------------------------Noc 14/15 września 2014r-----------------------
Nie chciało mi się opisywać wczorajszego dnia, zapamiętałem z 3 bardzo wyraźne sny, może 4. Nadal je pamiętam ale jestem leniem więc tamten dzień sobie odpuszcze.
Dzisiaj rano pamiętałem jeszcze 3 sny ale zakończyło się na 1 bardzo wyraźnym i dwu minutowym LDkiem.
Szedłem do szkoły, wszystko inaczej wyglądało, szkoła miała inny wygląd, inne wejście, inne podwórko. Jak nie ta szkoła.
Idąc drogą zobaczyłem wielkie koło dresów siedzących po turecku. Doznałem konfabulacji i uznałem, że gdzieś to już kiedyś widziałem, że to normalne i wiedziałem o co w tym chodzi. W środku stał taki dres z maczetą w ręce i dręczył swojego kolegę, nie wtrącałem się po prostu szedłem strasznie wystraszony obok do szkoły. Na murkach i do okoła było dużo ludzi i się przyglądali. Bałem się więc szybko wszedłem do szkoły. Usiadłem na parapecie ze znajomymi i czekałem na lekcję. Cały czas myślałem, że to jest chore i coś tu jest dziwne. Wstałem i zrobiłem TR. Był pozytywny, ucieszyło mnie to, bo kolejna szansa na zabawę. Stanąłem i zobaczyłem dziewczynę idącą w moją stronę. Postanowiłem ją przeteleportować i obróciłem się i stała za mną. Chciałem się pobawić ogniem. Stanąłem i mi nie wychodziło ale po krótkiej wizualizacji i współpracy moja podświadomość zrozumiała o co mi chodzi i z ręki było widać lekki płomień, żółty. Miałem wysoką świadomość i klarowność też była super, a im wyżej stawiałem próg świadomości tym płomień bardziej przypominał żółty dym... Chciałem spróbować magii wody i poszedłem do łazienki. Spotkałem tam innego kolegę i mnie zagadał...Pokazywał mi jakieś dziwne sztuczki z lustrem itp. Dalej już niepamiętam.
Sen dość głęboki, zasnąłem koło 23:30, a po tym śnie obudziłęm się gdzieś koło 5.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
------------------------Noc 16/17 września 2014r-----------------------
Dzisiaj rano pamiętałem takie świetne sny... Cieszyłem się, że będe miał co opisać na forum. Z tego co pamiętam to nawet jakieś 2 sny o LD miałem ale po ciężkim dniu w szkole prawie wszystko zapomniałem . Takie fantastyczne przygody...
1 sen był w moim domu. Była jakaś burza śnieżna i za oknem fale WODY uderzały o szybe. Był fantastyczny klimat. Na niebie było widać pioruny. Fascynowałem się tym zjawiskiem i biegałem od okna do okna, żeby nic mi nie umkneło.
Kolejny sen jakiś taki dziwny i mam wrażenie, że już kiedyś taki mi się śnił. Wraz ze znajomymi weszliśmy do jaskini "poszukiwaczny przygód" i prowadził nas archeolog. Zaprowadził nas do tajemniczej windy i zjechaliśmy nią. Obserwowałem z 3 osoby całą akcję. Winda zjerzdżałam pomiędzy fodospadami, jeziorami magmy, kopalniami diamentów. Winda wyglądała jak wielki Sejf i zatrzymała się obok półki skalnej w lawie. Archeolog: Oj, winda znowu się popsuła. Dziwiło mnie to, że się nie nagrzewała pod wpływem lawy. Wszedłem po kostki do magmy i mnie nie poparzyła. Po tym wyszliśmy na powierzchnie idąc wielkimi schodami.
Byłem na rynku i coś tam robiłem. Pamiętam tylko tyle, bo sekundę po tym jak sen się zaczął obudziła mnie siostra: Tymek nie idziesz do szkoły?
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
------------------------Noc 17/18 września 2014r-----------------------
Dzisiejsza noc była niezwykle ciekawa.
Położyłem się spać o 21:30, podejrzewam że usnąłem po 15 minutach. Po nie wiem ilu minutach się obudziłem (podejrzewam, że minęło około 30 minut, wskazywało na to wiele czynników ale nie będę się rozpisywać). Wstałem na pare minut zobaczyć coś do kuchni po czym znów wróciłem do łóżka. Zasnąłem po 5 minutach i obudziłem się znowu po 20 minutach, tym razem mama mnie obudziła żeby mnie o coś zapytać. Nie patrzyłem na zegar. Zasnąłem dość szybko i uwaga!
NAGLE włączyła mi się świadomość, paraliż senny, w 1 fazie!!! Kręciło mi się w głowie, czułem ciarki na ciele, miałem strefę wolnych myśli. Każde wspomnienie było wyraźne, czułem emocje. Pomyślałem o eksperymencie emocjonalnym. Nie mogłem się ruszać i wywołałem u siebie strach! Nie było to proste do opanowania, emocje były silniejsze, miałem ciarki na głowie. Żeby to opanować wyobraziłem sobię, że ktoś mnie broni ale nie wiele to dało. Słyszałem syczenie, głosy jakby ktoś mnie próbował wystraszyć. Nagle wszystko ucichło. Podniosłem rękę do TRa i był pozytywny. Otworzyłem oczy, nie było ani iskry światła, do okoła nieskończona ciemność, nie byłem w stanie zobaczyć żadnej części ciała. . Wstałem i zacząłem dotykać wszystkich przedmiotów, biurka, lóżka, ściany. Bałem się jak nigdy wcześniej... Podniosłem rękę do TRa i był pozytywny. Wiedziałem, że jestem we śnie. Dotykając przedmiotów doszedłem do włącznika światła. Nacisnąłem i światło nie działało. Zacząłem krzyczeć: HOP HOP? JEST TU KTO? MAMO? TATO? Dostałem odpowiedź w postaci echa. Wszystkie zmysły działały prawidłowo oprócz wzroku. Ciemność jak po zamknięciu oczu. Kiedy się ponownie odezwałem mówiąc: Daj mi światło! Włącz je! Chce uzyskać panowanie! Usłyszałem ssssyczenie i głośny śmiech... Próbowałem używać magii ognia ale NIC nie działało! Stanąłem w miejscu i oparłem się o ścianę płacząc... Wstałem i spróbowałem ponownie ale opanował mnie większy strach... Poszedłem do pokoju gdzie nawet okno było zaciemnione, jedyne co działało to moja wizualizacja w głowie, a świat snu był ciemny niczym ciemność przed oczami. Nikogo nigdzie nie było. Stanąłem i otarłem łzy. Bałem się, okropnie... Najgorsze było to, że tak mocne uczucie mnie nie obudziło. Złapałem za nos i wynik był pozytywny... Już nie wiedziałem co robić, kiedy poczułem mocne szarpnięcie za ramie... Obudziłem się... Noc, godzina 23:28... Ucieszyłem się, że się obudziłem z "koszmarnego LDka". Byłem cały spocony i podekscytowany... W tym śnie miałem świadomość tu i teraz, wszystkie TRy były pozytywne i nie wiem czemu podświadomość zafundowała mi taki koszmar .
Jechałem autobusem, wracałem ze szkoły. Kierowcą był mój nauczyciel od geografi. Powodował wypadki i kolizje na drodze. Widziałem jak dwa inne autobusy się zderzyły przez niego. Jechałem i przy najbliższym przystanku chciałęm wysiąść ale kierowca mi nie dał. Uśpiłem go jakimś magicznym ruchem. Nacisnąłem pedał hamulcowy i się zatrzymaliśmy. Wszyscy wyszli. Rozmawiałęm z kolegą na temat gry. Oglądałem historię gier pewnego streamera i komentowałem.
Wstałem rano, po spojrzeniu na zegar była 6:30. Poszedłem do kuchni zrobić sobie płatki z mlekiem. Zobaczyłem siostrę i zapytała się mnie od kiedy tak wcześnie wstaje. Nie pamiętam co odpowiedziałem. Rozmawiałem z nią i ponownie spojrzałem na zegar. Godzina nie zmieniła się.
Siedziałem przy komputerze. Po pewnym czasie gry na nim wysiadłem i poszedłem oglądać telewizję. W telewizji leciały strasznie dziwne filmy... Nie chciałem ich jakoś specjalnie oglądać.
Drobny urywek, jak wraz z rodziną jechaliśmy autem. Tata wysiadł zatankować paliwo i poszedł również za nie zapłacić.
Jechałem tramwajem. Mocno się trzymałem poręczy, bo jechał naprawdę szybko. Byłem niemal, że pewien, że tramwaj się wykolei. Dojechałem do nieznajomego miejsca po czym tramwaj zrobił pentlę i wrócił na poprawny tor. Wysiadłem zagubiony na przystanek. Zapytałem się jakiejś staruszki jak daleko jest do mojego osiedla, nie pamiętam co odpowiedziała. Poszedłem do jakiegoś wielkiego namiotu. W środku była moja rodzina i paru znajomych i koleżanki. Posiedziałem chwilę i zobaczyłem jak tata wyciąga papierosa po czym mnie obrzydziło i powiedziałem, że idę się przejść. Ruszyłęm przed siebie. Spojrzałem na swoje nogi i nie miałem butów...
Byłem w jakiejś animowanej bajce, Xaolin pojedynek mistrzów. Pamiętam walkę o magiczny przedmiot. Stawka była ośmio krotna, chociaż nie rozumiałem o co chodzi. Wygrałem i w nagrode mogłem zamienić przeciwnika w gume i wystrzelić nim jak z procy. Zrobiłem to, a następnie upadłem na ciemną podłogę. Obejrzałem ją i silnym skokiem wróciłem na miejsce. Widok się zmienił i byłem tym razem w rysunkowej grze, moim zadaniem było niszczenie bosów, unikanie pułapek i różnych tego typu przedmiotów. Cały świat rysunkowy. Po chwili kamera się z fiksowała i tym razem byłem w swoim pokoju. Leżałem w łóżku i w ręce miałem balon. Przebiłem go po czym wyrzuciłem przez okno na przed pokój. Obudziłem się.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Dobra robota, czysty WILD
Przyczyną koszmaru podejrzewam był strach przed paraliżem. Zacząłeś się bać jeszcze przed mocnymi hipnagogami, więc nic dziwnego, że taki nastrój utrzymał się do końca snu. Szczerze mówiąc mogło być dużo gorzej, twój horror bardziej polegał na narastającym napięciu i niepewności, niż na traumatyzujących wydarzeniach
------------------------Noc 19/20 września 2014r-----------------------
Byłem w jakimś dziwnym budynku. Naszym zadaniem było przetrwać. Dom był położony po środku lasu. Nie wolno było wchodzić do pokojów na końcu domu, ponieważ kończyło się to karą, która była okropna ale opisze ją potem. Szedłem przed siebie, wszyscy szli równo i zobaczyłem biegnące dziki. Osoba, która prowadziła zaczęła dzwonić jakimś dzwonkiem. Oni uciekali, a ja zapadałem się w piasku. Zobaczyłem niskie drzewo do sufitu i wszedłem na nie unosząc nogi do sufitu i przylegając do niego. Dziki chrumkały i skakały, podgryzały mi ubranie. Po paru minutach zniknęły i pobiegłem dalej. Dobiegłem do jakiegoś dziwnego pomieszczenia, zamieniłem się w postać z lola i musiałem przyciągnąć przeciwnika. Dobiegłem do końca i zobaczyłem jak wszyscy wbiegają do swoich "zakazanych" pokoi. Z pośpiechu zrobiłem to samo. Obraz zniknął. Ciemność, a w lewym dolnym rogu napis: "Symulacja ściętej głowy". Zacząłem widzieć jakieś migające obrazy, okropne dźwięki, sprawiało mi to koszmarny ból! Nie mogłem nic zrobić i musiałem to przetrwać. Po paru minutach tortur wszystko ucichło, a ja się obudziłem...
Niewyraźny kawałeczek. Jakieś fragmenty ludzi, którzy się przypinali do samolotu i lecieli do innego kraju. Podobno "ukryta prawda" za dużo nie pamiętam. Pamiętam moment jak odszedłem od telewizora i sprawdziłem tytuł filmu.
Byliśmy na jakimś wyjeździe z klasą w górach. Rozbiliśmy namiot na kempingu. Było ładnie, po środku lasu. Prowadził mój nauczyciel od geografi, a pomocnikiem był wuefista pan jacek. Nauczyciel wuefu zapytał się mnie czy nie idę się przejść z nim w góry. Zgodziłem się ale on na to: Bez dziewczyn! Ma to być męska wyprawa. Obok szła koleżanka i chciałem iść z nią. Po rozmawiałem chwilę i ruszyliśmy wszyscy do lasu pod góre.
Gdzieś tutaj obudziłem się na pare minut do WBTB. Położyłem się i dosłownie na moment zamknąłem oczy i zasnąłem... Obudziłem się podczas snu opisanego niżej.
Byliśmy w szkole. Przepisali mnie do szkoły milutarnej. Zbiórkę zaczynała koleżanka. Dobrze jej szło. Nie wiedziałem co i jak, od której strony się liczy ilość osób. Byłem 1 osobą ale na szczęście zaczeli od drugiej strony. Weszliśmy do klasy i usiadliśmy na swoich miejscach. Pani od biologii włączyła jakiś film i się obudziłem. Obudziłem się i opisałem 3 zapamiętane sny, co zajęło mi troche czasu, około 30 minut. Na końcu poszedłem siusiu i męczyłem się z zaśnieciem przez chyba 2 godziny ._. ale nie było to tortura, bo co chwile gasiła mi się świadomość i 2 godziny zleciały jak 20 minut. Kiedy już zasnąłem obudziła mnie siostra z koleżanką... Chwile potem zasnąłem. Leżałem i leżałem... Słyszałem rozmowę siostry z koleżanką i myślałem, że jestem na jawie. Coś mnie zmusiło jednak do tego TRa i kiedy podniosłem ręke nic nie ważyła. Otworzyłem oczy i widziałem jakbym miał oczy na skroniu :O. Po chwili obraz się wyrównał. Miałem dziwną rękę. TR z nosem był negatywny ale z rękami działał dobrze. Nie wiem czy to sen był taki płytki czy ta rozmowa siostry z koleżanką pochodziła z jawy. W każdym razie musiałem walczyć o świadomość, bo czułem jak mnie wysysa. Wyskoczyłem z balkonu i kiedy wylondowałem znalazłem się po drugiej stronie ulicy jana pawła pod sklepem. Obok przechodziło dużo dziewczyn więc jedną poderwałem. Walczyłem aby utrzymać emocje na wodzy i wszystko było takie mało żywe. Udało się to co chciałem. Dalej poszedłem i spotkałem dużą ilość znajomych. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie podejść do któregoś i go uświadomić. Ale pewnie to tylko zwykłe projekcje. Zaczynałem tam gdzie wcześniej i słyszałem rozmowy siostry z koleżanką. Wszedłem pod prysznic się umyć, który był w szafie... Tym razem się obudziłem i nadal rozmawiały... Wkurzyłem się na nie, że spłycały mojego LDka i powiedziałem żeby poszły się bawić gdzie indziej... Mimo to nadal rozmawiały przez następne 20 minut i sobie poszły. Kiedy udało mi się zasnąć...
[color=#000000]Dość ciekawy sen. Byłem w szkole. Ubrany w swój czarny bezrękawnik załatwiałem jakieś sprawy. Chodziłem i o ile pamiętam bawiłem się żywiołami. Taki sen kontroli. Podchodziłem do randomowych osób i szpanowałem im moją umiejętnością. Po przerwie poszedłem do szatni na WF. Kiedy lekcja się zaczęła wyszedłem z szatni i zobaczyłem Baraka Obame ( nie wiem jak to się pisze ). Podszedł do mnie i dał mi jakieś ważne zadanie. Nie pamiętam na czym to polegało. Sen był dość długi i ciekawy ale pamiętam niewiele.
Byłem na bezludnej wyspie. Nie byłem sam, pod wodospadem siedziała moja siostra (ta, która nie dała mi spać) z koleżanką i bawiły się lalkami. Na chwilę gdzieś poszły, a ja chciałem zobaczyć czy mają coś ciekawego. Nic tam nie znalazłem, oprócz jakiegoś zwierzaczka. Słodki kotek siedział w koncie i się lizał. Usłyszałem jak nadchodzą i odsunęły magią wody wodospad. Szybko uciekłem na około i zacząłem poszukiwać drewna na tratwe. Znalazłem troche i zbudowałem. Poszedłem do siedziby siostry i zapytałem się czy płynie ze mną. Jej odpowiedź brzmiała nie.
Byłem przed jakimś dziwnym budynkiem. Wysoki wieżowiec palił się. Wszedłem do holu i spotkałem Julie. Porozmawiałem z nią i zapytałem się czemu siedzi taka smutna. Odpowiedziała, że na górze są jej rodzice. Wyszła się przejść z koleżankami i kiedy wróciła zobaczyła to. Pocieszałem ją. Obok wbiegali do góry windą strażacy i jakieś dziwne postacie. Nie zwracałem na nie uwagi. Chciałem jakoś ją pocieszyć i nie wiem czy mi się udało, bo nie pamiętam co było dalej.
Byłem magiem wszystkich żywiołów. Moje ulubione sny są właśnie takie. Miałem ocalić świat z grupą znajomych. Połowy snu nie pamiętam. Pamiętam jedynie fragmenty, które sprawiały mi najwięcej frajdy czyli zabawa żywiołami i rozbrajanie przeciwników. Po skończonym zadaniu obraz zmienił się na ten z 3 osoby. Byłem kobietą ._.. Poszedłem z jakimś facetem (podejrzewam tata, był dość stary i kuśtykał), a reszta znajomych poszła w stronę baru. Padał śnieg, do okoła było ciemno i śniego po pasa. Sen wywarł na mnie wielkie emocje. Na końcu okazało się, że był to film i oglądałem 11 odcinek Legendy Korry (nie pamiętam która księga). Narrator powiedział: Następny odcinek będzie miłosny. Zbliżają się walentynki.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
------------------------Noc 20/21 września 2014r-----------------------
Zrobiłem WBTB. Wstałem po 5 godzinach snu i próbowałem sobie przypomnień sny jakie mi się przyśniły. Nic sobie nie przypomniałem. 15 minut spędziłem na rozmyślaniu i zasnąłem.
Miałem coś w rodzaju pół snów. W 1 śniło mi się, że siedze na ławce i głaszcze kota po czym spadł na mnie liść z drzewa i mnie to przestraszyło, że się obudziłem. Drugi, że oswajałem zwierzęta pod pięknym drzewem jak z filmu awatar. Wszystkie zwierzaki się do mnie kleiły i siostra rzuciła na mnie tarantule, która mnie ukąśiła w ręke ._. . Każdy nagły bodziec mnie budził, a po pobudce było tylko "co? ja już śniłem?".
I tutaj ten niesamowity mój LD! Naprawdę świetny, bije on moje wszelkie moje rekordy LDkowania!
Zaczęło się u mnie w domu. Na początku snu zdziwiło mnie to, że się pojawiłem we śnie. Zrobiłem TR i się uświadomiłem. Klimat był okropny... Ciemno za oknem jak o 3 w nocy, ciemno w całym domu i ani jednej osoby. Usłyszałem pukanie do drzwi... Aby być bezpieczniejszym spróbowałem stworzyć z palca i kciuka coś w rodzaju pistoletu. Kiedy go wypróbowałem z ręki wystrzeliła mi pulsująca, biała kula, która byla w stanie wszystko rozświetlić. Otworzyłem drzwi i nikogo tam nie było. Na wszelki wypadek strzeliłem pare razy w stronę strychu. Nie chciałem się odzywać, bo skończyło by się to charakterystycznym koszmarem. Czułem ciarki na ciele i charakterystyczny brak możliwości ruchu. Strasznie się bałem, krzyknąłem ŚWIATŁO! I wszystko zniknęło, za oknem zrobił się dzień, miła atmosfera, światło wstąpiło do domu. Pistolecik postanowiłem sobie zatrzymać (umiejętność bierna ). Podszedlem do balkonu. Podniosłem ręce do ryja ale wyglądały normalnie, tylko były minimalnie powiększone. TR z nosem jako jedyny był pozytywny. Postanowiłem bez zastanowienia skoczyć. Rozbiegłęm się, parkour przez barierke i hop. Wylądowałem na ziemi i skupiłem się na celu. Co jakiś czas próbowałem kontroli nad żywiołami ale mi nie wychodziło. Strasznie zadawalała mnie jakość i realność snu... Wszystko identyczne i realne... Zacząłem wołać pewną osobę. Udawałem, że ją gonie. Pobiegłem głównym chodnikiem pod moim domem i wizualizowałem sobie, że za rogiem ta osoba już będzie stała. Nie było jej. Byłem obok sklepu, przystanku autobusowego, fryzjer i coś tam jeszcze. W realu jest tam apteka i delikatesy. Chciałem wypróbować zmysł smaku. Wstąpiłem do sklepu i wziąłem batonika. Był dobry, taki jaki się spodziewałem. Kasjerka była ładna, poderwałem ją no i wiadomo co było. Podczas tego, zwracałem uwagę na emocje, aby nie były za duże oraz na jakość i realność wiadomo po co <haha>. Skończyłem. W rogu zobaczyłem prysznic. Tutaj dla celów naukowych postanowiłem pod niego wejść i spróbować zmysłu dotyku. Rozebrałem się i puściłęm chodną wodę. Była zimna, taka jak w realu tyle, że bałem się, że taki "wstrząs" może mnie wybudzić. Starałem się robić TR z nosem, często był pozytywny ale zdarzały się momenty, że był negatywny i musiałem wtedy trzymać za nos dłużej. Nawyk TRowania przeszedł mi do snu co było wygodne ;]. Wytarłem się niebieskim ręcznikiem, bo co innego miałem zrobić. Popatrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Było normalne, bez deformacji, identyko. Chciałem obejrzeć bicka, pierwsza myśl, że nie dam rady go napiąć po paraliż itd. Mimo wszystko udało mi się. Biceps był minimalnie większy od tego na jawie. Zaśmiałem się. Do głowy wpadła mi szatańska myśl. Żeby pobiegać po ulicy na golasa <haha>. Ubrałem klapki, ubranie zostawiłem i byłem nagi. Okazało się, że prysznic przeniósł mnie do domu. Startowałem z powrotem. Pare kroków w domu i ubranie samo się pojawiło, wygodne. Klapki zostały. Ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem je i przygotowałem pistolecik z palców. Nikogo nie było. Zamknąłem drzwi, zamek nie działał prawidłowo. Co jakiś czas na niego spoglądałem tak po drodze i zmieniała się ilość bolców w zamku. Poszedłem do pokoju siostry. Nikogo tam nie było. Spojrzałem na zegar, który wisiał na innej ścianie. Nie przejąłem się tym. Spojrzałem na niego i była godzina: 6:55. Na chwilę obróciłem głowę i godzina się nie zmieniła. Zrobiłem to samo tyle, że głowę dłużej przetrzymałem i zegar cofnął się o 10minut. Tylko tyle. 6:45, 6:35 i tak pare razy. Potem TR z rękami i był negatywny ale i tak przykuły moją uwagę, bo były jakieś takie inne. Wyszedłem z pokoju i w głównym pokoju była moja siostra. Podchodze do niej i mówie: Wiesz, że to sen? HEHE. Podbiegłem do okna i otworzyłem je. Poszedłem na koniec pokoju, TR z nosem aby się nie zabić i szybkim wyskokiem wyskoczyłem przez okno. Unosiłem się pare sekund po czym zacząłem spadać. Wbrew pozorom, latanie w LD zaczęło mi sprawiać trudność. Obstawiam, że duży wkład ma jakość i realność. Kiedy upadłem stopy i kostki zabolały mnie w charakterystyczny sposób. Kilkusekundowe szczypanie, wiecie o co chodzi. Zacząłem się zastanawiać nad kolejną rzeczą. Nie miałem nic do roboty jedynie te ziemskie rzeczy... LD bez kontroli to lipa. Ruszyłem w stronę sklepu. Próbowałem potęgą wizualizacji zwizualizować głos z nieba, który mówi coś śmiesznego swoim głosem. Zacząłem się zastanawiać "jakim cudem ja już tyle tutaj jestem? Może ja umarłem? Bzdura, baw się dalej". Szło mi za łatwo... Cieszyło mnie to i wróciłem do sklepu. Cały teren się nie zmienił. Na końcu "wyrenderowało" się boisko. Wstąpiłem ponownie do sklepu po paczke żelków. Jedząc po kolei zastanawiałem się co mogę jeszcze zrobić. Ruszyłem w stronę boiska, grały tam jakieś dzieciaki w piłkę. Zobaczyłem, że w kieszeni mam telefon. Wszedłem na facebooka aby poczytać posty. Uznałem, że nie będe marnował czasu na takie głupoty. Telefon zostawiłem jedynie aby móc robić dodatkowego TRa z godziną. Na boisku zobaczyłem julie. Podbiegłem do niej i kiedy zagadałem KONIEC MOJEGO EPICKIEGO LDKA.
Na końcu po prostu wróciłem do ciała. Pisk w uszach i takie tam. Tylko hipnagogi, a paraliżu nie było. Myślałem chwilę nad powrotem do snu. Nie ruszyłem się więc na pewno jakaś technika by zadziałała. Pomyśłałem wtedy "A może cię wywaliło, bo nie miałeś co do roboty? Wróć z listą rzeczy do zrobienia". Podczas tego LDka co chwilę próbowałem kontroli, tyle że jej nie opisałem. Uznałem, że było by to zbędne. W domu na przykład próbowałem przejść przez ścianę. Na zewnątrz próbowałem władać żywiołami i zeszło na to trochę LDka. We śnie próbowałem sobie wszystko poukładać co robiłem itd. Było to trudne, a ja chciałem mieć potem co opisywać na forum. MIMO WSZYSTKO I ZA BRAK KONTROLI jestem dumny z nowego rekordu ;].
Miałem we śnie urodziny. Siedziałem w korycie rzeki, która już nie płynęła. Zobaczyłem brata i dał mi kupon pejsef card (nie wiem jak to sie pisze ) o wartości 125 złoty. Zobaczyłem wode która się zbliża. Zalała mnie woda. Zacząłem słyszeć syreny. Zbliżało się więcej wody. Kolejna fala zdjęła mojej siostrze, która się pojawiła ubranie i była goła. Mimo wszystko siostra wyglądała inaczej i na miejscach była cenzura ;o. Zobaczyłem wielką kilkunasto metrową pieniącą się falę. Wybiegłem z koryta. Zacząłem biec przed siebie. Robiłem parkury przez barierki, mosty, przeszkody. Wyglądało to epicko. Dobiegłem do takiego mostu. Wziąłem porządny rozbieg i skoczyłem 10 metrów w przód. Złapałem się barierki i dałem rade się wspiąć. Pobiegłęm dalej. Już pare metrów ode mnie była woda. Bałem się, że nie uciekne. Dobiegłem do jakiejś wioski za tamą. Wpuścili mnie jako ostatnią osobę i zamkneli drzwi. Pobiegłem dalej i spotkałem znajomych. Fala zniknęła i przez megafony została ogłoszona jakaś informacja.
Siedziałem w klasie ze znajomym. Obok w innej ławce był kolega z podstawówki. Miał wielkie czarne okulary, metrowe. Zacząłem się śmiać pod nosem z tego. Nie mam nic do okularów ale te były metrowe i wyglądały komicznie. Jeszcze jak się na mnie popatrzył to jego oczy były kilku-krotnie większe. Śmiałem się. Cały sen w klasie i cały czas to samo.
Kolejny sen. Przeniesiono mnie do 2B. Z jednej strony chciałem tam zostać, a z drugiej nie. Nie wiedziałem jak to powiedzieć wychowawczyni. Druga wychowawczyni mówiła o kosztach na mundur. Moja siostra już chodziła do tej klasy już kawałek czasu. Pytałem się jej co i jak.
Krótki sen jak wbiłem diamonda w lolu ;D.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
------------------------Noc 25/26 września 2014r-----------------------
Nie było wpisów, miałem w ciągu tego tygodnia ze 3,4 LDki. Jestem leniem i ich nie zapisałem .
Zbliża się weekend, a co za tym idzie WBTB.
Sen o "wiadomościach" jakiś taki dziwny, nie śmiejcie się z moich snów tego typu! Siedziałem przy komputerze i oglądałem wiadomości. Prezenterka była ubrana w białą, zapinaną na guziki, odświętną koszule. Miała spory dekolt i ładny biust. Kiedy coś tam mówiła, jej koszula powoli się zsuwała... Co raz więcej pokazując. W pewnym momencie guzik wystrzelił. Jej koszula zniknęła, była bez niej i zobaczyłem jej piersi. Po paru sekundach zobaczyła co się stało i je zakryła, po czym zeszła z wizji. Było słychać jakieś śmiechy w tle itp. Na zakończenie wiadomości wyszła jakaś drewniana kukła, która coś przekazała dziwnym gestem ale wiedziałem co to oznaczała. Mówiła do zobaczenia.
Odszedłem od kompa i poszedłem na telewizor. Zapytałem się mamy czy słyszała o "wypadku" na wizji. Odpowiedziała nie.
Jakieś drobne urywki jak spacerowałem po górach, lesie. Te sny mają dla mnie wielkie znaczenie nawet jak ich nie pamiętam (rano pamiętałem). Niezwykle ciekawe, pełne przygód, spacerów po ruinach, górach, lasach. Każda emocja jest wyraźna.
Leżałem w łóżku. Powtarzająca się sytuacja. Paraliż, czekałem aż minie. Kiedy poczułem, że minął, podniosłem lewą rękę aby sprawdzić ile waży. Lekka jak piórko, więc uniosłem prawą i zrobiłem TR. Był pozytywny. Wstałem z łóżka i otworzyłem oczy. Byłem u siebie w pokoju. Wyszedłem z niego i przebiegłem przed pokój. Zacząłem wołać pewną osobę i spontanicznie wszedłem do łazienki. Była tam jej głowa ._. Powiedziała, "jestem tu". Zniknęła i na ziemie upadł ręcznik. Pomoczyłem go wodą i zamienił się w taki dziwny sposób własnie w nią. Na początku mojego planu z tą osobą straciłem świadomość. Ujawniła mi się krótka historyjka. Po chwili znów ją odzyskałem. Szybko wyszedłem z łazienki i pomyślałem: Ja nadal śnie? Zrobiłem TR i był pozytywny. Wyszedłem na przed pokój i chciałem się przenieść pod blok. Kręciłem się strasznie szybko, obraz się nie zamazywał tylko wyglądało to dokładnie jak w rzeczywistości czyli tylko poruszające się obiekty. Kiedy przestałem zauważyłem, że poprawiło to klarowność. Pomyślałem o wyjściu przez klatkę schodową ale za bardzo się bałem, poza tym było ciemno. Wiedziałem, że spotkam tam kogoś kogo się boję, zmory nocne z dzieciństwa. Próbowałem nawet wbiec w lustro ale nic się nie udało. Rozbiłem jedynie głową podczas jednej próby lustro i się zepsuło, a odbicie było krzywe i niewyraźne. Kiedy zmieniłem cel, FA. Ponownie wstałem z łóżka, a moja świadomość wcale tak nisko nie upadła. Szybko zrobiłem TR i był negatywny ._. . Tutaj zaczyna się coś w rodzaju CD, w którym nie mogę udowodnić, że śnię. Podszedłem do okna i je uchyliłem. Miałem skakać, podnosiłem ręce do TRa ale nic mi nie ukazywały, jedynie były troszke większe niż w rzeczywistości ale minimalnie. Zacząłem się zastanawiać co robić... Spojrzałem na brata, który siedział na komputerze. Miejsce całkowicie odwzorowane, identyczne... Miałem problem. Postanowiłem się zapytać siotry "czy to jest sen?". Dostałem wiadomą odpowiedź, nie... Usiadłem na parapecie wewnątrz domu. Wdychałem świeże i przyjemne powietrze myśląc "szkoda, że już nie śnie... Co ja zrobie... Taki szeroki plan już miałem" Rozmyślając CD zamieniło się w "sen uczuciowy". Pamiętam jedynie swoje przemyślenia, dźwięki, a obrazów nie. Jak niewidoma osoba.
Pojechałem do szkoły na rowerze. Nie zapiąłem go, bo się spieszyłem. Przebrałem obuwie, zostawiłem kurtke i jak wróciłem roweru już nie było. Pytałem się ludzi w pobliżu czy czegoś nie widzieli. Wszyscy mówili, że nie. Rozglądałem się za rowerem i myślałem, że ktoś chce mi zrobić jakiś kawał. Nie znalazłem go. Byłem smutny i zły. Wszedłem do szkoły, rozmyślałem i wchodząc na schody kątem oka zobaczyłem w oddali rower (nie mój, inny przypięty). Zaczął migać jakby miał zaraz zniknąć. Nie ruszałem się, obserwowałem kawałkiem oka, co się dzieje tam w oddali. Dosłownie, było to bardzo daleko. Migał coraz szybciej, aż zniknął... Pomyślałem "to pewnie stało się z moim rowerem". Poszedłęm na lekcje.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.
Jakieś tam 3 sny nieświadome miałem ale już ich nie pamiętam xd. Opiszę LD, który mi się przytrafił dzisiejszej nocy.
Ustawiłem budzik do WBTB na 5:25, nie pamiętam czy go wyłączyłem czy co ale obudziłem się spontanicznie o 6 i postanowiłem chwile posiedzieć. 5 minut później zasnąłem. (Obudziłem się podczas fazy REM).
LD zaczął się w mojej szkole. Uświadomiłem się na korytarzu niedaleko sali od fizyki. Okazało się, że mamy tam teraz lekcje. Zrobiłem upewniające TRy, żeby się nie ośmieszyć i ruszyłem do boju xD.
Przed salą spotkałem kolegę, który wszedł razem ze mną. W sali były 3 koleżanki i przy tablicy stali koledzy, którzy rozmawiali z panią. Ja nie marnując czasu podbiegłem do najbardziej atrakcyjnej z koleżanek i ją pocałowałem. Koleszka, który wszedł razem ze mną postanowił mnie śledzić przez jakiś kawałek. Zapytał się mnie "ile razy już w LD to robiłeś?". Odpowiedziałem mu, że dwa razy ale była to chyba tylko konfabulacja. Po chwili się ode mnie odczepił. Wstąpiłem na pół piętro zobaczyć co tam jest i była tam biblioteka szkolna wraz ze sklepikiem. Wszedłem się rozejrzeć i zobaczyłem słodycze. Pomyślałem, że czemu by nie spróbować? Wziąłem mentosy. Smakowały tak jak w rzeczywistości, wsunąłem całą paczkę do mordy. Przy kasie cała masa tiktaków, wziąłem jak najwięcej i zjadłem :p. Żadnych innych rzeczy oprócz słodyczy nie było. Wyszedłem z tamtąd i poszedłem na korytarz 1 piętra. Wzdłuż ciągneły się sale. Była przerwa. Szły dziewczyny, mogłem z nimi robić co chce. Pokolei sprawdzałem, która co ma fajne XD. Zobaczyłem jedną i ją wybrałem. Kiedy się szykowałem do wiadomo czego zaczęła mi chodzić po głowie myśl: "Zaraz mnie wywali... Czekaj! Nie myśl o tym!" Zacząłem skupiać się na detalach i na dziewczynie, którą się zabawiałem ale wszystko się rozpłynęło. Leżałem na łóżku, nie poruszyłem się więc pomyślałem o fiksacji oczu. Wykonałem ją myśląc, że się nie uda. Po paru sekundach !NIE WIEM KIEDY! z powrotem wszedłem do snu. Nie pamiętam tego momentu powrotu, tylko po prostu się znalazłem we śnie. Byłem u siebie w domu. Rozglądałęm się i zastanawiałem się co robić. Kontrola odpadała, bo wiadomo, że nic mi nie wyjdzie. Postanowiłem zająć się przyziemskimi sprawami. Zrobiłem TR z nosem i rękami. Ręce miałem minimalnie powiększone (jak zwykle), a przez nos powietrze małą dziurką przedostało się do płuc. Otworzyłem balkon iii wyskoczyłem. Chodziłem do okoła bloku i wołałem swoją kolejną ofiarę xD. Wołałem i wołałem. Podbiegłem do projekcji i zapytałem się: Nie wiesz może gdzie jest xxx? Nie pamiętam co mi odpowiedziała (projekcja). Zza garażów wyszła jakaś inna młoda pani. Podszedłem do niej i się zapytałem czy nie ma ochoty... Odpowiedziała, że nie i sobie odeszła. Zacząłem wołać: Czekaj! Nie chce mi się ciebie gonić, szkoda czasu marnować! Jesteś w moim śnie i masz robić to co chce! Popatrzyła się na mnie i zaczęła się zbliżać w moim kierunku. Siup! Znowu znalazłem się w łóżku. Słyszałem tatę i mamę jak rozmawiali "Pewnie oni mne obudzili". Skupiłem się i mocno skierowałem oczy ku górze. Powoli zacząłem widzieć hipnagog, który coraz bardziej przypominał jakiś błąd systemu. Nagle wszystko zaczęło mnie otaczać a obraz, który widziałem okazał się być monitorem od komputera. Odwróciłem się i wstałem z fotela. Spojrzałem przez okno i je otworzyłem. Zacząłem wdychać świeżutkie jak po deszczu powietrze, sprawiało mi to przyjemność. Poszedłem do kuchni. Po drodze zatrzymałem się przed lustrem. Spojrzałem na nie i miałem długie włosy. Wyglądałem śmiesznie, miałem przymuloną twarz. Rozbiegłem się i spróbowałem wejść w lustro. Rozbiłem je, a mi znowu się nie udało ._. . Kiedy byłem już w kuchni podniosłem rękę do TRa i wynik był negatywny. Nie mogłem oddychać przez nos. Ręce takie jak zwykle. Spojrzałem na zegar. Światło zgasło (jakby podświadomość utrudniała mi zadanie). Zapaliłem je i przez chwilę widziałem zegar. Odwróciłem głowę i nie byłem w stanie dowidzieć wskazówek! Były zamazane jak przy wadzie wzroku. Zapaliłem światło z powrotem i były ostre (byłem w stanie je dowidzieć). Odwróciłem głowę, zapamiętałem godzine i zgasiłem i zapaliłem światło. Światło się zepsuło, a wskazówki zegara świeciły fluorestencyjnie. Epicko to wyglądało. Zapaliłem światło i wskazówki zamieniły się miejscami (długa na miejscu małej, mała na miejscu długiej). Mała wskazywała 35 po, a długa w pół do 13. Zapaliłem światło i spojrzałem na żyrandol. Nie było żarówki. Lampa świeciła sama z siebie. Poczułem się jakbym znalazł błąd w prawie fizyki . Otworzyłem okno i z rozbiegiem wyskoczyłem. W locie postanowiłem, że zrobie obrót aby przyjąć mniejszą energię na stopy i aby uniknąć nieprzyjemnego bólu w kostkach (pieczenie). Zrobiłem to co chciałem i ruszyłem przed siebie. Próbowałem używać żywiołów. Nie udawało mi się. Spojrzałem na niebo. Było białe i świecące. Nie widziałem nieba, widok jak nad ranem. Krzyknąłem: Podświadomośc! Dasz mi w końcu kontrolę nad MOIM snem? (Podkreśliłem MOIM). Dostałem odpowiedź w postaci wszech obecnego głosu: "Przyzwałem ci sojusznika. Będziesz z nim konkurował. W okolicach zespawnię różową skrzynkę. Kto pierwszy ją otworzy otrzyma kontrolę nad snem" Zobaczyłem w oddali skrzyneczkę, a obok miałem różowe auto, które świeciło niesamowitym blaskiem. Auto sportowe i piękne . Otworzyłem do niego drzwiczki. Zniknął. Zobaczyłem, że projekcja otwiera skrzynkę. Krzyknąłem: Stój! I zostałem wykopany . Wstałem z łóżka i wybrałem się do łazienki. Ubrałem się, umyłem zęby. Coś jak podczas typowego poranka. Wszystko z szarzało, a ja się obudziłem. Mama i tata leżeli w łóżkach, więc to co słyszałem podczas powrotu, było zwykłymi hipnagogami . Godzina 6:30.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.