Dziennik Lorellai
Kolejne sny:

W tym śnie nie mogłam spać. Mama wyganiała mnie z jednej sypialni do drugiej. Za każdym razem, kiedy próbowałam się położyć i zasnąć, byłam stamtąd wyganiana. Byłam już tym wszystkim tak zmęczona i sfrustrowana, że po prostu wyłam. Później mama miała robić mi makijaż na jakąś imprezę. Pędzlem nakładała mi jasny korektor. Następnie z kimś tańczyłam, kręcąc dupą. W śnie pojawił się też Karol z gimnazjum, który był we mnie zabujany. Później mówiłam coś o tym, że chcę się zabić. W dalszej części snu nie podobało mi się, że pies leży w innym legowisku niż swoje. Wzięłam go za łapy i trzymałam nad balkonem, grożąc, że go upuszczę. Wcześniej dałam mu karmę do wody i kazałam mu jeść tę rozmoczoną karmę, ponieważ miała napęcznieć i pies miał ją zjeść. Pies był chyba moim dalmatyńczykiem. To był bardzo dziwny sen.

*

Byłam w pracy i zajmowałam się przesyłkami oraz odprawą. Nie mogłam jednak podpiąć sprzętu, więc wszystkie tabelki w Excelu i całą odprawę przesyłek musiałam prowadzić ręcznie, na kartce, jakby w zeszycie. Później zrobiłam sernik z galaretką dla lekarza. Kiedy jednak przyszłam do niego razem z jakimś chłopakiem, lekarz nas nie przyjął. Powiedział, że najpierw mamy zrobić jakieś badania, a dopiero potem wrócić na wizytę. Ten chłopak był chyba moim chłopakiem. Pamiętam, że ten chłopak mówił mi, że odpuścił. Kiedy w końcu byliśmy na wizycie, lekarz założył okulary i powiedział do mojego chłopaka: — Teraz muszę dokładnie widzieć twoją minę, kiedy dowiesz się, że twoja żona jest chora. To ja byłam tą jego żoną. Coś mi dolegało — chyba miałam jakąś ciężką chorobę, być może nawet nowotwór. Później pojawiła się zła kobieta. Mówiłam jej, że jest bardzo piękna i że powinna częściej się uśmiechać, bo wtedy wszystko będzie dobrze. Cały czas prawiłam jej komplementy, licząc na to, że dzięki temu stanie się lepszym człowiekiem. Ta kobieta faktycznie stopniowo się zmieniała i stawała się coraz lepsza, choć wcześniej robiła wiele złych rzeczy. Sąsiedzi jej nie lubili. Ta sama kobieta wyrzuciła sernik, który zrobiłam dla lekarza. Miałam do niej o to żal. Powiedziałam jej, że zrobiłam ten sernik za własne pieniądze, a ona po prostu go wyrzuciła. W dalszej części snu byłam u fryzjera. Fryzjerka nie dość, że nie obcięła mi włosów tak, jak chciałam, to jeszcze pofarbowała je na brązowo zamiast na blond. Chciałam jak najszybciej umówić się na kolejną wizytę, żeby to naprawić. Nie mogłam zrozumieć, jak mogłam siedzieć u fryzjera i nie zauważyć, na jaki kolor właściwie farbuje mi włosy. Mój chłopak powiedział wprost, że wyglądam brzydko. Przez cały sen bardzo często mi docinał i sprawiał przykrość.

*

Śniło mi się, że miałam starszego brata. Nie był podobny do nikogo z Dvaross z mojej książki. Trochę wyglądał jak Ryker z Simsów. Powiedział, że idzie na wojnę. W tym czasie pakowałam swoje majtki. Rozmawialiśmy o jego wyjeździe i powiedziałam mu, że jeśli będzie tam i będzie miał zginąć, to ma dać mi znać wcześniej, że jest z nim źle. Powiedziałam, że wtedy przylecę jako smok, zionę w niego ogniem i go wskrzeszę. Wyobrażałam sobie, jak ląduję, szukam go i zieję w niego ogniem. Żegnaliśmy się przed jego wyjściem. Pamiętam, że staliśmy wtedy w przedpokoju mojego domu rodzinnego. Później gdzieś zniknął. Po jakimś czasie okazało się, że wojna dotarła również do nas. Byliśmy na ogrodzie moich rodziców. Na końcu ogrodu, tam gdzie mają warzywnik i gdzie kiedyś za siatką były kurczaki, zgromadziło się dużo ludzi. Wcześniej była też scena z basenem stojącym na ogrodzie. Każdy miał nabrać trochę wody do kubka albo innego naczynia i coś z nią zrobić. Chyba chodziło o sprawdzenie jej składu albo przeprowadzenie jakiegoś badania. Pamiętam, że śmiałam się wtedy, ponieważ było tam bardzo dużo ludzi, a moja siostra szukała jakiegoś ziomka, który miał oddać jej jakiś przedmiot. Z jakiegoś powodu wydawało mi się to bardzo zabawne. Potem przyszła Aśka. Miała rude włosy i odpaliła papierosa. Zapytała: 
— Co się dzieje? 
Nagle na plac naszego sąsiada Jana spadł grom. Nie uderzył jednak tylko w jedno miejsce. Przeciął ziemię i zaczął przesuwać się po niej, zostawiając za sobą wielkie pęknięcie. W tym samym czasie na sąsiedniej działce walczyły jakieś dinozaury. Jeden z nich był złoty, tak jak Kona, mój syn. Powiedziałam: 
— Ten dinozaur jest złoty, tak jak ja. 
Chociaż w rzeczywistości to nie ja byłam złotym smokiem, tylko właśnie mój syn Kona. Wzbiłam się do lotu. Na początku leciałam jako człowiek, a dopiero w powietrzu przemieniłam się w smoka. Wylądowałam na polanie Jana z ogromnym hukiem i zaczęłam zionąć ogniem w dinozaury. Nie był to jednak zwykły ogień. Bardziej przypominał gorące powietrze albo dym. Ryczałam na nie i walczyłam z nimi. Później jednym ruchem ogona zmiotłam wszystkie dinozaury z planszy. Wtedy zauważyłam, że na polanę wracają lwy, inne zwierzęta i cała natura. Wszystko zaczynało się tam na nowo osiedlać i żyć. Stanęłam jako smok na dwóch łapach, wydałam z siebie potężny ryk, a gromy zaczęły przecinać niebo. I wtedy zadzwonił budzik.

Wcześniej śniło mi się, że miałam konia. Chciałam umieścić go w naszym hotelu pod zamkiem, ale nie wiedziałam, jak go tam przetransportować, ponieważ nie miałam przyczepki. Kupowałam kask, siodło i cały sprzęt potrzebny do jazdy konnej. Mój koń miał mieszkać na końcu ogrodu. W tym samym miejscu mieszkał też jakiś szczeniak Pauliny. Było to miejsce w zaroślach, tam gdzie kiedyś spotykaliśmy się z Mateuszem i rzucaliśmy się śliwkami. Paulina powiedziała, że umieściła tam szczeniaka, ponieważ bardzo piszczał. Nie chciała mieć go blisko siebie, więc trzymała go daleko, żeby tam sobie piszczał. Później moja mama robiła pranie w łazience na dole. Pralka była otwarta, a mimo to pranie wirowało w środku. Co dziwne, woda się z niej nie wylewała. Nagle zauważyłam, że w pralce znajdują się jakieś owoce — między innymi banany. Chciałam zamknąć pralkę, żeby woda się nie wylała. Po chwili jednak znowu ją otworzyłam, ponieważ uznałam, że skoro wcześniej była otwarta i nic się nie działo, to tym razem też nic się nie stanie. Pomyliłam się. Tym razem woda rzeczywiście wylała się z pralki. Powiedziałam mamie: 
— Zobacz, woda się wylała. 
Mama nie podejrzewała mnie o nic i nie domyśliła się, że wcześniej manipulowałam przy pralce. Po prostu zajęła się całą sytuacją i zaczęła ogarniać bałagan związany z pralką.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że sprawdzałam rośliny stojące na parapetach. Było to mieszkanie w Katowicach, moje dawne mieszkanie. Na parapecie stał grubosz. Przy oknie było bardzo zimno, mocno ciągnęło chłodem. Zauważyłam, że grubosz ma bardzo dużo brązowych, podziurawionych liści. Wyglądał tak, jakby obumierał. Nagle dostrzegłam, że w ziemi mojego grubosza buszuje jakaś mysz. Po chwili wyszła z ziemi z drugiej strony doniczki i zeskoczyła, zamieniając się w zwierzę, które wyglądało jednocześnie jak szop i jak kot. Zaraz potem pojawiły się dwa kolejne koty przypominające szopy. Różniły się od siebie pyskiem — jeden miał cały biały pysk, a drugi ciemniejszy. Był tam również duży, tygrysowaty kot. Przypominał trochę maine coona, ale był ciężki, duży i krótkowłosy. Ten duży kot siedział mi na kolanach. Później z nich zszedł. Ja siedziałam na fotelu, a wszystkie te koty schowały się pod fotelem, jakby w salonie moich rodziców. Chciałam zadzwonić po jakieś służby, ponieważ wiedziałam, że szop jest w Polsce gatunkiem inwazyjnym i należy się go pozbyć. Nie byłam jednak pewna, czy to rzeczywiście są szopy. Postanowiłam zrobić im zdjęcia i wysłać je do ChatGPT, żeby zapytać, czy są to szopy. Coś jednak nie działało i nie mogłam wstawić tych zdjęć. Ostatecznie uznaliśmy, że to nie są szopy, tylko koty, ponieważ szopy mają okrągłe uszy, a te zwierzęta miały uszy szpiczaste.

*

Śniło mi się, że w naszym hotelu odbywała się impreza. Przyjechała Dominika z dziećmi i powiedziała, że jest w ciąży z trzecim dzieckiem. Bardzo chciało mi się śmiać, ponieważ pamiętałam, jak wcześniej mówiła mi, że chce mieć tylko dwójkę dzieci i ani jednego więcej. Tymczasem okazało się, że zaszła w trzecią ciążę. W hotelu panowało duże zamieszanie. Kiedy podeszłam do wejścia, zorientowałam się, że zapomniałam kodu do drzwi. Miałam go zapisanego w telefonie, ale kiedy otwierałam notatki, kod wyglądał za każdym razem inaczej. Bałam się, że nie uda mi się wejść do środka. W końcu chyba pomógł mi mój mąż i to on otworzył drzwi. Później podawałam gościom różne rzeczy. W środku hotelu było też dużo dzieci. Zaczepiały mnie i czegoś ode mnie chciały.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Śniła mi się podróż autokarem, był postój i poszłam z psem na spacer, żeby załatwił potrzeby. Potem w busie siedziałam obok jakichś ludzi i była tam moja ex przyjaciółka, Roksana. Gadałyśmy, ale atmosfera była sztywna. Potem śnił mi się mój przyjaciel z jednej z dawnych prac, Marek. W tamtych czasach miałam na niego crusha, on na mnie też. Byliśmy gdzieś w jakichś domkach letniskowych. Czekałam na niego pod zakładem, jak zazwyczaj, bo mieliśmy zapalić papierosa. Mówił, że ma ciężko, bo jakaś laska go chyba rzuciła a jego ojciec umarł na raka i ja mówiłam, że też mam nowotwór, choć łagodny - naczyniaka. Potem byliśmy w jakimś domku letniskowym, ale było dużo ludzi dookoła. Ja siedziałam Markowi na kolanach i całowałam go, ale obecność ludzi mnie peszyła. Powiedziałam mu więc, że pójdziemy na tylne siedzenia mojej Corsy (już dawno na jawie nie jeżdżę tym autem). W tle były te domki letniskowe i ludzie robili grilla. Nagle zerwał się wiatr i była sucha burza. Uderzył piorun w białego Malucha, który stał niedaleko. Bałam się i w dodatku chciało mi się sikać, chciałam wyjść i załatwić potrzebę w krzakach, ale bałam się, że piorun we mnie uderzy. Obudziłam się, zasnęłam ponownie.

W kolejnym śnie był ciąg dalszy. Siedziałam chyba znowu w aucie z Markiem, pytałam go co czuł w czasie naszych pocałunków. Powiedział, że czuł do mnie dystans. Ja powiedziałam, że też czułam dystans i poczułam, że oddaliliśmy się od siebie (na jawie dawno z nim nie rozmawiałam). Powiedział, że musi zrobić przerwę od kontaktu ze mną. Ja mu powiedziałam, że to nie ma sensu, bo i tak nasz kontakt się urwał. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śnił mi się Andrzej, mój kolega, który napisał książkę. Kiedyś miałam na niego crusha, był moją sympatią. We śnie byłam normalnie mężatką, ale uznałam, że delikatny flirt z nim nie zaszkodzi. Miałam się z nim spotkać. Spaliśmy w jednym pokoju, było lato, ale każde z nas miało osobne łóżko. Andrzej ustawił klimatyzację na 17 stopni. Wyłączyłam ją i sama położyłam się do łóżka. W pokoju była też lampa podłączona do kontaktu, która dziwnie tęczowo świeciła. Przestraszyłam się, że mogą to być jakieś duchy, więc odłączyłam ją od prądu. Później chciałam zrobić reklamę jego książki. Andrzej napisał coś o L'EU, że to jest jego bohater. Chciałam opowiedzieć o tym bohaterze w mojej książce, ale on stwierdził, że jeszcze nie wie, czy ta postać będzie się właśnie tak nazywała. Następnie byłam w drogerii Douglas. Jakaś kobieta oddała flakon perfum z resztką płynu i w zamian dostała odlewki oraz próbki. Podeszłam do sprzedawczyni i zapytałam, czy mogę zabierać takie flakony z końcówkami perfum do testów. Nie zgodziła się. Uznałam, że kłamie, bo przecież znam Ilonę, która pracowała w perfumerii, i jej koleżanki też tam pracują. Wiem, że takie flakony są wyrzucane i nikomu już się nie przydają. Później byłam gdzieś przy drodze i szukałam Andrzeja. Nagle okazało się, że był dzieckiem, ubranym w jakieś śmieszne ubrania. Ja również byłam podobnie ubrana. Miałam przyklejonego gumowego penisa do czoła. Chciałam mu to pokazać i pośmiać się z tego razem z nim, ale nagle nadjechała ciężarówka. Andrzej zamienił się w prawdziwą mysz z futerkiem i wskoczył do tej ciężarówki. Ja również poszłam za nim, bo nie chciałam, żeby odjechał beze mnie. Wszędzie go szukałam. Pytałam o niego inne myszy, nawet po angielsku. W pewnym momencie jakiś mężczyzna złapał wszystkie myszy za ogony i powiedział, że mamy fajny akcent i bardzo dobry angielski jak na myszy, ale niestety już po nas. Następnie wyrzucił nas z ciężarówki na pole, żeby zjadły nas ptaki. Zaczęły nadlatywać wielkie ptaki i dziobały myszy. Ja przez cały czas szukałam Andrzeja, ale nigdzie go nie było. Myszy chowały się w norach i chciałam zajrzeć do każdej z nich. W końcu jedna z myszy powiedziała mi, żebym po prostu zawołała Andrzeja. Zrobiłam to i on od razu się pojawił. Nagle wisieliśmy w powietrzu albo znowu staliśmy jako ludzie. Zapytaliśmy mężczyznę z ciężarówki, czy możemy zabrać książki i odejść. Trzymałam w rękach dwie książki. Powiedział, że możemy iść. Potem pojawiła się scena, w której Andrzej stracił pracę, ponieważ nie był chroniony jako mysz-człowiek. Znowu rozmawialiśmy z tym mężczyzną z ciężarówki, a ja nagle byłam już jakąś inną osobą. Wzięłam na ręce małego człowieka ubranego w czarną pelerynę. Wydawało mi się, że był to Andrzej albo jedno z nas w tej mysiej postaci. Ktoś powiedział mi, że nie mogę go tak przenosić przez bramę. Chyba był to nawet weterynarz. Odpowiedziałam, że wiem, ale chcę go po prostu przytulić, bo ostatnio przeszedł zbyt wiele.

*

Szłam z kimś ulicą i rozmawiałam o moich psach. Mówiłam, że Arisska jest taka, jakby nigdy nie umarła, bo w moich snach zawsze jest żywa i zdrowa. Obok mnie szła akurat Lucy. Osoba, z którą rozmawiałam, powiedziała, że dla Arisski nie ma miejsca w niebie, ponieważ sama nie chciała tam pójść. Dlatego jej niebo jest tutaj, przy nas, i to właśnie stąd nas chroni. Wcześniej byłam u rodziców. Oglądałam tam telewizję i słuchałam Rammsteina. Później słuchałam ich również w samochodzie, a cała ulica słyszała piosenkę *Amerika*. Rodzice mówili, że jadą gdzieś samochodem. Odpowiedziałam, że chętnie pojechałabym z nimi, ale muszę zostać, pracować i czegoś się uczyć. Następnie poszłam do galerii handlowej. Na środku pasażu znajdował się sklep ze złotą biżuterią. Podeszła do mnie sprzedawczyni i zapytała, czego szukam. Powiedziałam, że mają piękną biżuterię i że szukam perełek oddzielonych złotymi kuleczkami. Dodałam, że jeśli taki wzór się pojawi, będę obserwować ten sklep i na pewno go kupię. Sprzedawczyni powiedziała, że zaraz przydzieli mi opiekuna. Ktoś zapytał mnie, czy może chciałabym też obejrzeć buty. Odpowiedziałam, że tak, interesują mnie buty Adidasa. Pani przyniosła mi jednak jakieś bambosze w kratkę, które wyglądały bardzo kiczowato. Pokazała mi również buty Adidasa, ale one także były wyjątkowo kiczowate. Miały rozmiar 33 i, ku mojemu zdziwieniu, po przymierzeniu okazały się nawet trochę za duże. Sprzedawczyni policzyła mi za nie 23 złote. Pomyślałam, że chciałabym cofnąć czas i jednak ich nie kupować. Poszłam jeszcze poszukać innych butów. Po drodze powąchałam perfumy marki Mexx, które wyglądały jak perfumy arabskie, ale ich zapach zupełnie mi nie odpowiadał. Pachniały jak jakiś obiad z kurczaka. Przez chwilę pomyślałam, że te bambosze mogłyby zostać dla gości, którzy przyjdą do mnie do domu, ale nadal uważałam, że są bardzo kiczowate. Wyszłam ze sklepu, a sprzedawczyni zapytała mnie, dlaczego nie wzięłam chociaż tych butów. Odpowiedziałam, że nie byłam pewna, chciałam inny rozmiar, ale go nie było i wstydziłam się poprosić obsługę o pomoc. Na koniec kobieta zadała mi pytanie: „Czy komfort innych jest dla ciebie ważniejszy niż twój własny?”. To dało mi we śnie bardzo dużo do myślenia. Pomyślałam, że powinnam być bardziej asertywna.

*

Śnił mi się Minecraft. Budowałam coś w jednym świecie, ale uznałam, że jednak chcę budować w swoim własnym. Poszłam więc do niego i zaczęłam tworzyć jakieś jeziorko pod wodą. Był tam też jakiś chłopak z mieczem, który chciał mnie zabić. Drzwi były całe powbijane patykami, jakby ktoś rzucał w nie kopiami albo właśnie tymi patykami rzucał ten mężczyzna z mieczem. Później wróciłam do mojego świata. Okazało się, że w jeszcze innym świecie miałam arenę smoka. Był tam taki motyw, że można było przywołać smoka, a on przylatywał. Pamiętam, że już kiedyś śniło mi się coś bardzo podobnego – również grałam w Minecrafta i miałam taką arenę smoka. Chciałam mieć wszystko w jednym miejscu, więc postanowiłam przenieść tę arenę do mojego świata. Podczas budowania nagle znalazłam się w łazience. Był tam starszy mężczyzna, który głaskał mnie po plecach. Zauważyłam, że miałam łuski. Po chwili ten starszy mężczyzna zrobił mi palcówkę i powiedział, że jakaś kobieta jest we mnie zakochana. Poszłam później na arenę. Była tam właśnie ta kobieta i miała mnie oceniać. Na arenie byłam bardzo seksualizowana i komentowana w seksualny sposób przez jakiegoś mężczyznę. Kobieta zdemaskowała jego zachowanie, ponieważ w łazience, gdzie wcześniej mnie obmacywał, był założony podsłuch. Po zakończeniu oceniania siedziałam z tym starszym mężczyzną. Miał głos mojego dawnego przyjaciela z pracy, Grześka. Wlewał do probówki jakiś niebieski płyn i mówił, że niebieskie oko płacze, a niebiesko-brązowe już nie. Następnie oblał mnie jakąś gliną. Zapytałam go, czy umarłam. Odpowiedział, że nie. Potem zaczął mnie wycierać i mieliśmy gdzieś razem pójść. Tej samej nocy śniło mi się również, że zwiedzałam bardzo dziwne domy. Najpierw był jakiś dom należący do pewnej pary, a później dom moich sąsiadów, Miszczuków. Sam dom był bardzo ładny, ale w kuchni panował ogromny bałagan. Usiedliśmy właśnie w tej kuchni. Miałam zwiedzać ten dom jako duch, żeby właściciele mnie nie widzieli. Wiedziałam jednak z poprzednich snów, że bycie duchem nic nie zmienia, bo i tak pozostaję widoczna dla innych. Osoba, która zwiedzała dom razem ze mną, robiła zdjęcia. Później pokazywała je właścicielom, ale mnie na nich nie było, ponieważ udawałam ducha. Powiedziałam tej kobiecie, że może pokaże mi te zdjęcia później. Ona odpowiedziała, że zastanawia się, dlaczego pozwalam się tak traktować i dlaczego godzę się na bycie pomijaną. Zapytała też, dlaczego chcę być takim niewidzialnym duchem. Poczułam się wtedy bardzo zmęczona i całkowicie poddana. Odpowiedziałam, że po prostu już się do tego przyzwyczaiłam. Kobieta powiedziała, że nie mogę tak żyć, bo w końcu się wykończę. Stwierdziła, że już schudłam, wyglądam bardzo źle i że jest to nieodpowiedzialne. W końcu bardzo się zdenerwowałam. Powiedziałam: „Proszę mi powiedzieć, dlaczego to jest nieodpowiedzialne?”. Zaczęła coś mówić, ale nie odpowiedziała konkretnie. Zapytałam jeszcze raz: „Proszę mi powiedzieć, dlaczego według ciebie jest to nieodpowiedzialne?”. Nadal nie uzyskałam odpowiedzi. Zdenerwowałam się jeszcze bardziej, wyszłam stamtąd i zaczęłam uciekać, przenikając przez ściany, ponieważ nadal byłam duchem. W ten sposób dalej zwiedzałam dom. Później moja mama siedziała z tymi ludźmi przy stole i pokazywała nagrania z porodów. Opowiadała historię, że kiedyś ktoś zamiast odciąć pępowinę, odciął dziecku głowę. Pomyślałam wtedy, że gdybym była przy takiej sytuacji, od razu podałabym tej kobiecie jakieś leki uspokajające albo zrobiłabym cokolwiek, zanim zobaczyłaby, że jej dziecko nie ma głowy. Pomyślałam, że dla każdej matki musiałoby to być niewyobrażalnie straszne.

*

Śnił mi się Grzesiek. Przychodził do mnie, a ja cały czas mu dokuczałam. Wypychałam go przez okno na dach, żeby spadł. Upadał i powinien być cały połamany, ale nic mu się nie działo. Wtedy pomyślałam, że to musi być sen, skoro po takim upadku nadal był cały. Grzesiek cały czas wracał pod moje drzwi i dzwonił dzwonkiem. Nie otwierałam mu, chociaż doskonale wiedział, że jestem w domu, bo przecież chwilę wcześniej sama wypchnęłam go przez okno. Spojrzałam przez wizjer i zobaczyłam, że razem z nim stoi jakieś dziecko, które przyszło na korepetycje do mojej siostry. Zrobiłam im zdjęcie telefonem przez wizjer. Po chwili oboje się rozeszli. Pamiętam jeszcze, że Grzesiek rozmawiał z tym dzieckiem, ale nie wiem już, o czym. Później sen przeniósł się do świata mojej książki. Nad wodą trwała walka smoków. Smoki atakowały i niszczyły statki. Żeby chronić się przed pociskami z wyrzutni, miały na sobie specjalne zbroje. Następnie miałam jechać pociągiem do Myszkowa razem z Adrianem. Nie byliśmy jednak pewni, czy ten pociąg rzeczywiście tam jedzie. Bardzo chciało mi się skorzystać z toalety, ale pomyślałam, że najważniejsze jest zdążyć na pociąg, a w toalecie skorzystam już podczas podróży. Po chwili uświadomiłam sobie, że nie mamy biletów. Powiedziałam, że lepiej wysiąść na najbliższej stacji, zanim ktoś zacznie je sprawdzać. W tym momencie rozległ się gwizdek oznaczający odjazd. Zablokowałam drzwi nogą i powiedziałam do Adriana, że wychodzimy. Adrian siedział z boku i powiedział, że sprawdził rozkład – pociąg rzeczywiście jedzie do Myszkowa, ale podróż potrwa dwie godziny. Odpowiedziałam, że znajdziemy coś szybszego. Wysiadłam z pociągu, a na ekranie bardzo szybko przewijały się nazwy kolejnych stacji i było ich wyjątkowo dużo. Później znalazłam się jakby w domu Kuby, szwagra mojej siostry. Okazało się, że dokupili działkę i mają teraz znacznie większe podwórko. Było ogromne, przypominało wielkie pole. Zaczęłam żalić się mężowi mojej siostry. Mówiłam, że ciągle ktoś pokazuje mi cudze domy, cudze dzieci i cudze osiągnięcia, a przecież ja też mam swoje sukcesy, tylko mam wrażenie, że nikt się nimi nie interesuje. Rozpłakałam się. Później wyszłam na podwórko i testowałam, jak to jest być smokiem. Chciałam atakować mojego szwagra oraz innych wrogów i wbijać ich w ziemię. Na pobliskiej skale nagle pojawił się ogień. Najpierw pomyślałam, że ktoś stoi tam z miotaczem ognia i dlatego płomienie są tak duże. Po chwili zobaczyłam jednak króla siedzącego na koniu. Koń miał uprząż i siodło ozdobione diamentowymi elementami. Król powiedział coś w rodzaju, że dosyć tego i że tak dalej być nie może. W tym momencie sen zaczął się rozmywać.

*

Śnił mi się Mateusz z pracy. Podrywałam go, ale on mnie nie chciał. Byłam tym bardzo załamana. Znajdowałam się gdzieś w lesie, chodziłam boso, wchodziłam boso do rzeki i biegałam za nim, cały czas chcąc być blisko niego. W końcu Mateusz mnie odepchnął i powiedział coś w rodzaju, że mam przestać, bo mogę stracić pracę. Później byłam w Kajetanach na wizycie u laryngologa. Miałam wizytę na 10:30, a spojrzałam na zegarek i była już 10:28. Uznałam, że po prostu się teleportuję i że przecież nic złego się nie stanie. Teleportowałam się pod śmietnik w Kajetanach, gdzie paliłam papierosa. Później teleportowałam też mamę obok siebie. Dziwiłam się, że nikt jeszcze w prawdziwym świecie nie wymyślił teleportu. We śnie doskonale wiedziałam, że to jest sen, ponieważ byłam w stanie się teleportować. U lekarza panowała przyjemna atmosfera. Nie miałam robionych badań krwi i chciałam pokazać moje wcześniejsze wyniki. Mama opowiadała, że miała jakieś komplikacje w szpitalu i przez to nie dało się zrobić wszystkich badań na czas. Później wyszłam na dwór i nagle znalazłam się u teściów. Zaczęłam coś kombinować przy kojcu naszego psa z boku. Była tam szczelina i chciałam założyć siatkę, żeby pies nie mógł uciec. Nad kojcem pies miał zrobiony daszek z ogromnej ilości gałązek, tak jakby specjalną konstrukcję zabezpieczającą. Siedział spokojnie w budzie. Nagle przyszła owca. Miała bardzo ciekawe, kolorowe ubarwienie. Chciałam ją ostrzyc, tak jak robi się to w Minecrafcie. Zawołałam ją, a ona podeszła, pozwoliła się pogłaskać i ją ostrzygłam. Owca miała intensywnie czarną wełnę, intensywnie żółtą oraz chyba różową. Zebrałam każdą z tych kolorowych wełen do kubków. Chciałam schować je do piwnicy, w specjalnym miejscu, ponieważ była to bardzo wyjątkowa wełna. Samą owcę chciałam gdzieś zamknąć, żeby nie uciekła i żeby co jakiś czas dawała mi taką niezwykłą wełnę.

*

Śniło mi się, że uprawiałam seks z moim byłym partnerem, Patrykiem. Moja siostra spała w tym samym łóżku, a później mówiłam jej, żeby poszła do innego pokoju. Szukałam prezerwatyw, a Patryk kupił jakieś nowe z Durexa. Później jeszcze raz doszło między nami do zbliżenia, tym razem w pozycji na łyżeczki od tyłu. Następnie chyba chodziliśmy po burdelach i mieliśmy sprawdzić, czy nie dochodzi tam do handlu ludźmi. Wtedy jednak byłam już tam z moim mężem. Adrian opowiadał o tym swojemu bratu. Wcześniej tej samej nocy miałam też sen o palmach oblanych czekoladą. Kładłam je przy szkole i przy ławkach na zewnątrz. Wiedziałam, że jest lato i że czekolada zaraz się roztopi, ale pomyślałam: trudno. Pytałam dzieci, kto chciałby mieć korepetycje z angielskiego, i mówiłam, żeby jutro dały mi znać. To ja miałam tych korepetycji udzielać. Później czyjaś mama nadmuchała sofę. Okazało się jednak, że w środku tej sofy znajduje się woda. Osoby, które szły na włóczęgę, siadały właśnie na tej sofie. Miałam również sen związany z pracą. Przez cały dzień prawie nie wklejałam konsów, czyli przesyłek, do Excela. Przez to miałam zostać w pracy aż do godziny 17:00, żeby wszystko nadrobić. Szukałam, kto jeszcze ma tego dnia dyżur, ale nikogo nie mogłam znaleźć. Tabela była bardzo nieczytelna. Ilona powiedziała, że zostanie ze mną, ponieważ i tak idzie do lekarza i właściwie nie ma już nic innego do roboty. Chciałam poprosić ją, żeby pomogła mi robić konsy, ale było mi głupio prosić ją o pomoc. Później szłam kąpać się w morzu. Była piana, dzień był zimny, ale sama woda była ciepła. Zanurzyłam się, jednak miałam zamknięte oczy, ponieważ bałam się, że trafię na meduzy. Mój mąż również pływał w morzu, ale dzieci nie wchodziły do wody. Miałam też sen o górze Mount Chiliad z GTA San Andreas. Byłam na samym szczycie tej góry i szukałam Yeti, ale niczego nie znalazłam. Na szczycie rosło drzewo. Wspinałam się nawet na nie, żeby mieć lepszy widok i dokładniej przeszukać okolicę, ale niestety Yeti nie udało mi się znaleźć.

*

Śniło mi się, że miałam jakiś domek. Była w nim łazienka na dole, przy sypialni, a druga, ogólna łazienka znajdowała się na górze. Wyglądało to jak domek po gościach hotelowych. Chciałam wykąpać się na dole w dużej wannie. Wtedy jednak doszło do jakiejś sprzeczki między mną, moim mężem i jego mamą. Jego mama wyrzucała mu, że nie kupił samej Alfy, tylko najpierw sprzedał inne auto i dopiero wtedy kupił Alfę. Pomyślałam sobie: gdzie właściwie leży problem? Zaczęłam też myśleć, jak cudownie byłoby mieszkać w Ameryce i mieć tam dom za milion. Wyobrażałam sobie, że na emeryturze zabrałabym tam swoich rodziców, żeby również mogli żyć swoim American Dream. Później jechaliśmy gdzieś grupą autobusem. W pewnym momencie znalazłam w trawie ptasie mleczko ze skyrem. Było dobre i wyglądało jak zawinięte krówki. Następnie jechałam autobusem, ale inni ludzie jechali innym autobusem. Miałam zjeść śniadanie, ale wybór jedzenia był bardzo słaby. Był tylko biały chleb i jakaś niedobra szynka. W pewnym momencie zatrzymano nas na kontroli. Wywołali Justynę, która z nami jechała, a której nie lubiłam. Powiedzieli jej, że nie może jechać tym autobusem, ponieważ jest za mało miejsca i musi pojechać innym środkiem transportu. Wcześniej jeszcze wiedziałam, że nie mogę zjeść na śniadanie samych słodyczy. Moja mama robiła z dużej kartki papieru papierowego byka. Chciałam udawać ze Stefanem z „Barw Szczęścia”, że ten papierowy byk jest moim ojcem. Jednocześnie udawaliśmy, że Stefan jest moim partnerem, i chodziliśmy tak razem po mieście.

*

Śniło mi się, że ukrywałam się razem z moją siostrą, ponieważ ktoś do nas strzelał. Zostałam porwana i miałam wyjść za mąż za jakiegoś Araba. Próbowałam zadzwonić do mamy, ale nie odbierała. Zaczęłam zastanawiać się, czy może zginęła na wojnie. Pytałam też o moją siostrę, ale ona zachowywała się tak, jakby w ogóle jej to wszystko nie obchodziło. Później okazało się, że mama żyje i ma się dobrze. Po prostu coś robiła przy orzechu w ogródku. W pewnym momencie podpalił jej się rękaw, ale szybko ugasiła ogień i nic jej się nie stało. Następnie miałam kolejny sen, w którym trwała wojna. Razem z siostrą miałyśmy zwiedzać galerię handlową, ale cały czas coś sprawdzałam, ponieważ ktoś włamał się na moje konto i pocztę. Okazało się, że jakaś Kaśka zmieniła mój adres mailowy. Pisałam do niej, że już nie musi blokować mojej poczty, bo wojny chwilowo nie ma, i żeby odblokowała moje konto. Ku mojemu zdziwieniu mój mail rzeczywiście się odblokował.

*

Śnił mi się jakiś kolega z pracy, który był u mnie w domu. Mieliśmy robić obiad. Później byliśmy razem w pracy, a następnie w hipermarkecie, gdzie szukaliśmy czegoś na obiad. W tym hipermarkecie był jakiś zboczeniec, który cały czas komentował moją dupę. Mówił, że jest jędrna jak mandarynki i rzucał różnymi komentarzami na ten temat. Ja chodziłam po galerii w bardzo uwodzicielski sposób. Szukałam w komputerze grafiku, żeby wpisać sobie home office, ale nie mogłam znaleźć tego grafiku. W mojej sypialni łóżko stało bardziej po lewej stronie. Panele podłogowe były napęczniałe i chciałam je wymienić. Później spotkałam chyba Trumpa. Miałam jakieś papiery Hitlera, które były napisane w języku arabskim i rosyjskim. Trump je potargał. Pytałam go, dlaczego to zrobił, bo ja jestem bardzo ciekawa historii i chciałam je zachować. Później jadłam jakąś słodką bułkę. Zapłaciłam za nią dwie monety, ale ledwo przechodziła mi przez gardło. Następnie tłumaczyłam chyba sprzedawczyni, jak wyglądają pieniądze w moim świecie z książki. Mówiłam, że są to złote monety z literami i oznaczeniami od jeden do stu i że właśnie nimi się tam płaci. Wcześniej tej samej nocy miałam jeszcze sen o Konradzie z Wiozu. Robiłam test rzeczywistości z ręką. Spojrzałam na palce i stwierdziłam, że mam pięć palców, więc uznałam, że wszystko jest normalnie i miałam wyjebane. Później pomyślałam, że to był jakiś fail, bo przecież zawsze robię test rzeczywistości kilka razy i jeśli mam pięć palców, to powinnam powtórzyć go jeszcze raz. W tym śnie jednak chyba po prostu nie miałam pomysłu na świadomy sen i odpuściłam.

*

Śniło mi się, że moi rodzice dali mi jakieś swojskie wyroby, a konkretnie mięso dla moich teściów. Brat Adriana również z tego skorzystał. Mieliśmy już jechać do domu. Ktoś jechał na koniu, chyba Adrian. Koń był biały. W pewnym momencie koń wszedł do wody i zaczął pływać. Później jechaliśmy samochodem i driftowaliśmy. Nagle jednak inni ludzie wysiedli z auta. Powiedziałam Adrianowi, że przecież miał być jeszcze spacer, więc musieli wysiąść, żebyśmy mogli pojechać na ten spacer. Później ci ludzie pakowali do samochodu jakieś sałatki i jedzenie. Byłam już bliska zwariowania przez jedną dziewczynę. Była to moja koleżanka z liceum. Ktoś komentował, że ona ma adoptowane dziecko i że odeszła na jakiś czas od swojego partnera, ponieważ wolała być z matką, a matka jej usługiwała. Ona sama powiedziała, że dobrze, że jej mężczyzna ją kocha, ale ta jej swojskość i całe to zachowanie jest już dla niej po prostu za dużo. Wcześniej tej samej nocy miałam też sen o potworze. Potwór znajdował się za bramą, a ja przed nim uciekałam. Karmiłam gołębie i prosiłam jednego z nich, żeby usiadł mi na ręce, ponieważ chciałam zrobić sobie z nim zdjęcie. Później prosiłam sztuczną inteligencję, żeby poprawiła mi twarz na tym zdjęciu. W tym śnie pojawił się też jeszcze jakiś motyw seksu z kimś.

*

Śniło mi się, że najpierw byłam przy jakichś skałach, takich jakby z lapisu czy czegoś podobnego. Bawiłam się w archeologa i wykopywałam je z ziemi. Miałam jakiegoś nowego chłopaka, który był razem ze mną w domu rodziców. Oglądał moje tatuaże. Miałam ich więcej niż obecnie. Pokazywałam mu też miejsca po cięciu się i mówiłam, że one również są ładne. Później wzięłam jakieś gałęzie, ponieważ były mi potrzebne. Na tych gałęziach znajdowały się małe jagody, do których były przyczepione malutkie misie. Wyglądały jak jagodowe misie. Były żywe. Jeszcze wcześniej opowiadałam temu chłopakowi o Arissce. Mówiłam, że jest miłością mojego życia. Chciałam opowiedzieć mu też o tym, jak musieliśmy ją uśpić, ale ona przeżyła to uśpienie i nadal żyje. Arisska była wtedy w domu. Siedziała wcześniej z moją siostrą, a później zeskoczyła i zaczęła biegać po całym domu. Sikała pod schodami na dywan. Wzięłam ją potem, ponieważ moja siostra Klaudia ją miała i uciekała z nią, jakby nie słyszała, kiedy wołałam Arisskę. Chciałam, żeby te małe misie wykluły się z jagód. Były jakby ukryte w jagodowych kokonach. Nagle jednak przyleciały osy i pojawiły się jakieś wściekłe myszy. Zaczęły wyjadać miód i zabijać te małe misie. Cały czas je odganiałam i zabijałam osy, ale niestety zdążyły one sprawić, że misie wyszły już z tych jagodowych kokonów. Później mój chłopak przyniósł klatkę z siatką. W środku były nowe misie. Włożyliśmy je tam, żeby spokojnie mogły się rozwijać i żeby nic nie mogło im zaszkodzić. Później chyba mieliśmy iść do kościoła. Zdążyliśmy jednak tylko na końcówkę mszy, więc nawet nie wchodziliśmy do środka. Później paliłam z teściem. Przed kolacją miałam iść coś zjeść, ale najpierw zajrzałam jeszcze do misiów. Wtedy zobaczyłam, że znowu jedzą je osy. Miałam też taki fragment, że z tym chłopakiem spaliśmy bardzo długo, chyba do czternastej. O czwartej mama przyszła zmieniać pościel, a później jeszcze coś robiła. Ja miałam zjeść tylko kolację. Później znowu mieliśmy iść do kościoła. Jechaliśmy samochodem. Ten chłopak był trochę przy kości i pomyślałam sobie: „Boże, dlaczego ja nigdy nie mogę mieć umięśnionego, fajnego faceta, dobrze zbudowanego?”. W samochodzie tłumaczyłam mu, dlaczego nie lubię mszy. Mówiłam, że mnie nudzi, że wszystko jest bardzo powtarzalne. Wysiadłam z auta. Było zimno. Miałam na sobie szalik, ale zapomniałam marynarki w samochodzie. Ten chłopak zauważył to i przyniósł mi ją.

*

Śniło mi się, że na początku pojawił się jakiś mroczny byt. Zaakował mnie na zewnątrz. Ciernisty wyrzucił go na pusty plac, który znajdował się jakby przy domu moich rodziców. Ten mroczny zamienił się w coś przypominającego zgniłą rybę. Mimo tego uznałam, że chcę mu pomóc. Poszłam do niego na to puste pole. Zaczęłam odmawiać jakieś modlitwy i naprawiać jego ciało. Okazało się, że pod tą postacią był jakiś starszy dziadek. Później usiadłam mu na kolanach. Następnie miałam sen, że szykowaliśmy się do wyjazdu w góry. Wcześniej w innym śnie przygotowywałam jeszcze jakieś ciastka, ale cały czas biegały wokół mnie dzieci i utrudniały mi wszystko. Byłam przez to bardzo zła i nakrzyczałam na ojca tych dzieci, że powinien mnie zawołać i czymś je zająć, zamiast zostawiać je przy mnie. Później miałam iść na randkę, chyba z jakimś Ciernistym. Mieliśmy jednak iść na kolację, która składała się tylko z suchego chleba. Nagle pojawił się wyjazd w góry. Na recepcji, gdzie pracowałam jako ochrona, dostałam wypowiedzenie pracy oraz jedną złotówkę. Wtedy okazało się, że już tam nie pracuję. Dwie dziewczyny, które również miały się zwolnić, miały właśnie swój ostatni dzień pracy. Przytuliłam je i pożegnałyśmy się. Później poszłam zabrać swoje rzeczy – jakiś plecak i buty. Buty były większego rozmiaru, ale zupełnie tego nie odczuwałam. Były to ciężkie, militarne buty. Koleżanka obok również dostała za duże buty, ale ona powiedziała, że niestety czuje ten większy rozmiar. W plecaku miałam wodę dla psa, jedzenie oraz jakieś kosmetyki. Dałam psu się napić. Miałam taką plastikową butelkę połączoną z miską. Pies polizał wodę tylko dwa razy i na tym skończył. Wyjazd w góry miał się zacząć dopiero za jakiś czas. Siedziałam wtedy z Roksaną z podstawówki, tą z gęstymi włosami. Rozmawiałyśmy o psach. Roksana miała wziąć szczeniaka ze wsi. Powiedziałam jej, że ten szczeniak ma dobrych właścicieli i że bardzo dbają tam o psy. Opowiadałam jej też o moim psie, ponieważ ona również miała dalmatyńczyka. Zapytała mnie, ile mam dokumentów mojego psa. Powiedziałam, że mój pies jest ze związku kynologicznego, i zapytałam, czy jej dalmatyńczyk też. Odpowiedziała, że nie. Powiedziałam jej, że mój pies ma różne teczki. Jedna dotyczy zdrowia matki, druga zdrowia ojca, a trzecia zawiera jego własne dokumenty. Pokazałam jej też hodowców mojego psa, między innymi Justynę. Roksana zaczęła się wtedy śmiać z tego, że Justyna pisze bardzo głupie teksty na Facebooku o polityce. Mówiła też, że cały czas kupuje drogie torebki. Powiedziałam, że faktycznie kupuje torebki Louis Vuitton, niby oryginalne, ale według mnie widać, że są podróbkami. Dodałam, że sama mam takie torebki, ale nie wydałabym kilku tysięcy złotych na jedną. Później poszłyśmy do łazienki, ponieważ zbliżał się czas wyjazdu. Roksana zdążyła załatwić swoje potrzeby w domu, ale ja nie zdążyłam. Dom się zamknął, więc poszłam do publicznej łazienki. Szukałam wolnej kabiny. Były to dziwne kabiny oddzielone parawanami, wyglądające bardziej jak przymierzalnie ubrań. Weszłam do jednej z nich i nagle przyszli jacyś chłopacy. Próbowali odsunąć parawan, jakby wiedzieli, że tam jestem. Ja byłam wtedy naga. Roksana trzymała moją sukienkę i podała mi ją. Założyłam ją na siebie. Ci chłopacy zaczęli rozmawiać o Tinderze i podrywaniu. Jeden z nich powiedział, że Roksana jest ładniejsza ode mnie. Zdenerwowałam się, wyszłam i odeszłam. Tłumaczyłam sobie jednak, że przecież ludzie mają różne gusta. Chciałam jeszcze podziękować Roksanie za pomoc w łazience i za to, że podała mi sukienkę, ale nie zdążyłam. Później siedzieliśmy w klasie i graliśmy w jakąś grę z pytaniami. Zadano mi pytanie, czy gdyby moi rodzice chorowali, to czy byłabym z nimi w jednym pokoju. Odpowiedziałam, że tak. Na końcu cały czas próbowałam odpalić zapałkę. Udawało mi się ją zapalić, ale za każdym razem gasła, ponieważ inni ludzie byli zbyt blisko i dotykali końcówki zapałki, przez co płomień znikał.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że zbudowałam dom. Był to jednak taki dom jak z Simsów. Budowałam go na jakiejś działce należącej chyba do moich teściów. Bardzo chciałam w nim mieszkać, ale jednocześnie wiedziałam, że to tylko domek z Simsów. Myślałam, że na przykład łazienka nie jest prawdziwą łazienką i raczej nie będzie się dało spuścić wody ani wziąć prysznica. Uznałam jednak, że kiedy będziemy tam przyjeżdżać, to przynajmniej będzie można spać na kanapie. Sam dom był bardzo ładny. Pojawił się tam jakiś chłopak. Twierdził, że jest zmęczony albo źle się czuje. Moja szwagierka zaczęła mówić, że przecież od razu widać, że coś jest z nim nie tak. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy po mnie również widać, że mam do niej zupełnie inny stosunek niż do innych ludzi. Później Adrian miał komuś pomagać robić schody. Szwagierka powiedziała jednak, że Patryk jest jeszcze w łazience i dopóki z niej nie wyjdzie, schody mogą poczekać. Spojrzałam na nią bardzo wrogo. Później byliśmy już w domu i robiliśmy te schody. Używałam własnej ręki jak młotka i próbowałam rozbijać kafelki. Na dole znajdował się bar albo restauracja. Wyżej były schody prowadzące na pierwsze piętro, a jeszcze wyżej znajdował się niewielki balkon. Dom był bardzo ładny, a z balkonu rozciągał się piękny widok na okolicę. W pewnym momencie Adrian opowiadał mi, że kiedyś bardzo się upił. Powiedział, że poszedł do kogoś i pytał o coś do zawracania, a potem stwierdził, że chce już wracać do domu. Wcześniej, w tym samym śnie, byłam jeszcze w ogrodzie. Były tam jakieś stworzenia przypominające łasice, ale wyglądały zupełnie inaczej niż jakiekolwiek zwierzę, które widziałam wcześniej. Chciałam zapytać ChatGPT, co to za gatunek. W ogrodzie było też bardzo dużo kolorowych ptaków. Wyciągnęłam palec, a dwa z nich usiadły mi na dłoni. Później te łasicowate stworzenia zaprzyjaźniły się z ptakami. Moja siostra nosiła je na rękach i przytulała. Ja również je przytulałam. Potem znowu chciałam wrócić do domu. Tworzyłam też Simów, którzy mieli mieszkać w tym domu. Mieli to być bohaterowie wzorowani na mnie i Adrianie. W domu był bardzo ładny pokój dziecięcy. Zaczęłam go trochę przerabiać, dopasowywałam schody i zmieniałam różne elementy domu. Wszystko robiłam jednak własnymi rękami, a nie w komputerze, mimo że cały dom był jak z gry The Sims.

*

Śniło mi się, że mieszkałam w piętrowym domu. Ktoś wcześniej trzymał w nim herkulesy, czyli duże chrząszcze. We śnie nie były jednak aż tak wielkie, miały mniej więcej wielkość kciuka. Były za to bardzo przerażające, ponieważ latały niezwykle szybko i w całkowicie nieprzewidywalny sposób. Nie chciałam ich w domu. Cały czas próbowały dostać się do jakiejś karmy z białkiem, którą miałam dla myszy albo rybek. Okazało się, że zostawił je tam jakiś chłopak, który wcześniej mieszkał w tym domu. Mieszkała tam również moja mama, siostra i chyba także mój mąż. Wszyscy polowaliśmy na te chrząszcze i próbowaliśmy się ich pozbyć. Gdy tylko ktoś zauważył któregoś z nich, od razu wołał pozostałych. Mój mąż próbował brać je na ręce i wynosić poza dom, ale one ciągle wracały. W końcu uznaliśmy, że trzeba je zabić. Moja siostra chodziła z nożyczkami i próbowała przecinać je w locie. Jednemu z nich odcięła jakąś część ciała. Mój mąż musiał go dobić. Kiedy chrząszcz spadł na ziemię, nagle urósł do wielkości ludzkiej dłoni. Mąż przygniatał go butem i kopał, ale owad wciąż nie chciał umrzeć. To było dla mnie bardzo przerażające. Później miałam kolejny sen tej samej nocy. Wstałam do pracy. Była szósta rano. Z jednej strony chciałam jeszcze spać, a z drugiej czułam jakieś dziwne pobudzenie i nie wiedziałam, czy wrócić do łóżka, czy już wstać. Nagle znalazłam się w moim rodzinnym domu. Otworzyłam schowek pod kanapą i zobaczyłam, że po moich plecakach i rzeczach chodzą mrówki. Powiedziałam Adrianowi, żeby sprawdził, skąd się tam wzięły, i żeby się ich pozbył. W tym samym śnie szukałam jakiegoś dildo. Pojawił się mężczyzna, który był moim kochankiem. Powiedział, że ktoś będzie czytał mi fragmenty jakiejś książki o charakterze erotycznym, a on jednocześnie będzie używał wobec mnie tego dildo. Wszystko miało się odbywać przy mojej rodzinie – przy mamie i siostrze. Od razu powiedziałam, że w życiu się na to nie zgodzę i nie wyobrażam sobie czegoś takiego przy innych ludziach. Potem scena całkowicie się zmieniła. Spotkałam moją sąsiadkę Paulinę. Powiedziała mi, że idzie złożyć CV na lotnisko, tam gdzie pracuję, i że będę miała konkurencję. Odpowiedziałam jej, że moja szefowa jest z Gdańska i rzadko pojawia się w firmie, ale pewnie poprosi mnie o opinię. Pomyślałam wtedy, że powiem szefowej, żeby jej nie zatrudniała, ponieważ uważam, że źle traktuje swoje dzieci, mimo że studiuje psychologię. Później znalazłam się na jakiejś imprezie. Było tam dużo jedzenia – drożdżówki i różne ciastka o kawowym smaku. Jadłam wszystkiego po trochu. Wrócił też motyw poranka przed pracą. Włączyłam komputer, ale zobaczyłam, że jest dopiero szósta rano i jeszcze nikogo nie ma. Bardzo zdziwiło mnie również, że w salonie zamontowane są trzy grzejniki na jednej ścianie. Mój pies spał na samej podstawie od klatki kennelowej, bez całej klatki. Zastanawiałam się, po co Adrian zabrał resztę kennelki. Powiedziałam też, że powinien odwieźć psa, ponieważ w tym tygodniu nie będę miała czasu chodzić z nim na spacery. Później miałam papillona. Czesałam go i jednocześnie uczyłam jakieś dziecko, jak prawidłowo pielęgnować sierść takiego psa. Tłumaczyłam, że najbardziej kołtuni się za uszami oraz na portkach, czyli z tyłu przy zadzie. Rozmawiałam z tym psem telepatycznie. Pytałam go, czy dobrze go czeszę i czy nic go nie boli. Pomyślałam wtedy, że bardzo chciałabym mieć takiego papillona zamiast mojego dużego psa. Na imprezie oglądaliśmy program transmitowany na żywo. Matka, ojciec i dziecko wspinali się po linie bez żadnych zabezpieczeń. Wszyscy byli przekonani, że któreś z nich w końcu spadnie, ale udało im się wejść na górę, ponieważ byli bardzo doświadczeni. Później znowu znalazłam się w piętrowym domu. Tym razem mieszkałam tam z babcią. Chciałam zrobić generalne przemeblowanie. Planowałam wyrzucić stare meble z korytarza i urządzić tam nowoczesny salon z sofą i telewizorem. Dom był bardzo nietypowy, ponieważ miał aż trzy kuchnie. Jedna znajdowała się w jednej części domu, druga w innej, a trzecia przy wyjściu. Były tam komody i sztućce. Chciałam wszystko usunąć i urządzić tę przestrzeń od nowa. Babcia zgodziła się na ten pomysł i poszła na zakupy. Powiedziałam wtedy do Adriana, że aż trudno uwierzyć, jak szybko porusza się jak na swój wiek. Bardzo sprawnie biegała po schodach. Jeszcze wcześniej zrywaliśmy stare meble i jednocześnie graliśmy w Simsy. Powiedziałam babci, że może mieszkać w tym domu tak długo, jak tylko chce, ale kiedyś trzeba będzie go wyremontować i wymienić stare meble na bardziej nowoczesne. Na tej samej imprezie ktoś zapytał mnie, czy lubię Ukraińców. Odpowiedziałam, że nie mam nic przeciwko ludziom z Ukrainy, natomiast mam zastrzeżenia do polityki i rządów. Byli tam chyba również Rosjanie. Zapytałam, jak po rosyjsku powiedzieć „Niech żyje Rosja”, ponieważ chciałam powiedzieć im coś miłego. Wtedy ponownie zapytali mnie, czy lubię Ukraińców i Ukrainę. Jadłam wtedy kawowe ciastko ze złotym karmelem. Krem był bardzo smaczny, ale sam karmel był tak twardy, że bałam się, iż połamię sobie zęby. Jakaś kobieta powiedziała, że rzeczywiście można sobie na nim uszkodzić zęby.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Miałam sen o tym, że szłam z moim mężem ulicą, zaszłam do żabki i na haczykach wisiały lody Big Milk. Nacięłam opakowanie jednego loda, nie wiem po co. Wzięłam tego loda i poszłam do kasy. Chciałam iść do samoobsługowej ale były nieczynne, więc musiałam iść do zwykłej kasy. Wyszłam a mój lód nagle zamienił się w słodką wodę w plastikowym kubku. Myślałam czy nie zmienić tego loda z powrotem w loda, ale uznałam, że ta woda w sumie jest smaczna, choć mocno słodka. Powiedziałam sobie, że szkoda, że teraz wszystko wygląda i smakuje jak woda. Doszliśmy do urwiska, Adrian był w dole i chciał, żebym zeszła do niego a ja wolałam zeskoczyć, ale miałam lęk wysokości i nagle skapłam się, że to sen. I że jak skoczę, to przeżyję. Chciałam odlecieć, ale głupio mi było zostawiać męża samego. Wymyśliłam sobie skrzydła na plecach i próbowałam je rozruszać, żeby je poczuć. Zeskoczyłam, wpadłam w tunel na dole i poszybowałam nad miastem, zamieniając się w locie w smoka. 

Wcześniej miałam sen o tym, że mój pokój u rodziców był w styli pirackim i każdy pytał czy jestem fanką Piratów z Karaibów a ja kłamałam, że tak. Potem nagle byłam w jakiejś drewnianej chatce, którą znałam z poprzednich snów. To była moja chatka z Minecrafta. Ten domek symbolizował moją stronę autorską (jako pisarki). Wstawiłam jakieś foto swoje do Internetu na tą stronę i spostrzegłam, że na tym zdjęciu miałam czoło jakieś takie w plamach, jakbym miała źle nałożony podkład. Ciągle używałam eyelinera na powiekę górną i siostrze też aplikowałam. Nagle spojrzałam, miałam ponad 800 like'ów na mojej stronie, ludzie lajkowali moje zdjęcie. Uznałam, że muszę częściej publikować. Było tam chyba 30,000 like'ów i wciąż przybywały nowe. Pojawiły się też komentarze, ale wszystkie dotyczyły... mojego czoła! Ale cringe. Jak na złość ludzie komentowali moje czoło i podkład. Skapłam się, że moje książki tam mam na mojej stronie do pobrania w pliku z surowym tekstem, bez redakcji! Tylko jedną książkę miałam zredagowaną, więc szybko podmieniłam plik i go ustawiłam jako pierwszy na stronie do pobrania.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że byłam na Camp America. Wszyscy byli już dorośli, a ja przebywałam tam chwilowo i czułam się jak nielegalna imigrantka. Mówiłam, że bardzo chciałabym tam zostać, ale nie mam wizy. Miałam wygłosić jakieś przemówienie, ale nagle wszyscy zaczęli bawić się w pociąg, jak na weselu. Jeździli jeden za drugim i nikt mnie nie słuchał. Wcześniej byłam na jakimś wysokim budynku przy PKP. Był ze mną pies. Miałam zeskoczyć i polecieć. W międzyczasie planowaliśmy nastraszyć Rambo, ponieważ źle traktował swojego psa. Staliśmy całą grupą i krzyczeliśmy, że mu „najebiemy”. Po chwili jednak uznaliśmy, że boimy się jego zemsty, więc zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. W śnie cofnęłam czas i zamiast tego zorganizowaliśmy pokojowy protest. Trzymałam tabliczkę z napisem: „Nie krzywdź swojego psa”. Później śniło mi się, że siostra pana Grzegorza, mojego dawnego przyjaciela, miała dziecko. Na Instagramie był filmik, na którym pan Grzegorz żegnał się z tym dzieckiem przed jego wyjazdem na kolonię. Następnie śniło mi się, że byłam po marihuanie i chodziłam po mieście z moim mężem. Miał odbywać się jakiś festiwal. Pytaliśmy ludzi, gdzie się znajduje, a oni odpowiadali, że w Piwnicach. Pomyślałam: „Kurwa, przecież to jest bardzo daleko”. Szliśmy ulicą Księżycową. Mój mąż cały czas mnie wyprzedzał, a ja wołałam do niego, żeby tego nie robił. Później znowu byłam w Ameryce i próbowałam wszystkim pokazać, że kombinuję, jak tam wrócić. Kiedy chodziłam jeszcze po mieście, weszłam do jakiejś pralni. Wisiało tam pranie, a moje buty były całe ubłocone. W innym śnie tej samej nocy jadłam ciastka Oreo maczane w maśle orzechowym i posypce Oreo. Jednocześnie kąpałam się w wannie. Za oknem pojawiły się bardzo ciemne chmury przypominające dym. Wiedziałam, że zbliża się burza. W czasie spaceru z mężem zastanawiałam się też, po co mam wracać pociągiem do jakiegoś miejsca, skoro jestem już w połowie drogi i mogłabym od razu pojechać tam, gdzie chcę. Śniło mi się również, że w moim mieszkaniu jacyś ludzie słuchali muzyki z laptopa. Później puściłam coś z telefonu, a oni w tym czasie naprawiali coś w łazience. Na końcu pojawił się jeszcze jeden wątek. Doszło do porwania jakiegoś biskupa i wszyscy mieliśmy jechać do magicznego świata. Biskup był bardzo przestraszony, a ja chciałam stanąć po jego stronie. Był zamknięty w dużym pudle. Wrzuciłam mu do środka kilka patyków. Dopiero później okazało się, że ja również zostałam porwana.

*


Śniło mi się, że szłam do domu i dostałam kwiaty – czerwone róże w pudełku. Okazało się, że to poczta kwiatowa. Mój egipski znajomy Mustafa wysłał mi te kwiaty i dołączył do nich liścik. Udawałam przed mężem, że nie wiem, od kogo są, ale bardzo chciałam przeczytać ten liścik na osobności. Później jakiś mężczyzna czekał w furgonie. Weszłam do mojego domu rodzinnego, ale kiedy miałam już przekroczyć próg, nagle, zupełnie niespodziewanie, zorientowałam się, że to jest sen. Spojrzałam na swoją dłoń. Miałam pięć palców, ale pomyślałam: „Nieważne, przecież i tak wiem, że to jest sen”. Na początku chciałam odlecieć, ale uznałam, że zrobię coś innego. Poszłam do tego mężczyzny w celu obcowania cielesnego. Później pojawił się jeszcze drugi i sen przerodził się w intymną sytuację z udziałem ich obu. W szalonym trójkącie bawiliśmy się aż do finiszu. Następnie poszłam z nimi do domu, bo odbywała się tam jakaś impreza. Miałam brudne spodnie i chciałam się przebrać. Później grałam z siostrą w jakąś grę. Wspominałyśmy pluszowe lwy z dzieciństwa. Każdy z nich miał inny pyszczek. Nadal miały przyczepione metki z cenami. Oderwałam je i pomyślałam: „Ja pierdykam, serio całe dzieciństwo bawiłam się tymi lwami razem z tymi metkami”. Na końcu śniło mi się, że grałam w jakieś Simsy, w których sterowało się gigantycznymi postaciami. Bardzo chciałam mieć ogromnego psa Clifforda.

*

Śniło mi się, że byłam w pracy, ale wyglądała ona bardziej jak klasa szkolna. Wszyscy siedzieli w ławkach i mieliśmy przygotować zeszyty oraz jakieś wycinki. Ja zapomniałam tych wycinków, ale Kaśka, która siedziała obok, wyjaśniła mi, że wystarczy wejść w Google i pobrać odpowiedni plik. Pomyślałam: „Aha, spoko, to później sobie go pobiorę z Google”, bo okazało się, że była to jakaś praca domowa. Dotyczyła raportu o zanieczyszczeniu środowiska powstającym podczas drukowania dokumentów i o tym, że szkodzi ono żółwiom oraz całej planecie. Kaśka powiedziała mi też, że podręcznik nie będzie potrzebny – wystarczą wycinki i zeszyt. Później nagle zaczął się nowy dzień i znowu miałam jechać do biura. Obudził mnie budzik. W międzyczasie na moim iPhonie zainstalował się nowy system iOS, ale kompletnie nie potrafiłam się w nim odnaleźć. Wszystko działało inaczej i źle mi się klikało. Nagle włączyła się muzyka z „Titanica”. Pomyślałam: „Dobra, niech leci, to sobie posłucham”, ale nie mogłam jej w ogóle ściszyć. Mój mąż spał wtedy w salonie. Po chwili pojawił się jakiś mężczyzna. Dotykał mnie po pośladkach przez niebieskie, lateksowe rękawiczki. W pokoju była kamera. Nagle włączyło się radio i on przestał. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 10:40. Pomyślałam: „Kurwa, co jest? Przecież już dawno powinnam być w pracy”. Zauważyłam też, że mam przy sobie służbowego laptopa. Nie zostawiłam go w biurze, tylko zabrałam go do domu. Spojrzałam jeszcze raz na zegarek, a tam nagle była godzina 8:40. Zaczęłam chodzić po całym domu mojej babci na wsi i patrzyłam na wszystkie zegary. Każdy z nich pokazywał inną godzinę. Wzięłam laptopa i miałam już wychodzić do biura. W tym momencie zadzwonił budzik i naprawdę się obudziłam.

*

Śniło mi się, że byłam na jakimś castingu, przyjęciu albo festiwalu. Było menu z sałatkami i wybrałam keto sałatkę z parmezanem i śledziami. Zamówienie przyjmował syn jakiegoś okrutnego mężczyzny. Syn miał na imię Maciuś. Wszyscy komentowali, że jego ojciec to świr. Maciuśowi bardzo się spodobałam. Poderwał mnie, a później go przytulałam. Pamiętam, że jego ciało było bardzo ciepłe i było to bardzo wyraźne odczucie. Później mieliśmy gdzieś jechać. Okazało się, że nie zabraliśmy wszystkich rzeczy. Tata zapomniał butów i jeszcze kilku innych rzeczy. Następnie jechałam przez Portland w GTA 3 i jednocześnie słuchałam na Spotify muzyki z GTA 3. W dalszej części snu jakiś dzieciak bardzo źle się zachowywał i prowokował Ariskę. Kazałam mu wyjść i ochłonąć. Trzymałam Ariskę na rękach. Pamiętam, że miała dość chłodne łapki. Później oglądałam w telewizji program o psie nurku, który przez wiele godzin nurkował w poszukiwaniu swojej opiekunki. Kobieta bała się, że w końcu sama wypłynie na powierzchnię, a pies już nie wróci, bo się utopi. Nie do końca pamiętam ten fragment, ale chyba chodziło o to, że oglądałam ten program i ktoś później oskarżał mnie o to, że przypadkowo go nie skasowałam. Jakaś kobieta zagadywała mnie i pytała, gdzie na kuponie jest napisane, kto będzie śpiewał podczas kolejnej edycji tego przyjęcia albo festiwalu. Odpowiedź znajdowała się na dole kuponu, ale ona wcześniej tego nie doczytała. Jeszcze wcześniej we śnie przerabiałam zdjęcia. Zrobiłam fotomontaż, na którym siedziałam w strip clubie i wyglądało to tak, jakby był to mój własny lokal. Później pojawił się nóż, który musiałam łamać kawałek po kawałku. Na końcu śniła mi się duża, okrągła szczotka do włosów. Chciałam przerobić zdjęcie tak, żeby włosie tej szczotki było dłuższe. Nie mam pojęcia, po co chciałam to zrobić, ale we śnie wydawało mi się to ważne.

*

Śniło mi się, że razem z moją rodziną mieliśmy jechać do mojego byłego chłopaka, Mariusza, do Warszawy. Moja mama była tym strasznie podekscytowana, ale ja wiedziałam, że najpierw powinien w ogóle odpisać i napisać, czy chce, żebyśmy przyjechali. Odpisał. Wysłał zdjęcie ze szpitala. Ostatecznie nigdzie nie pojechaliśmy, bo okazało się, że właśnie rodziło mu się dziecko. Ma teraz nową żonę i to z nią urodziło mu się dziecko. Wysłałam mu list, a później dostałam od niego odpowiedź. W środku były wycinki z gazet oraz jakieś informacje na temat poligamii i poliamorii u lwów. Zaczęłam odpisywać i chciałam zapytać go, skąd w ogóle wie o poliamorii, ponieważ jest to motyw, który również pojawia się w mojej książce. Kiedy pisałam odpowiedź, moja mama cały czas próbowała czytać ten list. Bardzo się tego wstydziłam, bo była to prywatna i bardzo intymna sprawa pomiędzy mną a nim. Byłam już prawie roztrzęsiona i chciało mi się płakać z bezsilności. Mój tata siedział obok i nic nie zrobił. Wręcz bronił mamy. Jeszcze wcześniej w tym śnie po domu latały osy, ponieważ wleciały przez otwarte okna. Chodziłam po całym domu, zamykałam okna i mówiłam mamie, żeby założyła moskitiery. Zabijałam osy packą, ale były bardzo agresywne i cały czas mnie atakowały.

*

Śniło mi się, że pomagałam przygotowywać jedzenie na jakąś imprezę. Wcześniej pomagałam mężczyźnie po wypadku. Chwilowo nie mógł chodzić, ale miał kulę i wózek inwalidzki, więc w miarę sobie radził. Powiedział mi, że da sobie radę, ale i tak postanowiłam mu pomóc. Później pomagałam jakiejś kobiecie. Była całkowicie sprawna i w pełni sił, ale mimo to chciała, żebym wyręczyła ją praktycznie we wszystkim. Bardzo mi się to nie podobało. Dała mi za pomoc pięćdziesiąt złotych. Na początku nie chciałam przyjąć tych pieniędzy, ale później stwierdziłam, że skoro jest taka roszczeniowa i oczekuje, że zrobię wszystko za nią, to niech faktycznie mi zapłaci. Następnie przyjechałam moim Dusterem do szkoły. W samochodzie leciała moja ulubiona piosenka „Alone in a Crowded World” zespołu Stormchant. Wiedziałam, że muszę ją zaśpiewać, nawet publicznie, bo bardzo ją uwielbiam i ma dla mnie mocny przekaz. Miałam mieć zajęcia, ale w ogóle nie wiedziałam, jakie lekcje mam tego dnia. Chciałam zapytać nauczycieli, czy mogę wyjść i odpuścić sobie zajęcia, ponieważ miałam pomagać na kuchni. Zostawiłam obiad w pudełku w samochodzie. Nie mogłam zgasić silnika ani z niego wysiąść, bo pojawiały się jakieś dziwne komplikacje. W końcu jednak udało mi się to zrobić. Na lekcji zorientowałam się, że zajęcia rzeczywiście się odbywają, ale nie było mnie na poprzednich. Pożyczyłam od koleżanki zeszyt, żeby sprawdzić, jaki to w ogóle przedmiot. Chyba był to WOS. Nauczycielka mówiła coś o ZUS-ie. Jeszcze przed lekcją spotkałam Romana, mojego sąsiada, któremu miałam pomagać na kuchni. Powiedział, że jeśli będę miała chwilę, to żebym przyszła. Pod pokojem nauczycielskim siedziała Marta i inni z mojej klasy z podstawówki. Roman znosił na dół jakiś karton. Kiedy wróciłam, pod pokojem nie było już nikogo. Musiałam szukać sali, do której wszyscy weszli. W końcu trafiłam do odpowiedniej sali. Wyglądała jak aula. Po lewej stronie wszystkie miejsca były już zajęte, więc poszłam usiąść sama po prawej stronie. Wtedy koleżanka z przedniego rzędu zaprosiła mnie, żebym usiadła obok niej. Pożyczyłam od niej zeszyt, żeby sprawdzić, jaki to przedmiot. Powiedziałam, że miałam rozprawę sądową z ZUS-em i ją wygrałam. Pomyślałam, że może jeśli opowiem o tym publicznie, to nauczycielka zaliczy mi ten przedmiot, skoro akurat mówiła o ZUS-ie. W pewnym momencie zaczęła grać muzyka i nagle rozpoczęła się dyskoteka, czyli ta impreza, na którą wcześniej miałam przygotowywać jedzenie. Powiedziałam innym, że najlepsze dyskoteki były w latach dwutysięcznych. Koleżanka zdziwiła się i zapytała, o co mi chodzi. Odpowiedziałam, że właśnie wtedy była najlepsza muzyka. Po chwili powiedziałam: „Zaraz, przecież jesteśmy w gimnazjum”, więc przypomniałam sobie, że kiedy chodziłam do gimnazjum, w latach 2007–2010, na dyskotekach leciała według mnie najlepsza muzyka. Jeszcze wcześniej nauczycielka chciała, żeby każdy wpisał się do zeszytu, jeśli uważał jakieś wymienione przez nią nazwiska za słuszne. Bardzo mało osób podeszło, moje koleżanki również tego nie zrobiły. Obserwowałam je i stwierdziłam, że chyba też nie chcę się wpisywać. Było mi jednak głupio zapytać, o co dokładnie chodzi.

*

Śniło mi się, że miałam szwy w buzi – zarówno u góry, jak i na dole. Te u góry same się zerwały, a te na dole zostały. Miały pilnować, żeby szczęka mi nie pękła, ale okazało się, że szwy zostały bardzo źle założone. Mimo to musiałam je jeszcze nosić. Później byłam w jakimś domku letniskowym. To był obóz. Grałam w Simsy i było tam mnóstwo nowych mebli oraz różnych dodatków, między innymi domek dla zwierzaków. W pewnym momencie moja rodzina chyba uciekła z tego domu, bo wprowadziłam do niego nową rodzinę. Nie chciałam tego, więc coś cofnęłam i znowu pojawiła się moja rodzina. Obok stał jeszcze drugi, identyczny dom. Do domku dla zwierzaków przyszła Koli. Wyglądała trochę jak mała Lucy. Weszła do takiego domku przypominającego podziemną kryjówkę i położyła się spać. Kiedy leżała na łóżku, wyglądała jak taki mały ludzik z ciastka. Chciałam koniecznie pokazać to mojej siostrze. Na obozie codziennie rano wstawaliśmy i szliśmy jeść. Zawsze wołał mnie na obiad taki chłopak, z którym chciałam się umówić albo związać. Jednocześnie jakiś dzieciak bardzo szybko związał się z inną kobietą. Był jednak zupełnie niedoświadczony i nie miał żadnych życiowych traum, dlatego od razu jej zaufał. Mój wybranek był bardzo podobny do Michała z mojej uczelni, więc uznajmy, że to był on. Michał nie ufał mi, mimo że przytulaliśmy się, całowałam go i byliśmy sobie bliscy. Pokazywałam mu różne akrobacje i szpagaty w powietrzu. Obóz miał drewniany balkon, z którego schodziło się po drabinkach na dół. Schodziłam po jednej z takich drabin na stołówkę. W jednej ręce trzymałam krzesło, a mimo to bez problemu zeszłam po drabinie. Byłam z siebie dumna i liczyłam, że zrobi to na nim wrażenie. Nagle zapytał mnie, kim on właściwie dla mnie jest. Odpowiedziałam mu: „Długie czekanie to dobre śniadanie”, bo na coś mieliśmy czekać. Liczyłam, że zrozumie, iż chodzi mi o nas i o naszą relację. Powiedziałam też, że mogę codziennie zwiedzać nawet te same miejsca i nigdy mi się to nie nudzi. Lubię wracać do tych samych miejsc i ciągle podróżować. On znowu zapytał, kim dla mnie jest i jak ja sobie to wszystko wyobrażam. Rozmawialiśmy też o pieniądzach na podróże. Nagle oburzył się i stwierdził, że pewnie zależy mi tylko na jego pieniądzach. Odpowiedziałam mu, że wcale nie, bo miałam już byłych partnerów, którzy sami ciągnęli ode mnie pieniądze. Pod koniec tego wątku na obozie testowaliśmy perfumy. Były tam jakieś nowości oraz nowe szpilki Carolina Herrery. Dziewczyny bardzo się tym ekscytowały i wszystkie testowały zapachy. Później śniło mi się, że przyszli do mnie jacyś złoczyńcy upomnieć się o złotą bransoletkę, którą wcześniej znalazłam. Okazało się, że należała do nich. Byłam przerażona, że ci bandyci wiedzą, gdzie mieszkam. Schowałam się w łazience, ubrana tylko w koszulkę i majtki, bo była noc. Po chwili mój mąż otworzył drzwi i powiedział, żebym wyszła, bo przyszli po tę złotą bransoletkę. Oddałam im ją, ale przez cały czas byłam potwornie przestraszona.

*

Śniło mi się, że razem z moim mężem wybieraliśmy różowe kasetony do sypialni. Uznałam, że ściana za naszym łóżkiem jest brzydka i chciałam ją w ten sposób odnowić. Później jechaliśmy razem rowerami przez ulicę Obrońców Poczty Gdańskiej. Nie było tam żadnego ruchu, mimo że zazwyczaj na światłach tworzą się ogromne korki. Jechaliśmy w kierunku ulicy Aptecznej. Przejechaliśmy przez skrzyżowanie i pojechaliśmy dalej. Ja jechałam przodem, a mój mąż był trochę za mną. Za nami poruszał się też niepełnosprawny mężczyzna na wózku inwalidzkim. Mój mąż pomyślał, że to policja, ponieważ ten mężczyzna miał na sobie odblaskową kamizelkę. Kazał mi się zatrzymać. Po chwili niepełnosprawny przejechał na drugą stronę ulicy i wjechał na chodnik. Dopiero wtedy zorientowaliśmy się, że to po prostu mężczyzna na wózku, a nie policjant na motorze. Później jedliśmy z tatą lazanię i rozmawialiśmy o tym, że jego ChatGPT jest wredny. Powiedziałam, że dla mnie wredny jest Gemini, bo cały czas go gnębię, kiedy nie chce mi robić obrazków. Za to ChatGPT jest spoko.

*

Dzisiaj śniło mi się, że miała odbyć się osiemnastka mojej kuzynki Karoliny. Pytałam ją, co będzie na tej imprezie i czy będą jakieś zabawy. Ona sama tego nie wiedziała, bo osiemnastkę organizowali jej rodzice. Ja nie chciałam za bardzo na nią iść, więc wypytywałam ją o szczegóły, bo chciałam się dowiedzieć, czy będzie tam jakkolwiek zabawnie. Później szłam z Karoliną jakimś parkiem. Nie chciałam trzymać jej za rękę, bo miała brudne dłonie, ale ona koniecznie chciała iść ze mną za rękę, jak takie małe dziecko. W śnie dostałam też kosmetyki od jakiejś influencerki z Instagrama. Wysłała mi naprawdę porządne perfumy. Myślałam, że przyśle mi jakieś byle co, a ona wysłała mi markowe perfumy, chyba Giorgio Armani My Way Nectar albo coś podobnego. To miał być taki prezent od niej za moją aktywność. Później miałam iść na działki ROD. Ktoś sprzedawał tam arbuzy i miał też taki ogródek przypominający mini zoo. Był tam żbik i małe żbiki, takie jak kociątka. Ciągle próbowały wchodzić do jakiegoś domku, ale nie mogły. Ludzie cały czas narzekali, że te żbiki nie powinny tam wchodzić. Śnił mi się też Marek z mojej poprzedniej pracy. Posłałam mu dziubka, a on po prostu sobie poszedł. Pomyślałam, że będzie ze mną flirtował, ale nic z tego nie wyszło. Mój mąż siedział obok, więc skłamałam i powiedziałam, że specjalnie wysyłam takie dziubki, żeby odstraszyć potencjalnych podrywaczy. To oczywiście nie była prawda. Później razem z moją siostrą jadłyśmy ogromnego loda, którego również dostałam od tej influencerki. Robiłyśmy sobie zdjęcia podczas jedzenia. W końcu nie dałyśmy rady go zjeść i nasz tata dokończył go za nas. Kiedy dawałam mu tego loda, zauważyłam, że były w nim ciastka Oreo. Zanim oddałam go tacie, zjadłam jeszcze jedno z tych ciastek. Potem Karolina razem ze swoim tatą podglądała przez okno jakichś ludzi w domku. Okazało się, że kręcili film pornograficzny. Na końcu śniło mi się, że nasz sąsiad Michał szukał jakiejś karty. Zaczęłam krzyczeć na mojego męża, że nie wie, gdzie ona jest. Wiedziałam przy tym, że sąsiad stoi pod drzwiami i wszystko słyszy. Kiedy otworzyłam drzwi, było mi strasznie głupio. Myślałam, że coś skomentuje, ale nic nie powiedział. Cała sytuacja zaczęła się od tego, że mój mąż miał zadzwonić do sąsiada w sprawie tej karty. Zamiast tego zadzwonił do naszego serwisanta od klimatyzacji i zaczął pytać o termin serwisu. To mnie bardzo zdenerwowało, bo miałam wrażenie, że zajmuje się zupełnie innymi sprawami niż tymi, o które go proszę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że Lucy, moja Collie, która na jawie już nie żyje, była bardzo chora. Miała chyba jakiegoś guza i miałam zabrać ją do weterynarza, żeby razem ze mną zdecydował, czy trzeba ją uśpić. Zabrałam wszystkie jej dokumenty i szykowałam się do wyjścia. Wiedziałam, że weterynarz przyjmuje tylko do godziny osiemnastej. W międzyczasie wydarzyło się coś dziwnego. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam dalmatyńczyka leżącego na ulicy. Wyglądał, jakby miał pogryzione gardło. Kilka osób klęczało przy nim i próbowało mu pomóc. Po chwili zabrali go do samochodu i odjechali. Wyszłam na zewnątrz i wtedy zaczął mnie zaczepiać jakiś mężczyzna. Oskarżał mnie, że moje psy wybiegły z garażu i zagryzły jego psa. Odpowiedziałam mu, że nie mam żadnego garażu ani psów trzymanych w garażu. Mam tylko jednego psa, który również jest dalmatyńczykiem, więc to na pewno nie były moje zwierzęta. Chyba mi uwierzył, ale dopiero po chwili. Wcześniej zdążył już oczernić mnie w internecie. Pisał na różnych grupach prawniczych i wszędzie pytał, co może zrobić, żeby dostać odszkodowanie za to, że rzekomo mój pies zagryzł jego psa. Czułam się, jakbym została publicznie zniszczona. Później znowu byłam u siebie w mieszkaniu. Byli tam jacyś ludzie, w tym ten mężczyzna z żoną. W mieszkaniu stał piec na węgiel i akurat w nim paliliśmy. Na podłodze leżało mnóstwo węgla. Byłam wściekła, bo ktoś przyszedł z dziećmi i te dzieci porozrzucały ten węgiel po całym mieszkaniu. Powiedziałam, że kiedy wrócę, wszystko ma być posprzątane. Powiedziałam do mojego męża, żebyśmy szybko szli do weterynarza, bo była już za pięć osiemnasta i bałam się, że nas nie przyjmą. Dosłownie wylecieliśmy z mieszkania i lecieliśmy w powietrzu, żeby zdążyć na czas. Dotarliśmy do gabinetu. Podobno był to najlepszy weterynarz w mieście. Powiedziałam, że przyszliśmy tylko na krótką wizytę. Chociaż gabinet był już zamknięty, zostałam wpuszczona do środka. Jakaś kobieta zaczęła ze mną rozmawiać i w końcu mnie przyjęła. Okazało się, że była asystentką weterynarza. Szłam z nią dziwnym, obskurnym korytarzem. Wszystko wyglądało bardzo ponuro i wręcz przerażająco. Pokazała mi starą kuchnię, a potem zaprowadziła do malutkiego pomieszczenia, które przypominało starą ubojnię. Powiedziałam jej, że zanim zaczął tu działać gabinet weterynaryjny, była w tym miejscu restauracja i właśnie tutaj miałam swoją osiemnastkę. Nagle okazało się, że przyszłam nie z Lucy, tylko z jakimś moim kotem. Kot miał guza na głowie. Wcześniej mój mąż wyciągał mu w domu kleszcza. Asystentka doradzała mi również w sprawie Lucy. Pies był gdzieś z tyłu, ale nawet go nie obejrzała. Nie spojrzała też na kota. Miałam ze sobą całą dokumentację z pierwszej operacji Lucy, kiedy wycinano jej guza, ale nawet na nią nie spojrzała. Powiedziała tylko, że pies wygląda dobrze, jest w dobrej kondycji i żebym się tym nie martwiła. Pomyślałam, że to bardzo dziwne. Później miałam jeszcze jeden sen. Lucy znowu była już stara i schorowana. Chciałam wystawić temu gabinetowi weterynaryjnemu złą opinię, ale wiedziałam, że cała ta sytuacja wydarzyła się tylko we śnie. Pomyślałam, że nie mogę wystawić złej opinii prawdziwemu gabinetowi tylko dlatego, że śniło mi się, iż zostałam źle obsłużona. Zapytałam Lucy, czy chciałaby już odejść i czy chce, żebyśmy ją uśpili. Kiwnęła głową, że tak. Zadawałam jej jeszcze kilka pytań, a ona odpowiadała, kiwając lub kręcąc głową. Była cała mokra, jakby dopiero wyszła z basenu.

*

Śniło mi się, że byłam bardzo potężnym smokiem. Czułam, że mam ogromną siłę. Była jakaś arena, a na niej postacie z serialu Ród Smoka znęcały się nad słabszymi ludźmi. Weszłam na tę arenę z batem. Zaczęłam uderzać napastników. Byłam tak silna, że kiedy trafiałam ich batem, albo od razu ginęli, albo odrzucało ich na wiele metrów. Wszyscy byli przerażeni moją siłą i nikt nie chciał ze mną walczyć. W końcu jeden z nich postanowił stanąć ze mną do walki. Chciał walczyć mieczem, ale powiedziałam, że nie chcę pojedynku na miecze. Kazałam mu walczyć ze mną batem. Walczyliśmy przez chwilę, a później oddaliłam się i ku zdziwieniu wszystkich zamieniłam się w smoka. Jako smok wzbiłam się w powietrze i przeleciałam nad całym miastem, obserwując okolicę z góry. Ostrzegłam Dankę, że zbliżają się jej wrogowie i żeby uważała. Później sen przypominał końcówkę ostatniego odcinka Gry o Tron. Danka zdobyła Żelazny Tron, ale cała sala tronowa była spalona. Ściany były zawalone, a wszystko wokół wyglądało jak ruiny. Danka przemawiała do swoich ludzi, a jej smok siedział wysoko na ścianie i triumfalnie ryczał. Nadleciałam jako zielony smok i usiadłam na przeciwległej ścianie. Kiedy zobaczyłam, że cała twierdza jest zniszczona, ogarnęła mnie ogromna rozpacz. Zaczęłam ryczeć i płakać jak smok. Otworzyłam paszczę. W jej wnętrzu tlił się zielony ogień. Przede mną stała ogromna armia i wiedziałam, że mogłabym jednym oddechem spalić wszystkich. Miałam ochotę to zrobić, ale jednocześnie wiedziałam, że zawiodłabym tym Dankę. Uznałam, że moja rozpacz i to, jak bardzo cierpię na widok zniszczonej twierdzy, są już dla niej wystarczająco wielką karą. Nie użyłam więc ognia i po prostu odleciałam jako smok.

*

Śniło mi się, że miałam iść wykąpać się razem z moim mężem. Adrian nalał do wanny bardzo dużo wody. Wcześniej byliśmy chyba u mojego szwagra, męża mojej siostry. Zapytał mnie, czego chciałabym się napić. Odpowiedziałam, że kawy latte. On jednak zamiast zrobić mi kawę powiedział, że da mi piwo bezalkoholowe. Powiedziałam, że nie chcę piwa zero, bo nie przepadam za piwem i nawet nie wypiłabym całej butelki. On odpowiedział, że później zrobi mi kawę, ale najpierw da mi to piwo. Okazało się, że był to jakiś owocowy Reds z cukrem. Stwierdziłam, że tym bardziej nie mam zamiaru go pić. Byłam bardzo zdenerwowana i oddałam całe piwo Adrianowi. Moja mama zauważyła, że jestem zła, i zapytała, co się stało. Zaczęłam mówić podniesionym głosem, że chciałam kawę, a nie jakieś piwo. Szwagier powiedział wtedy, że dobrze, zrobi mi tę kawę. Później poszłam z Adrianem do łazienki, żeby wykąpać się razem z nim. W wannie było bardzo dużo wody. Kiedy do niej weszłam, okazało się, że jest lodowata, a ja liczyłam na gorącą kąpiel. Byłam już wtedy naprawdę bardzo zdenerwowana. Pomyślałam, że zaraz się rozpłaczę. Zaczęłam dolewać gorącej wody do wanny, żeby chociaż trochę ją ogrzać. Myślałam sobie, że przecież nie wyobrażam sobie umyć głowy ani położyć się w tak zimnej wodzie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejsze sny:

Śniło mi się, że spotkałam na mieście moją kuzynkę Aśkę, z którą na co dzień nie mam kontaktu. Była razem z mężem i dzieckiem. Chwilę rozmawialiśmy. Zapytała mnie, czy nie jest mi jakoś źle z tym, że zablokowałam ją na Facebooku. Odpowiedziałam jej, że po moim weselu tak bardzo spięły się z moją mamą, że po prostu zakończyłam z nimi kontakt. Aśka zaczęła mnie przytulać i powiedziała, że musimy się kiedyś spotkać. Ja odpowiedziałam, że koniecznie musi przyjechać do mnie, odwiedzić mnie w mieszkaniu i je obejrzeć. Ona z kolei powiedziała, że ja również muszę odwiedzić ją. Później moja mama rozmawiała chyba z jej tatą i mówiła, że nie chce, żeby Aśka przychodziła do mojego mieszkania. Wtedy powiedziałam mamie, że to jest moje mieszkanie i to ja decyduję, kogo do niego zapraszam. Mama chyba się na mnie obraziła. Następnie poszłam na chwilę do Aśki. Jej mąż opowiadał mi, że skuwał ściany w domu. Zastanawiałam się, czy to prawda, bo wydawało mi się, że to mój tata wykonywał te prace. Później okazało się, że Aśka pisała do mnie maile. Pytała w nich, czy chcę zobaczyć zdjęcia jej kuchni. Odpowiedziałam, że już je widziałam. Jeszcze wcześniej tej samej nocy śniło mi się, że gdzieś jechałam albo leciałam razem z mamą. Dopiero w trakcie podróży zorientowałam się, że nie zabrałam ze sobą ładowarki do telefonu.
Później śniło mi się jeszcze, że jakiś mój kolega dokuczał mi. Moja mama poszła do czegoś w rodzaju restauracji, żeby o niego popytać. Zapytała mnie, dlaczego on mi dokucza. Odpowiedziałam, że naprawdę nie wiem. Mama zdziwiła się i powiedziała: „Jak to? Przecież wiedziałaś”. Ja jednak powtarzałam, że naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego on tak się zachowuje. W tym samym czasie chciałam zamówić sobie hamburgera. Później moja mama i moja siostra znalazły bardzo ładne, złote zeszyty z mojego liceum. Były zupełnie puste. Znalazłam też starego, niedojedzonego lizaka w papierku, który pochodził jeszcze z czasów liceum. Zaczęłam go jeść, ale po chwili pomyślałam, że przecież to bardzo stary lizak i stary papierek, i zastanawiałam się, co ja właściwie robię. Pamiętam też, że było mi wtedy bardzo przykro z powodu Pawła z mojej pracy. Śniło mi się również, że pisałam do zeszytu książki albo opowiadania o jakimś chłopaku, z którym byłam. Bardzo inspirowałam się twórczością mojej koleżanki, która również pisze książki. Potem chciałam upiec mrożone frytki. Kiedy otworzyłam opakowanie, zauważyłam, że niektóre z nich są spleśniałe. Im dłużej je oglądałam, tym więcej znajdowałam spleśniałych frytek. W końcu wyrzuciłam dwa całe opakowania. Później zrobiłam do tych frytek jakiś czerwony, olejowy sos. Było go tak dużo, że nie mieścił się w pojemniku i ciągle się z niego wylewał. Ostatecznie zamroziłam ten sos razem z frytkami.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że spotkałam mojego poprzedniego przełożonego. Weszłam do dawnej pracy, do biura. Siedział i czekał na mnie. Moje biurko było zupełnie puste – nie było na nim komputera ani żadnego sprzętu. Leżały tylko zeszyty i kalendarze na kolejny rok. Usiadłam przy biurku i zaczęłam uzupełniać jakieś dokumenty. Po chwili podeszła do mnie Iwona z działu handlowego. Nachyliła się i po cichu zapytała, co ja tutaj robię. Odpowiedziałam jej, że przyjechałam tylko wypełnić dokumenty i zaraz będę wracać do domu. Do biura weszłam przez pokój logistyki. Przywitałam się z moim dawnym przyjacielem, Grześkiem. Zdziwił się, że z nim nie rozmawiam i nie przyszłam nawet na chwilę pogadać. Odpowiedziałam mu dość sucho, że mam pracę do zrobienia, po czym usiadłam przy swoim dawnym biurku. Później długo rozmawiałam z moim byłym przełożonym. Zapytałam go, jak idzie handel rybami, bo firma zajmowała się importem i eksportem ryb. Powiedział, że ilości rosną i wszystko jest w porządku. Zapytałam jeszcze o łososia. Odpowiedział, że łosoś również cały czas jeździ i nadal jest go dużo. Wokół kręciło się mnóstwo ludzi i co chwilę ktoś czegoś od niego chciał. Mimo tego rozmawiało nam się bardzo swobodnie, jak dobrym znajomym. Powiedziałam mu, że pracuję teraz w agencji celnej. Odpowiedział, że to fajna praca, ale pewnie wymaga większego skupienia. Przyznałam mu rację. Na biurku leżały różne zeszyty, które chciałam zabrać do domu, ponieważ przypominały moje pamiętniki. W jednym z nich znalazłam notatkę napisaną przez mojego przełożonego. Pisał o Iwonie, która kiedyś tam pracowała. To nie była ta sama Iwona z działu handlowego. Napisał, że bardzo go zawiodła, bo ciągle brała urlopy na żądanie i sprawiała problemy. Pomyślałam, że koniecznie muszę dowiedzieć się, o co dokładnie chodzi. Zrobiłam ukradkiem zdjęcie tej strony. Potem zauważyłam, że na następnej stronie też coś było napisane. Odłożyłam zeszyt z myślą, że przeczytam go później, kiedy mój przełożony wyjdzie. Po chwili staliśmy razem przy oknie. Opowiadałam mu, że Grzesiek okazał się zwykłym przychlastem i frajerem. Grzesiek stał gdzieś po drugiej stronie boiska i cały czas patrzył w naszą stronę. Miałam wrażenie, że wiem, o czym myśli. Pewnie zastanawiał się, dlaczego zachowuję się jak najlepsza koleżanka człowieka, którym – kiedy tu pracowałam – podobno gardziłam. Powiedziałam tylko, że pewnie będzie miał do mnie pretensje, ale zupełnie mnie to nie obchodzi. W pewnym momencie mój były przełożony zauważył, że mam ten zeszyt. Sam zaczął mi opowiadać, o co chodziło z tamtą Iwoną. Powiedział, że brała jakieś „pufki”, podrabiała podpisy na dokumentach i robiła jeszcze różne inne rzeczy. Byłam w szoku. Powiedziałam, że przy tym wszystkim to, co ja kiedyś zrobiłam, wydaje się zupełnym drobiazgiem. Jeszcze raz go za wszystko przeprosiłam. Odpowiedział, że wszystko jest w porządku. Przytuliłam go. Leżeliśmy przez chwilę na podłodze, przytuleni. Bałam się, że ktoś wejdzie i pomyśli, że łączy nas romans. Później znowu rozmawialiśmy o mojej obecnej pracy. Powiedziałam mu, że teraz pracuję w eksporcie w agencji celnej, a tutaj zajmowałam się importem. Zauważyłam też, że pod ladą trzyma pierogi. Powiedziałam mu, żeby schował je do lodówki. Miał tam również jakieś ciasto. Jadł je i ubrudził się. Bardzo mnie to rozbawiło. Śmialiśmy się z tego oboje. Na pożegnanie jeszcze raz się przytuliliśmy. Wyszłam z biura znowu przez pokój logistyki, powiedziałam wszystkim „cześć”, po czym odjechałam. Jeszcze wcześniej tej samej nocy śniło mi się, że moja koleżanka z Ameryki ma bardzo poważne problemy z zębami. W tym samym śnie bolało mnie dziąsło po prawej stronie. Później kąpałam się w jakimś jeziorze albo rzece w Egipcie. Bardzo chciałam odwiedzić różne parki narodowe w Ameryce.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1