Ostatnie sny:
Śnił mi się Andrzej, mój kolega, który napisał książkę. Kiedyś miałam na niego crusha, był moją sympatią. We śnie byłam normalnie mężatką, ale uznałam, że delikatny flirt z nim nie zaszkodzi. Miałam się z nim spotkać. Spaliśmy w jednym pokoju, było lato, ale każde z nas miało osobne łóżko. Andrzej ustawił klimatyzację na 17 stopni. Wyłączyłam ją i sama położyłam się do łóżka. W pokoju była też lampa podłączona do kontaktu, która dziwnie tęczowo świeciła. Przestraszyłam się, że mogą to być jakieś duchy, więc odłączyłam ją od prądu. Później chciałam zrobić reklamę jego książki. Andrzej napisał coś o L'EU, że to jest jego bohater. Chciałam opowiedzieć o tym bohaterze w mojej książce, ale on stwierdził, że jeszcze nie wie, czy ta postać będzie się właśnie tak nazywała. Następnie byłam w drogerii Douglas. Jakaś kobieta oddała flakon perfum z resztką płynu i w zamian dostała odlewki oraz próbki. Podeszłam do sprzedawczyni i zapytałam, czy mogę zabierać takie flakony z końcówkami perfum do testów. Nie zgodziła się. Uznałam, że kłamie, bo przecież znam Ilonę, która pracowała w perfumerii, i jej koleżanki też tam pracują. Wiem, że takie flakony są wyrzucane i nikomu już się nie przydają. Później byłam gdzieś przy drodze i szukałam Andrzeja. Nagle okazało się, że był dzieckiem, ubranym w jakieś śmieszne ubrania. Ja również byłam podobnie ubrana. Miałam przyklejonego gumowego penisa do czoła. Chciałam mu to pokazać i pośmiać się z tego razem z nim, ale nagle nadjechała ciężarówka. Andrzej zamienił się w prawdziwą mysz z futerkiem i wskoczył do tej ciężarówki. Ja również poszłam za nim, bo nie chciałam, żeby odjechał beze mnie. Wszędzie go szukałam. Pytałam o niego inne myszy, nawet po angielsku. W pewnym momencie jakiś mężczyzna złapał wszystkie myszy za ogony i powiedział, że mamy fajny akcent i bardzo dobry angielski jak na myszy, ale niestety już po nas. Następnie wyrzucił nas z ciężarówki na pole, żeby zjadły nas ptaki. Zaczęły nadlatywać wielkie ptaki i dziobały myszy. Ja przez cały czas szukałam Andrzeja, ale nigdzie go nie było. Myszy chowały się w norach i chciałam zajrzeć do każdej z nich. W końcu jedna z myszy powiedziała mi, żebym po prostu zawołała Andrzeja. Zrobiłam to i on od razu się pojawił. Nagle wisieliśmy w powietrzu albo znowu staliśmy jako ludzie. Zapytaliśmy mężczyznę z ciężarówki, czy możemy zabrać książki i odejść. Trzymałam w rękach dwie książki. Powiedział, że możemy iść. Potem pojawiła się scena, w której Andrzej stracił pracę, ponieważ nie był chroniony jako mysz-człowiek. Znowu rozmawialiśmy z tym mężczyzną z ciężarówki, a ja nagle byłam już jakąś inną osobą. Wzięłam na ręce małego człowieka ubranego w czarną pelerynę. Wydawało mi się, że był to Andrzej albo jedno z nas w tej mysiej postaci. Ktoś powiedział mi, że nie mogę go tak przenosić przez bramę. Chyba był to nawet weterynarz. Odpowiedziałam, że wiem, ale chcę go po prostu przytulić, bo ostatnio przeszedł zbyt wiele.
*
Szłam z kimś ulicą i rozmawiałam o moich psach. Mówiłam, że Arisska jest taka, jakby nigdy nie umarła, bo w moich snach zawsze jest żywa i zdrowa. Obok mnie szła akurat Lucy. Osoba, z którą rozmawiałam, powiedziała, że dla Arisski nie ma miejsca w niebie, ponieważ sama nie chciała tam pójść. Dlatego jej niebo jest tutaj, przy nas, i to właśnie stąd nas chroni. Wcześniej byłam u rodziców. Oglądałam tam telewizję i słuchałam Rammsteina. Później słuchałam ich również w samochodzie, a cała ulica słyszała piosenkę *Amerika*. Rodzice mówili, że jadą gdzieś samochodem. Odpowiedziałam, że chętnie pojechałabym z nimi, ale muszę zostać, pracować i czegoś się uczyć. Następnie poszłam do galerii handlowej. Na środku pasażu znajdował się sklep ze złotą biżuterią. Podeszła do mnie sprzedawczyni i zapytała, czego szukam. Powiedziałam, że mają piękną biżuterię i że szukam perełek oddzielonych złotymi kuleczkami. Dodałam, że jeśli taki wzór się pojawi, będę obserwować ten sklep i na pewno go kupię. Sprzedawczyni powiedziała, że zaraz przydzieli mi opiekuna. Ktoś zapytał mnie, czy może chciałabym też obejrzeć buty. Odpowiedziałam, że tak, interesują mnie buty Adidasa. Pani przyniosła mi jednak jakieś bambosze w kratkę, które wyglądały bardzo kiczowato. Pokazała mi również buty Adidasa, ale one także były wyjątkowo kiczowate. Miały rozmiar 33 i, ku mojemu zdziwieniu, po przymierzeniu okazały się nawet trochę za duże. Sprzedawczyni policzyła mi za nie 23 złote. Pomyślałam, że chciałabym cofnąć czas i jednak ich nie kupować. Poszłam jeszcze poszukać innych butów. Po drodze powąchałam perfumy marki Mexx, które wyglądały jak perfumy arabskie, ale ich zapach zupełnie mi nie odpowiadał. Pachniały jak jakiś obiad z kurczaka. Przez chwilę pomyślałam, że te bambosze mogłyby zostać dla gości, którzy przyjdą do mnie do domu, ale nadal uważałam, że są bardzo kiczowate. Wyszłam ze sklepu, a sprzedawczyni zapytała mnie, dlaczego nie wzięłam chociaż tych butów. Odpowiedziałam, że nie byłam pewna, chciałam inny rozmiar, ale go nie było i wstydziłam się poprosić obsługę o pomoc. Na koniec kobieta zadała mi pytanie: „Czy komfort innych jest dla ciebie ważniejszy niż twój własny?”. To dało mi we śnie bardzo dużo do myślenia. Pomyślałam, że powinnam być bardziej asertywna.
*
Śnił mi się Minecraft. Budowałam coś w jednym świecie, ale uznałam, że jednak chcę budować w swoim własnym. Poszłam więc do niego i zaczęłam tworzyć jakieś jeziorko pod wodą. Był tam też jakiś chłopak z mieczem, który chciał mnie zabić. Drzwi były całe powbijane patykami, jakby ktoś rzucał w nie kopiami albo właśnie tymi patykami rzucał ten mężczyzna z mieczem. Później wróciłam do mojego świata. Okazało się, że w jeszcze innym świecie miałam arenę smoka. Był tam taki motyw, że można było przywołać smoka, a on przylatywał. Pamiętam, że już kiedyś śniło mi się coś bardzo podobnego – również grałam w Minecrafta i miałam taką arenę smoka. Chciałam mieć wszystko w jednym miejscu, więc postanowiłam przenieść tę arenę do mojego świata. Podczas budowania nagle znalazłam się w łazience. Był tam starszy mężczyzna, który głaskał mnie po plecach. Zauważyłam, że miałam łuski. Po chwili ten starszy mężczyzna zrobił mi palcówkę i powiedział, że jakaś kobieta jest we mnie zakochana. Poszłam później na arenę. Była tam właśnie ta kobieta i miała mnie oceniać. Na arenie byłam bardzo seksualizowana i komentowana w seksualny sposób przez jakiegoś mężczyznę. Kobieta zdemaskowała jego zachowanie, ponieważ w łazience, gdzie wcześniej mnie obmacywał, był założony podsłuch. Po zakończeniu oceniania siedziałam z tym starszym mężczyzną. Miał głos mojego dawnego przyjaciela z pracy, Grześka. Wlewał do probówki jakiś niebieski płyn i mówił, że niebieskie oko płacze, a niebiesko-brązowe już nie. Następnie oblał mnie jakąś gliną. Zapytałam go, czy umarłam. Odpowiedział, że nie. Potem zaczął mnie wycierać i mieliśmy gdzieś razem pójść. Tej samej nocy śniło mi się również, że zwiedzałam bardzo dziwne domy. Najpierw był jakiś dom należący do pewnej pary, a później dom moich sąsiadów, Miszczuków. Sam dom był bardzo ładny, ale w kuchni panował ogromny bałagan. Usiedliśmy właśnie w tej kuchni. Miałam zwiedzać ten dom jako duch, żeby właściciele mnie nie widzieli. Wiedziałam jednak z poprzednich snów, że bycie duchem nic nie zmienia, bo i tak pozostaję widoczna dla innych. Osoba, która zwiedzała dom razem ze mną, robiła zdjęcia. Później pokazywała je właścicielom, ale mnie na nich nie było, ponieważ udawałam ducha. Powiedziałam tej kobiecie, że może pokaże mi te zdjęcia później. Ona odpowiedziała, że zastanawia się, dlaczego pozwalam się tak traktować i dlaczego godzę się na bycie pomijaną. Zapytała też, dlaczego chcę być takim niewidzialnym duchem. Poczułam się wtedy bardzo zmęczona i całkowicie poddana. Odpowiedziałam, że po prostu już się do tego przyzwyczaiłam. Kobieta powiedziała, że nie mogę tak żyć, bo w końcu się wykończę. Stwierdziła, że już schudłam, wyglądam bardzo źle i że jest to nieodpowiedzialne. W końcu bardzo się zdenerwowałam. Powiedziałam: „Proszę mi powiedzieć, dlaczego to jest nieodpowiedzialne?”. Zaczęła coś mówić, ale nie odpowiedziała konkretnie. Zapytałam jeszcze raz: „Proszę mi powiedzieć, dlaczego według ciebie jest to nieodpowiedzialne?”. Nadal nie uzyskałam odpowiedzi. Zdenerwowałam się jeszcze bardziej, wyszłam stamtąd i zaczęłam uciekać, przenikając przez ściany, ponieważ nadal byłam duchem. W ten sposób dalej zwiedzałam dom. Później moja mama siedziała z tymi ludźmi przy stole i pokazywała nagrania z porodów. Opowiadała historię, że kiedyś ktoś zamiast odciąć pępowinę, odciął dziecku głowę. Pomyślałam wtedy, że gdybym była przy takiej sytuacji, od razu podałabym tej kobiecie jakieś leki uspokajające albo zrobiłabym cokolwiek, zanim zobaczyłaby, że jej dziecko nie ma głowy. Pomyślałam, że dla każdej matki musiałoby to być niewyobrażalnie straszne.
*
Śnił mi się Grzesiek. Przychodził do mnie, a ja cały czas mu dokuczałam. Wypychałam go przez okno na dach, żeby spadł. Upadał i powinien być cały połamany, ale nic mu się nie działo. Wtedy pomyślałam, że to musi być sen, skoro po takim upadku nadal był cały. Grzesiek cały czas wracał pod moje drzwi i dzwonił dzwonkiem. Nie otwierałam mu, chociaż doskonale wiedział, że jestem w domu, bo przecież chwilę wcześniej sama wypchnęłam go przez okno. Spojrzałam przez wizjer i zobaczyłam, że razem z nim stoi jakieś dziecko, które przyszło na korepetycje do mojej siostry. Zrobiłam im zdjęcie telefonem przez wizjer. Po chwili oboje się rozeszli. Pamiętam jeszcze, że Grzesiek rozmawiał z tym dzieckiem, ale nie wiem już, o czym. Później sen przeniósł się do świata mojej książki. Nad wodą trwała walka smoków. Smoki atakowały i niszczyły statki. Żeby chronić się przed pociskami z wyrzutni, miały na sobie specjalne zbroje. Następnie miałam jechać pociągiem do Myszkowa razem z Adrianem. Nie byliśmy jednak pewni, czy ten pociąg rzeczywiście tam jedzie. Bardzo chciało mi się skorzystać z toalety, ale pomyślałam, że najważniejsze jest zdążyć na pociąg, a w toalecie skorzystam już podczas podróży. Po chwili uświadomiłam sobie, że nie mamy biletów. Powiedziałam, że lepiej wysiąść na najbliższej stacji, zanim ktoś zacznie je sprawdzać. W tym momencie rozległ się gwizdek oznaczający odjazd. Zablokowałam drzwi nogą i powiedziałam do Adriana, że wychodzimy. Adrian siedział z boku i powiedział, że sprawdził rozkład – pociąg rzeczywiście jedzie do Myszkowa, ale podróż potrwa dwie godziny. Odpowiedziałam, że znajdziemy coś szybszego. Wysiadłam z pociągu, a na ekranie bardzo szybko przewijały się nazwy kolejnych stacji i było ich wyjątkowo dużo. Później znalazłam się jakby w domu Kuby, szwagra mojej siostry. Okazało się, że dokupili działkę i mają teraz znacznie większe podwórko. Było ogromne, przypominało wielkie pole. Zaczęłam żalić się mężowi mojej siostry. Mówiłam, że ciągle ktoś pokazuje mi cudze domy, cudze dzieci i cudze osiągnięcia, a przecież ja też mam swoje sukcesy, tylko mam wrażenie, że nikt się nimi nie interesuje. Rozpłakałam się. Później wyszłam na podwórko i testowałam, jak to jest być smokiem. Chciałam atakować mojego szwagra oraz innych wrogów i wbijać ich w ziemię. Na pobliskiej skale nagle pojawił się ogień. Najpierw pomyślałam, że ktoś stoi tam z miotaczem ognia i dlatego płomienie są tak duże. Po chwili zobaczyłam jednak króla siedzącego na koniu. Koń miał uprząż i siodło ozdobione diamentowymi elementami. Król powiedział coś w rodzaju, że dosyć tego i że tak dalej być nie może. W tym momencie sen zaczął się rozmywać.
*
Śnił mi się Mateusz z pracy. Podrywałam go, ale on mnie nie chciał. Byłam tym bardzo załamana. Znajdowałam się gdzieś w lesie, chodziłam boso, wchodziłam boso do rzeki i biegałam za nim, cały czas chcąc być blisko niego. W końcu Mateusz mnie odepchnął i powiedział coś w rodzaju, że mam przestać, bo mogę stracić pracę. Później byłam w Kajetanach na wizycie u laryngologa. Miałam wizytę na 10:30, a spojrzałam na zegarek i była już 10:28. Uznałam, że po prostu się teleportuję i że przecież nic złego się nie stanie. Teleportowałam się pod śmietnik w Kajetanach, gdzie paliłam papierosa. Później teleportowałam też mamę obok siebie. Dziwiłam się, że nikt jeszcze w prawdziwym świecie nie wymyślił teleportu. We śnie doskonale wiedziałam, że to jest sen, ponieważ byłam w stanie się teleportować. U lekarza panowała przyjemna atmosfera. Nie miałam robionych badań krwi i chciałam pokazać moje wcześniejsze wyniki. Mama opowiadała, że miała jakieś komplikacje w szpitalu i przez to nie dało się zrobić wszystkich badań na czas. Później wyszłam na dwór i nagle znalazłam się u teściów. Zaczęłam coś kombinować przy kojcu naszego psa z boku. Była tam szczelina i chciałam założyć siatkę, żeby pies nie mógł uciec. Nad kojcem pies miał zrobiony daszek z ogromnej ilości gałązek, tak jakby specjalną konstrukcję zabezpieczającą. Siedział spokojnie w budzie. Nagle przyszła owca. Miała bardzo ciekawe, kolorowe ubarwienie. Chciałam ją ostrzyc, tak jak robi się to w Minecrafcie. Zawołałam ją, a ona podeszła, pozwoliła się pogłaskać i ją ostrzygłam. Owca miała intensywnie czarną wełnę, intensywnie żółtą oraz chyba różową. Zebrałam każdą z tych kolorowych wełen do kubków. Chciałam schować je do piwnicy, w specjalnym miejscu, ponieważ była to bardzo wyjątkowa wełna. Samą owcę chciałam gdzieś zamknąć, żeby nie uciekła i żeby co jakiś czas dawała mi taką niezwykłą wełnę.
*
Śniło mi się, że uprawiałam seks z moim byłym partnerem, Patrykiem. Moja siostra spała w tym samym łóżku, a później mówiłam jej, żeby poszła do innego pokoju. Szukałam prezerwatyw, a Patryk kupił jakieś nowe z Durexa. Później jeszcze raz doszło między nami do zbliżenia, tym razem w pozycji na łyżeczki od tyłu. Następnie chyba chodziliśmy po burdelach i mieliśmy sprawdzić, czy nie dochodzi tam do handlu ludźmi. Wtedy jednak byłam już tam z moim mężem. Adrian opowiadał o tym swojemu bratu. Wcześniej tej samej nocy miałam też sen o palmach oblanych czekoladą. Kładłam je przy szkole i przy ławkach na zewnątrz. Wiedziałam, że jest lato i że czekolada zaraz się roztopi, ale pomyślałam: trudno. Pytałam dzieci, kto chciałby mieć korepetycje z angielskiego, i mówiłam, żeby jutro dały mi znać. To ja miałam tych korepetycji udzielać. Później czyjaś mama nadmuchała sofę. Okazało się jednak, że w środku tej sofy znajduje się woda. Osoby, które szły na włóczęgę, siadały właśnie na tej sofie. Miałam również sen związany z pracą. Przez cały dzień prawie nie wklejałam konsów, czyli przesyłek, do Excela. Przez to miałam zostać w pracy aż do godziny 17:00, żeby wszystko nadrobić. Szukałam, kto jeszcze ma tego dnia dyżur, ale nikogo nie mogłam znaleźć. Tabela była bardzo nieczytelna. Ilona powiedziała, że zostanie ze mną, ponieważ i tak idzie do lekarza i właściwie nie ma już nic innego do roboty. Chciałam poprosić ją, żeby pomogła mi robić konsy, ale było mi głupio prosić ją o pomoc. Później szłam kąpać się w morzu. Była piana, dzień był zimny, ale sama woda była ciepła. Zanurzyłam się, jednak miałam zamknięte oczy, ponieważ bałam się, że trafię na meduzy. Mój mąż również pływał w morzu, ale dzieci nie wchodziły do wody. Miałam też sen o górze Mount Chiliad z GTA San Andreas. Byłam na samym szczycie tej góry i szukałam Yeti, ale niczego nie znalazłam. Na szczycie rosło drzewo. Wspinałam się nawet na nie, żeby mieć lepszy widok i dokładniej przeszukać okolicę, ale niestety Yeti nie udało mi się znaleźć.
*
Śniło mi się, że miałam jakiś domek. Była w nim łazienka na dole, przy sypialni, a druga, ogólna łazienka znajdowała się na górze. Wyglądało to jak domek po gościach hotelowych. Chciałam wykąpać się na dole w dużej wannie. Wtedy jednak doszło do jakiejś sprzeczki między mną, moim mężem i jego mamą. Jego mama wyrzucała mu, że nie kupił samej Alfy, tylko najpierw sprzedał inne auto i dopiero wtedy kupił Alfę. Pomyślałam sobie: gdzie właściwie leży problem? Zaczęłam też myśleć, jak cudownie byłoby mieszkać w Ameryce i mieć tam dom za milion. Wyobrażałam sobie, że na emeryturze zabrałabym tam swoich rodziców, żeby również mogli żyć swoim American Dream. Później jechaliśmy gdzieś grupą autobusem. W pewnym momencie znalazłam w trawie ptasie mleczko ze skyrem. Było dobre i wyglądało jak zawinięte krówki. Następnie jechałam autobusem, ale inni ludzie jechali innym autobusem. Miałam zjeść śniadanie, ale wybór jedzenia był bardzo słaby. Był tylko biały chleb i jakaś niedobra szynka. W pewnym momencie zatrzymano nas na kontroli. Wywołali Justynę, która z nami jechała, a której nie lubiłam. Powiedzieli jej, że nie może jechać tym autobusem, ponieważ jest za mało miejsca i musi pojechać innym środkiem transportu. Wcześniej jeszcze wiedziałam, że nie mogę zjeść na śniadanie samych słodyczy. Moja mama robiła z dużej kartki papieru papierowego byka. Chciałam udawać ze Stefanem z „Barw Szczęścia”, że ten papierowy byk jest moim ojcem. Jednocześnie udawaliśmy, że Stefan jest moim partnerem, i chodziliśmy tak razem po mieście.
*
Śniło mi się, że ukrywałam się razem z moją siostrą, ponieważ ktoś do nas strzelał. Zostałam porwana i miałam wyjść za mąż za jakiegoś Araba. Próbowałam zadzwonić do mamy, ale nie odbierała. Zaczęłam zastanawiać się, czy może zginęła na wojnie. Pytałam też o moją siostrę, ale ona zachowywała się tak, jakby w ogóle jej to wszystko nie obchodziło. Później okazało się, że mama żyje i ma się dobrze. Po prostu coś robiła przy orzechu w ogródku. W pewnym momencie podpalił jej się rękaw, ale szybko ugasiła ogień i nic jej się nie stało. Następnie miałam kolejny sen, w którym trwała wojna. Razem z siostrą miałyśmy zwiedzać galerię handlową, ale cały czas coś sprawdzałam, ponieważ ktoś włamał się na moje konto i pocztę. Okazało się, że jakaś Kaśka zmieniła mój adres mailowy. Pisałam do niej, że już nie musi blokować mojej poczty, bo wojny chwilowo nie ma, i żeby odblokowała moje konto. Ku mojemu zdziwieniu mój mail rzeczywiście się odblokował.
*
Śnił mi się jakiś kolega z pracy, który był u mnie w domu. Mieliśmy robić obiad. Później byliśmy razem w pracy, a następnie w hipermarkecie, gdzie szukaliśmy czegoś na obiad. W tym hipermarkecie był jakiś zboczeniec, który cały czas komentował moją dupę. Mówił, że jest jędrna jak mandarynki i rzucał różnymi komentarzami na ten temat. Ja chodziłam po galerii w bardzo uwodzicielski sposób. Szukałam w komputerze grafiku, żeby wpisać sobie home office, ale nie mogłam znaleźć tego grafiku. W mojej sypialni łóżko stało bardziej po lewej stronie. Panele podłogowe były napęczniałe i chciałam je wymienić. Później spotkałam chyba Trumpa. Miałam jakieś papiery Hitlera, które były napisane w języku arabskim i rosyjskim. Trump je potargał. Pytałam go, dlaczego to zrobił, bo ja jestem bardzo ciekawa historii i chciałam je zachować. Później jadłam jakąś słodką bułkę. Zapłaciłam za nią dwie monety, ale ledwo przechodziła mi przez gardło. Następnie tłumaczyłam chyba sprzedawczyni, jak wyglądają pieniądze w moim świecie z książki. Mówiłam, że są to złote monety z literami i oznaczeniami od jeden do stu i że właśnie nimi się tam płaci. Wcześniej tej samej nocy miałam jeszcze sen o Konradzie z Wiozu. Robiłam test rzeczywistości z ręką. Spojrzałam na palce i stwierdziłam, że mam pięć palców, więc uznałam, że wszystko jest normalnie i miałam wyjebane. Później pomyślałam, że to był jakiś fail, bo przecież zawsze robię test rzeczywistości kilka razy i jeśli mam pięć palców, to powinnam powtórzyć go jeszcze raz. W tym śnie jednak chyba po prostu nie miałam pomysłu na świadomy sen i odpuściłam.
*
Śniło mi się, że moi rodzice dali mi jakieś swojskie wyroby, a konkretnie mięso dla moich teściów. Brat Adriana również z tego skorzystał. Mieliśmy już jechać do domu. Ktoś jechał na koniu, chyba Adrian. Koń był biały. W pewnym momencie koń wszedł do wody i zaczął pływać. Później jechaliśmy samochodem i driftowaliśmy. Nagle jednak inni ludzie wysiedli z auta. Powiedziałam Adrianowi, że przecież miał być jeszcze spacer, więc musieli wysiąść, żebyśmy mogli pojechać na ten spacer. Później ci ludzie pakowali do samochodu jakieś sałatki i jedzenie. Byłam już bliska zwariowania przez jedną dziewczynę. Była to moja koleżanka z liceum. Ktoś komentował, że ona ma adoptowane dziecko i że odeszła na jakiś czas od swojego partnera, ponieważ wolała być z matką, a matka jej usługiwała. Ona sama powiedziała, że dobrze, że jej mężczyzna ją kocha, ale ta jej swojskość i całe to zachowanie jest już dla niej po prostu za dużo. Wcześniej tej samej nocy miałam też sen o potworze. Potwór znajdował się za bramą, a ja przed nim uciekałam. Karmiłam gołębie i prosiłam jednego z nich, żeby usiadł mi na ręce, ponieważ chciałam zrobić sobie z nim zdjęcie. Później prosiłam sztuczną inteligencję, żeby poprawiła mi twarz na tym zdjęciu. W tym śnie pojawił się też jeszcze jakiś motyw seksu z kimś.
*
Śniło mi się, że najpierw byłam przy jakichś skałach, takich jakby z lapisu czy czegoś podobnego. Bawiłam się w archeologa i wykopywałam je z ziemi. Miałam jakiegoś nowego chłopaka, który był razem ze mną w domu rodziców. Oglądał moje tatuaże. Miałam ich więcej niż obecnie. Pokazywałam mu też miejsca po cięciu się i mówiłam, że one również są ładne. Później wzięłam jakieś gałęzie, ponieważ były mi potrzebne. Na tych gałęziach znajdowały się małe jagody, do których były przyczepione malutkie misie. Wyglądały jak jagodowe misie. Były żywe. Jeszcze wcześniej opowiadałam temu chłopakowi o Arissce. Mówiłam, że jest miłością mojego życia. Chciałam opowiedzieć mu też o tym, jak musieliśmy ją uśpić, ale ona przeżyła to uśpienie i nadal żyje. Arisska była wtedy w domu. Siedziała wcześniej z moją siostrą, a później zeskoczyła i zaczęła biegać po całym domu. Sikała pod schodami na dywan. Wzięłam ją potem, ponieważ moja siostra Klaudia ją miała i uciekała z nią, jakby nie słyszała, kiedy wołałam Arisskę. Chciałam, żeby te małe misie wykluły się z jagód. Były jakby ukryte w jagodowych kokonach. Nagle jednak przyleciały osy i pojawiły się jakieś wściekłe myszy. Zaczęły wyjadać miód i zabijać te małe misie. Cały czas je odganiałam i zabijałam osy, ale niestety zdążyły one sprawić, że misie wyszły już z tych jagodowych kokonów. Później mój chłopak przyniósł klatkę z siatką. W środku były nowe misie. Włożyliśmy je tam, żeby spokojnie mogły się rozwijać i żeby nic nie mogło im zaszkodzić. Później chyba mieliśmy iść do kościoła. Zdążyliśmy jednak tylko na końcówkę mszy, więc nawet nie wchodziliśmy do środka. Później paliłam z teściem. Przed kolacją miałam iść coś zjeść, ale najpierw zajrzałam jeszcze do misiów. Wtedy zobaczyłam, że znowu jedzą je osy. Miałam też taki fragment, że z tym chłopakiem spaliśmy bardzo długo, chyba do czternastej. O czwartej mama przyszła zmieniać pościel, a później jeszcze coś robiła. Ja miałam zjeść tylko kolację. Później znowu mieliśmy iść do kościoła. Jechaliśmy samochodem. Ten chłopak był trochę przy kości i pomyślałam sobie: „Boże, dlaczego ja nigdy nie mogę mieć umięśnionego, fajnego faceta, dobrze zbudowanego?”. W samochodzie tłumaczyłam mu, dlaczego nie lubię mszy. Mówiłam, że mnie nudzi, że wszystko jest bardzo powtarzalne. Wysiadłam z auta. Było zimno. Miałam na sobie szalik, ale zapomniałam marynarki w samochodzie. Ten chłopak zauważył to i przyniósł mi ją.
*
Śniło mi się, że na początku pojawił się jakiś mroczny byt. Zaakował mnie na zewnątrz. Ciernisty wyrzucił go na pusty plac, który znajdował się jakby przy domu moich rodziców. Ten mroczny zamienił się w coś przypominającego zgniłą rybę. Mimo tego uznałam, że chcę mu pomóc. Poszłam do niego na to puste pole. Zaczęłam odmawiać jakieś modlitwy i naprawiać jego ciało. Okazało się, że pod tą postacią był jakiś starszy dziadek. Później usiadłam mu na kolanach. Następnie miałam sen, że szykowaliśmy się do wyjazdu w góry. Wcześniej w innym śnie przygotowywałam jeszcze jakieś ciastka, ale cały czas biegały wokół mnie dzieci i utrudniały mi wszystko. Byłam przez to bardzo zła i nakrzyczałam na ojca tych dzieci, że powinien mnie zawołać i czymś je zająć, zamiast zostawiać je przy mnie. Później miałam iść na randkę, chyba z jakimś Ciernistym. Mieliśmy jednak iść na kolację, która składała się tylko z suchego chleba. Nagle pojawił się wyjazd w góry. Na recepcji, gdzie pracowałam jako ochrona, dostałam wypowiedzenie pracy oraz jedną złotówkę. Wtedy okazało się, że już tam nie pracuję. Dwie dziewczyny, które również miały się zwolnić, miały właśnie swój ostatni dzień pracy. Przytuliłam je i pożegnałyśmy się. Później poszłam zabrać swoje rzeczy – jakiś plecak i buty. Buty były większego rozmiaru, ale zupełnie tego nie odczuwałam. Były to ciężkie, militarne buty. Koleżanka obok również dostała za duże buty, ale ona powiedziała, że niestety czuje ten większy rozmiar. W plecaku miałam wodę dla psa, jedzenie oraz jakieś kosmetyki. Dałam psu się napić. Miałam taką plastikową butelkę połączoną z miską. Pies polizał wodę tylko dwa razy i na tym skończył. Wyjazd w góry miał się zacząć dopiero za jakiś czas. Siedziałam wtedy z Roksaną z podstawówki, tą z gęstymi włosami. Rozmawiałyśmy o psach. Roksana miała wziąć szczeniaka ze wsi. Powiedziałam jej, że ten szczeniak ma dobrych właścicieli i że bardzo dbają tam o psy. Opowiadałam jej też o moim psie, ponieważ ona również miała dalmatyńczyka. Zapytała mnie, ile mam dokumentów mojego psa. Powiedziałam, że mój pies jest ze związku kynologicznego, i zapytałam, czy jej dalmatyńczyk też. Odpowiedziała, że nie. Powiedziałam jej, że mój pies ma różne teczki. Jedna dotyczy zdrowia matki, druga zdrowia ojca, a trzecia zawiera jego własne dokumenty. Pokazałam jej też hodowców mojego psa, między innymi Justynę. Roksana zaczęła się wtedy śmiać z tego, że Justyna pisze bardzo głupie teksty na Facebooku o polityce. Mówiła też, że cały czas kupuje drogie torebki. Powiedziałam, że faktycznie kupuje torebki Louis Vuitton, niby oryginalne, ale według mnie widać, że są podróbkami. Dodałam, że sama mam takie torebki, ale nie wydałabym kilku tysięcy złotych na jedną. Później poszłyśmy do łazienki, ponieważ zbliżał się czas wyjazdu. Roksana zdążyła załatwić swoje potrzeby w domu, ale ja nie zdążyłam. Dom się zamknął, więc poszłam do publicznej łazienki. Szukałam wolnej kabiny. Były to dziwne kabiny oddzielone parawanami, wyglądające bardziej jak przymierzalnie ubrań. Weszłam do jednej z nich i nagle przyszli jacyś chłopacy. Próbowali odsunąć parawan, jakby wiedzieli, że tam jestem. Ja byłam wtedy naga. Roksana trzymała moją sukienkę i podała mi ją. Założyłam ją na siebie. Ci chłopacy zaczęli rozmawiać o Tinderze i podrywaniu. Jeden z nich powiedział, że Roksana jest ładniejsza ode mnie. Zdenerwowałam się, wyszłam i odeszłam. Tłumaczyłam sobie jednak, że przecież ludzie mają różne gusta. Chciałam jeszcze podziękować Roksanie za pomoc w łazience i za to, że podała mi sukienkę, ale nie zdążyłam. Później siedzieliśmy w klasie i graliśmy w jakąś grę z pytaniami. Zadano mi pytanie, czy gdyby moi rodzice chorowali, to czy byłabym z nimi w jednym pokoju. Odpowiedziałam, że tak. Na końcu cały czas próbowałam odpalić zapałkę. Udawało mi się ją zapalić, ale za każdym razem gasła, ponieważ inni ludzie byli zbyt blisko i dotykali końcówki zapałki, przez co płomień znikał.