Dziennik Lorellai
#1
Dziennik moich snów.


Na początek przepiszę wszystkie moje zapisane w zeszycie świadome sny. 
Przepisuję tutaj tylko te świadome, ponieważ w swoim prywatnym zeszycie mam ich zapisanych zbyt dużo. Aczkolwiek każdy nowy sen, który będzie na tyle ciekawy i szczegółowy a niekoniecznie świadomy, będę tutaj zapisywać.

Sny są zapisywane po kolei, od moich początków ze świadomym śnieniem do chwili obecnej, by można było zobaczyć, jak zmieniały się, kształtowały i formuowały takie sny z biegiem czasu.

___

Sen 1 - świadomy:

Miałam zrobić w domu babci ciasto dla mamy, lecz wciąż mi nie wychodziło. Miałyśmy psa i kota, które żyły ze sobą zgodnie. W końcu zamiast ciasta, wyjęłam z piekarnika pizzę, mama udawała, że jej smakuje, jadła prosto z piekarnika. Potem wyszła z domu, udałam się za nią i jak się okazało, poszła ona do cukierni i kradła z niej ciastka by je sfotografować i wstawić zdjęcia do internetu jako moje wypieki, chcąc ukazać jaka dobra ze mnie kucharka.
Następnie jechałam w centrum handlowym po ruchomych schodach a za mną Nathan Sykes, ludzie, którzy jechali moją stroną schodów, mówili do tych, którzy jechali po przeciwnej, by podali sobie ręce i dali się przeciągnąć na swoją stronę, więc podałam dłoń Nathanowi, chwycił, a ja go pociągnęłam do siebie. Był plan, by wtrącić się w czyjeś przedstawienie. Fani Nathana i innych byli na nas wkurzeni. Szliśmy potem wszyscy po trybunach i udaliśmy się na zaplecze, by odłączyć światło i odwrócić uwagę tłumu. Z zaplecza ostatnia wyszłam ja, grupa stała już w rzędzie, wpakowałam się między nich, obok Nathana. Zrobiliśmy nasz występ, publiczności się podobało ale jurorzy byli wściekli, że wtrąciliśmy się innym na scenę. Skoczyłam z łapami do jurorki, ona przerażona, grupa mnie odciąga, idziemy dalej. Ja i Nathan jako para roku, żebraczka pyta nas o 2zł, Nathan daje jej dwie monety 5zł. Potem nadszedł czas pożegnania, Nathan wsiada do pociągu, ja spanikowana, chodzę w kółko, gadam niby do siebie, niby do niego - że to sen, że jak nauczę się świadomie śnić to będziemy się widywać, nagle spostrzegłam, że Nathana nie ma! Biegnę za pociągiem, na końcu pociągu napis "keep run" (mmm ten poprawny angielski...). Drzwi się zamykają, ale zdążyłam wsiąść. Sen się rozmywa, szukam Nathana, wiem, że za chwilę zniknę, czuję jego obecność i mówię do niego, wiem, że mnie słyszy, ale go nie widzę! Chcą mnie wywalić z pociągu, ale ja się nie daję. Nagle fałszywe przebudzenie - dzwoni Martyna i mówi, że śniło się jej to samo i pyta czy pamiętam napis "keep run". Odpowiadam, że pamiętam i pytam co jeszcze pamięta, ona, że nic, że tylko ten napis. Gadam z nią, jednocześnie śniąc, ale sen się rozmywa, widzę uliczny występ jednorożców i słoni z rogami, jakby cyrkowy.

Notatki:
- bezsensowne przekonywanie Nathana, który jest kreacją umysłu, do kontynuacji spotkań w snach,
- brak próby zakotwiczenia się we śnie po tym, jak sen rozmywa się,
- nie udaje się przywołać postaci Nathana w pociągu,
- brak testu rzeczywistości, od początku wiem, że to sen i świadomość ta, o dziwo, trwa, mimo braku powtarzania sobie, że to sen.


Sen 2 - świadomy:

Szukałam pociągu do mojego miasta, zobaczyłam go na peronie, pędzę. I jakieś gówniaki mi się pytają, czy to jest pociąg do Bydgoszczy, mówię, że nie - do innego miasta. Wsiadam i sama dopytuję kogoś, czy ten pociąg jedzie właśnie tam, dostaję odpowiedź, że to jest pociąg do Bydgoszczy. Wysiadam wystraszona, ale widzę, że zaraz za nim stoi mój pociąg. Wsiadam, szukam Mateusza, nie ma go. Dojechałam, wychodzę, każdy pędzi, potrąca mnie, ale ja dalej szukam Mateusza. Nie ma go, w końcu rezygnuję i idę za ludźmi po wielkich schodach, na nich stoją też ochroniarze, patrzę, nagle piętro się kończy i schody idą donikąd, są urwane, nie wiemy co robić, schodzimy w dół. Widzę ochroniarzy i prowokuję kolegę, udaję, że pchnął mnie nożem i krwawię, ale to tylko ketchup, jeden z dwóch ochroniarzy podbiega, pyta co się stało, zbliżam się do jego ucha i mówię mu cichaczem, że chodzi o schody, że one nie działają, nie ma piętra i proszę go, by coś zrobił. Powiedział, że pójdzie po informatyka po czym odchodzi a ja wracam do grypy ludzi, mijam po drodze drugiego ochroniarza i puszczam mu oczko, posyłając całusa. Zadowolona z siebie nagle staję przy barierce i uświadamiam sobie, że to sen. Zbiegam na dół po schodach i w tym czasie wraca ten pierwszy ochroniarz i mówi, że aby schody odblokowały się, każdy z nas musi coś zrobić, by stać się lepszą osobą - ja, aby stać się lepsza, miałam jeść dużo zboża. Mówię im obu, że to tylko sen, w międzyczasie, by się nie obudzić i nie stracić świadomości, pocieram dłońmi o siebie i patrzę na swoje buty - na nogach mam trampki. Mówię ochroniarzom, że za chwilę się obudzę i że mnie nie będzie, ale spoko luz, bo oto ja się nauczę świadomie śnić i na pewno się jeszcze spotkamy. Zauważyłam, że oboje mają obrączki, myślę, no to super, nici z romansów, ale nagle zaczynam latać, biorę tego drugiego pod pachę i latam z nim, wypytuję o jego żonę, spycham ludzi ze schodów, w momencie kiedy miałam spytać, czy myślał o rozwodzie z żoną, dzwoni mój budzik. :D

Notatki:

- uzyskanie świadomości na zasadzie "olśnienia",
- zastosowane dwie metody mające pomóc mi zakotwiczyć się we śnie.


Sen 3 - świadomy:

Arissa (pies) biegała po ogrodzie i nie dała mi się złapać, bo zaciekawiło ją gniazdo ptaków na płocie. Była noc. Podeszłam do gniazda i nagle bez testów rzeczywistości uzyskałam świadomość, że śnię. Powiedziałam do siebie: "chcę widzieć lepiej", po czym obraz nieco się wyostrzył, ale mój sen się spłycił i skomplikował. Zaczęłam unosić się w górę i czułam, że się budzę. Krzyknęłam: "chcę zostać we śnie!" i opadłam na ziemię. Szłam, a właściwie ociężale wlekłam się, bo chód sprawiał mi wielką trudność. Spojrzałam w niebo - było bardzo ładne, jakby trójwymiarowe z małymi chmurkami. Ciężko było mi patrzeć, miałam jakby sklejone oczy. Postanowiłam przywołać Mateusza. Chciałam go zawołać i wymówiłam jego imię, ale uznałam, że skuteczniejszą metodą będzie wyobrażenie sobie, że stoi on za mną i odwrócenie się. Tak zrobiłam i oto Mateusz stał za mną, między drzewami. Podeszłam (popełzłam?) do niego i objęłam go rękami, by upewnić się, że to on. Padliśmy na glebę jak dwa posągi i obudziłam się.

Notatki:

- świadomość uzyskana bez testów rzeczywistości,
- próby przemówienia do swojej podświadomości i umysłu, by pozostać we śnie,
- spora trudność w poruszaniu się, efekt sklejonych oczu,
- sukcesywne przywołanie postaci.


Sen 4 - świadomy:

Szukałam mamy i trafiłam do pokoju zbereźników. Jeden z owych dostał w twarz po tym jak powiedział coś niestosownego. Potem Till Lindemann tańczył a ja byłam nim zafascynowana. Zaczęłam śpiewać, by przykuć jego uwagę, ale to było na nic - moje zaloty zostały olane. Till uznał, że mam brzydki głos. Wtem wiedziałam że śnię, zamieniłam się w smoczycę i odleciałam. Wiedziałam, że to sen i mam wszystko pod kontrolą, aczkolwiek myślałam, że ten sen to po prostu moja wyobraźnia, czułam, że leżę w łóżku i sobie to wszysto wyobrażam, i że kieruję czynnościami swoimi i innych. Pod koniec zadzwonił do mnie Till i przepraszał mnie po tym jak usłyszał mój głos na stacji radiowej.

Notatki:

- świadomy sen osiągnięty na zasadzie "olśnienia",
- dziwne zmylenie snu z wyobraźnią, brak wykonania TR, by to potwierdzić.


Sen 5 - świadomy:

Byłam w barze, wraz z przystojnym barmanem. Wiedziałam, że to sen, ale chciałam kontakt do tego barmana, by się móc z nim umówić na żywo. Miałam wykonać striptiz więc poszłam na zaplecze się przebrać, chciałam by mój występ to była prawdziwa bomba, aczkolwiek something went wrong, bo ludzie tylko stali i patrzyli po sobie, zdziwieni.

Notatki:

- znów "olśnienie",
- dziwny pomysł kontaktowania się z kreacją umysłu na jawie.


Sen 6 - nieświadomy:

Robię wyjątek, bo po prostu ten sen i sposób w jaki go zapisałam rozwalił system. :D
Tata kupił mi Cadillaca De Ville, choć samochód ewidentnie wyglądał jak Oldsmobile Cutlass. Byłam u babci, kiedy tata otworzył owe auto i wsiadł. Obserwowałam go z okna. Chciał zaparkować, ale całe auto poobijał. Byłam wściekła. Podniecałam się tym autem jak buchaj po urlopie a był to złom, czarny i obdarty, już się sypał na części.


Sen 7 - świadomy:

Chodziłam po jakimś budynku ze znajomymi, nawet nie pamiętam kim oni byli i nagle okazało się, że personel nas ściga, więc uciekliśmy na górę, gdzie nie było wyjścia. BUM, nagle wiem, że to sen. Zaczęłam tłumaczyć tym ludziom, że to sen, że to mój sen i mam na niego wpływ i żeby mnie słuchali. Mówiłam, by skoczyli z okna i zaczęli lecieć, ale oni tylko patrzyli na mnie jak na skończoną idiotkę, więc sama po prostu wyskoczyłam z okna i zaczęłam lecieć przed siebie na płomiennych, płonących skrzydłach. Wszyscy inni wtem wylecieli za mną a ja zbierałam w locie tulipany z pola. Potem przyczepił się mojej nogi jakiś murzyn i leciał razem ze mną.

Notatki:

- znów "olśnienie",
- specyficzna interakcja z kreacjami.


Sen 8 - świadomy:

Miałam w tym śnie brać udział w seksualnym trójkącie. Była to zdrada z mojej strony na jakimś facecie. Rodzice kręcili się po ulicy, ale udało mi się umknąć. Udałam się do mieszkania tych ludzi i (+18). Po tym wyszłam na balkon, była noc, jednak chciałam ją zamienić w dzień, i wiedziałam, że mogę, bo oto nagle do mnie doszło, że to sen. Wywołałam muzykę z Narnii, która rozbrzmiewała w przestrzeni i w jej rytmie próbowałam wywołać słońce zza horyzontu, ale zamiast słońca na niebie pojawiły się krążki z wizerunkami księżniczek z serialu My Little Pony. Zrobiło się tylko trochę jaśniej. Nagle po niebie zaczęły przemykać rakiety i odrzutowce, a na balkon weszła moja babcia i mówiła, że rakiety chcą zgładzić księżniczki i zostawić tylko jedną. Sądziłam, że to się nie uda, bo księżniczki są mocne. Mój dziadek srał w kuchni i miał zielone oczy.

Notatki:

- WTF? XD
- znów motyw "olśnienia",
- nieudana próba zamiany nocy w dzień,
- sen po czasie zmienił się znów w nieświadomy.


Sen 9 - świadomy:

Moja babcia była chora, miałam ją odwiedzić, ale przed tym wpadłam z rodzicami do sklepu. Spotkałam w nim Martynę, ale zamiast ją zagadać, nagle skapłam się, że to sen i uznałam, że super będzie z tej okazji się najeść dobrociami. Podchodziłam do każdej półki i brałam po kolei wszystko, próbując i opychając się jak jakiś gruby dzieciak z Ameryki, jadłam wszystko co wpadło mi w ręce, trufle, batony, ptasie mleczko, czekoladki, popijałam wszystko różnymi rodzajami soków i napoi. W końcu wszyscy wyszliśmy ze sklepu, Martyna wypożyczyła Renault Clio, którym miałyśmy jechać do lasu. Miałam fotel za wysoko i kierownicę za nisko, była między moimi kolanami, dodatkowo, na domiar złego, nie sięgałam do pedałów.

Notatki:

- "olśnienie".


Sen 10 - nieświadomy:

Znowu wyjątek, bo po prostu ten sen niszczy. XD
Miałam wycieczkę klasową. Nie miałam telefonu, by zadzwonić do Mateusza. Poszliśmy zjeść śniadanie do stołówki, ja nie miałam co jeść, bo byłam na diecie, więc zamówiłam jajecznicę na oliwie. Odebrałam danie i nagle to był naleśnik. Jadłam go a koleżanka mnie poganiała. Jakaś arabka stała obok i śpiewała po Polsku, dziwiłam się, że bezbłędnie. Udałam się po tym do pokoju i jadłam flipsy. Nagle jakiś arab fioletowowłosy wparował, ja z flipsem w ryju, nie wiem o co mu chodzi, a on do mnie, że w sumie to nigdy nie miał do czynienia z cebulą i czosnkiem i chce wiedzieć jak to pachnie. Ja do niego, że to cuchnie, ale jak chce to mu przyniosę i sobie powącha. Skapłam się jednak, że to podpucha, że on chce mnie wysłać po ten czosnek i cebulę, by coś zwędzić, wyprosiłam go więc, zamknęłam pokój i udałam się do kuchni. Była tam kucharka, której chciałam zapłacić za śniadanie, ale nie przyjęła pieniędzy, mówiła, że za dużo ma uczniów i studentów i nie chce się jej pobierać opłat od każdego i że to śniadanie to akcja bezinteresowna, takie dokarmianie nas. Wróciłam na górę, ale araba nie było. Weszłam na swój komputer, na czaterię, a tu ten arab i filmik od niego - mówi, bym zadzwoniła. Nie wiedziałam skąd mam jego numer, ale ok, dzwonię. Mówi mi, bym zobaczyła filmik. Na filmiku jego dom, widok z kamery, któa rejestruje czarne auto, które codziennie wjeżdża na jego podwórko - do jego matki. Skapłam się, że to mój ojciec. Arab ten zarzucał mi, że mój ojciec jeździ do jego matki i uj jeden wie co robią. Tłumaczyłam mu, że go rozumiem, ale że mój ojciec taki nie jest, że to pomyłka. Często przerywało nasze połączenie, rozłączało nas, oddzwaniałam, on coraz agresywniejszy, przeklina... W końcu się znalazłam w pociągu, wysiadłam i idę z tym arabem ulicą a tu jedzie mój ojciec i wpada do rowu. Odpędzam araba i biegnę pomóc ojcu. Leży nieprzytomny, budzę go, mówię, że miał wypadek, on chwyta za kluczyk, odpala auto i jedzie dalej.


Sen 11 - świadomy:

Byłam z mamą w sklepie i nagle olśnienie - to sen. Poszłam więc, standardowo, do działu ze słodyczami i zaczęłam jeść co popadnie, jak jakaś dzika świnia. Mimo, że wiedziałam, że to sen, od niechcenia wsunęłam sobie palec w doń, który weń wszedł jak w masło. Ktoś w sklepie mówił coś na temat wody, a potem z inną osobą wyszłam ze sklepu i nagle byliśmy wilkami. Szukaliśmy pustyni, ale zamiast tego wbiegliśmy do lasu i wyliśmy, by przywołać inne wilki i stworzyć watahę. Wilki przybyły, mieszkaliśmy w opuszczonych przyczepach, ja w swojej przyczepie miałam spłodzić potomka - byłam samcem. Owy potomek miał powstać z żółtego popiołu. Wilki nagle stały się ludźmi a ja postanowiłam, że teraz będę smokiem. Stałam się nim zatem i wzbiłam się w powietrze. Lecąc u góry, mając wilki-ludzi pod sobą, wypatrywałam wrogów. Szliśmy szukać pokarmu. Ujrzałam nagle dwóch złych, którzy stali przy pakunkach z pokarmem i chcieli zgarnąć je dla siebie. Zniżyłam lot, w końcu lądując i potraktowałam ich ogniem. Powracali, więc dostali w końcu ogonem w łby i poumierali. Przekazałam pakunki wilkom-ludziom i odbiegliśmy.

Notatki:

- dosyć złożona, prosta fabuła.
- test rzeczywistości zrobiony od niechcenia, pomimo, że była już świadomość snu.


Sen 12 - (nie)świadomy:

 Byłam postacią w grze Metin 2. Mój ojciec sprzedał moją postać mojej koleżance. Udałam się do niej, wspinając się po egzotycznym drzewie, ale ktoś tam stał i opieprzył mnie za to. Przerażona zeskoczyłam z drzewa. U siebie w domu hodowałam lwy i tygrysy, które nie atakowały nikogo tylko wtedy, kiedy trzymało się kocimiętkę. Wykonałam tutaj dziwny test rzeczywistości, który nie wyszedł - palec nie przeszedł mi przez dłoń.

Notatki:

- dziwny, nieudany TR.


Sen 13 - świadomy:

Na początku byłam w sklepie, jadłam pączka. Na zewnątrz była moja siostra i Patryk. Potem byłam ze znajomymi jako gość w cowbojskiej knajpie i dołączyła do nas nowa dziewczyna. Przyjechała na koniu, czym mi zaimponowała. Widziałam nagle historię jej życia, jak jej chłop ją bije, a ona z kolei zakochana jest w jakimś emo brunecie, idzie do domu jego ex żony, by zobaczyć się z gówniakiem tego emo boya. Udałam się tam do nich i dzwoniłam do tego jej chłopa-rozbójnika, by przyjechał, to się z nim policzę. Zanim jednak przybył, obudziłam się. 

Notatki:

- od początku do końca był to sen świadomy, jednak zdecydowałam się nie robić niczego specjalnego a dać się ponieść fabule snu.


Sen 14 - świadomy:

Bardzo dziwny sen... Śniło mi się pierw, że moja siostra srała w garderobie w naszym domu. Potem nagle przeniosłam się do domu mojej babci, była tam moja mama, która powiedziała mi, że najgorszym widokiem w jej życiu było to, jak Aresowi (mój opiekun/Anioł Stróż) wygięły się plecy. Ja sobie myślę, co Ty babo gadasz, przecież Ares to mój Anioł, mój ziomek. Moja mama odparła, że to nie prawda i że Ares to zapewne demon, że jemu się plecy wygięły i to było straszne. Potem nastąpiło BUM, bo oto spostrzegłam, że śnię, otworzyłam okno, wyleciałam zeńi leciałam na skrzydłach przez miasto. Miałam obsraną rękę, prawdopodobnie robota gołębia, więc zleciałam w dół do pierwszego lepszego sklepu i weszłam, pytając, czy mogę iść do WC na zapleczu i obmyć obsraną dłoń. Dostałam zgodę, poszłam, umyłam, wracam i oto widzę Anioła o czarnych skrzydłach, od razu wymieniliśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia i wdaliśmy się w romantyczną relację. Anioł był totalnie piękny i fascynujący, poczułam w sobie wielki żal, bo wiedziałam, że się obudzę, i stracę go. Bujaliśmy się razem po mieście za rękę, niczym dwa gołąbeczki i poprosiłam go, by podał mi swoje dane na facebooku, bo zamierzam go odnaleźć, kiedy tylko się obudzę. I oto podał mi swoje dane! Dawid Bientek z miasta Łódź Widzew. Pomyślałam sobie: "No super, teraz kiedy w końcu znalazłam miłość życia, za chwilę się obudzę!" i wtem obudziłam się.

Notatki:

- nie, nie znalazłam na facebooku ani nigdzie indziej Dawida Bientka z Łodzi Widzew, XDDDD
- dziwna interakcja z kreacją, proszenie go o kontakt w realnym świecie, mimo, że na jawie doskonale wiem, że kreacje to kreacje, nie realne osoby,
- miałam jednego, wielkiego mindfucka po obudzeniu się.


Sen 15 - świadomy:

Bardzo miło wspominam ten sen. Był on świadomy od początku do końca. Byłam nad jeziorem i nagle zamieniłam się w smoka. Bardzo wyraźnie i dobrze odczuwałam smoczą naturę. Wzrok, oddech, charakterystyczny, smoczy "pomruk" przy wydychaniu powietrza. Poszybowałam nad jeziorem, kiedy ujrzałam na nim statki. Coś mi mówiło, że powinny one spłonąć, toteż zniżyłam lot i potraktowałam je ogniem. 

Notatki:

- bardzo dobre wrażenia wizualne,
- bardzo dobre odczucia jako inny gatunek,
- sen świadomy od początku do końca.


Sen 16 - świadomy:

Kolejny smoczy sen, aczkolwiek sporo gorszy pod względem odczuć i posłuszeństwa snu. Byłam u siebie w domu, po czym wyszłam z niego i stanęłam na ulicy. Stałam się smokiem, chciałam ziać ogniem, ale miałam z tym spory problem - otwierałam paszczę i mimo intencji ognistego oddechu, żaden nawet płomyk nie wydostawał się ze mnie, a jedynie dym. Zupełnie jakbym straciła ogień lub zostałby on zgaszony. Byłam sfrustrowana.

Notatki:

- porażka przy próbie użycia ognia jako smok,
- nieposłuszeństwo umysłu/snu.


Sen 17 - świadomy:

Ten san był o tyle fajny, że weszłam w niego bezpośrednio z jawy, osiągając go nad ranem po wcześniejszym obudzeniu się. Tutaj wszystko poszło gładko - sprawna przemiana w smoka, podróż po niebie i podziwianie widoków, które były fenomenalne. Widziałam lasy, wodospady, łąki, pola.

Notatki:

- przyjemny sen, w który weszłam za pomocą metody WILD.
- dobre wrażenia wizualne,
- poprawna ostrość widzenia.


Sen 18 - świadomy:

Zostałam uwięziona na jakimś obozie. Mój partner był tam ważną osobą, ale został schwytany i nie wiedziałam gdzie był. Miałam zapiski na papierach z pamiętnika o nim. Wezwali mnie do dowódcy i kazali mi się mu poddać i uznać jego władzę oraz zadedykowac mu te zapiski. Wolałam je mieć dla siebie bo myślałam, że oni mi je spalą, więc powiedziałam, że na tych zapiskach jest imię dawnego dowódcy i że to może być hańbą imienia dla nowego dowódcy, więc lepiej by ich nie brał. On jednak uznał, że mu to nie przeszkadza i zapiski będą bezpieczne. Wziął je a ja stałam się więźniem. Chciałam sprowadzić swoich na pomoc, ale nie wiedziałam gdzie są ani oni nie wiedzieli gdzie jestem ja, ponad to byłam strzeżona stale przez strażnika. Poprosiłam dowódcę o kąpiel bo chciałam być chwilę sama i zatelefonować, ale on uznał, że lepiej będzie, jeśli będzie mi towarzyszył przy kąpieli. Woda lała się do wanny a ja manipulowałam nią za pomocą woli, zakręcając i odkręcając. Zamiast się rozebrać do kąpieli, zmanipulowałam ogień i swoje ubrania spaliłam. Weszłam do wanny, dowódca podał mi moje zapiski i powiedział, żebym mu je poczytała. Spróbowałam więc je czytać, ale przypomniały mi one o wolności i poczułam rozpacz. Spytałam dowódcy, czy mogę ze swoim strażnikiem iść się przejść, bo muszę z kimś pogadać. Dostałam zgodę. Szliśmy ze strażnikiem i rozpaczałam do niego jak bardzo nie chcę tam być, że jestem więźniem i czuję się bardzo źle. Spytałam go czy wie jak długo jeszcze zostaniemy w obozie, ale on odpowiedział, że nie chce tego wiedzieć, bo to utrudni tylko sprawę. Wtem nagle strażnik musiał odejść i zostałam sama. Od razu zaczęłam obmyślać plan ucieczki i nagle spostrzegłam, że przy sobie mam telefon, który dzwoni. Na wyświetlaczu był numer mojego patrnera, od razu odebrałam, pytając gdzie on jest, ale usłyszałam w słuchawce obcy głos, który podszywał się pod niego. Od razu to wyczułam, powiedziałam, że wiem, że to nie on i spytałam gdzie jest mój partner. Nieznajomy powiedział, że nic mu nie jest i nic mu nie grozi, ale kiepsko w to wierzyłam. Wtem ten nieznajomy pojawił się przede mną, więc się rozłączyłam i zaczęłam do niego mówić na żywo. Chciałam mu opowiedzieć o moim planie ucieczki, wiedziałam, że mogę przywołać za pomocą woli swoje skrzydła, które pomogą mi uciec i zwyczajnie odlecieć, ale wiedziałam, że to duże ryzyko. Wiedziałam, że mogę zostać zastrzelona z wyrzutni rakiet, gdyby mnie zauważono, ponad to nie wiedziałam gdzie są moi, gdzie mam lecieć i nie wiedziałam, gdzie znajduje się obóz. Wolałam wzbudzić we wrogach zaufanie i uciec podstępem. Nieznajomy usiadł, by mnie wysłuchać i nagle przybiegli do stołu jacyć ludzie, zaczynając kolację. Nieznajomy przesiadł się i uznał, że potem porozmawiamy, bo teraz on ma kolację. Prosiłam go, by porozmawiał ze mną na osobności, że to tylko dwa słowa, ale on nie chciał. Zdenerwowałam się, wstałam, odeszłam, po czym zaszłam go od tyłu i siłą zakułam go w kajdanki, które przy sobie miałam. Pociągnęłam go za nie i kazałam mu iść za sobą. Weszliśmy do ruin budynku i za oknem leżał jakiś ziomek w trumnie, który wstał i zaczął iść w naszą stronę. Nieznajomy mi powiedział, że kiedy przejdzie obok nas, trzeba powiedzieć "Ihap" i ziomek nam pomoże. Kiedy nieznajomy powiedział to słowo, ziomek mu przytaknął, ale gdy na to powiedziałam, nie uznał moich słów. Wkurwiona jeszcze bardziej, zostawiłam skutego nieznajomego w budynku i dogoniłam ziomka, transformując się w smoka i strasząc go rykiem. Przeraził się nie na żarty, ludzie wokół niego też. Rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie i, już pod ludzką postacią, poszłam do biura obozu, gdzie znalazłam książkę-poradnik. Wiedziałam, że jeśli zrobię wszystko według tego poradnika, odzyskam wolność. Pierwszym zadaniem było wypełnienie jakiejś ankiety, toteż zaczęłam ją wypełniać i nagle do biura wpadł jeden z moich, prawdopodobnie mój partner, wlekąc za sobą nieznajomego i stawiając go w kącie. Wstałam, w końcu widząc jego twarz w całej okazałości i drwiąco go powitałam, napierając na niego i nakazując mu usiąść w tym kącie. Po tym podeszłam do mojego partnera, przytuliłam go i podziękowałam za ocalenie.

Notatki:

- bardzo fajny sen z bardzo dopracowaną fabułą,
- świadomy od początku do końca.


Sen 19 - świadomy:

Na początku byłam w szpitalu na poczekalni i zaczęłam śpiewać piosenkę Lhasa - Giulia oraz tańczyć na podłodze i na stole po chwili. Potem udałam się do gabinetu, śpiewając arabską piosenkę, ponieważ moimi lekarzami byli arabowie i chciałam chyba zabłysnąć, czy coś. Usiadłam w gabinecie i jakaś babka zaczęła mi zadawać pytania ginekologiczne, o jakieś upławy i antykoncepcję, ale i o moje studia. Wiedziałam dobrze, że to sen, ale chciałam zdać się na niego i zobaczyć, co ciekawego owa kreacja chciała mi powiedzieć. Przywołałam sobie skrzydła i pochwaliłam się nimi lekarzom. Po tej wizycie wyszłam, wsiadłam do auta na tylne siedzenia z jednym z tych arabów i miało być namiętnie, kiedy nagle na przednie siedzenia próbowali wejść włamywacze i odjechać. Zamknęliśmy szybko z arabem drzwi od środka i przesiedliśmy się szybko na przód i jedziemy. Nagle jesteśmy na wyścigu, ścigamy się jakby w GTA: San Andreas. Nagle zamiast w aucie, jechałam na motorze, wjechałam pod most, gdzie zaskoczyła mnie woda. Wpadłam do niej motorem i spadłam z niego, bo było za głęboko. Był pod mostem jakiś ziomek, wystraszyłam się go i nagle przeniosłam się znów do gabinetu lekarskiego. Pracowała tam akurat Gosia, zapisywała coś na komputerze. Miałam przy sobie jakiś stary aparat na kliszę i cykałam nim fotki. Mimo, że sen był świadomy, nie chciałam rozstawać się z tym aparatem. Wyszłam z gabinetu i gdy wróciłam, Gosia miała na twarzy jakąś fioletową maseczkę. Spytałam, dlaczego siedzi w pracy z maseczką na twarzy, a ona odpowiedziała, że to nie maseczka tylko krem. Zdziwiłam się, pokazała mi ten krem, a ja jej powiedziałam, że być może nałożyła zbyt grubą warstwę tego kremu, skoro ma taki kolor. Chciałam zrobić test na sobie i wzięłam trochę tego kremu, wklepując go w dłoń cienką warstwą. Niestety po chwili zrobił się fioletowy. Rzekłam, że nic z tego, i przeniosłam wzrok ze swojej dłoni na twarz Gosi i ujrzałam jak wyciera z twarzy to cudo. Powiedziałam jej, że ma go nawet we włosach, po czym ona starła go z siebie całego. Spojrzałam na jej długie, czarne tipsy, a ona powiedziała: "No co? Faceci lubią takie szpony." Zapytałam jej, gdzie je zrobiła, ona podała mi jakiś tam adres. Cyknęłam jej fotkę moim aparatem i wtedy miałyśmy gdzieś wyjść, chyba zamykała już gabinet. Była ze mną nagle moja siostra i na wersalce leżała moja torebka. Wsadziłam do niej aparat, wyszłam z gabinetu i byłam nagle, zamiast w szpitalu, w domu Gosi i była tam jej rodzina i jakieś gówniaki. Szukałam wyjścia na zewnątrz, trochę się pogubiłam, ale w końcu znalazłam i wyszłam. Zobaczyłam żółtą Corsę B Gosi i aż spojrzałam na rejestrację, bo przypomniałam sobie, że miałam identyczny samochód. Dwie pierwsze litery rejestracji to były "KL". Wtem Gosia stała już przy Corsie i spytałam jej czy to jej samochód, bo z okna gabinetu widziałam czerwony. Mówiłam, że skoro jest żółty, to wszędzie ją zobaczą. Nie słuchała mnie już jednak, bo mocowała się z autem, którego nie mogła opanować. Siedziała w nim, z jedną nogą na zewnątrz, a samochód jechał to w przód to w tył. Myślałam o tym, by poprosić siostrę o to, by zabrała moją torebkę z aparatem do domu, bo chcę polatać samochodem. Jednak po prostu pominęłam interakcję z siostrą i weszłam do auta na siedzenie kierowcy, zmuszając Gosię by przesunęłam się na miejsce pasażera. Nagle auto było czerwone i uznałam, że ten kolor jest bardzo ładny. W aucie rozbrzmiewała bardzo ładna, filmowa muzyka. Jedziemy i nagle unosimy się w górę i samochód leci z nami. Byłam nieźle podjarana, zza szyby było widać piękne miasto nocą. Muzyka skończyła się a ja nacisnęłam "replay" i powiedziałam: "Jeszcze raz!", ale niestety melodia poleciała już inna. Leciałyśmy dalej i miasto było już mniej ładne, pierw było to oczywiście moje ukochane San Francisco, a potem ujrzałam nagle Biedronkę... Myślę sobie: "Cooo? Jaka Biedronka?!", ale lecimy dalej. Wleciałyśmy nagle w drzewa i spadłyśmy, ale nic się nie stało. Lecimy dalej. Klepnęłam Gosię w udo, żeby się rozluźniła, ale ona była przez cały lot jakaś sztywna.

Notatki:

- mimo świadomości we śnie, zdanie się na bieg wydarzeń i interakcje z kreacjami,
- przyjemny sen, rozbudowany, z ciekawą fabułą.


Sen 20 - świadomy:

Bardzo dziwny sen. Mój umysł totalnie mnie nie słuchał. Miałam jakiegoś dziwnego brata, byłam z nim w sklepie i jadłam pyszne ciastka i kremówki. Chciałam zjeść więcej, ale bałam się, że utyję. Potem ten brat zaczął mnie irytować, więc wyprosiłam go ze swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Wtedy on zaczął drzeć papę i walić w drzwi, wrzeszczałam do niego (do umysłu), by się zamknął. Niestety on wciąż się wydzierał, aż w końcu, za pomocą woli przywołałam z ziemi kolce, kierując je na niego, jednak bezskutecznie. Uniknął obrażeń. Byłam coraz bardziej zdenerwowana, wrzeszczałam by się uciszył, by coś lub ktoś go stamtąd zabrało. Nagle pojawił się jakiś typek, wziął tego brata pod pachę i powiedział, że go zabiera, po czym zniknęli oboje. W końcu odetchnęłam, ale nie na długo, bo oto usłyszałam stąpanie i poczułam je. Ziemia zaczęła drżeć, wiedziałam, że ten brat po mnie wraca, więc wyskoczyłam przez okno dachowe i nagle byłam w kosmosie jako wielki smok. Ziemia była przy mnie malutka jak opuszek palca. Zaczęłam ziać ogniem w potwora na którym wrócił ten brat, był to taki ogromny słoń, który niestety nie spłonął. Powiedział mi, że to nic nie da, bo on jest odporny na ogień. Ja wiedziałam, że jestem we śnie i że mój ogień spali tutaj wszystko co zechcę i znów w niego zionęłam, ale on nie spalił się, tylko jeszcze w dodatku zaczął wypluwać prosto na mnie swój język kameleona na którego czubku siedział ten brat. Zrobiłam unik po czym rzuciłam się do ucieczki przez kosmos.

Notatki:

- świadomość przez cały czas trwania snu,
- zaburzenie świadomości w momencie jedzenia kremówki (strach o utycie),
- dziwny sen, trochę koszmar..,
- dodatkowy strach potęgowała świadomość, że mój umysł totalnie mnie nie słucha,
- brak reakcji umysłu na rozkazy, kolce i podpalanie.


Sen 21 - świadomy:

Zostałam uwięziona na obozie. Miało to jakiś związek z Grą o Tron, bo na obozie było parę osób z tego serialu. W centrum doliny był obóz, a otaczały go wysokie wykopy i bardzo wysoka na nich siatka. Obmyślałam z innymi jak się tam dostać i przejść przez ta siatkę, ale wydawało mi się to niemożliwe. W końcu okazało się, że trafiłam do tego obozu będąc niewinna. Poszłam do kierownika, którym okazał się być Varys. Powiedział mi, że otworzy dla mnie bramy, bym mogła odejść. Odparłam, że nie musi, bo przecież mogę zamienić się w smoka i po prostu odlecieć (że też wcześniej na to nie wpadłam!). Powiedziałam mu też, że zamiast otwierania bram, wolałabym by zrobił dla mnie coś innego, mianowicie, że chciałabym ze sobą zabrać i zwolnić z obozu kilka osób - Sama (poznanego we śnie, obmyślaliśmy razem plan ucieczki), moją siostrę i innych bliskich. Zatem stałam się smokiem, odleciałam i nagle w przestrzeni rozbrzmiała melodia House Targaryen, gdy leciałam nad obozem. Lecąc wzdłuż niego, zionęłam ogniem i wypaliłam ścieżkę wiodącą wzdłuż obozu. 

Notatki:

- świadomość przez cały sen,
- dziwne było to, że obudziłam się, ale zanim otworzyłam oczy, dalej byłam we śnie. Rozmawiałam w tym stanie półsnu z Samem, pytając go: "pojawiasz się i znikasz, dlaczego?" - brak odpowiedzi, bo wybudziłam się już na dobre,
- mimo świadomości, brak logiki (obmyślanie planu ucieczki, kiedy wiedziałam, że mogę odlecieć jako smok).


Sen 22 - świadomy:

Znów dziwny sen, niby świadomy, ale jednak umysł trochę zrobił mnie w uja. Weszłam w ten sen poniekąd wizualizując sobie, że jestem smokiem. Byłam w moim ogrodzie jako smok. Robiłam test ziajania ogniem (sprawdzałam czy jestem w stanie kontrolować sen na tyle, by ziać poprawnie), próbując ziać ogniem lżej i mocniej (tak, by naruszyć glebę, spowodować wgniecenia). Niby trochę wychodziło, ale nie na tyle bym uznała za dostateczne. Potem stałam na tym ogrodzie jako już człowiek i postanowiłam przywołać Milesa Upshura, który pojawił się na drugim końcu ogrodu. Pomachałąm do niego i podbiegł do mnie, ale wtedy pomyślałam sobie, że przecież niezbyt dokładnie znam jego twarz (Miles to postać z gry - pierwszoosobowego survival horroru, jego twarzy nie ma na wet w plikach gry, jest natomiast parę fantartów z jego twarzą ukazaną) więc nie mogłam na nią spojrzeć. Przytuliliśmy się i nafgle lecę jako smoczyca z Milesem na grzbiecie i ląduję na plaży Santa Monica, jestem znów człowiekiem i proszę Milesa, by mnie na tej plaży wziął od tyłu XD. Dzieje się tak, ale wokół stoją ludzie i się gapią. Następnie jestem w budynku z jakimiś ludźmi, było to moje wojsko, którym dowodziłam, patrzyłam na nich z góry. Jeden mi pyskuje, więc dostaje w czapę. Miles nagle zniknął, więc wołam go ponownie, ale nie przychodzi. Wołam i wołam i nic. Pytam ludzi, czy widzieli go, czy ktoś może iść po niego, ale każdy kiwa tylko przecząco głową. W końcu wychodzę z paroma osobami na zewnątrz i widzę Milesa, który podjeżdża motorem. Od razu do niego biegnę i widzę, że pomimo świadomości, że to Miles, typ w ogóle nie wyglądał jak Miles a jak mój kolega, Kamil!


Notatki:

- wejście w sen za pomocą metody WILD.
- typowy sen "testowy".
- kontrola trochę szwankowała,
- sukcesywne przywołanie postaci za pierwszym razem, ale mniej sukcesywne za drugim, w dodatku postać wyglądała zupełnie inaczej, mimo podświadomej pewności, że to ta konkretna postać.



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Ooo... Zapowiada się ciekawy dziennik :) .

Plus za:
- Lindemanna,
- "keep run",
- słonia z rogami, 
- striptiz, 
- kradzież ciastek,
- motyw wspólnego snu,
- iii... wiele więcej...

Nooo... łącznie z 12 plusików by wyszło, aczkolwiek...
Za ocenzurowanie części +18... Wybacz, ale w takim wypadku na jednym plusie poprzestaniemy ;)




Jeszcze rada na koniec posta:

(Widzę, że coś często tego Mateusza przywołujesz, skąd wnioskuję, że to postać rzeczywista i najpewniej znana Ci osobiście).



Uważaj z obcowaniem z projekcjami realnych i znanych Ci osobistości. 
Po latach bardzo łatwo nabawić się fałszywych wspomnień.
Te nieodbyte zajebiste konwersacje.... Ahhhhh  przewrócenie oczami ...

A potem ta niezręczna rozmowa ze znajomymi...

"...No jak to nie pamiętasz...?"

Wiem z autopsji niestety...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Jutro rano dopiszę resztę snów. Będzie co czytać, bo sen 13 był w roku 2017, zatem dawno temu. Ostatnio miałam kilka naprawdę fajnych, rozbudowanych snów, więc będzie co czytać. ;)

Wstawiłam +18, bo nie wiem, czy można tutaj opisywać tak brzydkie rzeczy. Co jeśli mamy tu dzieci? :D

Sny o Mateuszu miały miejsce w latach 2013-14, obecnie z owym Panem już się nie znamy. ;)
Mam jednak bardzo dobrą pamięć, doskonale pamiętam wydarzenia i sny, które miały miejsce kiedy miałam np. 3 latka. Poważnie. :P Nie zdarzyło mi się jeszcze zjawisko fałszywych wspomnień, ale nie chwalę dnia przed zachodem. XD



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Gratuluję pamięci...
Nooo z nią u mnie może być zapewne nieco gorzej niż u Ciebie hah.

Ja ledwo pamiętam z dwa/trzy wspomnienia z czasów, gdy miałem 3 lata...
Nie mam pojęcia, jak ty możesz mieć taką pamięć.
(No, chyba że masz cztery lata :> ... To by wszystko tłumaczyło ;) ).

A co do treści snu i "czy wolno".
W mym dzienniku pojawiały się sny erotyczne... (Zresztą nie tylko w moim). I żadnych negatywnych skutków nie było.

Jeśli pamięć mnie nie myli :P , to bodajże Kys opisał cały stosunek ze szczegółami i spotkało się to wręcz z aprobatą użytkowników, więc nie ma się raczej czego bać :) .

Ostatecznie czy takiego typu sny w twym ajsenowym dzienniczku zagoszczą, zależy wyłącznie od Ciebie i twojej moralności (XD).
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
Nah, lat mam trochę ciut ponad 5 x tyle. :p Ale co do mojej pamięci to każdego ona zadziwia, zawsze zdziwienie u ludzi, że pamiętam to czy tamto, skoro to było X lat temu. A ja zawsze pamiętam co dokładnie mi ktoś powiedział i w jakich okolicznościach, gdzie wtedy byliśmy czy np. co robiłam podczas rozmowy telefonicznej, kiedy ta osoba mi to mówiła. Pamiętam też takie mega drobniutkie szczególiki, np. kiedy ktoś 5 lat temu wspomniał przy okazji dłuuuugiej rozmowy że nie lubi marcepanu.

Takie sny oczywiście się pojawiają, ale bywają niesamowicie komiczne czy absurdalne - np. czasami śnię o tym, że jestem facetem i uprawiam seks z kobietą, albo po prostu walę kapucyna, parę razy mi się śniło, że byłam obojnakiem i miałam akt miłosny z samą sobą... No i dosyć często zdarzają się sny z epizodami lesbijskimi. XD

W każdym razie, skoro wolno, to hulaj dusza, będę szła na całego. XD

Co ciekawe, w snach zarówno świadomych czy nieświadomych, często się zdarza, że coś przeszkadza mnie i kreacji w odbyciu stosunku - często jest to brak możliwości odnalezienia odpowiedniego miejsca, albo gdzieś wbijamy oboje i siedzą tam ludzie, albo zamek w drzwiach nie działa/nie da się ich zamknąć i ludzie wchodzą, albo jeszcze inne jakieś komplikacje. 

Częto też w moich snach pojawia się problem zatkanego gardła, uczucie, jakbym miała napchaną watę czy jakąś taką gęstą masę do gardła, której nie mogę ani przełknąć ani wypluć. Nie powoduje to duszenia się czy dławienia, ale ogólny dyskomfort. Bardzo dziwna i upierdliwa rzecz.



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
Ja mam ten sam problem, jeśli chodzi o sex w LD...
A to niewygodnie, a tu rodzice patrzą, a tam miejsce nieodpowiednie...
Dlatego sobie już odpuściłem jakiś czas temu.
(Są o wiele przyjemniejsze i ciekawsze rzeczy do robienia w snach).
U mnie problemem jest również to, że z życia mam nawyk całowania z zamkniętymi oczami...
Więc zamykam oczy iii... No oczywiście się budzę.

Co do tego zatkanego gardła...
Miałem coś podobnego.
Pomaga wzięcie długiego kija i przepchanie.
(Wyleci drugą stroną :> ).
Wypicie butelki wody przed snem też w moim przypadku pomaga, aczkolwiek jest ryzyko mokrej niespodzianki heh.


Po przeczytaniu twojego posta jakoś bardzo przykuł moją uwagę koncept stosunku z własną osobą.
Aż się boje co moja podświadomość dziś wymyśli.

W każdym razie...
Miłej nocy, życzę ;) .

Idę do krainy snów sprawdzić co mnie czeka   :P .
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
No i wykrakałeś! A co się stało? Ot co:


Dzisiejszy sen:

Był to sen dosyć płytki, śniony nad ranem, po wcześniejszym przebudzeniu się. Śniło mi się, że randkowałam w Krakowie z trzema postaciami z Gry o Tron i wciąż nie mogłam się zdecydować, którego mężczyznę wybrać. Randkowałam z Khalem Drogo, Sandorem Clegane i Jonem Snow. W moim domu nagle pojawił się Drogo, siedzieliśmy u mnie w domu w salonie i robiłam mu ręczną robotę, jednak kiedy już jego członek stwardniał na tyle, że byliśmy gotowi pójść w tango, do salonu wbiła moja mama! Spłoszeni pobiegliśmy na górę do mojego pokoju i uwaliliśmy się na dywanie. Niestety członek oklapł jak kwiat bez wody, więc znów zaczęłam jechać na ręcznym i kiedy ponownie byliśmy już gotowi i jego męskość była o parę minimetrów od mojego kwiatu, do pokoju nagle wbija moja mama! Drogo wyparował, a ja zauważyłam, że moja mama, która strasznie zaczęła drzeć na mnie papę, ma pomarańczowo-żółte cienie na powiekach, które były kiepsko zblendowane w wewnętrznym kąciku. I tutaj nastąpiło BUM - to sen! No więc co robię? To co najczęściej, kiedy śni mi się mój pokój i nagle wiem, że to sen, otóż, wybiłam pięściami szybę i zeskoczyłam z okna na podjazd. Chciałam mieć skrzydła, wielkie, pierzaste, Anielskie skrzydła i wyobraziłam je sobie. Pojawiły się. Czułam, jak mogę je rozpościerać, uginać, machać nimi. Jednak coś było nie do końca jak być powinno, dotyk w moim śnie nieco szwankował, bowiem kiedy dotykałam moich skrzydeł, nie czułam piór, a były one jakby z papieru, bardzo słabo je czułam. Wzbiłam się jednak w powietrze i zaczęłam lecieć przed siebie. Mój błąd, że nie skupiłam się tutaj na uczuciu machania skrzydłami i dźwięku owego machania. Sen był dosyć słaby i rozmyty, więc rozkazałam umysłowi, by wyostrzył go, z marnym skutkiem, ponieważ sen wyostrzył się jedynie minimalnie. Widziałam ulice, samochody i Lidl. Kiedy leciałam nad Lidlem, pomyślałam sobie, że chcę przenieść się do innego miasta, i pomyślałam o San Francisco. Wykonałam szybki obrót w powietrzu i nagle krajobraz zmienił się - miasto było inne, o wiele ładniejsze, większe. W oddali zauważyłam więzienie, z którego zaczęły wybiegać zombie z Minecrafta. Zaczęłam wizualizować sobie ogniste kule, które puszczałam z dużą prędkością ku zombie. Dostawały w czapy i padały jak muchy. 

Notatki:

- sen osiągnięty metodą WBTB,
- sen słaby, rozmyty, płytki, momentami jedynie wyostrzony,
- lekka pomyłka snu z wyobraźnią,
- zapamiętanie drobnego szczegółu (cienie na oczach mamy),
- typowe komplikacje przy próbie odbycia stosunku XD,
- słaba reakcja umysłu na rozkazy dotyczące wyostrzenia zmysłu widzenia,
- sukcesywne przeniesienie się w inne miejsce.


PS: Zostały dopisane do mojego głównego posta u góry kolejne sny od roku 2017 do teraz, zapraszam. :D



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
(14-08-2019, 21:07 )Lorellai napisał(a):
Notatki:

- nie, nie znalazłam na facebooku ani nigdzie indziej Dawida Bientka z Łodzi Widzew, XDDDD
- dziwna interakcja z kreacją, proszenie go o kontakt w realnym świecie, mimo, że na jawie doskonale wiem, że kreacje to kreacje, nie realne osoby,

Jeśli moją uwagę przykuje jakaś projekcja (zdarza się rzadko, ale jednak) to też staram się wziąć kontakt. 
Rok temu miałem sytuację, gdy autentycznie znalazłem osobę na FB, która wyglądała prawie identycznie. 
(Jak ze snu wyjęta).


Imię się zgadzało, nazwisko... Zaczynało się na tę samą literę przynajmniej  ;)  .
Ostatecznie... Ze względu na fabułę snu i samą absurdalność sytuacji nie napisałem ostatecznie.
(Co oczywiste chyba).

Podobnej okazji nie miałem do tej pory...
Mimo tego ta wewnętrzna dziecinna naiwność, która jest w każdym z nas, powoduje, że gdzieś tam z tyłu głowy mam to: "a może jednak?".


Swoją drogą mnie projekcje również o numer wypytują. 
Zawsze nie mogę sobie mojego własnego numeru przypomnieć , więc po prostu podaje losowe liczby :P .

Więc... Dochodzę do konkluzji, że wspólne sny istnieją, tylko inni śniący z powodu słabej pamięci (bądź innego powodu :> ) podają złe dane  ;) .
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
Możliwe, że tą osobę minąłeś gdzieś nawet na ulicy i mózg zapamiętał twarz. Nasze łepetyny rejestrują twarze i zapamiętują je - potem widzimy je w snach. Każda kreacja we śnie posiada twarz osoby, którą gdzieś kiedyś widzieliśmy. :)
 
Szkoda, że nie zagadałeś, może ominęła Cię jakaś świetna znajomość, albo i miłość życia. XDD

Ja najbardziej uwielbiam reakcje kreacji na to, że to sen. XD Zawsze stoją jak te kołki i patrzą na mnie jak na kosmitę, który przybył z innej planety i mówi jakimś niezrozumiałym językiem. XD



Dzisiejszy sen:

Początek jest niejasny. Ktoś (prawdopodobnie Klaudia) sra się do mnie, że mam świadome sny pełne emocji a ona nie może być że mną w akcji. Powiedziałam jej, że mam pomysł i że możemy pisać Roleplay i w ten sposób przeżywać akcje ze snów. Potem jechałam autem po ciemnym lesie i był tam jakiś przystojniak, którego znałam, ale był on złym człekiem, odepchnął i zniszczył moje auto i chciał zabijać innych. Z nim było paru innych złych. Uciekłam gdzieś do budynku, gdzie trafiłam na dublerów tych złych ludzi - to były dobre wersje, prawdziwe, których wygląd przybrali ci źli żeby móc oszukać i zabić innych. Wszyscy wiedzieli, że źli ich szukają i zaczęliśmy uciekać, kryliśmy się w domach przypadkowych ludzi, w zaroślach i pod wierzbami. W końcu schowaliśmy się w dużej szafie i spojrzałam na każdego z nich. Zobaczyłam jedna dziewczynę i ze zdziwieniem spytałam: "To Ty jesteś dobra?" a potem na tą dobrą wersję tego złego przystojniaka. Było mi smutno, bo go znałam i sama czułam się oszukana. Poinformowałam go, że ma dublera. Nie był zaskoczony. Powiedziałam mu też, że znam tylko jego złą wersję, ale mam nadzieję że wkrótce poznam tą lepszą, czyli jego. Nagle jeden z nas krzyknął, że nie trzeba już się chować i że wie gdzie oni są - ci źli, że siedzą wszyscy w jednym pokoju i wiedzą, że my wiemy i że mamy większą moc niż oni. Powiedziałam moim, żeby przystojniaka zostawili do zabicia mnie, bo złamał mi serce i chce go wykończyć osobiście. Poszliśmy zatem ich zgładzić - ja na czele, otworzyłam wielkie, ciężkie drzwi i wpadłam do środka, mówiąc "siema kurwy". Wszyscy źli byli zdziwieni i bezradni. Pistoletem postrzeliłam paru z nich, którzy siedzieli na fotelach, by ich unieruchomić i pokazać, że mamy przewagę. Przystojniak stał pod drzwiami. Zaczęłam demolować ich pokój i wtedy jedna z dziewczyn (złych) rzuciła we mnie zabawką. Spytałam jej czy myślała że to mnie zaboli, podeszłam do niej po czym z całej siły przywaliłam jej z pięści w twarz, aż się obróciła i prawie skręciła kark. I teraz moja chwila. Podeszłam do przystojniaka, uniosłam dłoń, on wystraszył się że chcę go uderzyć ale ja tylko pogładziłam jego policzek. Słyszałam jak moi przeładowują pistolety i dałam im znać gestem dłoni, żeby nie strzelali. Spytałam go dlaczego robił to wszystko. Brak odpowiedzi. Był smutny, ja też. Stał bez koszulki i zakrywał się jakimś dyskiem, odebrałam mu go i upuściłam na ziemię. Pogładziłam jego tors a potem złapałam za oba policzki obiema dłońmi, ponawiając pytanie. Cisza. Pocałowałam go, po czym odwróciłam się od niego, patrząc na pozostałych. Po chwili przystojniak padł na ziemię, martwy. Na ustach miałam truciznę, która go zabiła. Odczekałam chwilę, pogrążona w smutku, po czym uniosłam pistolet i zastrzeliłam każdego pozostałego złego po kolei.

Notatki:

- sen nieświadomy, ale bardzo fajny, z dobrze rozbudowaną fabułą - właśnie dla takich snów czasami rezygnuję w nocy z praktyki LD. :D



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
Dzisiejszy sen:

Byłam smokiem i była jakaś wojna. Trzymałam swoich ludzi w budynku i ochraniałam, walcząc w pojedynkę z całą armią wrogów. Siedzieli więc moi w budynku a ja walczyłam. Pierw wypatrywałam z powietrza wrogów, kiedy ich widziałam, nadlatywałam nad nimi i traktowałam ogniem całe armie tych małych skurwysynków. Potem z innym smokiem, czarnym, walczyłam w powietrzu. Wszyscy zostali pokonani, wracam do budynku, widzę moją koleżankę, która szuka swoich dzieci (którymi były świnki morskie) - zauważyłam je bawiące się w salonie i przegoniłam je do matki. 
Następnie szłam ulicą z Tillem Lindemannem, który był moim facetem, wzbudzam zazdro w nim całując legwany człapiące sobie na legalu po ulicy. On nie reaguje, ale widzę że zły i zazdrosny. Kiedy nudzi mnie ta gierka, w końcu się na niego (Tilla) rzucam i przywieram do niego całą sobą. Całujemy się hardo i wpadamy do garażu gdzie robi się gorąco. Siadamy na skrzynkach i rozbieramy się, wciąż całując się łapczywie. Nagle trąbi na nas autobus. Odrywamy się od siebie i wsiadamy do pojazdu. Jedziemy, ja stoję, dotykam poręczy i się brzydzę zarówno ich jak i zarazków na nich. 
Dojeżdżamy do hotelu mojego ojca. Gramy pod nim w football, z gowniakami jakimiś. Potem przybywamy z Tillem do pokoju hotelowego, leżymy w łóżku, ja chcę się z nim chędożyć, całuję go, obmacuję, niemalże kładę się na nim, splatam swoje nogi z jego, on nie chce bo źle się czuję. Co za kurwa kosz! Nagle z WC wyskakuje dzieciak z nożem, zaczynamy się dziwić co on robił po ciemku w sraczu i czemu tam był, podejrzewamy szpiegostwo, wypraszamy go, ale on nie chcę wyjść, kiedy jednak w końcu wychodzi, okazuje się, że z nim jest większy dzieciak, też z nożem. Chcemy nakapowac dorosłemu ale jest noc i wszyscy śpią, nikogo nie ma w pobliżu tych bachorów. Mały ma strzykawki z czymś i próbuje nam wbić. Goni nas, po czym wbija chyba Tillowi bo ten krzyczy że dzieciak chcę go uspać i znieczulić, potem ten sam dzieciak dogania mnie i wbija mi w biodro strzykawkę, wyjmuje szybko i zabieram mu obie. Czuję ból w biodrze i szczypanie. Daje mu w pysk z liścia, bez skrupułów. Dzwonimy z Tillem z wielkiego telefonu do poprawczaka z którego te bachory rzekomo są, mówimy o nożach, zastanawiam się czy mówić o strzykawkach ale odpuszczam póki co bo się boję że nas zabiją w akcie zemsty. W połowie rozmowy dzieciak rozłącza rozmowę, naciskając wielki przycisk na telefonie. Daję mu ponownie w pysk. Potem do pokoju wbija babka i facet z poprawczaka i pytają o szczegóły co zaszło. Mówię im o strzykawkach, o tym że mi wbił tą strzykawką coś, o tym, że dzieciak był w kiblu i że mają noże. Daję im strzykawki i proszę o przebadanie ich zawartości. Wciąż czuję pulsujący ból w okolicy biodra. Cieszę się że w końcu zabiorą tych małych kurwiów. Uśmiecham się kpiąco do małego dzieciaka, on jednak odwzajemnia uśmieszek, jakby coś jeszcze knuł. Facet zabiera strzykawki i mówi że musi poszukać na nie woreczka. Idzie do pokoju obok. Ja wiem że woreczki są w kuchni i mówię Tillowi, że pójdę po nie, ale on mi zabrania, mówi że się boi o mnie i mam się nie ruszać z miejsca, dopóki wszystko się nie skończy. Uznaję to za urocze i przytulam go mocno.

Notatki:
- sen nieświadomy, dosyć przerażający, jednak ani we śnie ani po przebudzeniu nie odczuwałam grozy/strachu/etc.
- sen dosyć realny, towarzyszyło mu prawdziwe uczucie bólu i pieczenia, oraz całkiem silne napięcie seksualne. ( ͡° ͜ʖ ͡°)



Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1