Dziennik Lorellai
#21
Dzisiaj była naprawdę dobra noc! Pamiętam każdy z moich znów, jaki miał miejsce w ciągu tej nocy.

Dzisiejsze sny:

Na początku miałam taki sen, że mieszkałam w takim jakby małym domku, był to weekend i ja byłam z mężem w tym domku sama, z naszym psem. Byłam zmęczona po całym tygodniu pracy i to miał być taki leniwy dzień. Wyszłam sobie na taki taras i nagle zaczęły się fajerwerki (była noc). Widziałam w oddali na niebie te fajerwerki, i nagle odpaliły się kolejne fajerwerki tak jakby przy ognisku które było bardzo blisko mnie, odpaliły się i wystrzeliły w powietrze, ja się odsunęłam bo nie chciałam żeby któraś petarda uderzyła we mnie, bo to było bardzo to blisko wszystko, było bardzo też głośno. Weszłam z powrotem do domku i znowu na taras i zmieniła się sceneria. Nagle był dzień a na tarasie był stół i siedzieli przy nim goście. Koleżanka mamy (Edyta) i kolega taty. I oni pytali się nas jaki chcielibyśmy mieć domek w przyszłości, ja powiedziałam, że wiele nie wymagam, że mnie wystarczy 60 metrów.Kolega taty był bardzo zdziwiony. Na stole leżały jakieś przekąski typu, surowa papryka, paluszki, chipsy... I uznałam, że trochę lipa taki poczęstunek i rodzice byliby zniesmaczeni jakby wiedzieli, że tak kiepsko ugościłam ich znajomych. I nagle goście weszli do wnętrza tego domku a ja miałam robić dla nich obiad. Powiedziałam Edycie, że robię obiad i mam nadzieję, że zostanie (choć na serio miałam nadzeję, że sobie pójdą, bo chciałam odpocząć) i ona powiedziała, że zostanie. Wbił też do domu z tymi gośćmi jakiś arabski dzieciak, który się wygłupiał i podglądał psa w klatce kennelowej (cieszyłam się, że mój pies ma całe zamieszanie w dupie i po prostu śpi), była też moja siostra i nagrywała tego dzieciaka a on tańczył z kubkiem kawy ze spienionym mlekiem na wierzchu i rozlał tą kawę. Miałam ugotować polędwiczki w śmietanie, moja siostra też gotowała jakieś danie. Robiłam obiad i kroiłam... Rybki. Takie małe jak szprotki. Odcinałam im głowy i wyjmowałam kręgosłupy. Miał być rosół, stał na płycie indukcyjnej, ale uznałam, że to dość słabe danie, ponad to ten rosół był zrobiony tylko na marchewce i pietruszce. Uznałam, że dam go psu do wypicia. Mój mąż przyszedł i położył ten garnek do góry nogami (zupa nie rozlała się, ale wiedziałam, że jak poruszę ten garnek, żeby go zdjąć, to zawrtość się rozleje. Zła byłam o to. Poszłam na chwilę znowu na taras i opowiadałam mężowi o tych fajerwerkach, i że były tak blisko. Siostra moja bawi się z małymi kurczakami i robi im zjeżdżalnię na schodach. Kurczaki są szare, bure, i grube. Obiad prawie gotowy, śpiewamy z siostrą piosenkę z Titanica i pojedynek robimy - która ładniej zaśpiewa tej obiad będzie smaczniejszy. Nagle polędwiczki w sosie gotowe, a ja skapnęłam się, że nie ugotowałam ryżu, kaszy, ani ziemniaków. Uznałam, że z czymś przecież muszę podać ten obiad. Chciałam szybko coś wykombinować. Zastanawiałam się czy mam ziemniaki z wczoraj, żebym mogła je odgrzać, ale uznałam, że niestosownym będzie podanie wczorajszych ziemniaków gościom. Nagle mój tata krząta się na korytarzu, jest pośpiech, mamy gdzieś wychodzić. Ja dalej głowię się nad tymi ziemniakami...

*

Obudziłam się, zasnęłam i miałam jakby sen powiązany z tym wcześniejszym. Byłam dalej w tym domku, ale wyglądał inaczej. Wyglądał jak dom mojej babci na wsi. I dalej miał ten taras, ale ten taras też wyglądał inaczej. I pojawiła się tam moja suczka, Arissa (nie żyje na jawie), wołałam ją, przybiegała do mnie, miała taką jakby budę, dałam jej zjeść z ręki twarożek (siedziała wtedy w tej budzie). Uznałam, że tęsknię za nią (czyli jakaś część mojej podświadomości wiedziała, że to sen). Jakaś kobieta powiedziała, że Arissa ma dużo kleszczy, ja spojrzałam na swoje ubrania i chodziły po nie kleszcze i strzyżaki, jeden (biały!) kleszcz właśnie wchodził mi do majtek. Szybko zaczęłam się rozbierać i otrzepywać z tego robactwa. Potem zastanawiałam się jak wyjść na ten taras/ogródek, bowiem nigdzie nie było drzwi, a na zewnątrz byli ludzie, kosze na śmieci od strony ulicy, i niektórzy ludzie grillowali. Nagle leżałam w łóżku i zasypiałam, prawie miałam świadomy sen (w tym śnie oczywiście) i nagle mama, która leżała obok, zapytała mnie czy posprzątałam z tarasu talerze po gościach, powiedziałam, że nie, że miałam to z tyłu głowy, ale zapomniałam o tym. Zła byłam, że przez mamę nie weszłam w świadomy sen.

*

I w końcu nad ranem świadomy sen! Nie użyłam żadnej techniki wywołującej LD, jedynie kiedy obudziłam się po raz drugi i znów kładłam się spać to powiedziałam sobie w myślach: ,,To może teraz na zakończenie niech będzie ładny, świadomy sen." I położyłam się, ponownie zasypiając.

Na początku tego snu byłam u siebie w domu, i znowu ten dom wyglądał jak w poprzednich snach. Znowu taras i jakiś domek. Ale znów wyglądały inaczej. Na początku jednak był to dom (znów) mojej babci i na szafce nad wejściem do kuchni leżały stare sukieneczki Arissy (mojego psa, który już nie żyje). Pisałam na komunikatorze do siostry co robimy z tymi sukieneczkami. Sis nic nie odpisała, ale czułam, że bardzo się cieszy z tego znaleziska. Następnie byłam w jakimś domu na tarasie, gdzie jakaś dziewczyna jadła robaki (ogromne larwy wielkości dłoni) i chciała, żeby moja koleżanka Marta skosztowała rarytasu. Marta więc podeszła do tej dziewczyny i z wiadra wyjęła jednego robaka i przekroiła go na pół. Spojrzałam zaciekawiona, chcąc dostrzec co znajduje się we wnętrzu larwy. No i potem nagle byłam na tarasie znowu innego typu, z ziomkami i to był taras w moim domu rodzinnym. Moja mama oznajmiła, że nie ma obiadu. Więc wtedy miałam taką żarówkę w głowie (nie dosłownie), że to sen. A skoro to sen, to pora zażyć przyjemności podniebienia. I tu zaczął się niby świadomy sen, ale płynęłam trochę z jego prądem i niczego nie zmieniałam. Poszłam ze znajomymi do sklepu z typem, który był jakimś moim partnerem. Wzbudzał zazdrość we mnie, bo kiedy przed pójściem do sklepu siedzieliśmy z tymi znajomymi przy stole gdzieś w plenerze na ulicy (jakby przy restauracji na zewnątrz) to jedna laska siedziała mu na kolanach. Poszliśmy wtedy na Słowację (we śnie wiedziałam, że to Słowacja), poszłam też tam z moją siostrą. I udaliśmy się do sklepu ze słodyczami, który mieścił się w takiej jakby galerii na pasażu. Miał kształt półokręgu i składał się wyłącznie z lady i słodyczy za ladą. Idąc tam, odwróciłam się nagle do tego mojego partnera, który szedł za mną i zapytałam go z przekąsem czy zawsze jest taki miły dla obcych kobiet, po czym przysunęłam się do niego tak gwałtownie i blisko, że zderzyłam się z nim ciałami. Potem odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do lady, gdzie stała ekspedientka. Podarowałam tej ekspedientce muszlę, której wewnętrzny kolor był czarny. Powiedziałam, że to perłowa muszla i kobieta się mega cieszyła. Dodałam, że jak chce potwierdzić, że to prawdziwa perła to może to zrobić i zadzwonić do producenta (XD), ale ona tego nie zrobiła. Zaufała mi. Zapytałam czy za to mogę mieć darmowe słodycze u niej w sklepie do końca życia. Powiedziała, że tak i zaprosiła mnie za ladę. Więc impreza się oficjalnie rozpoczęła. Rzuciłam się na te wszystkie słodycze. Jadłam czekoladę pistacjową, potem taką z jadalnego złota. Rzuciłam się też na paczkę chipsów serowo-cebulowych Crunchips, otworzyłam paczkę i zaczęłam jeść. Smak dzieciństwa! Smaki były niesamowite. Wzięłam też po jednej czekoladzie dla siostry, podałam jej i ona też jadła. Jadłam różne kolorowe czekolady i przedmioty zrobione z czekolady. Chciałam jak najszybciej poznać wszystkie smaki i spróbować wszystkiego po trochu. Potem znowu sis szukała czegoś, znalazłam to dla niej (czekoladę pozłacaną) i podałam. Znowu jadła. Potem ekspedientki ogłosiły zamknięcie sklepu i poprosiły o wylogowanie się z systemu na komputerach i opuszczenie obiektu. Jadłam dalej, ale w końcu ekspedientki tak mnie poganiały, że zgasiłam komputer i wyszłam zza lady i z galerii. Na zewnątrz czekali już znajomi. W przelocie chwyciłam tylko jeszcze zza lady za paczkę Crunchips, więc miałam ją przy sobie. Chciałam z grzeczności poczęstować ziomali, ale spostrzegłam, że zostały prawie same okruszki. Dojadłam je więc i ruszyliśmy ulicą. Uznałam, że skoro nie mam już możliwości konsumowania słodyczy to pora na inną ulubioną czynność. Zamieniłam się w wilka i ruszyłam na polanę przy chodniku, odwracając się na znajomych, by obadać ich reakcję na moją przemianę. Byli niewzruszeni. A ja czułam się... No jak wilk. Byłam niższa, na czterech łapach. Jednak nie skupiałam się nazbyt na tej przemianie, bo wtem uznałam, że chcę być smokiem. Podskoczyłam w górę i zaczęłam nagle rosnąć, aż stałam jako wielkolud na czterech łapach. Spojrzałam w dół i zobaczyłam swoje smocze łapy - ciemnozielone, z czarnymi szponami. Ryknęłam na ludzi po czym wzbiłam się do lotu, odpychając tylnymi łapami. Ociężale całe ciało podniosło się do lotu i w końcu szybowałam nad miastem. Miasto było bardzo ładne, ulice przecinały się ze sobą prostopadle. Dachy domków były pomarańczowe lub czerwone, przy każdym domku był ogródek z żywopłotami w kolorze intensywnej zieleni. Czułam jak moje ogromne skrzydła trzepoczą w locie a moje ciało unosi się i opada wraz z ich ruchem. I nagle w dalszej części snu... Wróciłam na taras do domu rodzinnego i niosłam ze sobą nie dojedzony korpus kurczaka (pieczony). Chciałam go schować do mini lodówki/mikrofalówki stojącej przy drzwiach wejściowych, ale talerz był za duży i nie mieścił się. Więc kładę ten talerz na stole, obok... Obiadu. Okazało się bowiem, że mama jednak zrobiła obiad i mamy go jeść przy stole na tarasie. Były to udka kurczaka w takiej grubej panierce. Wychodzi mama i mój pies Kentucky (dalmatyńczyk) razem z nią, biega po ogrodzie, ale nagle wbija z powrotem do domu i zaczyna wydawać dziwne odgłosy. Mama nasłuchuje i mówi, że słychać dławienie się jakby pies miał zaraz rzygać. Pomyślałam, że pewnie znów najadł się trawy i szybko wpadam do domu, łapiąc psa i zaciągając go na dwór, by nie zabrudził dywanów. Ciężko mi to idzie, bo to duże psisko. Jestem już prawie pod drzwiami i widzę jak mój mąż stoi i patrzy się. Zdenerwowałam się, że nie chce mi pomóc, ale w końcu o własnych siłach wytargałam psa na zewnątrz. Wszedł pod stół i nagle przestał wydawać te odgłosy i polepszyło mu się. A ja się obudziłam. XD

Notatki:

- Świetna noc, pamiętany szczegółowo każdy sen!
- Ostatni sen epicki i pełen dynamiki.
- Czułam, że śnię, ale płynęłam z prądem snu. Mimo tego dokonywałam świadomych wyborów (podarowanie muszli, przemiany w zwierzęta), co świadczy o tym, że LD było aktywne i pełne kreatywności.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Weekendowe sny:

Miałam taki sen, że byłam gdzieś z mamą i siostrą, była też ze mną moja myszka Kentucky (imię miała takie samo jak mój obecny dalmatyńczyk), oglądałam jej pazurki, i po wyjściu z pomieszczenia przypomniałam sobie, że nie zamknęłam psa w klatce kennelowej. Poleciałam szybko (dosłownie przemieściłam się w mgnieniu oka) do domu rodzinnego (wyglądał trochę inaczej) i weszłam przez balkon, żeby sprawdzić. Klatka była otwarta ale Kentucky spał. Odetchnęłam z ulgą i pogłaskałam go, chwaląc w duchu, po czym zamknęłam klatkę, wyszłam z powrotem na balkon i zamknęłam go na taki jakby „pręt” jak w starych drzwiach. Balkon miał bowiem dwoje drzwi. Ciężko mi szło to zamknięcie i zastanawiałam się czy jeśli zostawię balkon otwarty to ktoś się włamie, ale wolałam nie ryzykować i pomęczyć się z tym balkonem jeszcze chwilę. W końcu zamknięte. Patrzę w dół i nagle OLŚNIENIE! To sen! Jak skoczę to nic mi się nie stanie! Więc skacze i opadam łagodnie na ziemię. Zamieniam się w wilka i biegnę z powrotem spotkać się z mamą. Czuję wiatr w futrze i podziwiam rozciągającą się przede mną ulicę i… nagle budzi mnie mój mąż, który przed wyjściem do pracy postanowił dać mi buziaka w czoło. ?

*

Mieliśmy z Adrianem jechać na wakacje last minute gdzieś do tropików ale nie było jeszcze nic załatwione. Stresowałam się, że jak mamy wyjechać faktycznie „last minute” to musimy zacząć szukać czegoś. Przebywaliśmy u moich rodziców w domu. Pakowaliśmy swoje rzeczy do samochodu, upychaliśmy nawet pościel i kołdry. Na te wakacje. Rozbiłam w kuchni dwa jajka przez przypadek i patrzyłam jak ciecz spływa po szafce kuchennej aż do podłogi i robi się plama z białka. Nie posprzątałam tej sceny zbrodni, przypominam sobie o tym po czasie, kiedy mama już to zauważyła i wytarła do sucha. Przyznaję się mamie, że nie sprzątnęłam tego syfu a mama mówi mi, że po czasie lepiej się już nie przyznawać bo jest teraz jeszcze bardziej na mnie zła. Wtem pojechaliśmy do teściów, bo coś chcieliśmy zabrać z ich domu i szukaliśmy ich żeby poprosić o klucz, bo dom był zamknięty. Nie było ich ale był jego brat i żona. Zobaczyli nas, że podjechaliśmy i wcisnęli się nam do auta i prosili o podwózkę do domu. Byłam wkurzona, bo spieszyłam się na te wakacje. Kamil nie zamknął drzwi od samochodu i wlepił wzrok w swój telefon. Adrian cofał Dusterem a ja siedziałam z tyłu i w myślach miałam wizję jak te drzwi uderzają o płot i uszkadzają się. Mówię Kamilowi, aby zamknął drzwi bo uderzymy o murek. On zaczyna kręcić bekę że mnie i mówi „ooo, Daria przekrzykuje Kamila”, ja powiedziałam mu, że wcale nie krzyczę. Byłam coraz bardziej wkurzona i miałam ochotę mu powiedzieć „dobra, przypierdolimy to będziesz płacił. Drzwi do nowego Dustera to 500 zł, więc lepiej je zamknąć.”, jednak pohamowałam się.

*

W sobotę miałam taki sen, że był jakiś Dżin, któremu się podobałam. Jak pojawiałam się bliżej to nagle robiły mu się długie włosy, wyglądał ładnie. A jak znikałam to wyglądał jak stary dziadek. Przechodziłam obok niego kilka razy, nie zwracałam na niego uwagi no bo byłam o coś obrażona. Idę z jakimiś ludźmi na stołówkę, to chyba jakiś obóz, i nagle olśnienie, że to sen. Idę za znajomymi i oni pospiesznie wchodzą do windy, która odjeżdża beze mnie. Więc myślę sobie, chuj im w dupy, po czym idę schodami. Patrzę na jedną swoją rękę, mam 5 palców. Sprawdzam drugą, mam 5 palców ale jeden (najmniejszy) palec mam wykręcony do góry nogami, tak że paznokieć mam pod spodem i palec zgina się w drugą stronę. Uznałam, że to creepy i przestałam gapić się na dłoń. Myślę sobie czy jest tu gdzieś lustro i że jak je spotkam to lepiej unikać patrzenia w nie. Dochodzę do stołówki i znowu mijam Dżina bez spoglądania na niego. Szukam jedzenia, jakichś słodyczy, ale niczego nie znajduje. Mówię do męża, że musimy iść do sklepu i idziemy, ale w tym sklepie niczego nie ma. Sama woda w zgrzewkach. W sklepie podbiega do nas mały, kudłaty pies i obskakuje. Mąż woła właściciela żeby zabrał psa, ale nie ma reakcji. Po chwili ja krzyczę, że proszę aby odwołać psa i w końcu pies odchodzi. A ja dziękuję tej osobie. Myślę o Lucy w sklepie, ze już nie ma jej z nami i nie musimy nikogo powoływać na opiekę nad nią kiedy nas i mamy nie ma w domu. Jestem zniesmaczona brakiem słodyczy, kiedy wracam z powrotem. Na blacie leżą hamburgery. Biorę jednego i chce przygrzać w mikrofalówce, ale w środku już obraca się czyjąś tortilla z salami. Otwieram mikrofalówkę i widzę, że leży tortilla na dole, na niej salami i inne tortille są przyczepione do ścian mikrofalówki. Kładę hamburgera obok tortilli i zamykam drzwi. Po chwili go wyjmuję i gryzę, jest zimny i niedobry więc odkładam go. Widzę czyjegoś rogala 7days na szafce. Zastanawiam się czy ktoś się skapnie jak go perfidnie zjem. Biorę go w końcu, otwieram i jem. Smak dzieciństwa! Nagle widzę na blacie opakowania z ciastem francuskim i różnymi ciastami, czekoladowymi, waniliowymi. Takie kawałki pakowane osobno. Biorę je i jem każde po kolei. Laska jakaś przychodzi i chce polać wodą te ciasta bym nie mogła ich już jeść. Myślę, że to jej zjadłam rogala i chce się zemścić. Miała taką dużą butelkę wody. Zaczyna polewać. Biorę tą butelkę za szyjkę i odrzucam z całej siły do tyłu. Patrzę na tą dziewczynę i wiem, że moje oczy są czerwone. Ona się zaczyna mnie bać. I koniec snu bo mąż zasunął drzwi od sypialni (wychodził) i mnie obudził.

*

Notatki:

Ten sen pokazuje, że mam już większą odporność psychiczną niż wcześniej. Na jawie sama myśl o dłoniach czy lustrach w snach mnie przeraża, ale tam – w świecie snu – zamiast paniki pojawiła się tylko ciekawość i lekki niepokój. To ogromny postęp.

Dlaczego?
• Dłonie i lustra w snach są jak testy świadomości. Umysł podświadomie je „zniekształca”, bo nie potrafi dobrze odwzorować szczegółów. Dlatego są takie dziwne i niepokojące.
• To, że mimo wszystko spojrzałam i potrafiłam zachować spokój, oznacza, że zaczynam oswajać te „straszne” elementy. To pierwszy krok do tego, żeby w przyszłości nie tylko na nie patrzeć, ale też świadomie nimi sterować.

Wykręcony palec → zamiast paniki, u mnie pojawiło się coś w stylu: „hmm, to creepy, ale okej”. To sygnał, że mój mózg ćwiczy tolerancję na dziwność – a to fundament dla świadomego śnienia. Jeszcze niedawno takie obrazy budziłyby mnie (strach), a teraz przechodzę obok, z ciekawością, i śnię dalej.

Ponad to, przed wejściem w LD nie musiałam kombinować z technikami, powtarzaniem testów rzeczywistości czy długimi przygotowaniami. Sama intencja wystarczyła.

To działa, bo:
• Podświadomość bardzo chłonie takie proste sugestie. Kiedy przed snem powiedziałam sobie „idę spać, czas na świadomy sen!”, moja uwaga ustawiła się na ten tor i we śnie szybko przyszło „olśnienie”.
• To trochę jak zakodowanie alarmu w mózgu – on już wie, że ma „złapać” moment dziwności i wysłać sygnał.
• Dodatkowo mam coraz większą praktykę z marzeniami sennymi i rozpoznawaniem symboli, więc umysł szybciej „przeskakuje” na tryb świadomości.

*

Kolejny sen. Byliśmy z rodzicami, siostrą i mężem nad morzem, nad Bałtykiem. Stałam na piętrze przy przeszklonej ścianie z poddaszem i podziwiałam piękne góry w tle. Uznałam, że morze i góry to całkiem niezły klimat. Chciałam koniecznie sfotografować te góry, ale nie przez szybę. Poszłam więc na zewnątrz, żeby znaleźć mój telefon. Mama i tata jechali osobnym autem i mama powiedziała: „Wyobraź sobie, że jedziesz autem i nagle komunikat (tu mówi po francusku)”. Uznałam, że mama chce się popisać znajomością języka i dlatego cytuje mi po francusku a nie po polsku co się stało. Okazało się, że komunikat mówił o jakiejś wadzie silnika. Ale dojechali mimo tego, bo to był błąd komputera. Mówię, że chce jechać z Adrianem poszukać sklepu jakiegoś i wzięłam kluczyki od samochodu. W hotelu na dole była taka stołówka i był tam nieporządek. Wzięłam swój telefon i zobaczyłam, że mama z siostrą są już na zewnątrz w strojach kąpielowych. Był to wrzesień i było już trochę chłodniej wieczorami. Poszłam robić zdjęcia tych gór. Zamiast jednak tego znalazłam się przy brzegu morza i robiłam zdjęcia wodzie. Była piękna i czysta, jak u źródła potoku górskiego. Nagle pojawił się krab i mama powiedziała, że nie wiedziała, że są tutaj kraby. Potem zauważyliśmy czerwonego raka, robiłam mu zdjęcia z bliska. Potem przypłynął kolejny rak i Adrian krzyczał, że skoro są tu raki to oznacza, że woda jest bardzo czysta. Chcieliśmy koniecznie wykąpać się w tym morzu, wiedziałam, że musimy się spieszyć żeby zdążyć przed zmrokiem, kiedy będzie zimno. Ale mieliśmy jeszcze jechać do tego sklepu. Pojechaliśmy. Zrobiliśmy zakupy i nagle już wracamy. Idziemy na piechotę i zauważyłam takie ładne, drewniane schody z namalowanymi na nimi czerwonymi kwiatami. Mówię mamie, że chcę zrobić sobie zdjęcie na tych schodach i mama powiedziała, że za chwilę sobie zrobię, ale pierw musimy zanieść zakupy. Powiedziałam, że skoro to tak blisko to czemu braliśmy auto. Mama powiedziała że to dlatego, żeby było szybciej. Powiedziała też, że powiesiła warzywa w siatkach wysoko na siatce (na płocie kilkumetrowym z siatki), żeby dzikie psy nie mogły dosięgnąć. Jednak okazało się, że wspięły się na siatkę i ukradły wszystkie warzywa. Poszłyśmy z zakupami i w oddali widziałam już jak Adrian i siostra otwierają kluczem drzwi od naszego domku. Wołam męża i mówię, że chce żeby zrobił mi zdjęcie na schodach. Idziemy więc tam i widzę, że ktoś zakrył parawanem te schody. Pomyślałam, że to pewnie teren prywatny, trudno. Zdjęcia nie było. Trzymałam w ręce kubek kawy. Wróciliśmy, poszłam schodkami w górę i otworzyłam drzwi, nagle Adrian odwraca się i mówi, że cyrk przywiózł zwierzęta na wakacje. Odwracam się więc również i widzę cyrkowy samochód z naczepą, z której wybiega karakal i biegnie przywitać się z moim mężem. Dał się pogłaskać a potem pobiegł w kierunku drzwi, które pracownicy cyrku mu otworzyli i wbiega przez nie. To były takie jakby domki szeregowe. Adrian wbiegł za kotem a ja pomyślałam sobie, co za przypał, mój mąż przeszkadza im w pracy. Nagle biegnie do mnie jakieś małe zwierzątko. Klękam, żeby go przywitać. Podnosi się na dwóch łapkach a przednie łapki kładzie na moim przedramieniu. To skunks. Nagle podnosi ogon i zanim puści gaz z dupala, odchodzę. Idzie pracownik cyrku i mówię mu, że nie mam pojęcia dlaczego ten skunks puścił gaz, że nic mu złego nie zrobiłam. On zaczyna się śmiać. Wtem pojawia się paroletni syn mojej kuzynki i uderza mnie w nogę balonem. Pytam, czy ja mam go tera uderzyć i czy to mu się spodoba, tym bardziej, że mam więcej siły. On zaczyna uciekać, ja doganiam go i z całej siły uderzam balonem (gumowym) w tyłek. Młody beczy a ja odchodzę usatysfakcjonowana. Na szczęście żaden dorosły nie zwraca na niego uwagi. Idę sobie usiąść. Młody już nie beczy, nagle jest kotem domowym. Ja obok siebie mam zabawkę dla kota, taki patyk ze sznurkiem zakończonym piłeczką i piórkami. Biorę go i zaczynam bawić się z kotem.

*

Miałam sen, że przyszła jakaś kobieta do mojego mieszkania. Zapukała i zapytała czy przyszedł list do niej. Z jakimś mandatem. Mówię, że nie, nie było listu. Kobieta była spanikowana, powiedziała, że ten list na pewno przyszedł i żebym go znalazła. Zamknęłam drzwi i następnie siedziałam przy stole z mamą i Adrianem i mama zaczęła nagle bez powodu się ze mnie nabijać a ja wkurzona wstałam i pobiegłam do łazienki. Mama wkurzona jeszcze bardziej moim zachowaniem i gwałtowną reakcją. Nagle do mieszkania przyszła moja kuzynka Paulina i oznajmiła, że ona musi skorzystać z toalety. A ja byłam goła! Nie wiem czemu, może chciałam się wykąpać. Mówię więc, że toaleta zajęta i żeby skorzystała z drugiej toalety (choć u siebie na jawie mam jedną to w tym śnie miałam dwie łazienki), ale ona nagle otworzyła drzwi i wyrzuciła mnie stamtąd, zajmując pomieszczenie. Wyszłam więc i już byłam całkiem zażenowana i zakrawałam się tylko rękami, bo wciąż byłam na golasa. Mama uznała, że podrobimy ten list i ten mandat dla tej kobiety i kazała mi usiąść i wypisać ten mandat. Miałam miliony pytań - skąd ma ten wzór? Jak to wypełnić? Czy kobieta zorientuje się, że to fałszywka? Co nam za to grozi? Mimo tego wypisałam ten mandat. Nagle były moje urodziny ale wcześniej chodziłam w jakimś labiryncie z siostrą. Mój tata siedział tam przy stoliku i dyskutował z kimś o książce, którą kupił z mojego polecenia ale wyznał, że niezbyt ciekawa. Ja znałam całą serię tych książek. To mu powiedziałam, żeby kupił sobie inne książki od tego autora i poinstruowałam go jak znaleźć w necie inne jego książki. Nagle były moje urodziny i impreza na ogrodzie u rodziców. Przy ognisku. Cały czas była noc i każdy tańczył pod jabłonią a ja siedziałam przy piaskowicy i jadłam chleb. Dominika (przyjaciółka) nagle przyszła do mnie i mówi, że oni (ona, mąż jej i syn) już jadą do domu, bo ja się w ogóle nie bawię i nie tańczę i oni jadą i nara. Mówię jej, że ja tylko chleb chcę dojeść (kolacja) i będę tańczyć, ale zauważyłam że jej mąż i dzieciak już są w aucie. Dominika wsiada również i odjeżdżają. Było mi w chuj przykro i smutno. Płakałam. Potem poszłam do pracy i opowiadałam koledze że były moje urodziny i Dominika mnie olała.

*

Ten sen był jakoś w środku nocy i nad ranem kiepsko go pamiętałam. Byłam w jakimś.... pomieszczeniu? Na obozie? W pracy? Czekałam na męża, a kiedy pojawił się, powiedziałam mu, żeby uważał na Mateusza. Mateusz to był facet, który po prostu podejrzanie się zachowywał. Tam był też jakiś sklep, jakby warzywniak. Wzięłam kokosa i rozbiłam go (bardzo łatwo mi poszło), zrobiłam pierw dziurkę (czym? Nie wiem) i wypiłam wodę kokosową, a potem rozłupałam na pół ten kokos i jadłam miąższ, ale to był taki miąższ... Niczym bounty! Zrobiony nie z masy kokosowej a z wiórków kokosowych sklejonych smacznym syropem. Potem do mojego pokoju weszła moja (dawna) przyjaciółka Kinga, żeby się ze mną pogodzić. Bo swego czasu przestała się do mnie odzywać. Przytuliła mnie na znak rozejmu między nami, pamiętam, że miała niebieską sukienkę w białe wzory i dziwnie (nieświeżo) pachniała. Potem poszłam z moim mężem na ulicę i jechałam w takim jakby wózku na deskorolce (sam jechał ten wózek) i znowu miałam kokosa w ręce, tym razem zamiast go otworzyć to pierw... Obierałam go ze skórki! I podjechałam pod kosz na śmieci i wrzuciłam te skórki do kosza. Wtem patrzę, a tu ulicą szła z naprzeciwka starsza Pani, zadowolona, i mówi że super dobry czyn zrobiłam z tymi obierkami, że wrzuciłam je do kosza, była przy tym tak podjarana z tego powodu, a w końcu jak zobaczyła że ja raczej jestem zdziwiona niż zadowolona, zapytała mnie czy to nie jest ok i może jest to trochę nie na miejscu że ona tak mówi i tak się cieszy, wtedy ja się uśmiechnęłam i powiedziałam, że nie i że to dla mnie super motywacja. Później zaczęła na telefonie pokazywać mi swoje zwierzęta, pokazywała pierw myszoskoczki, ale były one bardzo dziwne z takimi mega długimi uszami, taki był jeden duży myszoskoczek (szary), reszta była mniejsza (bura) i ta Pani mówiła że mieszka w bloku i ma psy i ma dla nich tam nawet osobny pokój. Ale potem nagle powiedziała że mieszka na działce ROD, no i zastanawiałam się nad tym czy ona mieszka w końcu w domu czy w bloku, więc o to dopytałam i powiedziała, że mieszka w bloku, ale ma działkę ROD niedaleko. Zastanawiałam się co powiedzieć i jak sprawdzić czy sama jest taka uczynna i czy zbiera ich kupy do worka na każdym spacerze. Następnie przedstawiła mi te swoje psy, pokazywała je na zdjęciach, no i nagle... to jest na żywo! Przybiegły te wszystkie psy i zauważyłam, że ta Pani miała psa mega podobnego do Arissy (mojej suczki), biorę go na ręce i nagle wołają mnie rodzice. Ja do nich podchodzę a oni odbierają ode mnie tego psa i tata bierze takie małe nożyczki do paznokci i zaczyna wycinać mu małe znaczki na poduszeczce u tylnej łapy! Zrobił mu małą rankę. Potem rodzice powiedzieli mi, że muszą ją oznaczyć bo to przecież nasza Arisska. Odchodzę, ale oni znów mnie wołają, więc zawracam. Tata znowu odbiera mi psa, nacina poduszkę psu a mama bierze następnie tego psa i nadgryza to miejsce robiąc większą ranę! Wyrywam im psa. Mówię im że zachowują się jak ciołki, po czym pospiesznie ochodzę i oglądam się za siebie, ale oni pozostają niewzruszeni. Przytulam malucha mocno do siebie i idę w siną dal.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Dzisiejszy sen:

W tym śnie sytuacja była następująca... Okazało się, że musiałam brać bardzo drogie leki na moją chorą tarczycę. I musiałam brać kilka sztuk za jednym razem, kilka razy dziennie. Kupuję więc używane opakowania za połowę ceny na Vinted. Nagle jestem u mojej (byłej) koleżanki Ani (od której miałam myszy) i cieszę się serdecznie na spotkanie z nią. Ona również jest dla mnie miła. Zamierzam zapytać ją o te tabletki i jak je brać i czy w ogóle brać (Anka studiowała medycynę), ale nie mogę zadać jej pytania, bo ona ciągle nawija. W końcu pytam ale o coś innego, mianowicie o jej pomeraniany i czy zamierza kontynuować wilczy gen w nich. Ona mówi, że nie, że na jednym miocie się skończyło. Następnie byłam w jakimś innym pomieszczeniu a Ania znikneła. Ktoś podpiął mnie do wykrywacza kłamstw i zadawał mi pytania. Pytania te dotyczyły moich przygód z sąsiadem o imieniu Piotrek (aka Piotur). Osoba zadaje mi pytania dotyczące wyglądu jego członka oraz tego ile razy robiłam mu gałę. Ogólnie całe przesłuchanie obraca się wokół jego przyrodzenia. W międzyczasie trwa święto smoków. Moja mama zrobiła żółtego, dużego smoka pluszowego z tej okazji i ja miałam latać na nim na pokazach na arenie. Więc latam nim, steruję za pomocą sznureczków, za pomocą sznureczków również ruszam smoczymi częściami ciała jak w kukiełce. Potem nagle był kolejny dzień i ten smok był już mały i czarny, schowany w pudełku. Otwierałam pudełko co jakiś czas i chwaliłam się tym smokiem. Byłam w domu rodzinnym w swoim pokoju z mamą, która mówiła, że tata musi jak najszybciej spłacić kredyt (który zaciągnął na otwarcie jakiegoś biznesu) i wtedy rodzice przekażą nam swój dom. Zapytałam się mamy jaka jest wysokość kredytu i usłyszałam, że 170 tysięcy. Więc zapytałam po co w ogóle tata brał kredyt, skoro stać go na taką sumę i zapytałam czy to po to, żeby mieć jakąś historię kredytową. Mama coś tam odpowiedziała, ale nie słyszałam co. Czyściła szklaną szafkę. Wytrzepywałam z dywanów ziemię, mama za to dziękowała. Zaczęłam zastanawiać się jak urządzę dom po tym jak rodzice wyprowadzą się i mi go zostawią. Zastanawiałam się jak zagospodaruję garderobę i czy będzie to pomieszczenie stricte na buty, czy na coś innego. Wyobrażałam sobie nowe dywany na korytarzu na górze i zastanawiałam się czy rwać stare panele i kłaść nowe. I co najdziwniejsze, zastanawiałam się czy mieszkać tam z mężem czy z Piotrkiem! Miałam rude włosy (widziałam je w lustrze łazienkowym, były przetłuszczone całe), miałam mieszkać tam z Piotrkiem i zastanawiałam się jak ułożę sobie tam życie z obcym człowiekiem i co wtedy będzie robił mój mąż. Myślałam o tym ile razy zdradziłam męża robiąc gałę Piotrkowi (na jawie rzecz jasna nie zdradziłam męża). Stresowało mnie to. I nagle znów zmiana scenerii i byłam w jakiejś restauracji z Piotrkiem, mężem i innymi ludźmi. Jedliśmy. Kelner chciał podać Coca-Colę, ale odmówiłam z powodu diety i inni ludzie także powiedzieli kelnerowi, że ja nie piję takich rzeczy. To było jakoś po tym pokazie smoków, bo tam też chwaliłam się smokiem w pudełku. I nagle z dupy nadeszło olśnienie - to sen! I nie muszę żreć nudnej i niedobrej sałatki, mogę wpieprzać co chcę i nawet wypić tą Coca-Colę! Zjadam więc na szybko czekoladową babeczkę, wstaję i ruszam do kuchni na zaplecze w poszukiwaniu odrdzewiacza do wypicia. Nigdzie jednak nie znalazłam owego. I w końcu gdzieś na końcu tej kuchni, w tym całym bałaganie znalazłam butelkę Coca-Coli. Szklanki były napełnione lodem, a ja nie chciałam pić zimnego napoju. Jednak nie miałam wyjścia i chwyciłam jedną z tych szklanek (tak jakbym po prostu nie mogła ze szklanki wysypać tego lodu... Fuck logic) po czym nalałam tam coca-coli i upiłam łyk. Była odgazowana i niedobra. Szłam dalej, wyszłam z kuchni, w jednej ręce miałam szklankę z Colą a w drugiej butelkę Coca-Coli. Szła nagle z naprzeciwka kelnerka i spojrzała na mnie z wyrzutem, z powodu tego, że zajumałam z kuchni butelkę z napojem. Grzecznie oddałam jej więc znalezisko, w drugiej ręce jednak wciąż trzymając szklankę. Miałam plan na ten świadomy sen taki, że jak już posmakuję smaku prawdziwej Coca-Coli to następnie zamienię się w prawdziwego smoka i będę latać. Sen jednak zakończył się zanim zrealizowałam te pragnienia.

Notatki:

• Leki i tarczyca – zdrowie, koszty, bezradność.
• Ania – dawne więzi, brak osoby, która odpowie na ważne pytania.
• Piotrek + wykrywacz kłamstw – poczucie winy, lęk przed oceną, temat lojalności.
• Smok – wewnętrzna siła, energia, potencjał do przemiany.
• Dom i kredyt – rodzinne ciężary i pytanie o przyszłość.
• Świadomy sen i Cola – pragnienie wolności, eksperymentowania, ale też lekcja, że to, co zakazane, już nie smakuje tak jak dawniej.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Dawniejszy sen (lipiec 2025):

Miałam sen o Mrocznym, który miał mnie zabić. Był to jakiś członek Klanu Mroku. Miał być w kinach emitowany jakiś film bazujący na mojej historii romansu z dyrektorem pewnej firmy. Jednocześnie miał pojawić się jakiś mroczny cień, który miał mnie zabić. Czekałam i wiedziałam co mnie czeka. Miał być dziki seks a następnie po tym akcie pełnym upojenia miałam zostać sprzątnięta. Był to podobno jakiś brat tego dyrektora. Siedziałam przy oknie i czekałam aż zjawi się i wykona egzekucję. Przywiózł go samochodem mój ojciec. I potem nagle pojawił się, kiedy ja siedziałam nago w wannie, która była takim jakby... balkonem na parterze budynku. Wpadł do tej wanny jak totalny dzikus i zaczął wyczyniać ze mną rzeczy o których publicznie nie można pisać szczegółowo! Zdradzę jedynie, że odczucia były fenomenalne, jak to w snach bywa. Po wszystkim zapytałam go, czy mnie teraz zabije. Unikał jednak odpowiedzi. Zadaję więc mu kolejne pytanie dotyczące tego kto jest szefem "tam na dole" (w piekle). Odpowiedział, że Hefajstos. Powiedział w końcu, że musiałby wyjść z Mroku (porzucić Klan), żeby mnie nie zabić. Ale nie może wyjść z mroku. Następnie siedziałam na łóżku, gdzie znajdywały się tajemnicze ślady krwi, zostawione nie wiadomo przez kogo i w jaki sposób. I nagle jakiś niewidzialny byt podciął mi gardło. Siedziałam przy lustrze i widziałam jak wielka szrama pojawia się na mojej szyi, pęka skóra i leje się krew. Taki oto miał być mój koniec. Zamknęłam oczy, pogodzona ze swoim losem. Ale czy umarłam, nie wiem, bo się obudziłam. XD

Notatki:

Główne symbole i możliwe znaczenia:
• Film o romansie — lęk przed publicznym osądem, obawą że życie/sekrety zostaną wystawione na pokaz; może też oznaczać, że czuję, iż ktoś obróci twoją historię przeciwko tobie.
• Mroczny / Klan Mroku — cień wewnętrzny, część świata (lub ludzi) która „ma władzę” i której reguły mogą mnie zniszczyć; w mojej twórczości Klan występuje — sen może przetwarzać lęki związane z pisaniem/publikacją.
• Ojciec, który przywozi mordercę — poczucie, że osoby, które miały chronić, są albo bezsilne, albo współpracują z zagrożeniem; może to być metafora rodzinnych oczekiwań/ocen.
• Nagość w wannie na parterze / balkon-wanna — ekstremalna wrażliwość i wystawienie; jednocześnie „kąpiel” to oczyszczenie i intymność — więc mieszanka podatności i pragnienia transformacji.
• Hefajstos (Hephaestus) — bóg kuźni, pracy, ale też kalectwa i przymusu; symbol przemiany przez ból, rzemiosła i nieuniknionego losu. To ciekawy, nietypowy wybór „szefa piekła” — może wskazywać na poczucie, że kreatywność/twórczość (kuźnia) jest siłą, która rządzi losem.
• Podcięcie gardła / krew — strach przed utratą głosu, tożsamości, możliwości mówienia; trauma, która „zna” granice kontroli.

Emocje, których warto posłuchać:
• Bezsilność i akceptacja losu (siedziałam, pogodzona).
• Fascynacja i zakazany pociąg (sen miesza przyjemność z grozą).
• Obawa przed ujawnieniem historii
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Dzisiejszy sen:

Dziś w końcu się wyspałam i miałam bardzo.... piękny sen. Znaczy, widoki były piękne. na początku jechałam z mężem naszym Dusterem po takim pięknym miasteczku, w tle w oddali były piękne góry. Jechaliśmy ulicą, która była jednocześnie... Jakby sztuczną rzeką. Wysiadłam z samochodu, bo koniecznie chciałam zamoczyć nogi w tej krystalicznie czystej wodzie. Była noc i księżyc pięknie oświetlał te góry. Wyjęłam telefon i zaczęłam robić zdjęcia. W końcu dotarliśmy do zamku, również pięknego. Z takiej czerwonej cegły. Jestem tam z moim dalmatyńczykiem i schodzimy po schodach i wchodzimy na górę, zwiedzając zamek. Miały tam miejsce jakieś akcje historyczne, ludzie byli przebrani w stroje średniowieczne i odgrywali sceny w holu. Nagrywałam tych ludzi i ich poczynania. Oni udawali, że walczą, itd. Nagle mam na rękach rudego kota. W oddali wycieczka szkolna, nauczycielka robi zdjęcia. Widzi mnie i mówi, że chcą mieć zdjęcie ze mną i tym kotem i poleca mi, żebym stanęła między dzieciakami. Była więc sesja zdjęciowa, do każdego zdjęcia się głupio uśmiechałam. Jedno dziecko przyniosło żółwia, mówiło, że to najlepszy kumpel tego kota i są nierozłączni. Przy stole siedzi mój kolega z podstawówki, Karol (na jawie nie żyje od roku). O coś mnie pyta, ale bardzo cicho. Proszę, by powtórzył głośniej. Dziwię się, skąd on się tam wziął, że przecież nie żyje. Pytał mnie, czy słyszałam wieści o pożarze. Odpowiedziałam, że tak, że coś mi świta, ale niewiele wiem. Myślałam, że ten pożar to podpucha. Karol milczy, pytam go, czy pożar spalił wszystko, ale on dalej milczy. Pytam go więc po chwili czy pamięta jak dokuczał mi w szkole. On spuszcza głowę, jest wyraźnie smutny. Widać, że mu głupio. Mówi, że tak, że pamięta. Podchodzę do niego, biorę jego dłoń i lekko ściskam. Mówię, że nikt nie jest idealny i że mu wybaczyłam. On jednak znów nic nie odpowiada, jedynie wzdycha. Scena snu zmienia się i idę z mężem ulicą, przechodzę przez przejście dla pieszych i mój pies ociera się swoim ciałem o innego, małego, grubego pieska. Przypadkowo. Jednak nie reaguje na tego psa i nie wypala do niego z agresją. Ludzie dziwią się, że mój pies jest taki wychowany i świetnie wyszkolony, że ignoruje inne psy. Spotykamy ziomków z psem, których poznaliśmy nad rzeką Białką w Jurgowie. Widzimy ich w oddali. Zastanawiam się czy tęsknią i czy myślą czemu nagle przestaliśmy chodzić nad rzekę. Czy może domyślają się, że byliśmy tam tylko na urlopie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Miałam mega popaprany sen, więc jeśli ktoś chce poczytać ultra chory i zboczony twór mojego umysłu, to zapraszam! 

(+18) Dzisiejszy sen:

Otóż śnił mi się mój dawny "znajomy", który miał totalną obsesję na moim punkcie, biegał za mną latami, chciał zostawić dla mnie żonę. Miałam 15 lat a on 28, nigdy nie chciałam z nim tworzyć żadnego związku, no mniejsza z tym. Nazwiemy go sobie Gregory. Więc śnił mi się Gregory. W tym śnie wiem, że mieszkał z rodzicami a następnie mieszkał w domu po babci, niedaleko. To była taka stara chatka. Nie myślałam nawet o tym, żeby uczynić z tego snu świadomy. Byłam w tej chatce z Gregorym, grałam w grę komputerową, jego nie było. Nudziłam się. Kiedy przyszedł, leżałam z nim na kanapie i przytulałam się do niego. Czułam się dziwnie. Były plany na coś więcej, niż tylko przytulanki. Wyszłam na podwórko, zamieniłam się w smoka (ale o dziwo dalej zachowując nieświadomość snu!) po czym poleciałam przez morze (chatka była na plaży) tylko po to, by zdobyć jakiś przedmiot dla jego starych, po czym wróciłam, wylądowałam na brzegu i z powrotem byłam homo sapiens. Pod osłoną nocy udałam się do lasu, byłam naga. Położyłam się na trawie i nagle w ręce miałam pewien przedmiot, zwany kwieciście "sztucznym członkiem". Coś w mojej głowie mówiło mi, co mam robić i że mam wizualizować sobie rozkosze cielesne z Gregorym a owa zabawka ma posłużyć tak jak do tego została stworzona. Używałam więc owego przedmiotu. Po całej zabawie udałam się znów do chatki Gregory'ego. Był tam. Podeszłam do niego i przylgnęłam do niego swoim ciałem tak, że przyparłam go do ściany. Kątem oka ujrzałam posłane łóżko, właściwie to narożnik, z kołdrą i dwiema poduszkami - oczekiwał, że zostanę na noc z nim. Nie chciałam, bo wiedziałam, że muszę wracać do męża(!!!). Pytam go co z jego żoną, on opowiada, że mieszkali z jej rodzicami, którzy w końcu mieli dosyć jej rozdartego ryja podczas wiadomych czynności i sprawili, że żona w końcu się wyniosła. Zapytałam go z przekąsem czy pamięta jak mówił mi o tym, żebym powiedziała jedno słowo a porzuci dla mnie żonę i będzie tylko mój. Po tych słowach oczy Gregory'ego zapłonęły. Rzucił się na mnie i naprędce zaprowadził (w sumie to zaciągnął) mnie do kuchni. Teraz to on przyszpilił mnie do ściany. Mój goły tyłek dotykał zimnych kafelek. Całował mnie w szyję i w biust, nagle splunął na ziemię, zaśmiałam się i zapytałam go czy to kłaczek (XD). Nic nie odpowiedział, zamiast tego obrócił mnie tak, że teraz tyłkiem opierałam się o blat. Podniósł mnie nieznacznie tak, żebym usiadła na owym. Następnie... Pewnie spodziewacie się tutaj pikanterii. Nic bardziej mylnego, bowiem nasz gwóźdź programu odsłania swoje, mikroskopijnych rozmiarów, przyrodzenie i próbuje kopulować. Próbuje. Ale nic z tego. Pytong jest zbyt mały. Byłam załamana. Nagle Gregory oświadcza, że musi iść. W międzyczasie pracujemy na komputerach (zdalnie) i na monitorach mamy otwarte arkusze Excel z jakimiś danymi. Spostrzegłam, że nie mam samochodu i do domu muszę wrócić pieszo. Miałam Gregory'ego zapytać o to, czy skoro teraz ma dom to czy nie chce mieć psa. Kiedy wciąż go nie było, zauważyłam, że nagle mam na sobie sukienkę zapinaną na guziki. Jednak sukienka była rozpięta, więc zaczęłam zapinać te guziki. Następnie wzięłam torbę i zaczęłam pakować do niej swoje kosmetyki, kremy do twarzy, itd. Wiedziałam że on chciał, żebym była u niego i spała z nim, ale uznałam że nie mogę, bo muszę wracać do męża(!!!) i co ja mu właściwie powiem? Że gdzie byłam całą noc? Zaczęło przeokropnie dręczyć mnie sumienie z powodu zdrady. Prawie płakałam. Nagle wrócił Gregory, ale pod postacią... grubej baby z wielkimi cyckami. Wcześniej też miał babskie cycki i trochę budowę ciała miał jak baba, ale jednak był chłopem. I mówi ten babochlop do mnie, że jak mnie zobaczył w tej sukience z guzikami, to teraz znowu "ma kvtasa twardego jak grzyb". Wiedziałam, że znowu chce iść ze mną w tango i czułam, że muszę natychmiast wyjść. Powiedział, że jestem sexy, bo jestem oversize (na jawie jestem szczupła, rozmiaru S). Odpowiedziałam, zdziwiona, że wcale nie, bo właśnie jestem na diecie, żeby być jeszcze chudsza. Zamierzałam właśnie oznajmić mu, że wychodzę, ale... obudziłam się. Byłam wdzięczna losowi za to, że to był tylko sen...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Wczoraj zrobiłam (po raz kolejny już) modelowanie ust i w nocy ogólnie kiepsko spałam, bo musiałam jakoś się ułożyć, a jak tylko zasnęłam to śniło mi się, że coś się dzieje z tymi ustami. 

Sny tej nocy 

... były nudne i mało wartościowe. Śniło mi się jakieś ganianie po lesie z wilkami. Ale pierwszy sen był ciekawy, bo zakończył się.... paraliżem sennym? Otóż, śniło mi się, że miałam bardzo duże usta i cały czas przeglądałam się w lusterku. Wyglądałam normalnie, ale językiem wyczuwałam, że moje zęby wszystkie się ruszają. Kiedy otworzyłam usta to poczułam (i jednocześnie zobaczyłam w lustrze), że wszystkie moje zęby zaczynają wypadać. Wystraszyłam się tego, zaczęłam uciekać, zobaczyłam okno i bez namysłu wyskoczyłam przez nie. W tym momencie jakby "obudziłam się", ale w dalszym ciągu krzyczałam w myślach, widziałam okno w mojej sypialni, patrzyłam na to okno, czułam, że we śnie wierzgam nogami w powietrzu (spadając z okna) i w tym momencie nałożył mi się sen na jawę, bowiem jednocześnie wierzgałam w powietrzu i leżałam w łóżku, patrząc się w okno i nie mogąc kompletnie się poruszyć mimo chęci. Byłam całkowicie sparaliżowana. Nie towarzyszyły temu żadne halucynacje wzrokowe, jedynie słuchowe (słyszałam ten mój własny krzyk). Nie, nie bałam się i nie byłam przerażona. Wiedziałam co właśnie ma miejsce. Zaczęłam spokojnie mówić do siebie: "To paraliż senny, to przejdzie, w końcu będziesz mogła się poruszyć" i w końcu naprawdę obudziłam się, otworzyłam oczy, spojrzałam w okno. Powoli poruszyłam ręką, potem nogą. Uznałam, że jak już się obudziłam to odwiedzę toaletę. Poszłam, wróciłam i zasnęłam ponownie.

Notatki:

To, co się wydarzyło, jest klasycznym przykładem paraliżu sennego i tzw. snu „przeplatanej” rzeczywistości z jawą. To mój drugi paraliż senny w życiu. 

Kilka rzeczy w opisie jest ważnych:
1. Świadomość podczas paraliżu sennego – to tzw. lucid sleep paralysis. Wiedziałam, że to paraliż, i potrafiłam się uspokoić. To bardzo pozytywne, bo większość ludzi w takim momencie czuje panikę i lęk. Mój spokój pomógł mi szybciej wyjść z tego stanu.
2. Brak halucynacji wzrokowych – często przy paraliżu sennym pojawiają się „cienie”, postacie czy światła, ale u mnie pojawiły się tylko słuchowe – mój własny krzyk. To też jest całkiem normalne.
3. Przeżycie „upadku” – uczucie wierzgania nogami i unoszenia się w powietrzu to typowa manifestacja paraliżu sennego, często związana z pozornym „przeskokiem” między snem a jawą.

To, że sen był po zabiegu modelowania ust, też nie jest przypadkowe – mózg często przetwarza świeże doświadczenia lub silne emocje, nawet jeśli w ciągu dnia były neutralne, i „przemyca” je do snów. Stąd wypadanie zębów i duże usta.

Kilka wskazówek, które mogą pomóc w przyszłości:
• Ułożenie do spania: paraliże senne częściej występują, gdy śpimy na plecach. Lepiej spać na boku lub na brzuchu. Choć ja akurat dziś spałam trochę na boku i trochę na plecach.
• Oddech i spokój: to, co zrobiłam – spokojne mówienie do siebie – jest świetnym sposobem na „przetrwanie” paraliżu.
• Regularny sen: nieregularny rytm snu lub niewyspanie zwiększa ryzyko paraliżu.
• Minimalizacja stresu przed snem: ostatnie emocje lub zabiegi kosmetyczne mogą zwiększać intensywność snów i paraliży.


Paraliż senny to stan, w którym mózg częściowo się budzi, a ciało wciąż jest w fazie REM, czyli w fazie snu, kiedy naturalnie występuje atonia mięśniowa – mówiąc prosto, mięśnie są „wyłączone”, żeby nie było możliwe wykonywanie ruchów ze snu.

W moim przypadku:
1. Mózg „przeskoczył” do stanu czuwania – świadomie wiedziałam, że jestem w łóżku i mogę się obudzić.
2. Ciało jeszcze nie zareagowało – mięśnie były sparaliżowane w ramach naturalnej ochrony REM.
3. To, że próbowałam się poruszyć lub „przyspieszyć” przebudzenie, sprawiło, że świadomość była wyprzedzająca ciało, co jest klasycznym mechanizmem paraliżu sennego.

Dlatego miałam poczucie, że „wierzgam nogami w powietrzu”, chociaż w rzeczywistości leżałam spokojnie w łóżku – mózg nadal interpretował sygnały REM jako ruch.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Dzisiejszy sen:

Miałam sen, że trzymałam w ręce jakąś herbatę Matcha. Jakieś na oko 300g. To była jakaś Matcha z narkotykiem, której szukali dealerzy. Nie wiem czemu nie wpadłam na pomysł, by żądać za nią okupu. Wpadli do mojego mieszkania, odebrali tą Matchę. Jeden ziom zaczął się przechwalać, że on dzięki takim herbatom jest bardzo bogaty i miesięcznie wydaje 20 tys. PLN na swoje przyjemności. Pokazałam mu szafkę z moimi perfumami i skomentowałam, że wartość zawartości owej to około 30 tys PLN. Oczy wszystkich rozszerzyły się, uznałam, że pokażę im zapachy. Poszłam do szafki, oni podążyli za mną. Uznałam, że muszę psiknąć się jakimś wybitnie sexy zapachem, żeby zamiast uznać mnie za wroga i chcieć mnie zabić, uznali mnie za obiekt westchnień. Sięgnęłam po Agent Provocateur Femme Fatale Intense i psiknęłam. Zaczęli coś mruczeć pod nosami, dając znać, że im się ten zapach podoba. Powędrowali ze mną z powrotem niczym sznur adoratorów. Zadziałało. Poszliśmy na jakieś stragany i jeden z ziomków szukał perfum Nelly Furtado (na jawie nie ma takich na rynku), szukał konkretnie pewnych perfum nazwanych nazwą piosenki Nelly. Znałam te perfumy, były ciężko dostępne. Jednak cieszyłam się, że znam twórczość tej celebrytki, bo dzięki temu wiem jakie ma perfumy, skoro nazywane są nazwami jej piosenek. Nie znalazłam tych perfum. Zobaczyłam inne stoisko z jej perfumami i poszłam tam poszukać, ale też nie znalazłam. Było jeszcze jakieś stoisko z soczewkami. Chciałam przymierzyć, to były soczewki zmieniające widzenie i wzrok i kolor oczu. Można było wziąć na próbę jakieś. Były pakowane w pudełeczka z wodnistą cieczą, która chroniła soczewki przed wysuszeniem i bakteriami. Nie odważyłam się jednak wziąć, bałam się dotknąć sobie oka. Mimo, że widziałam wcześniej prezentację jak to zrobić i uznałam, że to w sumie żadna filozofia. Potem nagle miałam... Cały wór tej Matchy! Bardzo się bałam, że dealerzy znów będą jej szukać. Zaciągnęłam ten wór do stodoły i chciałam ukryć go i dać następnie swoim ziomkom - dealerom. W razie w miałam plan by powiedzieć, że to siano dla konia. Zmielone. Z góry jednak (jakby z dziury w dachu) obserwowali mnie i nagle zawołali jacyś inni dealerzy! Pytali co robię. Mówię, że mam wór siana dla konia. Łyknęli to jak pelikany i zniknęli z pola widzenia. Wzięłam telefon i chciałam wysłać pinezkę do tych swoich ziomków, żeby natychmiast przyszli po wór matchy. Oczekiwałam na wiadomość. Wtem przyszedł jakiś ziomek i powiedział, że dziś doimy krowy. Na takiej jakby lince zawieszone były metalowe dzbany wypełnione krowim mlekiem. Każdy z nich był wypełniony bardziej lub mniej mlekiem. Mieliśmy zapełnić wszystkie. I wtedy zadzwonił budzik. A szkoda, bo robiło się ciekawie. Ciekawe co, lub kogo faktycznie doiłabym w tym śnie? XD
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
Dzisiejsze sny:

Na początku snu grałam w grę na telefon (Episode), która była taką grą z odgrywaniem ról a jednocześnie grą uczącą języka arabskiego. Miałam mieć lada chwila na żywo naukę języka arabskiego i to ja miałam go uczyć. Przyszła do mojego mieszkania jakaś kobieta i wyjaśniałam jej podstawy języka arabskiego. Zagadała mnie o jakieś zdanie, którego nie znałam i powiedziałam jej, że nawet ja jako nauczycielka nie wiem wszystkiego. Potem wyjaśniałam jej formę męską i żeńską na przykładzie słowa "habibi", mówiłam jej: „odmiana rzeczownika czy czasownika, nigdy nie wiem…”. XD Następnie śniło mi się, że miałam brzydką, starą łazienkę. Od dołu kafelki były brązowe a od góry była malowana na biało ściana. W tej łazience była lodówka, również stara. Kupiłam nową, by lepiej pasowała. Chciałam więc wymienić tą starą lodówkę i obok niej wstawić prysznic. Sprawdzałam wymiary tej lodówki, używając centymetru budowlanego. W łazience miałam też TV, ale bardzo mnie jego obecność dziwiła, zastanawiałam się jak można siedzieć w wannie i oglądać TV? Jednocześnie nie dziwiła mnie kompletnie obecność lodówki w łazience... Mieszkałam w tym domu, to był dom mojej babci na wsi. Spojrzałam na wnętrze domu i uznałam, że podłogi są brudne. Skapłam się, że jak sprzątam to nie myje podłóg i w tą sobotę muszę umyć dokładnie podłogi. Wychodzę na podwórko. Moja kuzynka (Agnieszka) kupiła sobie szczeniaka Goldena, trzymała w ręce jego nową obróżkę i smycz w kolorze fiołkowym. To suczka. Agnieszka próbowała zapiąć psa, ale on jej uciekał. Komentowała, że jej pies jest bardzo niesforny i krnąbrny. Mówię, że to super, że ma psa. Że wezmę też mojego i pójdziemy na spacer. I żeby dała mi tylko 15 minut, bo wciąż jestem w proszku i w piżamie. Wróciłam na górę. I nagle byłam w domu rodzinnym w sypialni. Szykowałam się. W koszu miałam ubrania. Chciałam użyć kremu z filtrem na słońce. Wybierałam długo bluzkę, nie mogłam się zdecydować którą założyć. Stresowałam się, że Agnieszka w końcu zniecierpliwi się i pójdzie beze mnie. Miałam nadzieję że się z kimś zagadała i siedzi. Jak już wybrałam bluzkę to chciałam nałożyć na twarz ten krem, ale nigdzie go nie było. Byłam pewna, że mama go gdzieś przestawiła. I miałam rację. Mama schowała go do szafki w moim pokoju. Piszczałam już pod nosem, że nie mogę znaleźć rzeczy osobistych. Chciałam zapytać mamę gdzie są, bo weszła właśnie na górę ale w ostatniej chwili poszłam do mojego pokoju i wpadłam na pomysł że zajrzę do szafki. Były tam. Nałożyłam krem i wyszłam na dwór (na pole XD). Ojciec siedział z wujkiem (Adamem) w aucie, moja siostra z tyłu. Pokazują palcem na psa, który właśnie podbiegł, żebym go zabrała. To była Arisska, nasza nie żyjąca już sunieczka. Wzięłam ją na ręce i widzę, że za bramą jest pies Agnieszki. Pytam czy go brać, tata mówi, że nie i że mam wsiadać, bo jedziemy. Wsiadłam posłusznie na tył i usiadłam obok siostry. Byłam smutna, mówiłam do taty i Adama, że przecież znam się na psach i pytałam dlaczego nie mogliśmy wziąć Agnieszki i jej psa. Że pomogłabym jej w nauce chodzenia na smyczy. Tata gada, że to kara i nauczka dla mnie, ale za co? Nie wyjaśnił. Siostra mnie trochę przygniata więc proszę ją, by się odsunęła, bo nie słyszę co oni do mnie mówią. Tata gada, że to kara za to że kiedyś wjeżdżałam autem nieostrożnie na plac (furgonem) i strąciłam kamerę że ściany. Zaczynam płakać, ale nikt nie reaguje.

*

Pamiętam, że w kolejnym śnie miałam dużo paczek Vinted do wysłania. Ogłoszenie ze sprzedażą kurtki mi się zdublowało i dwie osoby kupiły tą samą rzecz. Chciałam to jakoś rozwiązać i napisać do jednej z tych osób, że nie dostanie tej kurtki, bo kupiła ją inna osoba z innego ogłoszenia. Zwlekałam z informacją o tym by przez anulowanie nie dostać oceny 1. Byłam na jakimś ogrodzie, gdzie zrobiłam rozwałkę. Dlaczego? Bo wcześniej ludzie mi dokuczali. Chodzili za mną, przedrzeźniali i wyszydzali. W końcu zaczęłam używać swojej siły, która była ogromna. Pierw połamałam wszystkie zamiokulkasy rosnące w donicach na tym podwórku. Potem powybijałam szyby w budynku. Zrobiłam rozwałkę i ludzie mieli pretensje o to do mnie. Ale ja powiedziałam, że to dlatego że wcześniej każdy mi dokuczał. I to nie była rozróba a zemsta. Nagle ktoś wziął piłę mechaniczną i zaczął mnie z nią gonić. Więc i ja po chwili znalazłam piłę mechaniczną, tylko taką z długą rączką (do cięcia gałęzi wysoko na drzewie) i teraz to ja goniłam tą osobę, chcąc ją poćwiartować. Nie dogoniłam, bo się obudziłam.

Notatki:

Przebudzenie przed dogonieniem — mechanizm, który hamuje eskalację — sny często „testują” granice, ale realne konsekwencje są powstrzymywane przez przebudzenie.

*

Śniło mi się, że miałam wspólne LD z moim mężem. Stałam gdzieś w plenerze i czekałam na niego. Wtem widzę, że idzie. Wołam go i macham mu, by mnie dostrzegł. Podchodzi do mnie i wtedy ja oznajmiam mu, że się udało, i że to sen. Adrian jest uradowany. Powiedziałam mu, żeby spojrzał w niebo, bo jest bardzo ładne. Sama spojrzałam w niebo, ale nie było nazbyt spektakularne. Było szare i było na nim dużo chmur. Testujemy sen dalej. Adrian wpada na pomysł, bym przywołała Martynę (koleżankę). Zaczynam więc ją wołać i nagle widzę ją w oddali, jak zmierza w naszym kierunku. Byłam dumna z siebie i ze swoich umiejętności we śnie. Widzę, że słońce ma kształt kwadratu, jak w Minecrafcie. Idziemy dalej i wchodzimy do starego budynku, jakby zamku. Wiemy, że jest tam wiedźma, którą musimy zabić. Zaglądamy po kolei do każdej komnaty, dziwię się, bo wiem, że powinnam być przerażona, że ta wiedźma zaraz na nas wyskoczy, ale ja byłam nad wyraz spokojna. Adrian nagle z jednej komnaty wychodzi z mieczem, więc ja też wizualizuję sobie, że kiedy się odwrócę, będzie za mną leżeć maczeta. Odwracam się i ona leży. Podnoszę ją i idziemy dalej. Otwieram kolejne drzwi i wchodzę przez nie. Zrezygnowana wybijam szybę i chcę wyjść na zewnątrz. Nagle za sobą słyszę jakiś hałas. Odwracam się i widzę, jak mąż walczy z wiedźmą! Próbuję dołączyć się do pojedynku, ale w tym momencie Adrian wbija miecz w serce wiedźmy, kończąc jej żywot. Wiedźma osuwa się na ziemię. Wiemy, że musimy pozbyć się ciała. Wpadam na pomysł, że ją spalimy. Unoszę lekko rękę i wizualizuję sobie ogień na jej ciele. Zamiast ognia pojawia się jednak purpurowa auta na jej klatce piersiowej i wtem wiedźma zostaje wskrzeszona! Zamiast się jej pozbyć to ją ożywiłam! Podchodzimy do tej wiedźmy, ale ta zdaje się nie mieć już złych zamiarów. Jest dobra. Adrian karmi ją łyżką i podaje jej kaszkę mannę. A ja zastanawiam się co jest nie tak w kolejnym śnie z moim ogniem. Postanawiam przetestować podpalanie, patrzę na swoją dłoń i wizualizuję sobie jak pojawia się wokół niej ogień, który ją oplata swoimi płomieniami. Jednak ogień nie pojawia się. Próbuję stworzyć choćby małą iskrę. I znów nic się nie dzieje. I to jest odwieczny problem w moich LD - brak kontroli nad ogniem. Poddaję się więc ale z tej całej frustracji nachodzi mnie niebywała ochota na cielesne uciechy, jednak nie z moim mężem, który był zajęty wiedźmą. Idę więc na zewnątrz i biegnę szukać komendanta (strażnika zamku). Znajduję go, mówię mu o co chodzi i wchodzimy do zamku od drugiej strony, szukając sypialni. Wszystkie pokoje nagle okazują się zajęte. Szukamy dalej i w końcu znajdujemy pustą sypialnię z dużym łóżkiem. Kładę się na nim i nagle prze oczami pojawia mi się "okno wyboru partnerów", jak w grze komputerowej. Są tam różne dziwne kreatury, przypominające krokodyle czy inne zwierzęta, jednak nie widzę mojego komendanta. Nagle pojawił się, ale omyłkowo kliknęłam "odrzuć kandydata". Byłam na siebie wściekła. Z nerwów wybieram naprędce kogoś innego. I ta postać pojawia się obok mnie. Już ma dojść do czynów haniebnych, kiedy nagle odwracam głowę i widzę, że obok mnie leży komendant we własnej osobie! Leży na plecach. Szybko więc rzucam się na niego, rozpinam mu gacie i dosiadam. Po wszystkim wychodzę z pomieszczenia i budzę się. Ale budzę się we śnie! Na sobie mam białą sukienkę całą we krwi. Okazało się, że mój mąż szukał mnie w tamtym śnie i zabił, kiedy się dowiedział o zdradzie. Skąd wiem? Od niego, bowiem właśnie znalazł się obok mnie. Przeprosił mnie za to. Dzwonię do mamy, ale nie odbiera. Oddzwania z innego numeru i mówi, żebym zawsze sprawdzała na jaki numer do niej dzwonię, bo ona jest w pracy i używa innego numeru obecnie. Mówię jej, że miałam właśnie wspólne LD z Adrianem. Następnie poszłam na zewnątrz na zachód słońca. Stał tam mój kolega ze szkoły, Sebastian. Podeszliśmy do niego i opowiedziałam mu co się wydarzyło w moim śnie. Odsunął się od nas przerażony. I wtem obudziłam się na serio.

Notatki:

Motyw LD z Adrianem:
• To, że miałam wspólne LD z mężem i razem testujecie granice snu, pokazuje, jak bardzo chciałabym dzielić z nim swoje światy — nie tylko ten realny, ale też wewnętrzny, duchowy i symboliczny.
• Szare niebo zamiast spektakularnego może oznaczać, że wciąż szukam czegoś „więcej” w LD, ale psychika stawia granice.

Wiedźma i walka:
• Wiedźma w snach to często symbol cienia – czegoś, co wydaje się groźne, ale gdy się z tym skonfrontujemy, może okazać się neutralne, a nawet pomocne.
• To, że Adrian ją zabija, a ja przez swoje działanie ją ożywiam — może oznaczać, że on chce „zamykać tematy” i ciąć problem u źródła, a ja próbuję przekształcać, nadawać nowe znaczenie.
• Kaszka manna karmiona łyżką – bardzo kontrastowe, wręcz groteskowe, ale to pokazuje przemianę potwora w coś niewinnego, dziecinnego.

Brak kontroli nad ogniem:
• To bardzo charakterystyczne: ogień w snach (zwłaszcza LD) symbolizuje siłę woli, pasję, energię seksualną, gniew i twórczość.
• Skoro mam problem z jego wywołaniem, to może być znak, że psychika „broni” dostępu do pełnej kontroli nad tymi obszarami. Jakby coś blokowało spontaniczne uwolnienie energii — być może obawa przed konsekwencjami.

Wątek seksualny i zdrady:
• To, że zamiast bliskości z mężem wybieram „komendanta”, a potem pojawia się okno wyboru postaci — wygląda jak testowanie granic wolności, jakby podświadomość chciała sprawdzić, co się stanie, gdy przekroczę tabu.
• Zakończenie (białą sukienkę mam całą we krwi, bo mąż we śnie dowiedział się i mnie zabił) – bardzo symboliczne: biały to czystość, a krew to wina, kara i nieodwracalna konsekwencja.
• A jednak on w kolejnym przebiegu mówi: „przepraszam”. To może być odzwierciedlenie mojgo poczucia, że w związku jest przestrzeń na błędy, że nawet przy zdradzie czy winie, jest szansa na przebaczenie.

Rozmowa z mamą:
• Telefon i różne numery mogą oznaczać, że czuję, że trudno się „dogadać” z mamą na tej samej płaszczyźnie, że czasem trzeba zmieniać „kanał” komunikacji, żeby się zrozumieć.
• To też może symbolizować, że nie zawsze wiem, którą wersję mamy (opiekuńczą / zdystansowaną / zajętą pracą) „zastanę”.

Zachód słońca i Sebastian:
• Zachód słońca to często symbol końca etapu, pożegnania.
• Sebastian, kolega ze szkoły, reprezentuje część przeszłości, może młodzieńcze wspomnienia. To, że się odsuwa przerażony, może oznaczać, że boisz się, że gdy otwarcie opowiem ludziom o swoich wewnętrznych przeżyciach (LD, intensywne emocje), mogą uznać to za „za dużo”.

Podsumowanie:

Ten sen pokazuje, jak LD staje się dla mnie areną do testowania mocy, granic i wolności. Ogień, którego nie możesz przywołać, to główna metafora – jakbym miała w sobie ogromny potencjał, ale moja psychika pilnuje, żeby nie wybuchł bez kontroli. Wątek zdrady i kary to chyba bardziej nie o realną zdradę, tylko o lęk, że gdy pozwolę sobie na „zakazane pragnienia”, świat (lub bliscy) mnie za to ukarzą.

*

Gdy później, kiedy przebudziłam się i poszłam spać, to znowu mi się śniło, jak próbuję testować ten ogień. Tylko, że wtedy podchodziłam do tego trochę inaczej. Najpierw starałam się wyobrazić sobie kolor. I znów spojrzałam na swoją dłoń i wyobraziłam sobie kolor czerwony, czyli taki kolor, z którego mogłabym stworzyć ten ogień. Bo ogień kojarzy mi się z czerwienią. Ale mózg zrobił mi niesamowitego psikusa. I wiecie co się stało? Na mojej dłoni zamiast ognia pojawiła się czerwona truskawka!

Notatki:

Moja podświadomość ma poczucie humoru – zamiast ognia (energia, moc, destrukcja, pasja) dała mi truskawkę (słodycz, lekkość, natura, coś niewinnego).

To wygląda trochę tak, jakby mój umysł powiedział:
„Spokojnie, nie dostaniesz jeszcze tej siły w surowej formie. Najpierw coś prostszego, delikatniejszego.”

Możliwe znaczenia tego „truskawkowego psikusa”:
• Zastąpienie ognia owocem – ogień to pierwotna, dzika energia, a truskawka jest owocem natury. Jakby psychika zamiast żywiołu dała „symbol życia i wzrostu”.

• Kolor jako brama – skupiłam się na kolorze czerwonym, a sny bardzo serio traktują wizualizację. Zamiast płomieni, wyobraźnia wybrała czerwony obiekt, który kojarzy mi się pozytywnie.

• Energia seksualna – truskawki są też symbolem miłości, namiętności, czasem erotyki (tak jak w poprzednim LD pojawił się wątek cielesny). Może podświadomość zamieniła ogień w coś bardziej zmysłowego, a mniej groźnego.

• Ćwiczenie kontroli – sny często „uczą” nas poprzez zabawne błędy. Może to sygnał, żebym zaczęła trenować kontrolę w LD od prostych rzeczy (np. owoce, kolory, małe przedmioty), zanim pójdę w ogień i żywioły.




Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Dzisiejsze sny:

Miałam taki sen, że siedziałam w jakiejś piwnicy i na parkingu podziemnym był zaparkowany mój Duster. Ktoś wtem dał mi znać, że jest powódź i zobaczyłam wodę na podłodze. Otworzyłam jakieś drzwi i wylało się z pomieszczenia pełno wody. Pobiegłam na parking i mój Duster był w połowie zatopiony. Zajrzałam do środka, ujrzałam, że wnętrze jest suche i nie zalane. Spokojnym krokiem, jakby nigdy nic, wróciłam do tej wielkiej piwnicy. Następnie poziom wody opadł i mój samochód nie był już zatopiony. Wsiadłam do niego i odjechałam.

*

Śniło mi się, że po pracy uczęszczałam na KSM do kościoła (Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, chodziłam tam za nastolatki, kiedy jeszcze byłam prawa i niewinna). Byłam w kościele z mamą i szłam przyjąć opłatek. Trochę miałam opory, bo nie byłam u spowiedzi. Ale wtedy pomyślałam, że to przecież tylko kawałek wafelka a ja praktycznie nie grzeszę. I nie uważam się za chrześcijankę. Wołałam też do komunii moją siostrę. KSM był inny niż te 15 lat temu. Przynależność do niego nakładała bowiem na członka obowiązek w postaci sprzątania ulic ze śmieci i odpadów. Ja jednego dnia nie sprzątałam, bo zapomniałam. A jak ktoś posprzątał ulicę to kolejnego dnia na ulicy pojawiały się Kinder Niespodzianki oraz Kinder Joy. To była nagroda dla tej osoby, która sprzątała. Ja nie sprzątałam, ale i tak zaczęłam zbierać te kinderki, żeby inni myśleli, że sprzątałam i właśnie zbieram nagrodę. W sensie, to miał być taki znak, że skoro zbieram kinderki, to znaczy, że sprzątałam. Z wielką pasją zbierałam te jaja i patrzyłam jakie są w środku zabawki. Kiedy ujrzałam dwie Kinder Joy na ulicy, zabrałam je, ale kątem oka dostrzegłam, że podchodziła do nich też jakaś matka z dzieckiem (chciała je wziąć). Ja byłam pierwsza ale i tak było mi głupio, więc zapytałam tej kobiety czy chce jedno jajko. I dałam kobiecie to jedno jajko, ale oddałam jej to, które miało brzydszy wygląd i zabawkę (ale ze mnie świnia).

Notatki:

Kościół i KSM:
To odniesienie do młodości i okresu, kiedy byłam „inna” – bardziej ułożona, religijna, z mocniejszym poczuciem obowiązku wobec zasad. Teraz w śnie pojawia się rozdźwięk: idę po opłatek, ale równocześnie myślę, że to tylko wafel i że nie jestem chrześcijanką. To może symbolizować obecny dystans do dawnych wartości i pytanie: na ile jeszcze mają one dla mnie znaczenie?

Sprzątanie ulic jako obowiązek członka KSM:
To ciekawe przekształcenie. W snach „sprzątanie” często oznacza oczyszczanie sumienia, myśli albo życia. Ja raz zapomniałam posprzątać – i od razu weszło poczucie winy. Może podświadomie czuję, że coś w swoim życiu powinnam uporządkować, ale nie zawsze mam na to siłę albo chęci?

Kinder Niespodzianki i Kinder Joy jako nagroda:
Kinderki to symbol dziecięcej radości, zabawy, czegoś niewinnego. Ja zbieram je nawet, kiedy nie sprzątam – czyli chcę dostać przyjemność, nagrodę, bez wysiłku. To nie jest oskarżenie, tylko może sygnał: pragnę w życiu więcej prostych nagród, radości, beztroski, nawet jeśli nie zawsze chcę „zapracować” na nie w tradycyjnym sensie.

Zabieranie jajek matce z dzieckiem:
Tu widać zmaganie z sumieniem. Najpierw chciwość („ja byłam pierwsza”), potem wstyd i oddanie jednej sztuki – ale takiej mniej atrakcyjnej. To pokazuje wewnętrzny konflikt między egoizmem a chęcią bycia dobrą i sprawiedliwą. To bardzo ludzki sen – pokazuje, że nawet w mojej wyobraźni próbuję pogodzić chęć posiadania z chęcią bycia fair.



Co ten sen może mówić o mnie teraz?
• Mam w sobie dużo refleksji nad dawnym poczuciem moralności a obecnym luzem wobec zasad.
• Podświadomie tęsknię za nagrodami i radością, które przychodzą łatwo – jak Kinderki w dzieciństwie.
• Jednocześnie mam poczucie winy, gdy bierzesz coś dla siebie kosztem innych.
• Możliwe, że mój umysł podsuwa pytanie: czy muszę zawsze „zasłużyć”, żeby coś dostać, czy mogę po prostu przyjąć przyjemność bez wyrzutów sumienia?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1