04-05-2024, 23:06
1/2 maja
Przed snem-robimy podstawy, ale przed snem gonitwa myśli, że coś ze mną nie tak...
Ta scena całkowicie czarno- biała, ale ta czerń tak intensywna jak smoła.
Jestem w nocy na dachu budynku. Światło które widzę jest całkowicie białe. Są tu jakieś osoby, ale mogę tylko zobaczyć ich nogi do kolan- nic wyżej. Obserwuję jak podpłynęły do mnie jakieś żyjątka - dosłownie w kałuży. Cały czas stała obok lekarka -mówi mi nazwę tego dziadostwa i że mnie wyleczą. Patrzę na stopy, a wokół kostek owinęły mi się różowe (jedyny kolor) stwory. Dokleiły się do siebie że wyglądają jak kajdanki. A każdy pojedynczy to kształt fasolki szparagowej, albo groszku cukrowego. Patrzę na to i myślę że nie chcę ich mieć, bo kostki będę miała grube (jakoś wiem że one będą pod skórą). Jak myślałam żeby były wyżej to pojedyncze zaczynały "lecieć" wyżej, ale coś mocniejszego je zsuwało na dół.
Zjechałam jakąś rurą do pomieszczenia. Wszystko jest wokół z folii. Stoję nawet na podłodze z folii. Na przeciw mnie stoi ktoś, ale też widzę tylko nogi. Cały czas ktoś mówi imiona moich znajomych (brałam ich za moją rodzinę) i że będą oczyszczani z jakiś "pasożytów". Przerywam te gadanie i krzyczę że jeszcze jakieś się ostały- przybliżam się do podłogi- a tam są 2 żyjątka- wzięłam je za rybki, ale to były przeźroczyste stworki. Po czym mówię- nie, te nie...
Cały sen wiedziałam że jest ze mną "tata", ale teraz nie umiem powiedzieć gdzie był. Czy tylko miałam widzieć że to wysoki poziom...
Inna scena- czekam aż przyjedzie lekarz, ludzie gadają że z innego miasta. Jakieś plotki. Mój mąż mówi że tablice rejestracyjne ma z innego miasta. Przyjechał lekarz- i pod ogniem pytań- wyjawia że faktycznie przyjechał tu z innego miasta. Był tam księdzem, ale ludzie nie dali mu "leczyć ludzi" na parafii, więc został lekarzem żeby pomagać w inny sposób.
Sen nad ranem.
Wchodzę do dentysty. Dentysta to obcokrajowiec, ale go doskonale rozumiem- nie wyczuwam akcentu. Przejrzał zęby i mówi że górna, prawa siódemka jest już zębem martwym. Na razie nic nie będzie robił, ale jak coś się będzie działo to mam się zgłosić.
Przychodzę do domu. Ząb wypał. Myślę że jest 2 maja i wszystko będzie zamknięte, a na SOR to nie pójdę, bo tam ratują życie, a nie wstawiają zęby. Próbowałam zęba włożyć, ale władam tył na przód. Miałam myśl, że przecież nie mam już ósemek na górze, ale wkładam język między zęby. Czuję szóstkę, dziurę po siódemce, opuchnięte dziąsło i ósemkę!
Po wielu próbach ząb wpadł do odpływu w umywalce, zalałam wodą. Ząb unosił się na powierzchni, a wręcz zmienił się na metalowe części (unoszące się na wodzie
) Nie umiałam złożyć w całość.
Przed snem-robimy podstawy, ale przed snem gonitwa myśli, że coś ze mną nie tak...
Ta scena całkowicie czarno- biała, ale ta czerń tak intensywna jak smoła.
Jestem w nocy na dachu budynku. Światło które widzę jest całkowicie białe. Są tu jakieś osoby, ale mogę tylko zobaczyć ich nogi do kolan- nic wyżej. Obserwuję jak podpłynęły do mnie jakieś żyjątka - dosłownie w kałuży. Cały czas stała obok lekarka -mówi mi nazwę tego dziadostwa i że mnie wyleczą. Patrzę na stopy, a wokół kostek owinęły mi się różowe (jedyny kolor) stwory. Dokleiły się do siebie że wyglądają jak kajdanki. A każdy pojedynczy to kształt fasolki szparagowej, albo groszku cukrowego. Patrzę na to i myślę że nie chcę ich mieć, bo kostki będę miała grube (jakoś wiem że one będą pod skórą). Jak myślałam żeby były wyżej to pojedyncze zaczynały "lecieć" wyżej, ale coś mocniejszego je zsuwało na dół.
Zjechałam jakąś rurą do pomieszczenia. Wszystko jest wokół z folii. Stoję nawet na podłodze z folii. Na przeciw mnie stoi ktoś, ale też widzę tylko nogi. Cały czas ktoś mówi imiona moich znajomych (brałam ich za moją rodzinę) i że będą oczyszczani z jakiś "pasożytów". Przerywam te gadanie i krzyczę że jeszcze jakieś się ostały- przybliżam się do podłogi- a tam są 2 żyjątka- wzięłam je za rybki, ale to były przeźroczyste stworki. Po czym mówię- nie, te nie...
Cały sen wiedziałam że jest ze mną "tata", ale teraz nie umiem powiedzieć gdzie był. Czy tylko miałam widzieć że to wysoki poziom...
Inna scena- czekam aż przyjedzie lekarz, ludzie gadają że z innego miasta. Jakieś plotki. Mój mąż mówi że tablice rejestracyjne ma z innego miasta. Przyjechał lekarz- i pod ogniem pytań- wyjawia że faktycznie przyjechał tu z innego miasta. Był tam księdzem, ale ludzie nie dali mu "leczyć ludzi" na parafii, więc został lekarzem żeby pomagać w inny sposób.
Sen nad ranem.
Wchodzę do dentysty. Dentysta to obcokrajowiec, ale go doskonale rozumiem- nie wyczuwam akcentu. Przejrzał zęby i mówi że górna, prawa siódemka jest już zębem martwym. Na razie nic nie będzie robił, ale jak coś się będzie działo to mam się zgłosić.
Przychodzę do domu. Ząb wypał. Myślę że jest 2 maja i wszystko będzie zamknięte, a na SOR to nie pójdę, bo tam ratują życie, a nie wstawiają zęby. Próbowałam zęba włożyć, ale władam tył na przód. Miałam myśl, że przecież nie mam już ósemek na górze, ale wkładam język między zęby. Czuję szóstkę, dziurę po siódemce, opuchnięte dziąsło i ósemkę!
Po wielu próbach ząb wpadł do odpływu w umywalce, zalałam wodą. Ząb unosił się na powierzchni, a wręcz zmienił się na metalowe części (unoszące się na wodzie
) Nie umiałam złożyć w całość.






Nic nie jest ważniejsze niż kosmetyki za darmo
wyglądały jak Fenty Beauty.