11-03-2011, 12:33
Czas się tym zająć na poważnie
|
[split] Notatnik - Hrislay
|
Myślę sobie "fajna sprawa" i zabieram się za czytanie. Uświadamiam sobie, że trzeba wykupić wszystkie modele dostępne w salonie i wtedy dopiero dostanie się Pandę za darmo. Pomyślałem "jak zwykle kur** nie może być za pięknie" ale mimo wszystko zaraz dodałem "to i tak lepsza oferta niż gdzie indziej. Przynajmniej coś się faktycznie dostaje". Czytam dalej, a tam kolejny szczegół - Fiacika dostaniemy tylko w kolorze jaskrawo-żółtym i nie ma od tego odstępstwa. Patrzę na tą broszurę jak na jakiś debilizm i próbuje wytłumaczyć komuś obok (chyba siostrze) o co w tym chodzi, ale on patrzy się z kolei na mnie jak na debila.
Problem w tym, że raz była to rzeczywistość, a raz - gra komputerowa. To taki ciekawy zabieg mojej podświadomości związany z 3 urywkiem z pamięci - ale o tym za chwilę. No więc prowadzę to Ferrari na autostradzie w Niemczech i zastanawiam się jak zmienić biegi (dla nie wtajemniczonych - Ferrari zwykle mają "łopatki" przy kierownicy, którymi niczym w bolidach zmieniamy biegi). Problem w tym, że jak próbowałem normalnie zmienić łopatką bieg (w swoim życiu prowadziłem już taki samochód z łopatkami) to nic się nie działo i w efekcie dochodziłem do maksymalnych obrotów na jedynce
Więc szukałem za kierownicą jak zmienić ten bieg i w końcu do tego doszedłem - łopatką od kierunkowskazów się zmieniało
ha!
(cóż za debilizm ...
). No i wtedy....
ale było miło (i dobrze to pamiętam
) co nie zmienia faktu, że nagle tak jakby grałem w grę (jadąc ferrari), która przeszła w rzeczywistość i tym razem na fotelu pasażera siedziała ta dziewczyna. Wiedziałem jak zmieniać biegi (fuck yea!
) więc rozpędziłem się dość porządnie i zacząłem ludzi wyprzedzać slalomem na tej autostradzie. Dziewczyna była spokojna (co mnie zdziwiło) więc spytałem, czy wie ile jedziemy. Ona spojrzała na zegary i ujrzała 270 km/h co ją zszokowało i zaczęła się bać i mówić bym zwolnił. Jakby się zastanowić - to ja sam, poprzez moje zdziwienie (zwykle ta dziewczyna boi się ze mną jechać szybko) wywołałem u niej strach. Sam fakt braku strachu przy szaleńczej jeździe slalomem po autostradzie mógł mnie doprowadzić do TR, no ale cóż.
). Autobus zatrzymał się trochę dalej ode mnie, więc gdy on wysiadł rozglądał się gdzie jestem. Gwizdnąłem/krzyknąłem (nie pamiętam dokładnie) a on mnie zauważył - zaczęliśmy iść w swoim kierunku i się przywitaliśmy. W tym momencie już wszystko było dla mnie jasne - facet miał urodziny i mieliśmy je świętować. Poszliśmy do środka budynku a tam ładnie zastawione stoły przekąskami. Stoją też butelki z winem, ale... No właśnie, odwracam się do "przyjaciela" i mówię "Stary, czemu ku*** stoją tylko butelki z tanim winem? Nie ma żadnego piwa, wódki - nic!". Na co on odpowiada spokojnie: "No trudno, pijemy to co jest". Sięgnąłem po dwie, różne butelki taniego wina. Pamiętam, że jedna z nich miała etykietkę z beznadziejnym i tanim obrazkiem jabłek (
) a druga butelka miała bardziej "pozłacane" etykietki. Skosztowałem jednego (tego jabłkowego) i stwierdziłem, że jest dość mocno słodkie i delikatne. Wziąłem łyk drugiego, które z kolei było dość pikantne, znacznie ostrzejsze od poprzedniego. Pytam "przyjaciela" które chce, a on bierze jabłkowe. Popatrzyłem na to swoje pikantne i stwierdziłem, że jest beznadziejne
Więc mówię do "Eddie'ego" : "Stary, dawaj tamto
". Jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki akcja przeniosła się na schody (raczej nie dlatego, że nie pamiętam - po prostu się przeniosła i tyle - być może pomiędzy dzwonił mi budzik, którego dzisiaj ... nie pamiętam
)
Wybaczcie, piszę szybko by nie stracić wątku). Na dole schodów (
) stały dwie osoby (generalnie ja byłem obserwatorem, z jednym małym wyjątkiem - ale o tym za chwilę). Te dwie osoby to była kobieta o kolorze włosów ciemny blond, oraz stary facet - siwy, dość wysoki i szczupły, pełen zmarszczek. Wyglądało to, jakby byli razem. Na półpiętrze, w małej wnęce siedziała kobieta (włosy ciemne, w farbowanym kolorze ciemnej śliwki, twarz trochę przypominająca jedną znaną mi dziewczynę) a obok niej stał facet - młody, wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Byli kolejną parą na tych schodach. Kobieta z półpiętra płakała i mówiła coś w stylu: "ja już nie mogę tak dłużej, mam dość". Wtedy, stary facet "z dołu" zaczął do niej iść. Ważne są tu moje odczucia: kobieta o śliwkowych włosach kochała starca, starzec ją, ale ona była z blondynem, który z resztą kochał ciemną blondynkę - co ciekawe, ze wzajemnością. Czyli innymi słowy - nie byli z tymi, których kochali, ale coś ich powstrzymywało przed zmianą. Wyglądało na to, że płacz kobiety i jej słowa wreszcie to mogą zmienić. Starzec podszedł do "śliwkowej kobiety" i zaczęli się całować. Blondyn ochoczo podbiegł do blondynki i... to ten moment, gdy zmieniłem się z obserwatora w tego blondyna. Cieszyłem się strasznie, że jestem z blondynką i gdy pochwyciwszy ją za rękę już miałem ją stamtąd zabrać ... kobieta o śliwkowych włosach stwierdziła, iż mimo że bardzo kocha starca nie mogą być razem. Ponownie stałem się obserwatorem a oni wrócili do "starego układu". Akcja jak gdyby się skończyła (chyba powoli się wybudzałem) i zamiast obserwować, poszedłem w górę schodów. Doszedłem do piętra i spojrzałem na nich - byli w "nowej konfiguracji", czyli stali obok tych, których kochali. To było dość dziwne, a ja (wciąż w śnie) wpadłem w baaaardzo ironiczny nastrój. Czułem, jak ironia mnie przepełnia. Zobaczyłem na piętrze swoja mamę, która spytała: "Co ty robisz?". Ja zaś nic nie odpowiadając, skoczyłem z piętra przez balustradę na schody (nie wiem jak to wytłumaczyć, na te schody co zaczynają drogę na górę z poprzedniego piętra, nie te co już do niego dochodzą) i zrobiwszy fikołka przy lądowaniu (taki parkour hahaha) obudziłem się 
I szczerze, jestem pełna podziwu, że nie pogubiłeś się w tym tam - blondyn z blondynką a tamta ze starcem a potem jeszcze ty z jedna w roli tamtego.. Ja bym tego za Chiny nie zapamiętała
A sen/sny, bardzo ciekawe.
). Akcja przeniosła się do ... Volkswagena Passata B5 kombi (po liftingu
) w kolorze błękitnym i z silnikiem diesla (dokładnie taki samochód ma facet, który wynajmował mojemu bratu pokój rok temu - jest lekarzem i dalej utrzymuje kontakt z bratem). Sprawa była o tyle ciekawa, że wszyscy w samochodzie (mama, siostra, brat i ja) wiedzieliśmy, że brat miał poważny wypadek i musi się na powrót "przekonać" do prowadzenia auta - przezwyciężyć strach. Najpierw prowadziła mama i zastanawialiśmy się, czy już pora dać kierownicę bratu. I tak się stało - brat przejął stery. Miałem wrażenie, że akcja dzieje się w Szwajcarii ale nie było to żadne znane mi miejsce, czułem że to może być Bazylea - jestem pełen podziwu dla swojej podświadomości jak wspaniale wybudowała bardzo duży kawał miasta, który nigdy wcześniej nie widziałem na oczy
. Brat zaczął jechać powoli, skręcać w różne ulice aż dojechał do jednej prostej i długiej ulicy. Co ciekawe - ta ulica kiedyś mi się już śniła! Stał przy niej znak - niemieckie odwołanie ograniczenia do 120 km/h. To trochę dziwne, bo to było miasto, zwykła ulica a tu odwołanie ograniczenia prędkości jak na autostradzie w Niemczech
(ach ta moja podświadomość). Brat powoli przyśpieszył do 125 km/h i sen się skończył.
Wspominam o lekach nie bez powodu - ale o tym za chwilę. Zasnąłem 12.30, obudziłem się około 4 rano, potem spałem do 8 rano, potem do 9.55, następnie leżałem do 10.45. Sny pamiętam dość kiepsko bo byłem naćpany 
Problem w tym, że oba tylne koła były powykrzywiane, tak jakby po wjeździe w dużą dziurę. Ciężko się prowadziło ten samochód (tak jakby tylne koła miały coś wspólnego z oporem na kierownicy
) ale nie poddawałem się. Miałem pojechać chyba po mamę do pracy i gdy byłem na miejscu - parkowałem tyłem pomiędzy betonowymi słupami. Jak wspominałem - ciężko się manewrowało ale dałem rady. Potem pojechałem gdzieś autem i....
Napiłem się trochę wody i stwierdziłem, że swędzi mnie ucho
więc wziąłem patyczek i je wyczyściłem (trochę pomogło, ale dalej mnie swędziało) i wróciłem do łóżka, gdzie delektowałem się małym precelkiem (hahaha). To nie był sen - gdy czyściłem ucho zrobiłem TR - efekt był negatywny, poza tym rano zobaczyłem kawałek niezjedzonego precelka na łóżku. Pytacie pewnie "WTF?" heh, no cóż. Moim skromnym zdaniem leki (dość mocne skądinąd) weszły w interakcje czego efektem było "naćpanie się". Czułem się strasznie szczęśliwy wtedy ale równowagi pełnej utrzymać nie potrafiłem. No i śmiałem się cały czas plus kretyńskie delektowanie się precelkiem o 4 rano hahaha
Wystawiam parę figurek za murek (słyszałem za nim strzały i wybuchy) by zdobyły nowy teren. Nagle figurki przeradzają się w prawdziwych żołnierzy, którzy zgodnie z moim rozkazem (a raczej wystawieniem ich za murek) zaatakowali siły wroga tuz pod murkiem (to już normalna wojna, nie zabawa). Sporo ze swoich ludzi straciłem ale pozycja została zdobyta. Dzięki temu wziąłem bazukę i bez przeszkód wycelowałem (murek był na szczycie zbocza, na dole były siły wroga) w ludzi, którzy wydawało mi się że chronili ważnego dowódcę. Wystrzelony przez mnie pocisk trafił cel i zabił generała (wyglądało to wszystko jakbym był dowódcą partyzantki, która używa pewnej techniki - zabijania wysokich rangą dowódców, co po pewnym czasie skutkuje obstawieniem pozycji dowodzących przez mało wyszkolone jednostki i znacznie obniża ich zdolności). Schowałem się za murek i załadowałem swoją bazukę. Ponownie się wychyliłem - zobaczyłem czerwone, stare ale zadbane auto pędzące pomiędzy małymi pożarami i wozami wroga. Wiedziałem, że to jakiś kolejny dowódca. Wycelowałem, wystrzeliłem i ... nie trafiłem. Trochę zasmucony tym faktem spojrzałem w prawo, a tam stał facet, normalnie ubrany i bez żadnej obawy wyprostowany (kompletnie nie pasujący do obrazu). Wszystko ucichło dookoła a on spokojnie powiedział "Co się martwisz? Cofnij sobie tą sytuację i spróbuj jeszcze raz". Trochę zgłupiałem ale spojrzałem na czerwone auto i ... po prostu cofnąłem całą sytuację, tak, jak cofa się film
. Strzeliłem jeszcze raz i tym razem trafiłem. Obudziłem się....
Precelek mnie rozwalił xDD
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|