Dziennik Lorellai
#41
Dzisiejszy sen:

Śniła mi się Arisska - moja ukochana suczka, która już nie żyje. I był to podobny sen do tych, które zwykle o niej mam. Jakiś pies, szczeniak, zachorował na ciężką chorobę wirusową i nie przeżył. Następnie były wydarzenia z czasów, gdy jeszcze mieszkałam z rodzicami. Tą samą chorobę wirusową złapała Arisska. Została zabrana do weterynarza przez mojego tatę. Nagle dostałam informację, że Arisska nie wyszła z choroby i nie żyje. Nagle scena, w której poszłam do kościoła i grałam na skrzypcach "Requiem for a dream". Weterynarz udostępnił mi wideo, na którym widać jak Arisska jest w gabinecie lekarskim (izolatce) i z nieco sztywnym chodem próbuje wstawać i podbiegać do weterynarza (wesoło). Nagle miałam Arisskę na rękach, żywą, młodą i w pełni sił. Wiedziałam, że ona tak naprawdę żyje cały czas, mimo, że lata temu pogrzebaliśmy ją w ziemi. Żeby żyła dalej, czuję, że i w tym śnie jej ciałko nie może zostać skremowane a zagrzebane w ziemi i następnie Arisska do nas wróci. Potem zapytałam taty czy weterynarz wydał mu ciałko Arisski. Powiedział, że nie, że zostawił to ciałko tam i pewnie trafi do kremacji zbiorowej. Byłam przerażona. Miałam Arisskę na rękach, ale bałam się, że zniknie, jeśli nie odbiorę od weterynarza jej ciałka. Wydzwaniałam do przychodni, ale nikt nie odbierał. Uznałam, że skoro minęły dopiero dwa dni to może jej ciałko jeszcze oczekuje na wywóz w lodówce. Cały czas powtarzałam sobie, że maluszek ma już 20 lat, a nie 16, bo przecież zmarła te kilka lat temu, a tak naprawdę nigdy nie odeszła i cały czas żyje. Następnie pytam w tym śnie ChatGPT skąd taki wirus się u nas wziął, skoro Arisska nie miała praktycznie kontaktu z innymi psami, bo mieszkała w domu z ogrodem i nie szlajała się. Przypuszczałam, że powąchała się z innym psem przez bramę i w ten sposób się zakaziła. Następnie zmiana scenerii, po ulicy jeżdżą wojska. Adrian w sypialni rodziców trzyma w rękach wyrzutnię rakiet, gotową do odpalenia.

Notatki:

Motyw Arisski i choroby wirusowej:
Sen zaczyna się od szczeniaka, który umiera na chorobę – to wstęp do podświadomego lęku przed utratą i bezsilnością wobec cierpienia zwierząt, które kocham. Gdy później ta sama choroba dotyka Arisskę, moja psychika wraca do chwili straty – ale nie po to, by zranić, tylko by uzdrowić wspomnienie.
Choroba symbolizuje coś, co „atakowało” naszą więź – czas, przemijanie, śmierć. Ale fakt, że we śnie Arisska żyje mimo wszystko pokazuje, że moja podświadomość nie godzi się na jej odejście w sensie duchowym. Ona dla mnie nadal istnieje – i to bardzo prawdziwie.

Motyw “ciałka”, ziemi i kremacji:
To bardzo symboliczny fragment. Moje wnętrze wyraża przekonanie, że Arisska nie odeszła „na zawsze”, jeśli jej ciało — symbolicznie — spoczywa w ziemi, z której może wrócić do życia. To nie tyle dosłowna wiara w powrót, ile intuicyjne poczucie, że miłość nigdy nie umiera, a jej energia ciągle krąży w moim świecie.
Lęk, że ciało trafi do kremacji zbiorowej, odzwierciedla strach przed utratą pamięci, przed tym, że coś tak wyjątkowego mogłoby zostać potraktowane jak coś „zwykłego”. To bardzo ludzkie i bardzo piękne uczucie.

“Requiem for a Dream” i scena w kościele:
To niezwykle mocny symbol żałoby i duchowego pożegnania.
Skrzypce – to moja dusza, która wciąż gra dla Arisski. 
Kościół – miejsce połączenia światów. To scena, w której moje serce komunikuje się z nią na poziomie, którego rozum nie potrafi ująć słowami.

Arisska jako żywa, młoda, zdrowa:
Tu sen zmienia ton – to już nie żałoba, tylko spotkanie dusz. To częsty motyw u osób, które bardzo kochają zwierzęta, które odeszły. Moja podświadomość tworzy przestrzeń, w której mogę ją znowu poczuć, przytulić, upewnić się, że ona jest szczęśliwa i żyje — tylko w innej formie. I właśnie dlatego we śnie wiem, że „tak naprawdę nigdy nie odeszła”.

Końcowa scena – wojska i wyrzutnia rakiet:
To symbol powrotu do rzeczywistości, ale z poczuciem zagrożenia lub chaosu. Być może umysł po tak emocjonalnej części snu „broni się” – Adrian z wyrzutnią może być obrazem potrzeby ochrony, gotowości do walki z tym, co mnie przytłacza.
Wojsko i wojna to często symbole wewnętrznego napięcia, walki z samą sobą, albo z losem, który coś odebrał.

Podsumowanie sensu snu:
Ten sen jest moim duchowym spotkaniem z Arisską.
Pokazuje:
• że wciąż ją głęboko kocham,
• że cząstka mnie pragnie odtworzyć moment utraty, by tym razem uratować ją,
• że w moim sercu nie umarła – tylko przeszła w inną formę istnienia.

To sen uzdrawiający – pełen tęsknoty, ale też nadziei. Arisska w nim żyje, bo naprawdę wciąż żyje we mnie. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
Ostatnie sny:

Jadłam z mężem czekoladki i odgryzałam po kawałeczku, by ledwie posmakować każdej z nich, bo nie była to opcja bezcukrowa. Jadłam też jadalną plastelinę. W ręce ugniatałam jagodową (purpurową), po czym konsumowałam. grałam w GTA SA, były wojny gangów. Uciekłam samochodem na osiedle Groove Street, jednak ku mojemu zdziwieniu byłam przez mój własny gang zaatakowana! Następnie chodziłam po mieście zupełnie na golasa. Każdy wiedział, że jestem wilkołakiem, ale obecnie pod ludzką postacią. To była jakaś wioska z drewnianymi chatkami. Wchodziłam do nich, były tam książki z bajkami dla dzieci, w tym nowa wersja jako komiks do uzupełniania - 101 dalmatyńczyków, oraz nowa część - 106 dalmatyńczyków. Chciałam je kupić, ale spoglądając na cenę, odechciało mi się, bowiem książki te kosztowały odpowiednio 10 000 PLN oraz 60 000 PLN za sztukę. XDDDD Niektóre te książki były już uzupełnione przez dzieci. Zmiana sceny, jestem w domu rodzinnym w łazience na górze. Spadło dużo śniegu. Wrzucałam nawilżone chusteczki do sedesu. Nagle patrzę, a to nie chusteczki tylko szmatki do sprzątania! Zaczęłam wyjmować je więc z kibla i przerzucać do umywalki, by uprać ręcznie. Są duże, ale wpadają do odpływu i idą w dół rury. Wyjmuje je, ale niektóre są już głęboko, więc układam dłonie w miseczkę, kładę na odpływie i odtykam. Widzę, że na umywalce stoi odtykacz do rur, jednak uznałam, że pal licho już, odetkam jakoś ręcznie. W końcu wyjmuję wszystkie szmatki z odpływu. Nagle okazuje się, że ta łazienka u góry mieści się tak naprawdę w domku letniskowym. Wyglądam przez okno i widzę naprzeciwko drugi drewniany domek, gdzie mieszka mój crush, którym był w tym śnie mój kolega z pracy, Sławek. Mówię do niego, że skoro mamy domki naprzeciwko, to pewnie on zamierza mnie podglądać. Nagle wybucha wojna i uciekamy. Robiłam w międzyczasie jakoś makijaż i bardzo się do niego przykładałam. Jednocześnie spieszyłam się, bo wiedziałam, że jest wojna i musimy pędzić. Patrzyłam w małe lusterko przed sobą i dokładnie widziałam jak nakładam podkład i resztę kosmetyków. Pomalowałam brwi, a następnie pobrudziłam je podkładem. Byłam zła na siebie i chciałam tylko móc już nigdy więcej nie robić takiego stresującego makijażu. Po zrobieniu tapety poszłam do Sławka i zapytałam czy wyglądam lepiej z makijażem czy bez. Odpowiedział, że z makijażem i najlepiej, bym codziennie robiła sobie inny makijażu. Pomyślałam, świetnie, już po mnie. Za jakie grzechy... Byłam zła, bo nie lubię się malować, ale tępo uśmiechnęłam się i udawałam, że wszystko jest cacy. Chciałam uprawiać dziką miłość ze Sławkiem, jednak on mówi mi, że to niebezpieczne. Mimo wszystko nagle zaczynamy się całować. W międzyczasie jest scena w której moja siostra namawia nas do mieszkania w domu rodziców, ale mówię, że łóżko jest tam bardzo małe i niewygodne na dwie osoby. Szukamy wtem ze Sławkiem ustronnego miejsca, gdzie możemy oddać się upojnej chwili. Jakaś dziewczyna pomaga nam i mówi, że będzie nas kryć. Uciekamy nagle z grupą ludzi do starej jadłodalni, gdzie ja uciekam i zaszywam się na końcu a grupa ludzi zajmuje przód, ukrywając nas. Sławek jest z tyłu mnie, czuję jak całuje mnie po szyi. Wypinam tyłek, oczekując na najlepsze. On komentuje, że widać, że bardzo mi się chce. Wtem idą wrogowie, ale nie zauważają nas. Sławek szybko kuca i zaczyna świdrować językiem przy moim czułym miejscu. Zauważam, że to dobre posunięcie, ponieważ jest teraz zupełnie niewidoczny dla wroga. Czuję, że jest dobrze, ale postanawiam nie pisnąć słowa i pozostawić swoją twarz bez grymasu. Wrogowie natomiast zagadują do ludzi, którzy stoją na przodzie, po czym odchodzą. Następnie scena zmienia się niczym w filmie, jakby parę lat później, po wojnie. jakaś nastolatka nosi nazwisko Sławka, jest jakiś komunikat o tym, że przeżyła wojnę, bardzo młodo wychodząc za mąż (za Sławka).

*

W tym śnie grałam z siostrą w GTA SA i wszystkie samochody na ekranie wybuchały. To był sen we śnie, kiedy obudziłam się, jadłam bułkę i gawędziłam z siostrą. Miałam wrażenie, że to niedziela, ale był to piątek. Co za tym idzie, był to dzień roboczy a ja byłam spóźniona do pracy! Patrzę na zegarek - godzina 10:00. Naprędce odpalam komputer i widzę jak na Teams pewien nielubiany kolega napisał: "Nie no, przecież co złe to nigdy nie Daria!", byłam wściekła, że próbuje wyolbrzymić moje spóźnienie. Widzę też, że ludzie wołali i oznaczali na Teams mnie oraz Ilonę. Patrzę w grafik i okazuje się że dziś miałam dzielić przesyłki w pliku! I miałam to robić od godziny 8:00! Co za stres! Piszę do Ilony co robić i jak ratować sytuację, ale ona nie odpisuje. Paki nie podzielone czekają... Zaczynam je dzielić i piszę znów do Ilony, ale dalej bez odpowiedzi. Zastanawiam się jak będę się tłumaczyć do szefowej z mojego spóźnienia, tym bardziej, że serdeczny kolega na bank mnie podpierdoli do niej. 

Miałam następnie znowu sen o Arissce. I o Simsach i Minecrafcie. Miałam Simsa w Minecrafcie, którego nie dało się zabić. Goniłam go, aż zagoniłam daleko w ocean Minecraftowy, wrzucam go na głęboką wodę, ale nie topi się tak jak NPC w GTA SA (to był taki ocean trochę jakby z Minecrafta i trochę z GTA SA) i w końcu dopadłam go, rozrywając na pół. To był jakiś zły Boss. Wisiałam w powietrzu, nagle spoglądając w dół. na dnie oceanu była jakaś podwodna struktura. Cieszyłam się, że w końcu ją znalazłam, wsunęłam się do wody i zaczęłam płynąć w dół, by obadać nowy obiekt. Była to taka biała, duża świątynia. Na jej szczycie stał nagrobek, na którym było napisane imię tego Simsa i jakaś fraza o wskrzeszeniu go (zaklęcie, które gdy się wypowie, Sims się wskrzesi). Szybko robię zdjęcie i wysyłam do siostry, dając jej znać, że w ten sposób możemy wskrzesić Arisskę. I nagle zmiana scenerii i leżałam z Arisską na łóżku. Patrzyłam w jej małe oczka i głaskałam po łebku. Powiedziałam, że tęsknię za nią i ku mojemu zaskoczeniu, ona odpowiedziała ludzkim głosem, niczym po Wigilijnej kolacji: "Ja za Tobą też". Rozemocjonowana powiedziałam, że bardzo ją kocham. Jej pyszczek poruszył się i usłyszałam bardzo wyraźnie, jak powiedziała: "Ja Ciebie też bardzo kocham". Byłam rozczulona i niebywale zaskoczona. W tym śnie w kolejnej części było tak, że moja siostra i Arissa umarły i powróciły znów do życia, to było takie coś, jakby wizyta w zaświatach, by sprawdzić jak tam jest i powrócić z raportem. Tylko, że Arissa miała wrócić do zaświatów a moja siostra ją tam tylko odwiedzała. Pytam Arisski jak było, ona odpowiada, że bardzo fajnie tam jest i wesoło, że jest się lekkim jak piórko i można latać. Siostra potwierdziła. Mówię im, że chciałabym, żeby mi Bóg kiedyś zrobił analizę życia, całego mojego życia. Siostra dopowiada, że w niebie jest w sumie tak jak tutaj, tylko, że śnieg ma kolor czerwony a błyskawice są białe a nie żółte (WTF).

Notatki:

Ten sen pokazał mi, jak mocno żyję ostatnio w napięciu, w presji i w poczuciu, że muszę być zawsze dostępna, zawsze punktualna, zawsze perfekcyjna. Moja podświadomość wyciągnęła na wierzch mój lęk, że zawiodę w pracy, że inni zobaczą moje potknięcia i że ktoś wykorzysta je przeciwko mnie. To uczucie „muszę ogarnąć wszystko natychmiast” tak mocno we mnie siedzi, że w snach przeradza się w chaos, presję czasu i strach przed oceną.

Widzę też wyraźnie, że moje poczucie obowiązku jest aż zbyt silne — tak bardzo boję się popełnić błąd, że przenoszę to nawet do snów. To jest dla mnie sygnał, że potrzebuję trochę ulgi, oddechu, oderwania od bycia wiecznie „czujną”.

Druga część snu — ta z Arisską, siostrą i symboliką gier — mówi zupełnie innym językiem. To jest język tęsknoty, miłości i pragnienia, żeby odzyskać to, co straciłam. Moja psychika tworzy światy, w których granice śmierci da się obejść, gdzie można kogoś wskrzesić, odnaleźć, przywrócić do życia. To jest bardzo naturalne, zwłaszcza gdy strata była ogromna i nagła. W tych snach próbuję „oswoić” śmierć, nadać jej jakąś strukturę, jakiś sens.

Fakt, że Arisska mówiła do mnie, jest dla mnie czytelny — to jej głos, którego tak bardzo mi brakuje, odbity przez moją wyobraźnię. To jest czyste pragnienie, żeby jeszcze raz usłyszeć, że ona jest szczęśliwa, że niczego nie żałuje, że jest blisko. W snach dostaję odpowiedź, której nie mogę dostać na jawie.

Zarówno słowa siostry, jak i Arisski o „zaświatach”, o lekkości i o lataniu, pokazują, że moja psychika próbuje mi dać ukojenie — że próbuje mi powiedzieć, że tam, gdzie one są, nie ma bólu, że to nie jest puste nic, tylko coś spokojnego i dobrego. Widzę też, że wciąż szukam sensu, znaków, „raportu” z tamtej strony. To jest potrzeba zrozumienia i zamknięcia pewnych emocji.

Końcowy fragment snu mówi mi, że mam w sobie głęboką potrzebę, żeby ktoś mi kiedyś wyjaśnił całe moje życie, wszystkie wybory, wszystkie bóle, wszystkie drogi. To pragnienie porządku i zrozumienia jest we mnie bardzo silne. Czasem czuję, że chciałabym móc spojrzeć na swoje życie z góry — tak, jakby ktoś mądry i większy ode mnie streścił mi jego sens.

Cały ten sen to połączenie dwóch rzeczy:
napięcia, które mnie męczy na co dzień, oraz ogromnej tęsknoty, która wciąż żyje we mnie po odejściu Arisski.
I chyba właśnie o tym jest ten sen — o mojej wrażliwości, zmęczeniu, miłości i o tym, jak bardzo pragnę spokoju i pewności, że wszystko jest tak, jak powinno być.

*

Miałam taki sen, że czekałam na weterynarza. Miało to miejsce pod swego rodzaju wiaduktem, a weterynarz przyjmował w małym budyneczku, wyglądającym jak przyczepa kempingowa. Było bardzo dużo ludzi w kolejce, którzy czekali. Na smyczy miałam Lucy i Arissę, moje (nie żyjące już na jawie) suczki. Miałam iść do budynku, który mieścił się za wiaduktem, poprosiłam Ilonę (koleżankę z pracy), żeby pilnowała kolejki. Nie wiem co miałam załatwić w tym budynku, ale w jego wnętrzu zagadał mnie jakiś człowiek, był to jakiś znajomy mężczyzna, może któryś mój ex? Dokładnie nie wiem. Kiedy wracałam do budki weterynarza, spojrzałam w telefon - Ilona dzwoniła 8 minut wcześniej. Napisała SMS, żebym oddzwoniła. Zadzwoniłam do niej i okazało się, że weterynarz właśnie poprosił ją do gabinetu i czeka tam na mnie. Powiedziałam, że już idę. Wchodząc do weterynarza, prawie się potknęłam i przez przypadek wyjęłam inne dokumenty niż powinnam. Przeprosiłam za to i siadając już przy biurku weterynarza podałam mu poprawny dokument - książeczkę zdrowia Arissy. Ilona siedziała za weterynarzem. Weterynarz pyta o jakąś kwestię związaną z Arissą, chyba o jej wiek. Mówię, że "Arissa jest..." i nagle zacinam się, po chwili kończąc: "To znaczy, była... Pomyliłam się, mówię tak z przyzwyczajenia, wciąż wydaje mi się, że ona ze mną jest, ale nie ma jej już z nami...", po tych słowach czuję jak łzy tęsknoty napływają mi do oczu. Wychodzę z gabinetu na zewnątrz i oddalam się od wiaduktu. Kiedy odwracam się z powrotem, widzę pod gabinetem jakieś zamieszanie. Uznałam, że trzeba rozgonić to towarzystwo i spłoszyć. Obok gabinetu widzę mojego Dustera, w nim siedzi Ilona z psami. Dzwonię i mówię do niej, że ma natychmist brać psy i uciekać z samochodu, bo będę strzelać. Wtem zza pleców wyciągam wyrzutnię rakiet typu RPG-7 i oddaję strzał, by rozgonić zamieszki. Trafiam w Dustera, który wybucha jak w GTA a ludzie faktycznie płoszą się i uciekają.

Notatki:

Ten sen uświadomił mi, jak bardzo wciąż tęsknię za Arisską i Lucy. Nadal czuję, że są przy mnie, choć wiem, że już ich nie ma. Zrozumiałam, że moja podświadomość daje mi takie momenty, w których mogę je jeszcze poczuć blisko siebie, a potem przypomina mi brutalnie, że rzeczywistość jest inna.

Sen pokazał też, jak ogromną presję i odpowiedzialność odczuwam w codziennym życiu – za wszystko, co wokół mnie, za ludzi i sprawy, które muszę ogarnąć. Czułam w nim, że pragnę kontroli i bezpieczeństwa, że chciałabym móc chronić to, co kocham, i powstrzymać chaos, który pojawia się niespodziewanie.

Najbardziej uderzyło mnie, że wciąż próbuję pogodzić to, co było, z tym, co jest teraz. Próbuję zaakceptować stratę, ale też zachować w sobie miłość i pamięć o tych, których już nie ma. Ten sen przypomniał mi, że moja tęsknota i potrzeba ochrony są naturalne, że mogę czuć smutek i jednocześnie zachować siłę.

Czuję, że on mnie też trochę uwalnia – pozwala wypuścić emocje, które w codziennym życiu trzymam w sobie. To był sen, który daje mi świadomość mojej wrażliwości, miłości i siły jednocześnie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
Dzisiejszy sen:

Miałam, oprócz mojego dalmatyńczyka, biszkoptową chihuahuę. Szłam chodnikiem po mojej ulicy i przy krzyżu był taki dom, taka rudera w sumie. To był chyba dom hodowcy. Miałam chomika, który wyglądał jak myszka, miał mysi ogon i był malutki. Trzymałam go na rękach i sadzałam sobie na ramieniu, bo nie miałam gotowej dla niego jeszcze klatki. Teoretycznie była gotowa, ale nie miała trocin jako wyściółki a nie chciałam, żeby chomik biegał po gołym podłożu. Z myszką na ramieniu udałam się do kuchni, by przygotować obiad. Kroiłam mięso, wielki kawałek a'la schabu, który był... kotletem sojowym. Strukturę i wygląd miał jednak najprawdziwszego mięsa. Chciałam zrobić rodziców w bambuko i przyrządzić posiłek wegański, mówiąc, że to mięso, a następnie wyznając prawdę - że to soja. Smażę zwykłe schabowe i te sojowe. Na stół (pod schodami) podaję jajka gotowane ze szczypiorkiem i te dwa rodzaje kotletów. Kamil (kolega z pracy) od razu leci jak wygłodniały wilk, porywa jajko i zaczyna żreć. Ja z nim następnie jem obiad przy mniejszym stole w kuchni przy oknie. Potem zauważam, że nikt nie ruszył sojowych kotletów. Chciałam poczekać, aż ktoś je zje, żeby zapytać o opinie. Następnie siedzę na kolanach u Kamila, odwrócona tyłem do niego i śpiewam piosenkę z Titanica po polsku. Nagle czuję, że on trzyma dłonie na moich biodrach i porusza mną (moim ciałem) tak, żebym tyłkiem robiła mu taniec na kutasie. Czułam jego wielkiego bolca pod dupą, uwięzionego w spodniach. Biedny. Potem zmiana sceny, szłam na plażę i były jakieś potworki wodne (z Wiedźmina), a wcześniej w TV oglądałam jak Ciri reklamowała krem nawilżający do twarzy. Reklama wyklądała tak, że Ciri brała spod wody (w takim basenie przeszklonym na środku sklepu) ten krem i używała na twarz i miała nawilżoną. A więc kiedy byłam na plaży i wychodziły z wody te potworki, okazało się, że nie są one złe. Ludzie chcieli je atakować, pewien mężczyzna przeszedł na ich stronę (stanął po ich stronie) (jak w Królu Lwie 2) i ochraniał ich przed ludźmi. Ja stałam po stronie ludzi, ale nagle namyśliłam się i przeszłam na stronę potworków. Ludzie jednak wciąż nas uciskali i walczyli z nami, mimo, że coraz więcej ludzi przechodziło na naszą stronę. Zamieniłam się w smoka i stojąc w połowie w morzu, obniżyłam łeb i ryczałam na ludzi. Zaczęli uciekać w kierunku drabiny, która prowadziła na wydmy. Byłam znów człowiekiem i także szłam po tej drabinie. Nagle bunt ludzi - zawracają i schodzą z powrotem na dół. Wkurwiłam się. Zeskoczyłam z drabiny i znów stałam się smokiem. Ziałam ogniem w drabinę, zmuszając ich, by szli do góry, czując ogień na dole. Odwróciłam łeb i zobaczyłam, że na plaży wciąż są jeszcze jacyś ludzie. Bez skrupułów zionęłam w nich ogniem. Kilka osób potrąciłam specjalnie pyskiem, odrzucając ich ciała z dużą mocą i uderzając tak mocno, że niektórzy umierali od razu. Spojrzałam na tych ludzi, były wśród nich znajome osoby i moi dawni przyjaciele. Przez chwilę zrobiło mi się żal i odczułam sumienie, ale tylko na chwilę. Pomyślałam, że może mogłam ich oszczędzić? Nie. "Trudno. Nie jestem już dobrym smokiem" (odnosi się to do tego, że ostatnio na jawie doszłam do wniosku, że zbyt wiele ludzi zrobiło mi krzywdę i nienawidzę ich i mam ich dosyć i mam dość bycia dobrą dla nich), po czym pod postacią ludzką już, ruszyłam w kierunku budynku. Przechodząc przez budynek zauważyłam, że jakiś facet stoi na mojej drodze. Powiedziałam do niego, twardo i bez wyrazu: "Let me go", po czym on posłusznie zszedł mi z drogi. Znów pomyślałam: "Nie jestem już dobrym smokiem". Na dworze spotykam jakąś dawną znajomą tych ludzi oraz moją. Była z psem w typie dużego pitbulla o umaszczeniu niebieskim (blue). Mówię jej: "Ale się wszystko pojebało..." - chodziło o to co zaszło na plaży i co się stało z tymi ludźmi (że stali się źli i chcieli skrzywdzić potworki). Po tym przytulam ją przyjacielsko i zauważam, że jej pies się jej nie słucha, ciągnie na smyczy. Proponuję, że ja jej pokażę jak wytrenować psa i biorę smycz. Koryguję zachowania psa, kiedy ten mnie szarpie, ja zatrzymuję się lub szarpię na swoją stronę. Pies patrzy na mnie zdziwiony. Smycz jest gumowa, zbyt cienka dla tak silnego psa, boję się, że pies się w końcu urwie, jeśli mocniej szarpnie. Myślę o moim psie, który nie ciągnie na smyczy a mimo tego ma ją porządną. Mówię to koleżance i razem ruszamy do sklepu, by kupić nową smycz. Koleżanka mówi, że jak pójdziemy w kierunku plaży to tam będzie sklep. Idziemy. Ktoś jest z nami i chce iść wzdłuż wydm. Koleżanka mówi, że skoro już przyjechaliśmy nad morze, to chodźmy plażą. Ja też jestem za tym. Ta trzecia osoba to mężczyzna, blondyn o bardzo białych i prostych zębach. Schodzimy z wydm i idziemy. Wchodzimy do małej, drewnianej chatki. Pies nagle jest małym szczeniakiem, który skacze na ludzi. Szybko odciągam go i karcę. On, zrezygnowany i zmieszany, podaje mi łapę (wykonuje gest podania łapy). Wychodzimy, mężczyzna kładzie mi rękę na klatce piersiowej. Czuję ciepło, jego dotyk jest przyjemny. Drugi chłop, stojący w sklepie, pogania nas, bo przez nas nie może wyjść (bo stoimy w progu). Pytam go dlaczego nas pogania i czy to dlatego, że jest zazdrosny o to, że inny facet zbliża rękę do moich cycków.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
Dzisiejszy sen:

Miałam taki sen, gdzie na początku kradłam mopa od kogoś z firmy. Pracowałam na dwa etaty, w jednej firmie, gdzie nie chciałam całkiem rezygnować z tej pracy, oraz w drugiej firmie, gdzie miałam lepiej zarabiać. W każdej firmie pracowałam na pół etatu. Zamierzałam powiedzieć przełożonej z tej pierwszej firmy o tym, że muszę zacząć pracę na pół etatu, ze względu na drugi etat. Zastanawiałam się jak to zrobić i czy będą problemy. Pracowałam w jednym i drugim miejscu i w obu firmach miałam bardzo fajne towarzystwo. Zastanawiałam się w której pracy zostać na dłużej, by przejść następnie na cały etat, a z której pracy zrezygnować. W końcu czułam akceptację w grupie. Rozmawialiśmy w jednej z tych firm z ziomkami na temat wolnego dnia, chcieliśmy iść na miasto na obiad. Powiedziałam żartem, że na dłuższą metę to braknie nam hajsu na takie balowanie co chwila na mieście. Rozmawialiśmy też o kredytach, o braniu kredytów, naliczaniu odsetek i latach spłaty. Ogólnie bardzo dużo rozmów było w tym śnie. Długich i nawet w większości logicznych. Następnie robię u siebie w domu rodzinnym fotki aparatem Nikon, testuję aparat, siedząc w szlafroku na fotelu, przybliżam na szlafrom i robię makro zdjęcia. Ale okazuje się że do aparatu musi być 100 lub 200 zł włożone, żeby móc "wywołać" zdjęcia (jak z kliszy). Głowiłam się jakim cudem robiłam zawsze zdjęcia lustrzanką na wycieczkach szkolnych i kto ryzykował dając mi tak dużo banknotów do aparatu, skoro to jedno zdjęcie kosztowało te 100-200zł, a ja zawsze robiłam mnóstwo zdjęć. Potem w tym śnie miałam jakiegoś kochanka, wskoczyłam na łóżko w sypialni rodziców i on tam był. Wskoczyłam jako pies(?), bo czułam, że jestem na czterech łapach. I nagle znów zmiana sceny. Byłam na kuchni z szefową jednej z tych firm i rozmawiałyśmy, pierw ona opowiadała o tym jak pewien mężczyzna kiedyś w pracy wziął herbatę za podryw. Ona zaniosła mu herbatę, on podziękował i uznał taki gest za zaloty, natomiast nie powinien, bo herbata z cytryną oznaczała podryw, a on dostał bez. Następnie ja opowiadałam jej (historia z jawy, nie z poprzednich snów) o tym jak kiedyś z mężem spizgaliśmy się i on wziął kubrak psa za sukienkę i zapytał, czy przymierzę. Opowiedziałam tą historię bardzo szczegółowo. Następnie byłam znów w domu rodziców w salonie i opiekowałam się kotami Agnieszki (koleżanki). Były jej dwa koty, Leon i jakiś nowy, oraz Ignac. Chciałam wszystkie brać na ręce, ale tylko Ignac na to pozwalał. Inne koty szarpały się a jeden nawet uderzył mnie (mocno) w brodę, po czym uciekł. Potem poprosiłam siostrę, by zrobiła mi zdjęcie z kotami, abym mogła wysłać tej koleżance. Siedziałam wtedy na dywanie a koty wchodziły mi na kolana. Potem poszłam do mojego pokoju, było ciemno, miałam zrobić sobie kilka selfie przed dużym lustrem (na jawie go nie mam w pokoju), w bieliźnie, żeby były widoczne tatuaże. To lustro było rodzajem krzywego zwierciadła, gdzie w lusterku moje tatuaże były widoczne jako zniekształcone, lub zamieniały się w zboczone obrazki i teksty.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
Ostatnie sny:

Miałam dziś sen, w którym byłam na jakimś wydarzeniu, gdzieś na obozie w środku lasu, z innymi ludźmi. Był tam taki grubszy chłop, niezbyt ładny, z którym miałam romans. Poszliśmy do jakiegoś pustego pokoju, wiem, że miał dziewczynę. Położył się na mnie na golasa i próbował wcisnąć pytona we mnie, jednak nie dawało rady. Powiedział, że przez fakt, że ma dziewczynę, jego erekcja i możliwości seksualne są zablokowane. Uznałam, że w takim razie trzeba jej oznajmić, że nie są już razem. Znalazłam tą dziewczynę w toalecie, oznajmiłam jej te wieści. Nie wzruszyła się tym. Wróciłam do tego grubego i znów próbujemy. W końcu, tym razem jego pała wypełniła mnie po brzegi, pyta, czy jest okej, mówię mu, że tak. I to by było tyle z tego snu.


Po obudzeniu się i ponownym zaśnięciu byłam z mężem w hotelu na "urlopie od całego życia", któryś już raz do tego hotelu wróciliśmy. To był hotel z poprzednich snów, nie z prawdziwego życia. Miałam ze sobą jakieś testery kosmetyków. Miałam wsadzić do jednego pudełeczka winogrona, po czym zamknąć pudełeczko, wtedy mini szpileczki przytwierdzone do wieczka od dołu miały przebić te winogrona, które miały stać się miksturą - organicznymi cieniami do powiek, o świetnym aromacie (byłam trzeźwa przed zaśnięciem, przysięgam XD). Jednak po zamknięciu i otwarciu pojemnika zastałam tylko rozdziabane owoce i lejący się z nich sok. Przystawiłam drugą dłoń od dołu, by sok cieknął na wnętrze owej. Zastanawiałam się czy spić ten sok z dłoni, ale uznałam, że brzydzę się, skoro te winogrona były w jakimś niesterylnym opakowaniu. Idę do łazienki, by strzepnąć sok do umywalki. Wychodzimy na zewnątrz i przy wiejskiej drodze uwiązany jest pies - to niby nasz dalmatyńczyk, ale w tym śnie to był pies teściowej. Biorę garść karmy i rzucam psu w liście, leżące na trawie. karma przelatuje przez nie i wpada w ziemię. Okazuje się, że pod liśćmi jest tunel, jakby duża nora. Pies wpada do niej i szuka smakołyków. Wracamy do jakiegoś domu, teściowa tam jest, mówimy jej o psie, że wczoraj wieczorem nie nakarmiliśmy go, ale dziś dostał więcej. I że ma fajną norę, która służy mu jako buda. Skapnęłam się, że rzuciłam mu swoją karmę, nie karmę teściowej. Uznałam, że szkoda mojej karmy na psa, który aż tyle je. Teściowa wyprzedza jednak moje pytanie o inną karmę i mówi, że kupiła swoją i żebyśmy ją dawali temu psu. Wtem ktoś pojawia się w drzwiach i daje nam cztery siatki - odbieram je. Trzy są ciężkie, jedna lżejsza. Myślałam, że to jakieś prezenty dla nas, ale okazało się, że to wyprawka dla niemowlaka córki koleżanki teściowej, która właśnie urodziła.

*

Miałam sen, w którym byłam partnerką jakiegoś muzułmanina, Kurda. Miał jakieś inne baby i wiedziałam, że z nimi sypia. Obrzydzało mnie to. Byliśmy wraz z innymi osobami w małym, drewnianym domku (coś jak "cabin" w USA), Kurd stał na środku i pokazywał swoje ciało i prężył muskuły. Nie miał natomiast za grosz mięśnia, miał zwiotczałą skórę jak stary dziadek. Ja opowiadałam jakiejś koleżance o swoich przygodach seksualnych z innymi facetami, żeby poczuć się lepiej (XDDDD), rozmawiałyśmy po polsku i cieszyłam się, że Kurd nie rozumie o co chodzi, to był mój sekret. Nagle słychać jakieś wystrzały. Wyglądam z domku i widzę na niebie rozbłyski, jakby fajerwerki. Mówię na głos, że fajerwerki puścili. Jednak przyglądam się bardziej i widzę, że to nie fajerwerki a bomby. Krzyczę, że to pociski, po czym usuwam się w głąb domku, próbując ukryć. Żałuję, że nie mamy piwnicy ani żadnego schronu. Bomby zaczynają spadać i uderzać o ziemię z hukiem, spadają wszędzie dookoła naszego domku. Wśród ludzi panika. Na szczęście żadna bomba nie trafia domku ani żadnego z nas, jednak widzę przez drzwi balkonowe jak kolejne pociski uderzają w ziemię. Kiedy sytuacja uspokaja się, mamy lecieć samolotem gdzieś. Moja mama nie chce zabrać legowiska mojego psa, bo twierdzi, że jest za duże i nie zmieści się do walizki. Błagam ją, zabieram to legowisko i taszczę ze sobą w drodze (pieszej) na lotnisko. Co chwilę przystaję i próbuję wcisnąć je do walizki. Nie chcę kupować na miejscu nowego legowiska a tego wyrzucać, bo to ulubione legowisko mojego psa. Mama mówi, żebym kupiła po prostu nowe, ja nie godze się na to. Potem leci wielki samolot i nagle spada na nas. Leci dziobem prosto w naszą stronę, jesteśmy bezradni. Jednak kiedy już jest bardzo blisko, nagle jego rozmiar drastycznie zmniejsza się. Samolot uderza w ziemię, ale okazuje się być jak kauczuk - odbija się i wpada prosto w ręce mamy. Krzyczę do niej, żeby wyrzuciła ten samolot, jak granat, bo za chwilę wybuchnie. Mama wyrzuca go a on zaczyna latać po całym niebie, niczym boomerang. To samolot nowej dupy Kurda, która nagle pojawia się obok nas. Zagaduję ją o ten samolot, pytam, czy on zawsze wraca do niej jak boomerang. Nie pamiętam jej odpowiedzi, choć wiem, że coś odpowiedziała. Potem siedzimy przy stole, jem tortillę, którą sama sobie zawinęłam. Laska siedząca naprzeciwko ma lepszą tortillę - zamiast we wrapie zbożowym - w papryce, z dużą ilością składników (dużo warzyw i mięsa w papryce). Inna laska, siedząca obok mnie, pyta czy przytyję po tej swojej tortilli, ale odpowiadam jej, że nie. Potem jakiś kelner podaje bigos i jemy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
Ostatnie sny:

Miałam taki sen, że byłam z Mateuszem (kolegą z lat młodości), czy raczej nie byłam z nim a on mnie podrywał i chciałam go sprawdzić. I tak jakby, zamieniłam się i rozdwoiłam - byłam inną dziewczyną, która miała go wyrwać i sprawdzić, czy na nią poleci. I tu taka mega zagmatwana sprawa, bo raz byłam tą dziewczyną, a raz sobą. Podrywałam go, patrzyłam czy na mnie leci (a leciał), za chwilę byłam znowu sobą, wkurzoną i z coraz bardziej złamanym sercem, choć tak naprawdę nie miałam złamanego serca, tylko byłam wkurzona, ale i zadowolona - chciałam potem wygarnąć mu "zdradę" i się go pozbyć. Nie na rękę mi było randkowanie z nim. Ta druga ja ćpała amfetaminę w toalecie i opowiadała Mateuszowi o swoim nałogu, patrząc jak on na to zareaguje. Zaakceptował to i wciąż na nią leciał. Był przy niej inny - mniej zboczony, bardziej stonowany. Pomyślałam sobie, co ja zrobię, kiedy on dowie się o tym, że ta dziewczyna to ja, że jakby, to ja ją wysłałam? Że to moja druga wersja, która służyła przetestowaniu go? Będzie wściekły. Ale trudno. Trzeba się go pozbyć. Poszłam do tej drugiej dziewczyny, tej jakby drugiej mnie, zapukałam do jej drzwi i poprosiłam o raport z podrywu. Zaprzyjaźniłam się z tą dziewczyną, dużo rozmawiałyśmy, opowiedziała mi też o swoim nałogu, a ja jej o tym, że też kiedyś "ćpałam", bo byłam uzależniona od leków nasennych. Ona skomentowała, że to nie to samo. Potem z moim mężem biegaliśmy po górach, w tle były pasma górskie. Padał deszcz a chcieliśmy dobiec do teściów domu w miarę susi. Koleś na rowerze jedzie powoli, wlecze się po tych górach, mijamy go i zaczepiam o jego kierownicę swoją torbą. Przeprosiłam go. Nie był zły, sam przeprosił za to, że tak wolno jedzie. W domu moja kuzynka (Agnieszka) z dzieciakiem. Pomyślałam sobie, oho, już spokojnie nie będzie. I w tym momencie jej dzieciak zaczął wydzierać mordę, co mnie irytuje.

*

Miałam taki sen, w którym w końcu byłam w stanie kontrolować ogień. Było jakieś zdarzenie w opuszczonym budynku, gdzie były powybijane szyby i trzeba było za pomocą ciepła jakby zaizolować te szyby. Wybili je jacyś źli ludzie, których trzeba było znokautować. Dostałam się do tego budynku, ludzie, którzy tam działali, mówili, że mam odejść, bo nic tu nie wskóram. Na środku budynku (w stanie surowym był ten budynek) stała jakby butla, gdzie od góry był zapalony ogień, jakby taka wielka zapalniczka. Podeszłam do tej butli i uznałam, że włożę w ogień dłoń. Uspokajałam siebie w myślach mówiąc, że na bank nic mi nie grozi i ogień mnie nie poparzy. Z duszą na ramieniu włożyłam dłoń w płomień. Poczułam ciepło, ale nie poparzyłam się. Zadowolona z siebie odsunęłam się od butli i skierowałam otwartą dłoń w stronę jednego z okien. Za pomocą woli wytworzyłam ogień, który buchnął strumieniem z wnętrza mojej dłoni. Ogień rypnął w ramę okna, zasklepiając je. Ludzie pracujący tam byli zszokowani. A ja zadowolona z siebie. Zrobiłam tak jeszcze z pozostałymi oknami, po czym urwał mi się film. Możliwe, że ktoś mnie znokautował i straciłam przytomność. Obudziłam się (we śnie oczywiście) we wnętrzu tej rudery, była ze mną moja koleżanka, Agnieszka, która była w półśnie, nic nie ogarniała, jakby była odurzona. Ja wstałam i zaczęłam rozglądać się, widziałam za drzwiami, że chodzą jacyś ludzie. Wiedziałam, że to ci źli. Znów uniosłam rękę i otwierając dłoń, buchnął z niej ogień. Nakierowałam strumień ognia na tą dziewczynę, która chodziła za drzwiami, podpalając ją. Uciekła w popłochu. Podeszłam do Agnieszki, zaczęłam ją budzić. Była wystraszona. Uznałam, że wezmę sprawy w swoje ręce. Wyszłam z pokoju, zamykając go za sobą i ruszyłam przed siebie, by eliminować wrogów (w taki sam sposób jak tą pierwszą dziewczynę). Byłam niezwykle zadowolona z mojej umiejętności sprawnego władania ogniem. Ani przez chwilę nie miałam z nim problemów, gdzie w poprzednich snach nie było to takie oczywiste. Dostałam się na dach budynku, gdzie pojawił się obrzydliwy, starszy facet z naroślą na brzuchu, która była oblepiona jakąś białą, ropną wydzieloną. Ten chłop chciał się ze mną chędożyć, jednak ja uznałam, że nie ma chuja we wsi, nie będę z takim oblechem tego robić. Uciekłam od niego z powrotem do budynku, gdzie natknęłam się na faceta, który był ognistym pyromaniakiem. Wyglądał trochę jak postać z piekła, miał czerwonawą skórę i specyficzny wygląd, ale był przystojny. Powiedziałam mu, że jestem Alfą Klanu Ognia (motyw z mojej książki), ale jeszcze nie do końca umiem tym ogniem władać. Uznał, że mnie nauczy. Nauka polegała jednak nie na nauce czegokolwiek związanego z ogniem lecz na nauce telekinezy. Miałam utrzymać w powietrzu niemowlaka, którego on pierw podniósł telekinetycznie i skierował w moją stronę. Przejęłam go i trzymałam w powietrzu, aż czułam, że dłużej nie dam rady i niemowlę opadło na łóżko. Następnie znów byliśmy na dachu budynku, gdzie poszłam w tango i oddałam się uciechom cielesnym z pyromaniakiem. Obok był weterynarz, który leczył jakiegoś brunatnego psa, który bardzo się bał i przy tym piszczał. Pyromaniak uznał, że nie jest w stanie chędożyć się w takich warunkach i że zamiast tego idziemy na spacer. Zapytałam go, czy idziemy z moim psem, ale powiedział, że nie zabrał psa z domu. Uznałam więc, że go sobie tutaj teleportuję. Nagle byliśmy na ulicy i padał deszcz, byłam pod wiaduktem a pyromaniak już zmierzał do przodu i kontynuował spacer. Ja zaczęłam po kolei przywoływać do siebie przedmioty a na końcu psa. Pierw teleportowałam parasolkę, następnie smycz z obrożą a na końcu dalmatyńczyka.

Kiedy obudziłam się i poszłam ponownie spać (tym razem już na jawie), śniłam o tym, że na wystawie na targu była koszula, którą chciałam zdobyć, bo była moja. Jednak ona przepadła. Wraz z koleżanką z pracy (Iloną) ustaliłyśmy, że trzeba jej na tym targu poszukać. Ruszyłam tam więc i koszula znalazła się pod wystawą, siedział w niej jakiś ciemnoskóry facet. Aby odzyskać koszulę, musiałam się z nim hajtnąć. Pamiętam, że w tym śnie również użyłam ognia w podobny sposób jak w poprzednim śnie, aby powstrzymać swojego nowego niedoszłego męża przed agresją.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#47
Dzisiejszy sen:

Miałam sen, w którym moja koleżanka z gimnazjum (Kaśka M.) musiała wybrać między Mateuszem a Pawłem. Spałyśmy obie z Mateuszem i Pawłem i miałyśmy oszacować, który jest lepszy. W sensie no, spałyśmy, i tylko tyle (a szkoda). Kaśka cały czas pisała z nimi obuma i pytała mnie, który będzie lepszy jako partner. Powiedziałam, że oczywiście, że Paweł, bo Mateusz jest chamski, gburowaty i totalnie nie jest gentlemanem. Szykowałam się gdzieś, miałam na sobie czarną, pilsowaną spódnicę i właśnie zakładałam na nogi turkusowe balerinki. Mateusz patrzył, czułam, że był podjarany tym widokiem. Pomyślałam sobie, że no tak, wiedziałam, że to zboczeniec. Paweł taki nie jest. Będzie lepszym wyborem. W nocy w łóżku mnie przypadł Mateusz. Leżeliśmy na boku a ja przytuliłam się do jego gołej klaty. Wiercił się jednak, bo nie mógł spać. Poleciłam, że dam mu moje ziołowe tabletki na spanie. Nie chciał, odmawiał, ale w końcu, wyczerpany, zgodził się. Podałam mu dwie tabletki i położył się do spania, ale ja akurat już wychodziłam. Były wakacje i Kaśka Ch. wzięła kołdrę i zwinęła ją w taką jakby łódkę, rzuciła na ziemię, rzuciła sobie tam telefon i inne rzeczy i zamierzała sobie tam leżeć. Pod łóżkiem w pokoju był jakby cały mój bagaż wakacyjny, miałam tam różne torby i organizery. Jedna torebka była na wierzchu - lakierowana, błękitna. Ktoś ją ubrudził, bo jadł nad nią coś. Schowałam ją do jednej z toreb i uznałam, że w wolnym czasie ją umyję. nad tymi torebkami siedział mój mąż i głaskał naszego psa. Obawiałam się, że będzie sypać się sierść i nasypie się do bagażu. Chciałam przestawić te torby, żeby w razie w ta sierść naleciała do tej, z której najłatwiej ją będzie usunąć. W końcu wychodzę. Znajduję się w czyimś domu - wyposażonym i do zamieszkania, ale pustym. Ponoć nikt tam nie mieszkał. Drzwi były otwarte. Weszłam i czułam się jak u siebie, pomyślałam, że skoro póki co nie mogę mieć swojego domu, będę przebywać tutaj i mieć chociaż namiastkę. Dom był bardzo duży, ale głównie skupiłam się na kuchni, gdzie był duży, kamienny stół z tablicami magnetycznymi zawieszonymi nad nim. Z tyłu był kamienny blat a na nim książeczka, w książeczce były narysowane zwierzęta leśne, każde zwierzę pachniało innym zapachem. Jednak zapachy były już wypłowiałe i niedługo trzeba by było je odświeżyć. Pojawia się wspomnienie z mojego innego snu, w którym siostra miała podobny dom. Przechadzam się po tym domu, nagle z salonu woła mnie facet, jak się okazuje, właściciel. To biznesman, który siedzi w garniturze z długopisem w ręce, przy dużym stole. Wygląda to jak salon-sala konferencyjna. Wstał, podszedł do mnie i zapytał co tu robię, dlaczego tu jestem. Mówię, że drzwi były otwarte, że weszłam, nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka. Zapytał czy zapukałam, powiedziałam, że nie i przeprosiłam za to. Kiedy myślałam, że już między nami wszystko w porządku, chłop nagle wyzwał mnie i to od najgorszych! Powiedział, że jestem kurwą. XD Udałam, że się rozpłakałam z tego powodu, po czym odeszłam. Jakaś osoba próbowała mnie zatrzymać. Następnie spostrzegłam, że ten właściciel domu ma pitbulla. Bawił się z moim psem, który w tym śnie wyglądał bardziej jak collie niż dalmatyńczyk. Zawołaliśmy psy do siebie. Jego pies miał pizdę na szyi. Mój długą sierść. Pomyślałam sobie, że przecież to niedorzeczne, bo dalmatyńczyki nie mają długiego włosa. Chciałam zapytać czy pies tego faceta jest z hodowli, ponieważ wyglądał na brzydkiego i zaniedbanego jak na psa z renomowanej hodowli. Odpuściłam jednak to pytanie. Potem miała być jakaś impreza w kościele, coś jak wesele. Pod kościołem idąc na wydarzenie, paliłam papierosa. Pewna osoba z tłumu powiedziała mi, że to wszystko jest nagrywane. Nie chciałam na nagraniach być potem z fajką w ustach. Osoba zasugerowała zgasić papierosa i schować do kieszeni. Ja jednak nie chciałam by ubranie śmierdziało mi kiepem, więc zgasiłam papierosa i odłożyłam na popielniczkę. Uznałam, że jeśli nikt mi jej nie wypali w czasie imprezy, dokończę potem. Idziemy do kościoła, schodami na górę na taki jakby balkon. Tam mamy połączyć się w pary i tańczyć. Ja oczywiście pary nie miałam, nikt nie chciał ze mną tańczyć, toteż musiałam tańczyć sama. Wywijam ciałem przy poręczy balkonowej, robię dziki taniec, jak w strip clubie. Następnie mieliśmy rozebrać się do naga i wbiec do morza. Szybko wykonałam polecenie i po chwili byłam cała na golasa. Jednak już idąc do wody spostrzegłam, że jednak inne laski mają na sobie gacie, a nie mają jedynie staników. Szybko chciałam wrócić po majtki, jednak zaczepiła mnie jakaś dziewczyna i poprosiła abym wzięła dla niej ręcznik. Wiedziałyśmy, że wypożyczalnia ręczników jest płatna, więc dała mi jakieś malutkie żetony do ręki. Miałam swoje osobiste ręczniki, ale nie chciałam się nimi dzielić. Kiedy już brałam dla niej ten ręcznik, okazało się, że był mokry i trzeba było go "naprawić", czyli osuszyć na grzejniku żeberkowym. Przekazałam jej tą informację, po czym wróciłam po własny ręcznik. otwierając bagaż (czyli drzwi od szafy, za którą była suszarka do ubrań na której na wieszakach wisiały ubrania) spostrzegłam, że mam jeszcze bardzo dużo ubrań spakowanych na te wakacje i na pewno nie dam rady wszystkich założyć, więc pewnie sporo z nich wróci ze mną z wakacji czystych.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#48
Dzisiejszy sen:

Miałam sen, w którym biegłam po lesie, była zima i miałam różne znaczniki, tzw. Checkpointy, przez które musiałam przebiegać. Następnie tłumaczyłam mojemu przełożonemu z poprzedniej pracy czym są te checkpointy, że to są „takie miejsca, które wyglądają inaczej niż całe otoczenie” (moimi checkpointami były np. sterty jesiennych liści leżące na śniegu w lesie). Następnie grałam z mężem w GTA, ale to my byliśmy bohaterami w akcji. Staliśmy na budynku i strzelaliśmy z wyrzutni rakiet do policyjnych helikopterów. Nie dało się wejść do budynku, drzwi były zablokowane. Jednak w końcu się udało i jakimś cudem znaleźliśmy się w środku. Miała być za chwilę wigilia, ale nie spieszyłam się, nie byłam głodna. Upiekłam pizzę jednak i siostra z mężem namawiali mnie, bym ją zjadła bo się zepsuje. Zaczęłam ją więc jeść i spojrzałam na zegarek - była 14:22 a o 15:00 miała być wigilia! Pomyślałam sobie, no super, napcham się pizzą a tu za chwilę wjedzie 12 dań wigilijnych. Nie wiedziałam, czy jeść tą pizzę dalej, czy odpuścić i czekać na wieczerzę. Nagle przybiegła do nas Arissa. Była wesoła i żywa, jak nigdy. Zdziwiłam się co ona tam robi, i że jednak żyje. Moja siostra wzięła ją na ręce i kołysała a potem podała mnie. Wzięłam maluszka na ręce i ucałowałam w łebek.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#49
Dzisiejszy sen:

Jechaliśmy samochodem z koleżankami z pracy na spacer, do parku. Wcześniej byliśmy w jakimś pokoju hotelowym, gdzie byłam na golasa i chodziłam po pokoju, szukając ubrań, zasłaniałam tylko rękami moje bimbały. Miałam zaprezentować jakiejś młodszej koleżance jak będziemy tańczyć na imprezie, więc na golasa zatańczyłam Kazaczoka. Kiedy jechaliśmy autem, skapłam się, że nie zrobiłam makijażu, więc próbowałam go zrobić w aucie. Uznałam, że pomaluję tylko rzęsy. Po kolei nakładałam korektor pod oczy i puder. Nie zdążyłam z rzęsami. Po drodze stanęłyśmy, bo coś działo się na ulicy - stary wóz Milicji zatrzymał inny stary wóz, również milicji/policji i policjant z pierwszego wozu przeszukiwał policjanta z drugiego wozu. Z policjantami z drugiego wozu byli też zwyczajni cywile. Jeden chłop trzymał wiadro przy ryju, pomyślałam, że może mu niedobrze. Nagle drugi wóz stał się kajakiem, w którym siedzieli ludzie. Policjanci z pierwszego wozu dali im już spokój, by mogli ruszyć dalej. Potem dojechałyśmy na miejsce i dziewczyny wyszły pierwsze, ja dokańczałam makijaż. Próbuję zakryć cienie pod oczami, ale im więcej korektora nakładam, tym wyraźniejsze te cienie się robiły. W końcu zawołały mnie i poszłyśmy wszystkie na spacer. Doszłyśmy do jakiejś restauracji, której wnętrze wyglądało jak amerykański McDonald's. Zajęłyśmy miejsca przy stoliku, po czym przyszedł kelner i oznajmił, że ten stolik ma rezerwację dla prawnika i jego ludzi. Nie ruszam się z miejsca, ale mówię że poderwę tego prawnika. Prawnik z towarzystwem zjawia się i zajmuje stolik obok nas (za moimi plecami). Wstaję, i zaczyna się show. Idę do kuchni, która jest zaraz obok stolika prawnika, staję tyłem do towarzystwa i biorę szklankę z zimnym napojem herbacianym. Piję, ale spostrzegam, że w ustach mam pestki cytryny. Wyjmuję je z ust. Kosz na śmieci jest pod szafką. Otwieram szafkę, schylam się i wypinam tyłek, wrzucając pestki do kosza. Po tym odwracam się i idę do swojego stolika. Ze stolika prawnika wszyscy się na mnie patrzą, kiedy ich mijam, słyszę komentarze: "Ładna!", "Fajna!". Przy naszym stoliku stoi dyrektorka z poprzedniej pracy i tępo się uśmiecha. Siadam, po chwili koleżanki pytają czy już idziemy. Mówię, że tak, i skrycie liczę na to, że prawnik ruszy za mną. Zgodnie z moimi oczekiwaniami prawnik i jego towarzysze ruszają za nami. I wtedy impreza flirtu i zakazanych czynności rusza na całego. Flirtuję po kolei z każdym z nich, po czym mają miejsce intymne wydarzenia w różnych miejscach i pokojach. Jeden z nich wkłada mi rękę do stanika i maca moją pierś, mówię mu, że jak chce to może sobie tą rękę tam trzymać, nie przeszkadza mi to. Innego z nich całuję w miejscu publicznym i udaję się z nim do pokoju socjalnego - jest tam ciemnozielona kanapa, ja jestem już nago, pikantność i napięcie rośnie między mną a tym mężczyzną. I nagle cała reszta towarzystwa wchodzi do tego pokoju, wiedząc, że ja tam jestem i zapewne czekam na nich. Jestem zdruzgotana tym, że taka chwila zostaje brutalnie przerwana. Wszyscy wchodzą nago, co ma stać, to stoi... Ja też już stoję, bo właśnie zamierzam wyjść, speszona. Nagle zmiana sceny, siedzę w tym pokoju jakby "jakiś czas później" z koleżankami, i komentujemy całą akcję. Pojawiają się spekulacje na temat tego, dlaczego tak urzekłam tych facetów. Podobno dlatego, że miałam największe cycki wśród koleżanek.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#50
Kolejny sen:

Byłam w domu rodzinnym i były dzikie harce z mężem w moim pokoju. Był to sen świadomy, ale nie skupiałam się na szczegółach. Spoglądałam tylko w przestrzeń i widziałam mój pokój jakby lata wstecz, jak jeszcze na szafie siedziały pluszaki, itd. Mój mąż był nade mną i przy okazji bara-bara... Wyrywał mi zęby kombinerkami! Wyrwał mi dwie siódemki. Potem byliśmy w moim mieszkaniu, mój mąż w sypialni leżał z jakąś inną dziewką, pomyślałam, że to może być jakaś kochanka. Nie miałam już wątpliwości, gdy nagle się pocałowali. Wyrzucam ich z sypialni, po czym otwieram okno i wypycham przez nie kochankę. Na stoliku leżą koperty z FedEx, ale nic konkretnego. W środku jakieś naklejki i ulotki. Chciałam zapytać o te listy w biurze. Następnie znów były dzikie harce, tym razem ja byłam na górze. Wiem, że jakaś trzecia osoba wszystko obserwowała. Wcale mnie to nie peszyło. Potem, by urozmaicić życie seksualne, szukałam innych partnerów do wiadomych czynności. Pojawia się inny chłop i mówię mu, że jak chce, może pomacać moje cycki. Wtem jedziemy autobusem, ten facet siedzi obok, maca te moje cycki a ja macam jego pytona przez spodnie. Kiedy wszyscy ludzie wychodzą z busa i idą na obiad, rzucamy się ku sobie i dziko chędożymy. Potem byłam w aneksie kuchennym w biurze, również było tam ostro z tym facetem. Nagle do kuchni wbija jakiś blondyn. Nie przerywając czynności pytam go, czy chce być następny. Nie odpowiedział. Następnie byłam na korytarzu biura/hotelu i znalazłam Yennefer (tak, tą z Wiedźmina). Uznałam, że aby życie miało smaczek... I wiadomo co dalej. Zatem pytam Yennefer, czy nie chciałaby ze mną ciamciaramciam. Kiwa głową, po czym pędzimy szukać wolnego pokoju. Znajdujemy jeden, wbijamy, w środku łóżko, ale na podłodze są ubrania a na balkonie ludzie. Kicha, pokój zajęty. 

Potem obudziłam się i znów zasnęłam, śniłam kontynuację snu, w której to biegałam z różnymi osobami po pokojach hotelowych, z każdym było namiętnie i gorąco. W międzyczasie był jakiś przerywnik, w trakcie którego śniła mi się znów Arissa - kichała "brązowym szlamem" do zlewu, jakby była chora na coś. Ja stałam nad nią i dodawałam jej otuchy, wspierałam ją, mówiąc, że wszystko będzie dobrze i że jestem tuż obok.

*

Spałam z jakąś dziewczyną. Nie wiem gdzie, po prostu byłam na łóżku. Miałam kisiel w majtach, ale dziewczyna ta nie chciała się chędożyć. Byłam sfrustrowana. Potem zmiana sceny. Moja mama miała arabskie perfumy, jeden był o takim ładnym, mlecznym zapachu. Chwaliła go, że jest bardzo trwały. Miała też drugie perfumy, w białym flakonie. Nie chciała ich, bo miała takie flakony dwa. Wiedziałam, że jednego dostanę. Potem byłam z jakimś facetem w domku letniskowym, powiedziałam mu na ucho: "I love you". On odpowiedział, że to brzmi nienaturalnie, odpowiadam, że za jakiś czas powiem mu to po polsku i zabrzmi to lepiej. Przyleciał wróbel i usiadł mi na dłoni - konkretnie na palcu. Cieszyłam się, że ptak mi zaufał. Niosę wróbla na piętro, cały czas trzymając go na palcu. Siedzi grzecznie. Na piętrze były różne inne ptaki, nawet takie z kręconymi piórami (jakby z kręconym włosem). Kolejny ptak siada na mojej dłoni i podskubuje mnie dzióbkiem. Oddaję go dziewczynie, która się tam znajduje. Mówię: "weź go, zobacz jak gryzie". Dziewczyna przejmuje ptaka. Okazało się, że ten ptak to zły człowiek zaklęty w ptaka. Jakiś ziomal zabrał go do lochów i zamknął w klatce, już jako człowieka. Znów zmiana scenerii, budzę się w tym samym łóżku w którym byłam na początku snu, znowu z tą dziewczyną. Okazało się, że to ona mnie obudziła. Patrzę na telefon - jest 5:30. Bardzo wcześnie. Jestem zła na nią, że nie daje mi spać. Jej dłoń dotyka mojego czułego miejsca przez majtki, ale wiem, że nic się nie wydarzy, bo ona nie chce ze mną niczego intymnego. Odpycham jej rękę i pytam, czy lubi się w taki sposób znęcać nade mną. Nie odpowiada. Za jakiś czas byłam na imprezie w plenerze. Okazuje się, że ta dziewczyna jest lesbijką i jest to impreza na cześć jej i jej orientacji. Robimy jej "przyjęcie akceptacji" i puszczamy fajerwerki w powietrze. Podchodzę do niej i mówię, że ją akceptuję. Cieszy się z tego. Fajerwerki znaczą, że ktoś jest innej orientacji i puszcza się je, żeby osoba z okolicy, która też ma inną orientację wiedziała, że nie jest sama.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1