11-09-2025, 12:53
Dzisiaj była naprawdę dobra noc! Pamiętam każdy z moich znów, jaki miał miejsce w ciągu tej nocy.
Dzisiejsze sny:
Na początku miałam taki sen, że mieszkałam w takim jakby małym domku, był to weekend i ja byłam z mężem w tym domku sama, z naszym psem. Byłam zmęczona po całym tygodniu pracy i to miał być taki leniwy dzień. Wyszłam sobie na taki taras i nagle zaczęły się fajerwerki (była noc). Widziałam w oddali na niebie te fajerwerki, i nagle odpaliły się kolejne fajerwerki tak jakby przy ognisku które było bardzo blisko mnie, odpaliły się i wystrzeliły w powietrze, ja się odsunęłam bo nie chciałam żeby któraś petarda uderzyła we mnie, bo to było bardzo to blisko wszystko, było bardzo też głośno. Weszłam z powrotem do domku i znowu na taras i zmieniła się sceneria. Nagle był dzień a na tarasie był stół i siedzieli przy nim goście. Koleżanka mamy (Edyta) i kolega taty. I oni pytali się nas jaki chcielibyśmy mieć domek w przyszłości, ja powiedziałam, że wiele nie wymagam, że mnie wystarczy 60 metrów.Kolega taty był bardzo zdziwiony. Na stole leżały jakieś przekąski typu, surowa papryka, paluszki, chipsy... I uznałam, że trochę lipa taki poczęstunek i rodzice byliby zniesmaczeni jakby wiedzieli, że tak kiepsko ugościłam ich znajomych. I nagle goście weszli do wnętrza tego domku a ja miałam robić dla nich obiad. Powiedziałam Edycie, że robię obiad i mam nadzieję, że zostanie (choć na serio miałam nadzeję, że sobie pójdą, bo chciałam odpocząć) i ona powiedziała, że zostanie. Wbił też do domu z tymi gośćmi jakiś arabski dzieciak, który się wygłupiał i podglądał psa w klatce kennelowej (cieszyłam się, że mój pies ma całe zamieszanie w dupie i po prostu śpi), była też moja siostra i nagrywała tego dzieciaka a on tańczył z kubkiem kawy ze spienionym mlekiem na wierzchu i rozlał tą kawę. Miałam ugotować polędwiczki w śmietanie, moja siostra też gotowała jakieś danie. Robiłam obiad i kroiłam... Rybki. Takie małe jak szprotki. Odcinałam im głowy i wyjmowałam kręgosłupy. Miał być rosół, stał na płycie indukcyjnej, ale uznałam, że to dość słabe danie, ponad to ten rosół był zrobiony tylko na marchewce i pietruszce. Uznałam, że dam go psu do wypicia. Mój mąż przyszedł i położył ten garnek do góry nogami (zupa nie rozlała się, ale wiedziałam, że jak poruszę ten garnek, żeby go zdjąć, to zawrtość się rozleje. Zła byłam o to. Poszłam na chwilę znowu na taras i opowiadałam mężowi o tych fajerwerkach, i że były tak blisko. Siostra moja bawi się z małymi kurczakami i robi im zjeżdżalnię na schodach. Kurczaki są szare, bure, i grube. Obiad prawie gotowy, śpiewamy z siostrą piosenkę z Titanica i pojedynek robimy - która ładniej zaśpiewa tej obiad będzie smaczniejszy. Nagle polędwiczki w sosie gotowe, a ja skapnęłam się, że nie ugotowałam ryżu, kaszy, ani ziemniaków. Uznałam, że z czymś przecież muszę podać ten obiad. Chciałam szybko coś wykombinować. Zastanawiałam się czy mam ziemniaki z wczoraj, żebym mogła je odgrzać, ale uznałam, że niestosownym będzie podanie wczorajszych ziemniaków gościom. Nagle mój tata krząta się na korytarzu, jest pośpiech, mamy gdzieś wychodzić. Ja dalej głowię się nad tymi ziemniakami...
*
Obudziłam się, zasnęłam i miałam jakby sen powiązany z tym wcześniejszym. Byłam dalej w tym domku, ale wyglądał inaczej. Wyglądał jak dom mojej babci na wsi. I dalej miał ten taras, ale ten taras też wyglądał inaczej. I pojawiła się tam moja suczka, Arissa (nie żyje na jawie), wołałam ją, przybiegała do mnie, miała taką jakby budę, dałam jej zjeść z ręki twarożek (siedziała wtedy w tej budzie). Uznałam, że tęsknię za nią (czyli jakaś część mojej podświadomości wiedziała, że to sen). Jakaś kobieta powiedziała, że Arissa ma dużo kleszczy, ja spojrzałam na swoje ubrania i chodziły po nie kleszcze i strzyżaki, jeden (biały!) kleszcz właśnie wchodził mi do majtek. Szybko zaczęłam się rozbierać i otrzepywać z tego robactwa. Potem zastanawiałam się jak wyjść na ten taras/ogródek, bowiem nigdzie nie było drzwi, a na zewnątrz byli ludzie, kosze na śmieci od strony ulicy, i niektórzy ludzie grillowali. Nagle leżałam w łóżku i zasypiałam, prawie miałam świadomy sen (w tym śnie oczywiście) i nagle mama, która leżała obok, zapytała mnie czy posprzątałam z tarasu talerze po gościach, powiedziałam, że nie, że miałam to z tyłu głowy, ale zapomniałam o tym. Zła byłam, że przez mamę nie weszłam w świadomy sen.
*
I w końcu nad ranem świadomy sen! Nie użyłam żadnej techniki wywołującej LD, jedynie kiedy obudziłam się po raz drugi i znów kładłam się spać to powiedziałam sobie w myślach: ,,To może teraz na zakończenie niech będzie ładny, świadomy sen." I położyłam się, ponownie zasypiając.
Na początku tego snu byłam u siebie w domu, i znowu ten dom wyglądał jak w poprzednich snach. Znowu taras i jakiś domek. Ale znów wyglądały inaczej. Na początku jednak był to dom (znów) mojej babci i na szafce nad wejściem do kuchni leżały stare sukieneczki Arissy (mojego psa, który już nie żyje). Pisałam na komunikatorze do siostry co robimy z tymi sukieneczkami. Sis nic nie odpisała, ale czułam, że bardzo się cieszy z tego znaleziska. Następnie byłam w jakimś domu na tarasie, gdzie jakaś dziewczyna jadła robaki (ogromne larwy wielkości dłoni) i chciała, żeby moja koleżanka Marta skosztowała rarytasu. Marta więc podeszła do tej dziewczyny i z wiadra wyjęła jednego robaka i przekroiła go na pół. Spojrzałam zaciekawiona, chcąc dostrzec co znajduje się we wnętrzu larwy. No i potem nagle byłam na tarasie znowu innego typu, z ziomkami i to był taras w moim domu rodzinnym. Moja mama oznajmiła, że nie ma obiadu. Więc wtedy miałam taką żarówkę w głowie (nie dosłownie), że to sen. A skoro to sen, to pora zażyć przyjemności podniebienia. I tu zaczął się niby świadomy sen, ale płynęłam trochę z jego prądem i niczego nie zmieniałam. Poszłam ze znajomymi do sklepu z typem, który był jakimś moim partnerem. Wzbudzał zazdrość we mnie, bo kiedy przed pójściem do sklepu siedzieliśmy z tymi znajomymi przy stole gdzieś w plenerze na ulicy (jakby przy restauracji na zewnątrz) to jedna laska siedziała mu na kolanach. Poszliśmy wtedy na Słowację (we śnie wiedziałam, że to Słowacja), poszłam też tam z moją siostrą. I udaliśmy się do sklepu ze słodyczami, który mieścił się w takiej jakby galerii na pasażu. Miał kształt półokręgu i składał się wyłącznie z lady i słodyczy za ladą. Idąc tam, odwróciłam się nagle do tego mojego partnera, który szedł za mną i zapytałam go z przekąsem czy zawsze jest taki miły dla obcych kobiet, po czym przysunęłam się do niego tak gwałtownie i blisko, że zderzyłam się z nim ciałami. Potem odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do lady, gdzie stała ekspedientka. Podarowałam tej ekspedientce muszlę, której wewnętrzny kolor był czarny. Powiedziałam, że to perłowa muszla i kobieta się mega cieszyła. Dodałam, że jak chce potwierdzić, że to prawdziwa perła to może to zrobić i zadzwonić do producenta (XD), ale ona tego nie zrobiła. Zaufała mi. Zapytałam czy za to mogę mieć darmowe słodycze u niej w sklepie do końca życia. Powiedziała, że tak i zaprosiła mnie za ladę. Więc impreza się oficjalnie rozpoczęła. Rzuciłam się na te wszystkie słodycze. Jadłam czekoladę pistacjową, potem taką z jadalnego złota. Rzuciłam się też na paczkę chipsów serowo-cebulowych Crunchips, otworzyłam paczkę i zaczęłam jeść. Smak dzieciństwa! Smaki były niesamowite. Wzięłam też po jednej czekoladzie dla siostry, podałam jej i ona też jadła. Jadłam różne kolorowe czekolady i przedmioty zrobione z czekolady. Chciałam jak najszybciej poznać wszystkie smaki i spróbować wszystkiego po trochu. Potem znowu sis szukała czegoś, znalazłam to dla niej (czekoladę pozłacaną) i podałam. Znowu jadła. Potem ekspedientki ogłosiły zamknięcie sklepu i poprosiły o wylogowanie się z systemu na komputerach i opuszczenie obiektu. Jadłam dalej, ale w końcu ekspedientki tak mnie poganiały, że zgasiłam komputer i wyszłam zza lady i z galerii. Na zewnątrz czekali już znajomi. W przelocie chwyciłam tylko jeszcze zza lady za paczkę Crunchips, więc miałam ją przy sobie. Chciałam z grzeczności poczęstować ziomali, ale spostrzegłam, że zostały prawie same okruszki. Dojadłam je więc i ruszyliśmy ulicą. Uznałam, że skoro nie mam już możliwości konsumowania słodyczy to pora na inną ulubioną czynność. Zamieniłam się w wilka i ruszyłam na polanę przy chodniku, odwracając się na znajomych, by obadać ich reakcję na moją przemianę. Byli niewzruszeni. A ja czułam się... No jak wilk. Byłam niższa, na czterech łapach. Jednak nie skupiałam się nazbyt na tej przemianie, bo wtem uznałam, że chcę być smokiem. Podskoczyłam w górę i zaczęłam nagle rosnąć, aż stałam jako wielkolud na czterech łapach. Spojrzałam w dół i zobaczyłam swoje smocze łapy - ciemnozielone, z czarnymi szponami. Ryknęłam na ludzi po czym wzbiłam się do lotu, odpychając tylnymi łapami. Ociężale całe ciało podniosło się do lotu i w końcu szybowałam nad miastem. Miasto było bardzo ładne, ulice przecinały się ze sobą prostopadle. Dachy domków były pomarańczowe lub czerwone, przy każdym domku był ogródek z żywopłotami w kolorze intensywnej zieleni. Czułam jak moje ogromne skrzydła trzepoczą w locie a moje ciało unosi się i opada wraz z ich ruchem. I nagle w dalszej części snu... Wróciłam na taras do domu rodzinnego i niosłam ze sobą nie dojedzony korpus kurczaka (pieczony). Chciałam go schować do mini lodówki/mikrofalówki stojącej przy drzwiach wejściowych, ale talerz był za duży i nie mieścił się. Więc kładę ten talerz na stole, obok... Obiadu. Okazało się bowiem, że mama jednak zrobiła obiad i mamy go jeść przy stole na tarasie. Były to udka kurczaka w takiej grubej panierce. Wychodzi mama i mój pies Kentucky (dalmatyńczyk) razem z nią, biega po ogrodzie, ale nagle wbija z powrotem do domu i zaczyna wydawać dziwne odgłosy. Mama nasłuchuje i mówi, że słychać dławienie się jakby pies miał zaraz rzygać. Pomyślałam, że pewnie znów najadł się trawy i szybko wpadam do domu, łapiąc psa i zaciągając go na dwór, by nie zabrudził dywanów. Ciężko mi to idzie, bo to duże psisko. Jestem już prawie pod drzwiami i widzę jak mój mąż stoi i patrzy się. Zdenerwowałam się, że nie chce mi pomóc, ale w końcu o własnych siłach wytargałam psa na zewnątrz. Wszedł pod stół i nagle przestał wydawać te odgłosy i polepszyło mu się. A ja się obudziłam. XD
Notatki:
- Świetna noc, pamiętany szczegółowo każdy sen!
- Ostatni sen epicki i pełen dynamiki.
- Czułam, że śnię, ale płynęłam z prądem snu. Mimo tego dokonywałam świadomych wyborów (podarowanie muszli, przemiany w zwierzęta), co świadczy o tym, że LD było aktywne i pełne kreatywności.






