi zakotwiczyć się we śnie.
Sen 3 - świadomy:
Arissa (pies) biegała po ogrodzie i nie dała mi się złapać, bo zaciekawiło ją gniazdo ptaków na płocie. Była noc. Podeszłam do gniazda i nagle bez testów rzeczywistości uzyskałam świadomość, że śnię. Powiedziałam do siebie: "chcę widzieć lepiej", po czym obraz nieco się wyostrzył, ale mój sen się spłycił i skomplikował. Zaczęłam unosić się w górę i czułam, że się budzę. Krzyknęłam: "chcę zostać we śnie!" i opadłam na ziemię. Szłam, a właściwie ociężale wlekłam się, bo chód sprawiał mi wielką trudność. Spojrzałam w niebo - było bardzo ładne, jakby trójwymiarowe z małymi chmurkami. Ciężko było mi patrzeć, miałam jakby sklejone oczy. Postanowiłam przywołać Mateusza. Chciałam go zawołać i wymówiłam jego imię, ale uznałam, że skuteczniejszą metodą będzie wyobrażenie sobie, że stoi on za mną i odwrócenie się. Tak zrobiłam i oto Mateusz stał za mną, między drzewami. Podeszłam (popełzłam?) do niego i objęłam go rękami, by upewnić się, że to on. Padliśmy na glebę jak dwa posągi i obudziłam się.
Notatki:
- świadomość uzyskana bez testów rzeczywistości,
Notatki:
- świadomość uzyskana bez testów rzeczywistości,
- próby przemówienia do swojej podświadomości i umysłu, by pozostać we śnie,
- spora trudność w poruszaniu się, efekt sklejonych oczu,
- spora trudność w poruszaniu się, efekt sklejonych oczu,
- sukcesywne przywołanie postaci.
Sen 4 - świadomy:
Szukałam mamy i trafiłam do pokoju zbereźników. Jeden z owych dostał w twarz po tym jak powiedział coś niestosownego. Potem Till Lindemann tańczył a ja byłam nim zafascynowana. Zaczęłam śpiewać, by przykuć jego uwagę, ale to było na nic - moje zaloty zostały olane. Till uznał, że mam brzydki głos. Wtem wiedziałam że śnię, zamieniłam się w smoczycę i odleciałam. Wiedziałam, że to sen i mam wszystko pod kontrolą, aczkolwiek myślałam, że ten sen to po prostu moja wyobraźnia, czułam, że leżę w łóżku i sobie to wszysto wyobrażam, i że kieruję czynnościami swoimi i innych. Pod koniec zadzwonił do mnie Till i przepraszał mnie po tym jak usłyszał mój głos na stacji radiowej.
Notatki:
- świadomy sen osiągnięty na zasadzie "olśnienia",
Notatki:
- świadomy sen osiągnięty na zasadzie "olśnienia",
- dziwne zmylenie snu z wyobraźnią, brak wykonania TR, by to potwierdzić.
Sen 5 - świadomy:
Byłam w barze, wraz z przystojnym barmanem. Wiedziałam, że to sen, ale chciałam kontakt do tego barmana, by się móc z nim umówić na żywo. Miałam wykonać striptiz więc poszłam na zaplecze się przebrać, chciałam by mój występ to była prawdziwa bomba, aczkolwiek something went wrong, bo ludzie tylko stali i patrzyli po sobie, zdziwieni.
Notatki:
Notatki:
- znów "olśnienie",
- dziwny pomysł kontaktowania się z kreacją umysłu na jawie.
Sen 6 - nieświadomy:
Robię wyjątek, bo po prostu ten sen i sposób w jaki go zapisałam rozwalił system.
Tata kupił mi Cadillaca De Ville, choć samochód ewidentnie wyglądał jak Oldsmobile Cutlass. Byłam u babci, kiedy tata otworzył owe auto i wsiadł. Obserwowałam go z okna. Chciał zaparkować, ale całe auto poobijał. Byłam wściekła. Podniecałam się tym autem jak buchaj po urlopie a był to złom, czarny i obdarty, już się sypał na części.
Sen 7 - świadomy:
Chodziłam po jakimś budynku ze znajomymi, nawet nie pamiętam kim oni byli i nagle okazało się, że personel nas ściga, więc uciekliśmy na górę, gdzie nie było wyjścia. BUM, nagle wiem, że to sen. Zaczęłam tłumaczyć tym ludziom, że to sen, że to mój sen i mam na niego wpływ i żeby mnie słuchali. Mówiłam, by skoczyli z okna i zaczęli lecieć, ale oni tylko patrzyli na mnie jak na skończoną idiotkę, więc sama po prostu wyskoczyłam z okna i zaczęłam lecieć przed siebie na płomiennych, płonących skrzydłach. Wszyscy inni wtem wylecieli za mną a ja zbierałam w locie tulipany z pola. Potem przyczepił się mojej nogi jakiś murzyn i leciał razem ze mną.
Notatki:
Notatki:
- znów "olśnienie",
- specyficzna interakcja z kreacjami.
Sen 8 - świadomy:
Miałam w tym śnie brać udział w seksualnym trójkącie. Była to zdrada z mojej strony na jakimś facecie. Rodzice kręcili się po ulicy, ale udało mi się umknąć. Udałam się do mieszkania tych ludzi i (+18). Po tym wyszłam na balkon, była noc, jednak chciałam ją zamienić w dzień, i wiedziałam, że mogę, bo oto nagle do mnie doszło, że to sen. Wywołałam muzykę z Narnii, która rozbrzmiewała w przestrzeni i w jej rytmie próbowałam wywołać słońce zza horyzontu, ale zamiast słońca na niebie pojawiły się krążki z wizerunkami księżniczek z serialu My Little Pony. Zrobiło się tylko trochę jaśniej. Nagle po niebie zaczęły przemykać rakiety i odrzutowce, a na balkon weszła moja babcia i mówiła, że rakiety chcą zgładzić księżniczki i zostawić tylko jedną. Sądziłam, że to się nie uda, bo księżniczki są mocne. Mój dziadek srał w kuchni i miał zielone oczy.
Notatki:
- WTF? XD
- WTF? XD
- znów motyw "olśnienia",
- nieudana próba zamiany nocy w dzień,
- sen po czasie zmienił się znów w nieświadomy.
Sen 9 - świadomy:
Moja babcia była chora, miałam ją odwiedzić, ale przed tym wpadłam z rodzicami do sklepu. Spotkałam w nim Martynę, ale zamiast ją zagadać, nagle skapłam się, że to sen i uznałam, że super będzie z tej okazji się najeść dobrociami. Podchodziłam do każdej półki i brałam po kolei wszystko, próbując i opychając się jak jakiś gruby dzieciak z Ameryki, jadłam wszystko co wpadło mi w ręce, trufle, batony, ptasie mleczko, czekoladki, popijałam wszystko różnymi rodzajami soków i napoi. W końcu wszyscy wyszliśmy ze sklepu, Martyna wypożyczyła Renault Clio, którym miałyśmy jechać do lasu. Miałam fotel za wysoko i kierownicę za nisko, była między moimi kolanami, dodatkowo, na domiar złego, nie sięgałam do pedałów.
Notatki:
- "olśnienie".
Sen 10 - nieświadomy:
Znowu wyjątek, bo po prostu ten sen niszczy. XD
Miałam wycieczkę klasową. Nie miałam telefonu, by zadzwonić do Mateusza. Poszliśmy zjeść śniadanie do stołówki, ja nie miałam co jeść, bo byłam na diecie, więc zamówiłam jajecznicę na oliwie. Odebrałam danie i nagle to był naleśnik. Jadłam go a koleżanka mnie poganiała. Jakaś arabka stała obok i śpiewała po Polsku, dziwiłam się, że bezbłędnie. Udałam się po tym do pokoju i jadłam flipsy. Nagle jakiś arab fioletowowłosy wparował, ja z flipsem w ryju, nie wiem o co mu chodzi, a on do mnie, że w sumie to nigdy nie miał do czynienia z cebulą i czosnkiem i chce wiedzieć jak to pachnie. Ja do niego, że to cuchnie, ale jak chce to mu przyniosę i sobie powącha. Skapłam się jednak, że to podpucha, że on chce mnie wysłać po ten czosnek i cebulę, by coś zwędzić, wyprosiłam go więc, zamknęłam pokój i udałam się do kuchni. Była tam kucharka, której chciałam zapłacić za śniadanie, ale nie przyjęła pieniędzy, mówiła, że za dużo ma uczniów i studentów i nie chce się jej pobierać opłat od każdego i że to śniadanie to akcja bezinteresowna, takie dokarmianie nas. Wróciłam na górę, ale araba nie było. Weszłam na swój komputer, na czaterię, a tu ten arab i filmik od niego - mówi, bym zadzwoniła. Nie wiedziałam skąd mam jego numer, ale ok, dzwonię. Mówi mi, bym zobaczyła filmik. Na filmiku jego dom, widok z kamery, któa rejestruje czarne auto, które codziennie wjeżdża na jego podwórko - do jego matki. Skapłam się, że to mój ojciec. Arab ten zarzucał mi, że mój ojciec jeździ do jego matki i uj jeden wie co robią. Tłumaczyłam mu, że go rozumiem, ale że mój ojciec taki nie jest, że to pomyłka. Często przerywało nasze połączenie, rozłączało nas, oddzwaniałam, on coraz agresywniejszy, przeklina... W końcu się znalazłam w pociągu, wysiadłam i idę z tym arabem ulicą a tu jedzie mój ojciec i wpada do rowu. Odpędzam araba i biegnę pomóc ojcu. Leży nieprzytomny, budzę go, mówię, że miał wypadek, on chwyta za kluczyk, odpala auto i jedzie dalej.
Sen 11 - świadomy:
Byłam z mamą w sklepie i nagle olśnienie - to sen. Poszłam więc, standardowo, do działu ze słodyczami i zaczęłam jeść co popadnie, jak jakaś dzika świnia. Mimo, że wiedziałam, że to sen, od niechcenia wsunęłam sobie palec w doń, który weń wszedł jak w masło. Ktoś w sklepie mówił coś na temat wody, a potem z inną osobą wyszłam ze sklepu i nagle byliśmy wilkami. Szukaliśmy pustyni, ale zamiast tego wbiegliśmy do lasu i wyliśmy, by przywołać inne wilki i stworzyć watahę. Wilki przybyły, mieszkaliśmy w opuszczonych przyczepach, ja w swojej przyczepie miałam spłodzić potomka - byłam samcem. Owy potomek miał powstać z żółtego popiołu. Wilki nagle stały się ludźmi a ja postanowiłam, że teraz będę smokiem. Stałam się nim zatem i wzbiłam się w powietrze. Lecąc u góry, mając wilki-ludzi pod sobą, wypatrywałam wrogów. Szliśmy szukać pokarmu. Ujrzałam nagle dwóch złych, którzy stali przy pakunkach z pokarmem i chcieli zgarnąć je dla siebie. Zniżyłam lot, w końcu lądując i potraktowałam ich ogniem. Powracali, więc dostali w końcu ogonem w łby i poumierali. Przekazałam pakunki wilkom-ludziom i odbiegliśmy.
Notatki:
- dosyć złożona, prosta fabuła.
- test rzeczywistości zrobiony od niechcenia, pomimo, że była już świadomość snu.
Sen 12 - (nie)świadomy:
Byłam postacią w grze Metin 2. Mój ojciec sprzedał moją postać mojej koleżance. Udałam się do niej, wspinając się po egzotycznym drzewie, ale ktoś tam stał i opieprzył mnie za to. Przerażona zeskoczyłam z drzewa. U siebie w domu hodowałam lwy i tygrysy, które nie atakowały nikogo tylko wtedy, kiedy trzymało się kocimiętkę. Wykonałam tutaj dziwny test rzeczywistości, który nie wyszedł - palec nie przeszedł mi przez dłoń.
Byłam postacią w grze Metin 2. Mój ojciec sprzedał moją postać mojej koleżance. Udałam się do niej, wspinając się po egzotycznym drzewie, ale ktoś tam stał i opieprzył mnie za to. Przerażona zeskoczyłam z drzewa. U siebie w domu hodowałam lwy i tygrysy, które nie atakowały nikogo tylko wtedy, kiedy trzymało się kocimiętkę. Wykonałam tutaj dziwny test rzeczywistości, który nie wyszedł - palec nie przeszedł mi przez dłoń.
Notatki:
- dziwny, nieudany TR.
Sen 13 - świadomy:
Na początku byłam w sklepie, jadłam pączka. Na zewnątrz była moja siostra i Patryk. Potem byłam ze znajomymi jako gość w cowbojskiej knajpie i dołączyła do nas nowa dziewczyna. Przyjechała na koniu, czym mi zaimponowała. Widziałam nagle historię jej życia, jak jej chłop ją bije, a ona z kolei zakochana jest w jakimś emo brunecie, idzie do domu jego ex żony, by zobaczyć się z gówniakiem tego emo boya. Udałam się tam do nich i dzwoniłam do tego jej chłopa-rozbójnika, by przyjechał, to się z nim policzę. Zanim jednak przybył, obudziłam się.
Notatki:
- od początku do końca był to sen świadomy, jednak zdecydowałam się nie robić niczego specjalnego a dać się ponieść fabule snu.
Sen 14 - świadomy:
Bardzo dziwny sen... Śniło mi się pierw, że moja siostra srała w garderobie w naszym domu. Potem nagle przeniosłam się do domu mojej babci, była tam moja mama, która powiedziała mi, że najgorszym widokiem w jej życiu było to, jak Aresowi (mój opiekun/Anioł Stróż) wygięły się plecy. Ja sobie myślę, co Ty babo gadasz, przecież Ares to mój Anioł, mój ziomek. Moja mama odparła, że to nie prawda i że Ares to zapewne demon, że jemu się plecy wygięły i to było straszne. Potem nastąpiło BUM, bo oto spostrzegłam, że śnię, otworzyłam okno, wyleciałam zeńi leciałam na skrzydłach przez miasto. Miałam obsraną rękę, prawdopodobnie robota gołębia, więc zleciałam w dół do pierwszego lepszego sklepu i weszłam, pytając, czy mogę iść do WC na zapleczu i obmyć obsraną dłoń. Dostałam zgodę, poszłam, umyłam, wracam i oto widzę Anioła o czarnych skrzydłach, od razu wymieniliśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia i wdaliśmy się w romantyczną relację. Anioł był totalnie piękny i fascynujący, poczułam w sobie wielki żal, bo wiedziałam, że się obudzę, i stracę go. Bujaliśmy się razem po mieście za rękę, niczym dwa gołąbeczki i poprosiłam go, by podał mi swoje dane na facebooku, bo zamierzam go odnaleźć, kiedy tylko się obudzę. I oto podał mi swoje dane! Dawid Bientek z miasta Łódź Widzew. Pomyślałam sobie: "No super, teraz kiedy w końcu znalazłam miłość życia, za chwilę się obudzę!" i wtem obudziłam się.
Notatki:
Notatki:
- nie, nie znalazłam na facebooku ani nigdzie indziej Dawida Bientka z Łodzi Widzew, XDDDD
- dziwna interakcja z kreacją, proszenie go o kontakt w realnym świecie, mimo, że na jawie doskonale wiem, że kreacje to kreacje, nie realne osoby,
- miałam jednego, wielkiego mindfucka po obudzeniu się.
Sen 15 - świadomy:
Sen 15 - świadomy:
Bardzo miło wspominam ten sen. Był on świadomy od początku do końca. Byłam nad jeziorem i nagle zamieniłam się w smoka. Bardzo wyraźnie i dobrze odczuwałam smoczą naturę. Wzrok, oddech, charakterystyczny, smoczy "pomruk" przy wydychaniu powietrza. Poszybowałam nad jeziorem, kiedy ujrzałam na nim statki. Coś mi mówiło, że powinny one spłonąć, toteż zniżyłam lot i potraktowałam je ogniem.
Notatki:
- bardzo dobre wrażenia wizualne,
- bardzo dobre odczucia jako inny gatunek,
- sen świadomy od początku do końca.
Sen 16 - świadomy:
Kolejny smoczy sen, aczkolwiek sporo gorszy pod względem odczuć i posłuszeństwa snu. Byłam u siebie w domu, po czym wyszłam z niego i stanęłam na ulicy. Stałam się smokiem, chciałam ziać ogniem, ale miałam z tym spory problem - otwierałam paszczę i mimo intencji ognistego oddechu, żaden nawet płomyk nie wydostawał się ze mnie, a jedynie dym. Zupełnie jakbym straciła ogień lub zostałby on zgaszony. Byłam sfrustrowana.
Notatki:
- porażka przy próbie użycia ognia jako smok,
- nieposłuszeństwo umysłu/snu.
Sen 17 - świadomy:
Ten san był o tyle fajny, że weszłam w niego bezpośrednio z jawy, osiągając go nad ranem po wcześniejszym obudzeniu się. Tutaj wszystko poszło gładko - sprawna przemiana w smoka, podróż po niebie i podziwianie widoków, które były fenomenalne. Widziałam lasy, wodospady, łąki, pola.
Notatki:
- przyjemny sen, w który weszłam za pomocą metody WILD.
- dobre wrażenia wizualne,
- poprawna ostrość widzenia.
Sen 18 - świadomy:
Zostałam uwięziona na jakimś obozie. Mój partner był tam ważną osobą, ale został schwytany i nie wiedziałam gdzie był. Miałam zapiski na papierach z pamiętnika o nim. Wezwali mnie do dowódcy i kazali mi się mu poddać i uznać jego władzę oraz zadedykowac mu te zapiski. Wolałam je mieć dla siebie bo myślałam, że oni mi je spalą, więc powiedziałam, że na tych zapiskach jest imię dawnego dowódcy i że to może być hańbą imienia dla nowego dowódcy, więc lepiej by ich nie brał. On jednak uznał, że mu to nie przeszkadza i zapiski będą bezpieczne. Wziął je a ja stałam się więźniem. Chciałam sprowadzić swoich na pomoc, ale nie wiedziałam gdzie są ani oni nie wiedzieli gdzie jestem ja, ponad to byłam strzeżona stale przez strażnika. Poprosiłam dowódcę o kąpiel bo chciałam być chwilę sama i zatelefonować, ale on uznał, że lepiej będzie, jeśli będzie mi towarzyszył przy kąpieli. Woda lała się do wanny a ja manipulowałam nią za pomocą woli, zakręcając i odkręcając. Zamiast się rozebrać do kąpieli, zmanipulowałam ogień i swoje ubrania spaliłam. Weszłam do wanny, dowódca podał mi moje zapiski i powiedział, żebym mu je poczytała. Spróbowałam więc je czytać, ale przypomniały mi one o wolności i poczułam rozpacz. Spytałam dowódcy, czy mogę ze swoim strażnikiem iść się przejść, bo muszę z kimś pogadać. Dostałam zgodę. Szliśmy ze strażnikiem i rozpaczałam do niego jak bardzo nie chcę tam być, że jestem więźniem i czuję się bardzo źle. Spytałam go czy wie jak długo jeszcze zostaniemy w obozie, ale on odpowiedział, że nie chce tego wiedzieć, bo to utrudni tylko sprawę. Wtem nagle strażnik musiał odejść i zostałam sama. Od razu zaczęłam obmyślać plan ucieczki i nagle spostrzegłam, że przy sobie mam telefon, który dzwoni. Na wyświetlaczu był numer mojego patrnera, od razu odebrałam, pytając gdzie on jest, ale usłyszałam w słuchawce obcy głos, który podszywał się pod niego. Od razu to wyczułam, powiedziałam, że wiem, że to nie on i spytałam gdzie jest mój partner. Nieznajomy powiedział, że nic mu nie jest i nic mu nie grozi, ale kiepsko w to wierzyłam. Wtem ten nieznajomy pojawił się przede mną, więc się rozłączyłam i zaczęłam do niego mówić na żywo. Chciałam mu opowiedzieć o moim planie ucieczki, wiedziałam, że mogę przywołać za pomocą woli swoje skrzydła, które pomogą mi uciec i zwyczajnie odlecieć, ale wiedziałam, że to duże ryzyko. Wiedziałam, że mogę zostać zastrzelona z wyrzutni rakiet, gdyby mnie zauważono, ponad to nie wiedziałam gdzie są moi, gdzie mam lecieć i nie wiedziałam, gdzie znajduje się obóz. Wolałam wzbudzić we wrogach zaufanie i uciec podstępem. Nieznajomy usiadł, by mnie wysłuchać i nagle przybiegli do stołu jacyć ludzie, zaczynając kolację. Nieznajomy przesiadł się i uznał, że potem porozmawiamy, bo teraz on ma kolację. Prosiłam go, by porozmawiał ze mną na osobności, że to tylko dwa słowa, ale on nie chciał. Zdenerwowałam się, wstałam, odeszłam, po czym zaszłam go od tyłu i siłą zakułam go w kajdanki, które przy sobie miałam. Pociągnęłam go za nie i kazałam mu iść za sobą. Weszliśmy do ruin budynku i za oknem leżał jakiś ziomek w trumnie, który wstał i zaczął iść w naszą stronę. Nieznajomy mi powiedział, że kiedy przejdzie obok nas, trzeba powiedzieć "Ihap" i ziomek nam pomoże. Kiedy nieznajomy powiedział to słowo, ziomek mu przytaknął, ale gdy na to powiedziałam, nie uznał moich słów. Wkurwiona jeszcze bardziej, zostawiłam skutego nieznajomego w budynku i dogoniłam ziomka, transformując się w smoka i strasząc go rykiem. Przeraził się nie na żarty, ludzie wokół niego też. Rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie i, już pod ludzką postacią, poszłam do biura obozu, gdzie znalazłam książkę-poradnik. Wiedziałam, że jeśli zrobię wszystko według tego poradnika, odzyskam wolność. Pierwszym zadaniem było wypełnienie jakiejś ankiety, toteż zaczęłam ją wypełniać i nagle do biura wpadł jeden z moich, prawdopodobnie mój partner, wlekąc za sobą nieznajomego i stawiając go w kącie. Wstałam, w końcu widząc jego twarz w całej okazałości i drwiąco go powitałam, napierając na niego i nakazując mu usiąść w tym kącie. Po tym podeszłam do mojego partnera, przytuliłam go i podziękowałam za ocalenie.
Notatki:
- bardzo fajny sen z bardzo dopracowaną fabułą,
- świadomy od początku do końca.
Sen 19 - świadomy:
Na początku byłam w szpitalu na poczekalni i zaczęłam śpiewać piosenkę Lhasa - Giulia oraz tańczyć na podłodze i na stole po chwili. Potem udałam się do gabinetu, śpiewając arabską piosenkę, ponieważ moimi lekarzami byli arabowie i chciałam chyba zabłysnąć, czy coś. Usiadłam w gabinecie i jakaś babka zaczęła mi zadawać pytania ginekologiczne, o jakieś upławy i antykoncepcję, ale i o moje studia. Wiedziałam dobrze, że to sen, ale chciałam zdać się na niego i zobaczyć, co ciekawego owa kreacja chciała mi powiedzieć. Przywołałam sobie skrzydła i pochwaliłam się nimi lekarzom. Po tej wizycie wyszłam, wsiadłam do auta na tylne siedzenia z jednym z tych arabów i miało być namiętnie, kiedy nagle na przednie siedzenia próbowali wejść włamywacze i odjechać. Zamknęliśmy szybko z arabem drzwi od środka i przesiedliśmy się szybko na przód i jedziemy. Nagle jesteśmy na wyścigu, ścigamy się jakby w GTA: San Andreas. Nagle zamiast w aucie, jechałam na motorze, wjechałam pod most, gdzie zaskoczyła mnie woda. Wpadłam do niej motorem i spadłam z niego, bo było za głęboko. Był pod mostem jakiś ziomek, wystraszyłam się go i nagle przeniosłam się znów do gabinetu lekarskiego. Pracowała tam akurat Gosia, zapisywała coś na komputerze. Miałam przy sobie jakiś stary aparat na kliszę i cykałam nim fotki. Mimo, że sen był świadomy, nie chciałam rozstawać się z tym aparatem. Wyszłam z gabinetu i gdy wróciłam, Gosia miała na twarzy jakąś fioletową maseczkę. Spytałam, dlaczego siedzi w pracy z maseczką na twarzy, a ona odpowiedziała, że to nie maseczka tylko krem. Zdziwiłam się, pokazała mi ten krem, a ja jej powiedziałam, że być może nałożyła zbyt grubą warstwę tego kremu, skoro ma taki kolor. Chciałam zrobić test na sobie i wzięłam trochę tego kremu, wklepując go w dłoń cienką warstwą. Niestety po chwili zrobił się fioletowy. Rzekłam, że nic z tego, i przeniosłam wzrok ze swojej dłoni na twarz Gosi i ujrzałam jak wyciera z twarzy to cudo. Powiedziałam jej, że ma go nawet we włosach, po czym ona starła go z siebie całego. Spojrzałam na jej długie, czarne tipsy, a ona powiedziała: "No co? Faceci lubią takie szpony." Zapytałam jej, gdzie je zrobiła, ona podała mi jakiś tam adres. Cyknęłam jej fotkę moim aparatem i wtedy miałyśmy gdzieś wyjść, chyba zamykała już gabinet. Była ze mną nagle moja siostra i na wersalce leżała moja torebka. Wsadziłam do niej aparat, wyszłam z gabinetu i byłam nagle, zamiast w szpitalu, w domu Gosi i była tam jej rodzina i jakieś gówniaki. Szukałam wyjścia na zewnątrz, trochę się pogubiłam, ale w końcu znalazłam i wyszłam. Zobaczyłam żółtą Corsę B Gosi i aż spojrzałam na rejestrację, bo przypomniałam sobie, że miałam identyczny samochód. Dwie pierwsze litery rejestracji to były "KL". Wtem Gosia stała już przy Corsie i spytałam jej czy to jej samochód, bo z okna gabinetu widziałam czerwony. Mówiłam, że skoro jest żółty, to wszędzie ją zobaczą. Nie słuchała mnie już jednak, bo mocowała się z autem, którego nie mogła opanować. Siedziała w nim, z jedną nogą na zewnątrz, a samochód jechał to w przód to w tył. Myślałam o tym, by poprosić siostrę o to, by zabrała moją torebkę z aparatem do domu, bo chcę polatać samochodem. Jednak po prostu pominęłam interakcję z siostrą i weszłam do auta na siedzenie kierowcy, zmuszając Gosię by przesunęłam się na miejsce pasażera. Nagle auto było czerwone i uznałam, że ten kolor jest bardzo ładny. W aucie rozbrzmiewała bardzo ładna, filmowa muzyka. Jedziemy i nagle unosimy się w górę i samochód leci z nami. Byłam nieźle podjarana, zza szyby było widać piękne miasto nocą. Muzyka skończyła się a ja nacisnęłam "replay" i powiedziałam: "Jeszcze raz!", ale niestety melodia poleciała już inna. Leciałyśmy dalej i miasto było już mniej ładne, pierw było to oczywiście moje ukochane San Francisco, a potem ujrzałam nagle Biedronkę... Myślę sobie: "Cooo? Jaka Biedronka?!", ale lecimy dalej. Wleciałyśmy nagle w drzewa i spadłyśmy, ale nic się nie stało. Lecimy dalej. Klepnęłam Gosię w udo, żeby się rozluźniła, ale ona była przez cały lot jakaś sztywna.
Notatki:
- mimo świadomości we śnie, zdanie się na bieg wydarzeń i interakcje z kreacjami,
Notatki:
- mimo świadomości we śnie, zdanie się na bieg wydarzeń i interakcje z kreacjami,
- przyjemny sen, rozbudowany, z ciekawą fabułą.
Sen 20 - świadomy:
Bardzo dziwny sen. Mój umysł totalnie mnie nie słuchał. Miałam jakiegoś dziwnego brata, byłam z nim w sklepie i jadłam pyszne ciastka i kremówki. Chciałam zjeść więcej, ale bałam się, że utyję. Potem ten brat zaczął mnie irytować, więc wyprosiłam go ze swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Wtedy on zaczął drzeć papę i walić w drzwi, wrzeszczałam do niego (do umysłu), by się zamknął. Niestety on wciąż się wydzierał, aż w końcu, za pomocą woli przywołałam z ziemi kolce, kierując je na niego, jednak bezskutecznie. Uniknął obrażeń. Byłam coraz bardziej zdenerwowana, wrzeszczałam by się uciszył, by coś lub ktoś go stamtąd zabrało. Nagle pojawił się jakiś typek, wziął tego brata pod pachę i powiedział, że go zabiera, po czym zniknęli oboje. W końcu odetchnęłam, ale nie na długo, bo oto usłyszałam stąpanie i poczułam je. Ziemia zaczęła drżeć, wiedziałam, że ten brat po mnie wraca, więc wyskoczyłam przez okno dachowe i nagle byłam w kosmosie jako wielki smok. Ziemia była przy mnie malutka jak opuszek palca. Zaczęłam ziać ogniem w potwora na którym wrócił ten brat, był to taki ogromny słoń, który niestety nie spłonął. Powiedział mi, że to nic nie da, bo on jest odporny na ogień. Ja wiedziałam, że jestem we śnie i że mój ogień spali tutaj wszystko co zechcę i znów w niego zionęłam, ale on nie spalił się, tylko jeszcze w dodatku zaczął wypluwać prosto na mnie swój język kameleona na którego czubku siedział ten brat. Zrobiłam unik po czym rzuciłam się do ucieczki przez kosmos.
Notatki:
Notatki:
- świadomość przez cały czas trwania snu,
- zaburzenie świadomości w momencie jedzenia kremówki (strach o utycie),
- dziwny sen, trochę koszmar..,
- dodatkowy strach potęgowała świadomość, że mój umysł totalnie mnie nie słucha,
- brak reakcji umysłu na rozkazy, kolce i podpalanie.
Sen 21 - świadomy:
Zostałam uwięziona na obozie. Miało to jakiś związek z Grą o Tron, bo na obozie było parę osób z tego serialu. W centrum doliny był obóz, a otaczały go wysokie wykopy i bardzo wysoka na nich siatka. Obmyślałam z innymi jak się tam dostać i przejść przez ta siatkę, ale wydawało mi się to niemożliwe. W końcu okazało się, że trafiłam do tego obozu będąc niewinna. Poszłam do kierownika, którym okazał się być Varys. Powiedział mi, że otworzy dla mnie bramy, bym mogła odejść. Odparłam, że nie musi, bo przecież mogę zamienić się w smoka i po prostu odlecieć (że też wcześniej na to nie wpadłam!). Powiedziałam mu też, że zamiast otwierania bram, wolałabym by zrobił dla mnie coś innego, mianowicie, że chciałabym ze sobą zabrać i zwolnić z obozu kilka osób - Sama (poznanego we śnie, obmyślaliśmy razem plan ucieczki), moją siostrę i innych bliskich. Zatem stałam się smokiem, odleciałam i nagle w przestrzeni rozbrzmiała melodia House Targaryen, gdy leciałam nad obozem. Lecąc wzdłuż niego, zionęłam ogniem i wypaliłam ścieżkę wiodącą wzdłuż obozu.
Notatki:
Notatki:
- świadomość przez cały sen,
- dziwne było to, że obudziłam się, ale zanim otworzyłam oczy, dalej byłam we śnie. Rozmawiałam w tym stanie półsnu z Samem, pytając go: "pojawiasz się i znikasz, dlaczego?" - brak odpowiedzi, bo wybudziłam się już na dobre,
- mimo świadomości, brak logiki (obmyślanie planu ucieczki, kiedy wiedziałam, że mogę odlecieć jako smok).
Sen 22 - świadomy:
Sen 22 - świadomy:
Znów dziwny sen, niby świadomy, ale jednak umysł trochę zrobił mnie w uja. Weszłam w ten sen poniekąd wizualizując sobie, że jestem smokiem. Byłam w moim ogrodzie jako smok. Robiłam test ziajania ogniem (sprawdzałam czy jestem w stanie kontrolować sen na tyle, by ziać poprawnie), próbując ziać ogniem lżej i mocniej (tak, by naruszyć glebę, spowodować wgniecenia). Niby trochę wychodziło, ale nie na tyle bym uznała za dostateczne. Potem stałam na tym ogrodzie jako już człowiek i postanowiłam przywołać Milesa Upshura, który pojawił się na drugim końcu ogrodu. Pomachałąm do niego i podbiegł do mnie, ale wtedy pomyślałam sobie, że przecież niezbyt dokładnie znam jego twarz (Miles to postać z gry - pierwszoosobowego survival horroru, jego twarzy nie ma na wet w plikach gry, jest natomiast parę fantartów z jego twarzą ukazaną) więc nie mogłam na nią spojrzeć. Przytuliliśmy się i nafgle lecę jako smoczyca z Milesem na grzbiecie i ląduję na plaży Santa Monica, jestem znów człowiekiem i proszę Milesa, by mnie na tej plaży wziął od tyłu XD. Dzieje się tak, ale wokół stoją ludzie i się gapią. Następnie jestem w budynku z jakimiś ludźmi, było to moje wojsko, którym dowodziłam, patrzyłam na nich z góry. Jeden mi pyskuje, więc dostaje w czapę. Miles nagle zniknął, więc wołam go ponownie, ale nie przychodzi. Wołam i wołam i nic. Pytam ludzi, czy widzieli go, czy ktoś może iść po niego, ale każdy kiwa tylko przecząco głową. W końcu wychodzę z paroma osobami na zewnątrz i widzę Milesa, który podjeżdża motorem. Od razu do niego biegnę i widzę, że pomimo świadomości, że to Miles, typ w ogóle nie wyglądał jak Miles a jak mój kolega, Kamil!
Notatki:
- wejście w sen za pomocą metody WILD.
- typowy sen "testowy".
- kontrola trochę szwankowała,
- sukcesywne przywołanie postaci za pierwszym razem, ale mniej sukcesywne za drugim, w dodatku postać wyglądała zupełnie inaczej, mimo podświadomej pewności, że to ta konkretna postać.







.
.
...
Nie zdarzyło mi się jeszcze zjawisko fałszywych wspomnień, ale nie chwalę dnia przed zachodem. XD
... To by wszystko tłumaczyło