Ostatnie sny:
Pierw miałam taki sen, w którym mój mąż przez przypadek znalazł dildo w pralce (zamierzałam zrobić pranie i niestety dildo trafiło do pralki z ciuchami). Mąż chciał dorzucić jakieś ubranie do pralki i dostrzegł to czego nie powinien a co było tajemnicą. Wrócił do pokoju obrażony a ja byłam nieźle zestresowana. Chciałam cofnąć czas, co zwykle robię w momencie we śnie, kiedy coś poszło nie tak - po prostu cofam czas i robię to od nowa, inaczej. Cofnęłam więc czas i wróciłam do łazienki. Dokładnie zakryłam, dosłownie zagrzebałam dildo wśród ubrań, by je schować. Kiedy jednak scena miała odtworzyć się na nowo, mąż nie wszedł do łazienki, aby dorzucić swoje ubranie do pralki. Wyszłam z łazienki i ujrzałam, że dalej siedzi obrażony na sofie w salonie. Byłam zrozpaczona tym, że moje cofnięcie akcji nie działa w moim śnie. Chciałam wykorzystać ten sen, wyskoczyć z okna i lecieć przed siebie, to był taki jakby sen świadomy, ale i nie świadomy. Tzn. wiedziałam, że to sen, ale nie kontrolowałam go. Z rozpaczy, że nie udaje mi się pokierować tego snu tak jak bym chciała, stanęłam przed lustrem w łazience i patrząc na siebie, zaczęłam z całej siły krzyczeć (na szczęście przez sen nie krzyczałam XD). Krzyczałam tak długo i mocno, aż w końcu ujrzałam jak z moich oczu lecą krwawe łzy a z moich ust toczy się krwawa piana. Pomyślałam, że ten krzyk w końcu mnie zabije i przestałam krzyczeć. Następnie wyszłam z łazienki a mój mąż stał przy drzwiach. Tylko, że to już nie był on tylko jakiś obcy, chudy człowiek. Wtem nagle byliśmy nago i robiliśmy zakazane czynności na pufie w przedpokoju. Pomyślałam o tym, że muszę sprzedać swój samochód - VW Scirocco. Chciałam wyskoczyć przez okno i lecieć umyś swój samochód, by następnie go sprzedać. Nagle jednak byłam w świecie Minecrafta, dokładnie w Endzie, gdzie przenosiłam się z wyspy na wyspę, szukając zaginionego miasta.
Notatki:
Ta zdolność „cofania czasu” w snach to coś wyjątkowego — to świadczy o wysokiej samoświadomości i dużym poczuciu wpływu na rzeczywistość. Ale w tym śnie ta moc nie działa. To może symbolizować frustrację związaną z sytuacją w życiu, której nie mogę już „naprawić” lub cofnąć, mimo że zwykle udaje się kontrolować bieg spraw. To bardzo mocny obraz – sen pokazuje, że nie wszystko da się odwrócić, nawet w świecie snu, co może być metaforą bezsilności lub akceptacji, której jeszcze nie ma.
Ten sen wydaje się mówić: „Nie możesz już cofnąć przeszłości, ale możesz oczyścić siebie i pójść dalej. To wymaga konfrontacji z emocjami, które są trudne, wstydliwe lub zepchnięte do podświadomości. Ale po tym przychodzi ulga i wolność.”
Obudziłam się, poszłam do łazienki, zasnęłam i... Oto ciąg dalszy tego snu miał miejsce. Początkiem tego snu była scena, w której faktycznie miałam myć swoje auto. Byłam na jakiejś myjni, która wyglądała jak stacja tankowania pojazdów. Jakaś dziewczyna przygotowała dla mnie specjalną mieszankę płynu do mycia oraz gąbkę - dużą, w kremowym odcieniu. Dała mi kilka wiader i mniejszych wiaderek z różnymi płynami, które miałam dowolnie mieszać i testować na samochodzie w celu uzyskania najlepszych efektów. Ktoś miał przyjechać po samochód, ale pierwszego dnia go nie było. Wtem był kolejny dzień i osoba ta zadzwoniła do mnie, chcąc umówić się na oględziny i kupno. Oferowała 15 tysięcy. Uznałam, że to za mało, ale może jak zobaczy stan samochodu, to kupi za ciut więcej. Byłam pewna, że kupi. Zadzwoniła do mnie i mówiła, że chce kupić ten wóz. Ja cały czas byłam na tej stacji. Mówię, że jeśli nie może dojechać to wyślę jej pinezkę. Jednak ona (kobieta) powiedziała, że ona nie rozumie i nie potrafi w te pinezki. Więc powiedziałam, że prześlę jej screena z google maps i zaznaczę gdzie to jest. Wyjaśniłam jej, że to stacja Yoshi i że to jedyna stacja tego typu w okolicy, więc z łatwością powinna trafić. Po zakończeniu rozmowy zastanawiałam się czy nie powiedziałam jej czegoś przypadkiem zbyt chamsko co mogłoby odstraszyć ją od mojej osoby na tyle, że mogłaby zrezygnować z zakupu. Idę następnie z psem do sklepu ogrodniczego i szukam działu zoologicznego. Kiedy znajduję małą wystawkę, zauważam spray do sierści i biorę go. Spray ma postać prostej butelki ze skuwką (jak mgiełka do ciała). Myślę sobie, że przecież jeden psik testowy nie zaszkodzi. Wracam do miejsca gdzie pozostawiłam psa. To były takie ławki ustawione jedna za drugą jak w kościele. Zdejmuję skuwkę i zaczynam pryskać psa (Aussie o umaszczeniu red merle, choć mój pies na jawie to dalmatyńczyk) tak intensywnie, że z produktu zostaje końcówka a pies jest cały mokry. Jednak tak bardzo chciałam by miał błyszczącą sierść, że nie zwracałam uwagi na to, że wykończyłam cały produkt. Nie chciałam jednak za niego płacić, więc postanowiłam odłożyć go na miejsce. Zastanawiałam się jednak jak to zrobić, bo wszędzie były kamery i mogły uchwycić to, że niosę tą butelkę. A jeśli ktoś by znalazł na sklepie prawie pusty produkt, na bank zaczęliby szukać winowajcy na monitoringu. Okazało się, że poza sprayem wzięłam też torbę podróżną dla psa. Postanowiłam odłożyć na miejsce i torbę i spray. Ruszyłam przed siebie, jakby nigdy nic, nie zachowując się podejrzanie. Minęłam stoisko z olejkami do sierści i wcierkami. Wystawa miała miejsce w dniu wczorajszym. Czułam żal, że się spóźniłam i nie przybyłam wczoraj, by skorzystać. Odłożyłam na stoisko butelkę i torbę i ruszyłam do wyjścia. Idąc w kierunku wyjścia jakaś kobieta otwiera drzwi od jednego pomieszczenia, które otwierają się po mojej prawej stronie z takim impetem, że z całej siły uderzają mnie w buta. Kobieta przeprasza mnie, ja mówię, że nic się nie stało. Patrzę na swój but - jest w kolorze kremowym, to prosty but sportowy bez wiązania, cały poszarpany i z przetarciami. W miejscu uderzenia drzwiami jest dziura - dotykam i czuję pod dziurą skórę. Szkoda mi butów, ale wtem dzwoni do mnie kupująca mojego samochodu. Miałam znów go umyć, razem z nią, a następnie sprzedać. Mówi, że jest na miejscu i czeka. Wychodzę z mężem (tak, nagle jestem z nim) z budynku, ale okazuje się, że wyszliśmy innym wyjściem i naprzeciwko jest szpital. Proszę kobietę o jeszcze minutę zapasu czasu i przepraszam za opóźnienie. Mówię, że mam przez biodra zawiązaną kurtkę różową (w tym momencie spoglądam na tą kurtkę) i że po tym mnie rozpozna. Kończę połączenie i uznaję, że jesteśmy zgubieni. Wzbijam się w powietrze aby spojrzeć z lotu ptaka gdzie powinniśmy teraz być. Przelatuję na drugą stronę i pytam przypadkowego mężczyznę gdzie jestem, ten odpowiada, że na terenie psychiatryka. Wystraszona znów wzbijam się w powietrze i lecę dalej. Widzę nagle tą kobietę, stoi i czeka. Opadam na ziemię, podchodzę do niej i łapię ją za talię, chcąc z radości przytulić, jednak wyczuwam dystans i puszczam ją. Jest niska, drobna, ma czarne, długie włosy. Mówię jej, że mój mąż utknął za budynkiem i skoczę tylko po niego. Zamieniam się w smoka i przelatuję znów ponad budynkiem. Mąż wchodzi mi na plecy i odlatujemy. W międzyczasie mówię mu (telepatycznie), żeby zostawił psa na wsi, bo ja nie wezmę go do Scirocco, bo będzie sierść do sprzątania. Pojawiamy się więc oboje obok kobiety bez psa. Ja już jako człowiek. Miały z nami jechać inne osoby z tego Yoshi, ale nie jechały. Pochodzimy do pojazdu kobiety, okazuje się, że ona też m Scirocco (nie wiem po co jej dwa i zastanawiam się nad tym). Na samochodzie ma folię, którą zrzuca, by wejść do środka. Otwiera mi drzwi i kładę na siedzeniu chrupki (Maczugi), które miałam ze sobą. Chcę je jej wręczyć jako prezent/rekompensatę za zwłokę. Mówię jej, że jeśli nie ma psa to niech da znać i zabiorę te chrupki z powrotem. Ona pyta mnie w jakim wieku jest mój pies, że już może jeść kurczaka (chrupki są o smaku kurczaka). Odpowiadam, że 4 lata. Ona coś tam sugeruje że jej pies ma alergię, dając mi do zrozumienia, że nie może przyjąć ode mnie chrupek.
*
W tym śnie był iglak, który płonął pod moim domem rodzinnym. Mój tata rozciął furtkę i ściął pień iglaka, ku mojemu zażenowaniu. Nie chciałam by ścinali drzewko. Mama powiedziała, że iglak spłonął do połowy, ale może wyrosną nowe liście i odrodzi się nowe życie. Następnie byłam w szkole i nauczycielka pytała dlaczego nie wzięłam paragonu za tłumaczenie od Magdy (mojej przełożonej) - w sensie, że nie wystawiłam jej paragonu za tłumaczenie dokumentu. Mówię jej w końcu, że w szkole to raczej dostaje się ocenę niż pieniądze za swoją pracę. Nauczycielka nic nie odpowiada. Opowiadam jej też o mojej sytuacji z ZUS (szczegółowo). Następnie jedziemy na wycieczkę autokarem, który zamiast jechać ulicami miasta, szybuje nad nimi. Tęsknota nagle dopada mnie za poprzednim miejscem pracy (firma R.). Wspominanie tego, że mogłabym zostać w firmie K., gdyby nie ta tęsknota za poprzednim miejscem pracy - firmie R. I tutaj coś niesamowitego - pojawiają się u mnie wspomnienia związane z R. z innych snów, zamiast z rzeczywistości. Wspominam swoje poprzednie sny o R. jak swoje prawdziwe wspomnienia - m.in mój poprzedni sen o zakupach pierdół do domu, podczas których cieszyłam się, że pracuję w R. O tym jak jechałam Scirocco na parking nadziemny R. i zaparkowałam z duszą na ramieniu na samej górze, a potem paliłam papierosa na wysokim balkonie, patrząc na miasto. O tym, jak w innym śnie siedziałam na jadalni na parterze budynku R. Lecimy dalej tym autokarem nad miastem w międzyczasie. Wyżej nad nami latają odrzutowce. Ktoś w autobusie mówi, żeby tylko nie latały nad szpitalem bo ludzie będą to zagapiać, będą również latać odrzutowcami i będzie to niebezpieczne. Odzywam się, mówiąc, że ludzie to debile. Odzywa się ktoś z tyłu i mówi że "debile" to dość mocne słowo. Zaczynamy rozmowę. Mówię, że powiedziałam to bez faktycznego posiadania tego na myśli, że dużo osób wychodzi na prostą i tak naprawdę nauczyłam się w życiu nie oceniać ludzi. Że znam osoby które były ćpunami czy alkoholikami, tak jak mój wujek (kłamałam bo mój wujek nie był alkoholikiem XD), ale wyszli z tego i są normalni i wcale nie są debilami. Zapada cisza a bus leci dalej. Wszystko za szybą wygląda... Jakby w jakimś nowoczesnym świecie. W tle dwie, skrzyżowane ze sobą tęcze. Nagle jesteśmy na jakiejś stołówce. Wchodzę tam i podbiegają jacyś mali chłopcy, z którymi się witam i podaję im rękę. Wchodzi nasza grupa i zajmuje miejsca. Jestem na wycieczce z rodzicami i siostrą, rodzice wraz z innymi ludźmi palą przy stole. Odrzuca mnie to. Chcę usiąść obok mamy i Adriana, ale wszystkie miejsca zajęte. Idę do drugiego stołu, obok mnie siada siostra i syn kuzynki Agnieszki, Mikołaj. Aga przychodzi i droczy się z synem, a potem daje jemu i sis czekoladki Merci. Jednak sis otwiera opakowanie, są tam czekoladki jak w zwykłej bombonierce - o różnych kształtach. Zjada jedną i oddaje kuzynce opakowanie z resztą. Okazuje się, że jesteśmy w Egipcie i mama gada, że jedziemy na wycieczkę, ale nie wybierzemy się na wszystkie wycieczki z dostępnej listy, bo nie ma siły na tyle atrakcji. Pytam gdzie ta lista, chcę przejrzeć. Mama odpowiada, że lista jest przy każdych drzwiach od pokoi hotelowych. Idę więc schodami na dół i zauważam listę naklejoną na jednych z drzwi. Jakiś koleś nagle mnie bierze za rękę i flirtuje ze mną. Oglądam się na boki, czy mój mąż to widzi. Spławiam kolesia. Czytam listę ale nic z niej nie wynika. Lista jest nagle nie na plakacie a na dużym, dotykowym wyświetlaczu. Są obrazki, ale nie można wyświetlić podglądu atrakcji. Nagle obok mnie pojawia się grupka ludzi ze szkoły (z mojego gimnazjum). Wśród nich Kamila, Kaśka i Adrian. Chcą bym im zrobiła fotki. Wyjmuje telefon ale jestem zła że muszę tracić pamięć na robienie im zdjęć. Robię jednak kilka ujęć i odchodzę, ale... nagle wracam i mówię do Adriana: „Wiesz co robiłam w gimbazie?”, on odpowiada, że nie. A ja nagle mu fotę twarzy z bliska zrobiłam i patrzymy oboje jak wyszła. XDD Rozmazała się, ale wyszło to zdjęcie dzięki temu tak, jakby jego ryj był namalowany na drzwiach obok niego. Podoba się nam to zdjęcie, więc mówię mu, że wyślę mu je na messengerze. Idę do toalety i próbuję otworzyć drzwi od kabiny, ale ktoś jest w środku, bo je pociąga i zamyka z powrotem. Idę więc do innej kabiny, ale nie ma papieru w niej. Idę więc do trzeciej, ostatniej. Wchodzę i jest mega ciasno i wszędzie mokro, nie ma opcji odwrócić się i przykucnąć na Małysza nad sedesem. Otwieram klapę kolankiem (brzydzę się dotknąć dłonią) i mam kolano mokre. No masz... Uznałam, że pozamiatane, muszę zrobić pranie i wyprać teraz te spodnie, skalane wodą sedesową. Naciągam sobie papier toaletowy i odrywam go, przygotowując się do zaspokojenia podstawowej potrzeby każdego człowieka. Zamiast tego jednak budzę się.
*
Miałam sen o tym, że miałam dalmatyńczyka i dwa beaucerony, które wyglądały jak dobermany. Pierw dołączył jeden beauceron, potem drugi. Był też ze mną mały szczeniaczek, kilkudniowy. Myłam go cały czas w umywalce, bo ciągle brudził pod siebie. Napuszczałam do umywalki wodę i ostrożnie umieszczałam w niej malucha, dokładnie szorując kuperek. W międzyczasie myślałam o tym jak ludzie mogą krzywdzić takie maluchy. Szczeniak notorycznie zaciągał wodę nosem, bałam się, że się utopi. Cały czas musiałam sprawdzać, czy oddycha i potrząsać nim lub klepać go w plecki, by woda wydostała się z jego noska. Szczeniak był czarny, prawdopodobnie kolejny beauceron. W końcu kiedy szczeniak jest wykąpany, wycieram go w ręcznik. Myślę sobie, że ciekawe jak to będzie z tyloma psami żyć, i że chciałam też zawsze papillona. Nosiłam na rękach szczenię, myśląc o tym, że kiedyś wyrośnie na dużego psa i już nie będę w stanie go podnieść. Tata wygania niektóre psy na dwór, a w sypialni śpi mama i siostra, a obok nich w legowisku dalmatyńczyk i beauceron. Jesteśmy w jakimś hotelu. Wychodzę na osiedle, po czym podbiega pointevin do mnie. Okazuje się że to szczeniak jeszcze, również mój, i właśnie ma swój pierwszy spacer w obroży. Po chwili wzięłam go za tą obrożę i do domu zaprowadziłam. Nagle zamiast beaucerona, z moim dalmatyńczykiem w legowisku śpi drugi dalmatyńczyk. Wywlekam go do zdjęć, robię mu kilka ujęć, po czym daję mu wolność. Chcę wziąć drugiego dalmatyńczyka na zdjęcia, ale wtem spostrzegam, że zaczyna sikać przez sen, na legowisko i na siebie (to samiec)! Szybko wyjmuję psa z legowiska i biegnę, by wynieść go na podwórko. Robię to dość chaotycznie i nieco "agresywnie". Kiedy już "wyrzucam" psa na zewnątrz, zauważam, że na osiedlu są ludzie z dziećmi. Jest mi wstyd i głupio, że teraz pewnie pomyślą, że znęcam się nad psem i wyrzucam go z domu. Ale potem wychodzę na to osiedle i widzę, że ten pies to jakby tylko kopia mojego dalmatyńczyka i mówię do siebie pod nosem, że jest podróbką. Zastanawiam się, czy będę influencerką wraz z moimi psami i będę w końcu pisać bloga i nagrywać filmiki, np. pt. „co je mój dalmatyńczyk i dwa beaucerony”. Potem nagle wiszę wysoko nad miastem i aktywuję kod na COVID, tak jak w GTA San Andreas, co wywołuje pandemię i zamieszki uliczne. Ja podziwiam wszystko z góry - jadą czołgi i militarne pojazdy. I nagle znów jestem w tym hotelu i znów wychodzę na osiedle. Wspominam jak Dyrektor mówił że powinnam zarabiać co najmniej 11 tysięcy do ręki na miesiąc, tak jak on. Myślę sobie, że musi być nieźle odklejony, bo w firmie, gdzie pracowaliśmy, nikt tak nie zarabiał. I nagle znów zmiana scenerii. Jest jakaś scena gdzie kobiecie wrzucają monetę do słoika z kapslami i ona szuka tej monety wśród tych kapsli. Obok niej jej mąż szuka smyczy i obroży swojego psa na wieszaku pełnym damskich ubrań. Wychodzę z tego domku (to taka wiejska chatka) i jakiś ziomek z GTA SA (ten uliczny NPC w bluzce w paski XD) coś gada do mnie. nastawiam ucha i słyszę, jak zaczyna snuć opowieść o swoim najebanym koledze, który gdzieś tam rzygał po krzakach. Mówię żeby przy mnie nie mówił takich rzeczy, bo to niesmaczne. Ten nagle próbuje mnie pocałować. Nie daję mu się. Biorę go za fraki i rzucam jego ciałem w drzwi wejściowe tak mocno, że ten je wyważa. Leży na ziemi jak długi. Podchodzę do niego. Kucam przy nim i mówię, że jak nie ma nic do powiedzenia mądrego to niech milczy. On tak coś tam bełkocze w odpowiedzi. Nagle wspominam mojego dziadka od strony taty i to, że kiedyś był szczupły i mimo wszystko był fajnym dziadkiem, bo też ze mną czasami lubił pogadać czy żartować. Pojawiają się też jakieś przebłyski wspomnień o tym jak byłam (nigdy nie byłam, ale dobra xD) na basenie na Krępie z jakimiś ziomkami i rozebrałam się do stroju kąpielowego, który miałam pod ubraniem, po czym cała nagrzana od słońca wskoczyłam do zimnej wody, chcąc się popisać. Była jeszcze nagle jakaś scena... Jakbym to oglądała w telewizji... O dzieciach, które były na zawodach i ulokowane w klatkach dla królików, miały zjechać po piaszczystym spadzie na plaży i wskoczyć do wody. Kto wskoczy - wygrywa. Każde dziecko było zamknięte w klatce dla królika, która posługiwała im za swego rodzaju "sanie". Jechały po piasku aż do wody, po czym miały tymi klatkami wjechać do wody i zacząć w niej pływać.