Odpowiedz 
[split] Notatnik - Hrislay
#1
Czas się tym zająć na poważnie :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#2
Niestety - nie zapisałem swoich snów, bo Slavia bardzo mądrze zaczął kurs dzień wcześniej, a ja (z racji iż nie mam internetu) nie przeczytałem instrukcji co zrobić. Na szczęście trochę ze snów pamiętam - ale nie wiele!

Sen: Położyłem się coś 12.30-01.00, zasnąłem chyba między 01.00-01.30. Budzik obudził mnie o 10.00, wyłączyłem i spałem do 10.35.

Urywek z pamięci 1:

Pamiętam, że przeglądałem ofertę salonu samochodowego czy jakąś broszurę, na której była dziwna promocja - dostaniesz Fiata Pandę za darmo :D Myślę sobie "fajna sprawa" i zabieram się za czytanie. Uświadamiam sobie, że trzeba wykupić wszystkie modele dostępne w salonie i wtedy dopiero dostanie się Pandę za darmo. Pomyślałem "jak zwykle kur** nie może być za pięknie" ale mimo wszystko zaraz dodałem "to i tak lepsza oferta niż gdzie indziej. Przynajmniej coś się faktycznie dostaje". Czytam dalej, a tam kolejny szczegół - Fiacika dostaniemy tylko w kolorze jaskrawo-żółtym i nie ma od tego odstępstwa. Patrzę na tą broszurę jak na jakiś debilizm i próbuje wytłumaczyć komuś obok (chyba siostrze) o co w tym chodzi, ale on patrzy się z kolei na mnie jak na debila.

Urywek z pamięci 2:

Wspaniała historia z Panda przerodziła się w moją ... jazdę ferrari :) Problem w tym, że raz była to rzeczywistość, a raz - gra komputerowa. To taki ciekawy zabieg mojej podświadomości związany z 3 urywkiem z pamięci - ale o tym za chwilę. No więc prowadzę to Ferrari na autostradzie w Niemczech i zastanawiam się jak zmienić biegi (dla nie wtajemniczonych - Ferrari zwykle mają "łopatki" przy kierownicy, którymi niczym w bolidach zmieniamy biegi). Problem w tym, że jak próbowałem normalnie zmienić łopatką bieg (w swoim życiu prowadziłem już taki samochód z łopatkami) to nic się nie działo i w efekcie dochodziłem do maksymalnych obrotów na jedynce :P Więc szukałem za kierownicą jak zmienić ten bieg i w końcu do tego doszedłem - łopatką od kierunkowskazów się zmieniało :P ha! :P (cóż za debilizm ... :P). No i wtedy....

Urywek z pamięci 3:

Byłem w pokoju, obok leżała dziewczyna - znam ją, ale zachowam to dla siebie (z resztą w śnie nie jest ważne w większości przypadków kto to jest - podświadomość wybiera twarz osoby, z którą np. się spotkaliśmy tego dnia itp.) . W sumie... to co robiłem tez zachowam dla siebie :D ale było miło (i dobrze to pamiętam ;) ) co nie zmienia faktu, że nagle tak jakby grałem w grę (jadąc ferrari), która przeszła w rzeczywistość i tym razem na fotelu pasażera siedziała ta dziewczyna. Wiedziałem jak zmieniać biegi (fuck yea! :P) więc rozpędziłem się dość porządnie i zacząłem ludzi wyprzedzać slalomem na tej autostradzie. Dziewczyna była spokojna (co mnie zdziwiło) więc spytałem, czy wie ile jedziemy. Ona spojrzała na zegary i ujrzała 270 km/h co ją zszokowało i zaczęła się bać i mówić bym zwolnił. Jakby się zastanowić - to ja sam, poprzez moje zdziwienie (zwykle ta dziewczyna boi się ze mną jechać szybko) wywołałem u niej strach. Sam fakt braku strachu przy szaleńczej jeździe slalomem po autostradzie mógł mnie doprowadzić do TR, no ale cóż.

Pomiędzy 1 urywkiem a 2 obudziłem się na budzik, ale szybko wróciłem do spania. Tematy snów: motoryzacja, "zbliżenia damsko-męskie" :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#3
Świetnie Hrisu! :P

Nieźle się uśmiałam.. :D
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#4
Dzień drugi.

Poszedłem spać ~1.00, zasnąłem ~2.00, obudziłem się na budzik 0 10.30, wyłączyłem go i spałem do 11.35

Dzisiaj zapamiętałem tylko jeden sen, chyba, że uznacie z opisu że dwa (wciąż go pamiętam, bo wbrew słowom naszego guru nie zapisuje snów tylko je świetnie pamiętam). Prawdopodobnie spowodowane jest to tym, że sporo pracowałem w ciągu dnia i zakończyłem go bardzo zaawansowaną i filozoficzno-religijną, długą dyskusją, co mnie trochę wyczerpało. A więc:

Byłem na zewnątrz i czekałem na kogoś. Wiedziałem, że w środku jest przygotowana impreza. Nagle podjechał autobus (takim przegubowy jak ma MPK, tylko że ten był szary) i wysiadł z niej facet, który był rzekomo moim przyjacielem (rzekomo, ponieważ czułem, że to mój przyjaciel ale ja takowego nie mam, tym bardziej, że ten był czarny i do złudzenia przypominał Eddie'ego Murphy'ego :P ). Autobus zatrzymał się trochę dalej ode mnie, więc gdy on wysiadł rozglądał się gdzie jestem. Gwizdnąłem/krzyknąłem (nie pamiętam dokładnie) a on mnie zauważył - zaczęliśmy iść w swoim kierunku i się przywitaliśmy. W tym momencie już wszystko było dla mnie jasne - facet miał urodziny i mieliśmy je świętować. Poszliśmy do środka budynku a tam ładnie zastawione stoły przekąskami. Stoją też butelki z winem, ale... No właśnie, odwracam się do "przyjaciela" i mówię "Stary, czemu ku*** stoją tylko butelki z tanim winem? Nie ma żadnego piwa, wódki - nic!". Na co on odpowiada spokojnie: "No trudno, pijemy to co jest". Sięgnąłem po dwie, różne butelki taniego wina. Pamiętam, że jedna z nich miała etykietkę z beznadziejnym i tanim obrazkiem jabłek (:P) a druga butelka miała bardziej "pozłacane" etykietki. Skosztowałem jednego (tego jabłkowego) i stwierdziłem, że jest dość mocno słodkie i delikatne. Wziąłem łyk drugiego, które z kolei było dość pikantne, znacznie ostrzejsze od poprzedniego. Pytam "przyjaciela" które chce, a on bierze jabłkowe. Popatrzyłem na to swoje pikantne i stwierdziłem, że jest beznadziejne :P Więc mówię do "Eddie'ego" : "Stary, dawaj tamto :P". Jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki akcja przeniosła się na schody (raczej nie dlatego, że nie pamiętam - po prostu się przeniosła i tyle - być może pomiędzy dzwonił mi budzik, którego dzisiaj ... nie pamiętam :) )
Schody były bardzo szerokie. Przypominało to jakiś stary budynek, może filharmonie, może teatr. Generalnie były duże i szerokie, sporo miejsca było (teraz jak to piszę, to wydaje mi się, że to schody strasznie podobne do schodów w muzeum w Bazylei, w którym byłem jakiś tydzień temu - na marginesie, jak jeszcze raz napisze słowo "schody", albo że były "duże" to mnie szlag trafi :P Wybaczcie, piszę szybko by nie stracić wątku). Na dole schodów (:P) stały dwie osoby (generalnie ja byłem obserwatorem, z jednym małym wyjątkiem - ale o tym za chwilę). Te dwie osoby to była kobieta o kolorze włosów ciemny blond, oraz stary facet - siwy, dość wysoki i szczupły, pełen zmarszczek. Wyglądało to, jakby byli razem. Na półpiętrze, w małej wnęce siedziała kobieta (włosy ciemne, w farbowanym kolorze ciemnej śliwki, twarz trochę przypominająca jedną znaną mi dziewczynę) a obok niej stał facet - młody, wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Byli kolejną parą na tych schodach. Kobieta z półpiętra płakała i mówiła coś w stylu: "ja już nie mogę tak dłużej, mam dość". Wtedy, stary facet "z dołu" zaczął do niej iść. Ważne są tu moje odczucia: kobieta o śliwkowych włosach kochała starca, starzec ją, ale ona była z blondynem, który z resztą kochał ciemną blondynkę - co ciekawe, ze wzajemnością. Czyli innymi słowy - nie byli z tymi, których kochali, ale coś ich powstrzymywało przed zmianą. Wyglądało na to, że płacz kobiety i jej słowa wreszcie to mogą zmienić. Starzec podszedł do "śliwkowej kobiety" i zaczęli się całować. Blondyn ochoczo podbiegł do blondynki i... to ten moment, gdy zmieniłem się z obserwatora w tego blondyna. Cieszyłem się strasznie, że jestem z blondynką i gdy pochwyciwszy ją za rękę już miałem ją stamtąd zabrać ... kobieta o śliwkowych włosach stwierdziła, iż mimo że bardzo kocha starca nie mogą być razem. Ponownie stałem się obserwatorem a oni wrócili do "starego układu". Akcja jak gdyby się skończyła (chyba powoli się wybudzałem) i zamiast obserwować, poszedłem w górę schodów. Doszedłem do piętra i spojrzałem na nich - byli w "nowej konfiguracji", czyli stali obok tych, których kochali. To było dość dziwne, a ja (wciąż w śnie) wpadłem w baaaardzo ironiczny nastrój. Czułem, jak ironia mnie przepełnia. Zobaczyłem na piętrze swoja mamę, która spytała: "Co ty robisz?". Ja zaś nic nie odpowiadając, skoczyłem z piętra przez balustradę na schody (nie wiem jak to wytłumaczyć, na te schody co zaczynają drogę na górę z poprzedniego piętra, nie te co już do niego dochodzą) i zrobiwszy fikołka przy lądowaniu (taki parkour hahaha) obudziłem się :)

Ciekaw jestem komu się to będzie chciało czytać, no ale cóż :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#5
Mnie się chciało czytać i mam takie nieodparte wrażenie, że to bardzo symboliczny sen i wiele możesz z niego wyciągnąć.. Sama nie wiem. Gratuluję takiej pamięci, bo ja rzadko zapamiętuję tyle szczegółów bez zapisywania, raczej mi po jakimś czasie umykają :)
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#6
Mi też się chciało czytać :D I szczerze, jestem pełna podziwu, że nie pogubiłeś się w tym tam - blondyn z blondynką a tamta ze starcem a potem jeszcze ty z jedna w roli tamtego.. Ja bym tego za Chiny nie zapamiętała :D A sen/sny, bardzo ciekawe.
nothing is everything
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#7
No to skoro czytacie, to będę wszystko pisał.

Dzień 3

To była baaardzo ciężka noc. W mojej miejscowości jest teraz około 26 stopni (!!!) i wszystko kwitnie. Wygląda to pięknie, ale dla mojego alergicznego nosa to udręka. Więc - poszedłem spać o 12.00, zasnąłem około 03.00 rano, spałem do 9.00, potem do 10.30 (zadzwonił mi budzik) po czym znów do 12.00. Jak pisałem, to była ciężka noc. Wiem, że do budzika nie miałem snów - po prostu organizm pragnął się zdrzemnąć wreszcie. Ale zapamiętałem jeden sen:

Sen:

Próba tria z moim kochanym rodzeństwem (dla tych, co nie wiedzą - siostra i brat są muzykami tak jak ja). Jak zwykle kłócę się ze swoim bratem. Jest dość ciężko i niezbyt miło. Wiem, że działo się tu trochę więcej - ale nie pamiętam szczegółów. Chyba się kłóciliśmy o jakieś miejsce, jak je zagrać czy jakim smyczkiem (Asia pewnie zrozumie :) ). Akcja przeniosła się do ... Volkswagena Passata B5 kombi (po liftingu :D) w kolorze błękitnym i z silnikiem diesla (dokładnie taki samochód ma facet, który wynajmował mojemu bratu pokój rok temu - jest lekarzem i dalej utrzymuje kontakt z bratem). Sprawa była o tyle ciekawa, że wszyscy w samochodzie (mama, siostra, brat i ja) wiedzieliśmy, że brat miał poważny wypadek i musi się na powrót "przekonać" do prowadzenia auta - przezwyciężyć strach. Najpierw prowadziła mama i zastanawialiśmy się, czy już pora dać kierownicę bratu. I tak się stało - brat przejął stery. Miałem wrażenie, że akcja dzieje się w Szwajcarii ale nie było to żadne znane mi miejsce, czułem że to może być Bazylea - jestem pełen podziwu dla swojej podświadomości jak wspaniale wybudowała bardzo duży kawał miasta, który nigdy wcześniej nie widziałem na oczy :). Brat zaczął jechać powoli, skręcać w różne ulice aż dojechał do jednej prostej i długiej ulicy. Co ciekawe - ta ulica kiedyś mi się już śniła! Stał przy niej znak - niemieckie odwołanie ograniczenia do 120 km/h. To trochę dziwne, bo to było miasto, zwykła ulica a tu odwołanie ograniczenia prędkości jak na autostradzie w Niemczech :P (ach ta moja podświadomość). Brat powoli przyśpieszył do 125 km/h i sen się skończył.

Wnioski - coraz częściej śni mi się temat powiązany z motoryzacją. To może być dobry sygnał do robienia TR. Ponadto - zauważyłem, że moje sny są bardzo rzeczywiste - nie pojawia się w nich nigdy żaden robal gigant, Godzilla albo inne fantastyczne przedmioty czy stwory. Tym trudniej zapewne mi się uświadomić - no ale kto mówił, że życie będzie proste?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#8
Taaa.. doskonale to rozumiem :D

I tak w ogóle... to ostatnimi czasy też mam bardzo rzeczywiste sny, bez potworków czy innych rzeczy. ;p
nothing is everything
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#9
Dzień 4

Położyłem się spać około 12.00, ale męczył mnie katar. Ponieważ kichnąłem z 7 razy pod rząd, wkurzyłem się i poszedłem zażyć leki. Zażyłem 1x Gripex Max plus 1x Gripex Noc, no i warto dodać, że 15 min wcześniej jakiś ibuprofen plus claritine plus jeszcze coś, czego nazwy nie pamiętam :D Wspominam o lekach nie bez powodu - ale o tym za chwilę. Zasnąłem 12.30, obudziłem się około 4 rano, potem spałem do 8 rano, potem do 9.55, następnie leżałem do 10.45. Sny pamiętam dość kiepsko bo byłem naćpany :P

Sen 1:

Znów motoryzacja. Zaparkowałem swój samochód i wsiadłem do kremowej Hondy CR-V z silnikiem benzynowym :) Problem w tym, że oba tylne koła były powykrzywiane, tak jakby po wjeździe w dużą dziurę. Ciężko się prowadziło ten samochód (tak jakby tylne koła miały coś wspólnego z oporem na kierownicy :P) ale nie poddawałem się. Miałem pojechać chyba po mamę do pracy i gdy byłem na miejscu - parkowałem tyłem pomiędzy betonowymi słupami. Jak wspominałem - ciężko się manewrowało ale dałem rady. Potem pojechałem gdzieś autem i....

/przerywnik/
Obudziłem się (koło 4 rano). Bez ani chwili wahania wstałem i dość mocno chwiejnym krokiem poszedłem do szafki, z której wyciągnąłem malutkiego precelka :D Napiłem się trochę wody i stwierdziłem, że swędzi mnie ucho :P więc wziąłem patyczek i je wyczyściłem (trochę pomogło, ale dalej mnie swędziało) i wróciłem do łóżka, gdzie delektowałem się małym precelkiem (hahaha). To nie był sen - gdy czyściłem ucho zrobiłem TR - efekt był negatywny, poza tym rano zobaczyłem kawałek niezjedzonego precelka na łóżku. Pytacie pewnie "WTF?" heh, no cóż. Moim skromnym zdaniem leki (dość mocne skądinąd) weszły w interakcje czego efektem było "naćpanie się". Czułem się strasznie szczęśliwy wtedy ale równowagi pełnej utrzymać nie potrafiłem. No i śmiałem się cały czas plus kretyńskie delektowanie się precelkiem o 4 rano hahaha

Sen 2:
Jestem za murkiem z cegły i bawię się ... żołnierzykami :P Wystawiam parę figurek za murek (słyszałem za nim strzały i wybuchy) by zdobyły nowy teren. Nagle figurki przeradzają się w prawdziwych żołnierzy, którzy zgodnie z moim rozkazem (a raczej wystawieniem ich za murek) zaatakowali siły wroga tuz pod murkiem (to już normalna wojna, nie zabawa). Sporo ze swoich ludzi straciłem ale pozycja została zdobyta. Dzięki temu wziąłem bazukę i bez przeszkód wycelowałem (murek był na szczycie zbocza, na dole były siły wroga) w ludzi, którzy wydawało mi się że chronili ważnego dowódcę. Wystrzelony przez mnie pocisk trafił cel i zabił generała (wyglądało to wszystko jakbym był dowódcą partyzantki, która używa pewnej techniki - zabijania wysokich rangą dowódców, co po pewnym czasie skutkuje obstawieniem pozycji dowodzących przez mało wyszkolone jednostki i znacznie obniża ich zdolności). Schowałem się za murek i załadowałem swoją bazukę. Ponownie się wychyliłem - zobaczyłem czerwone, stare ale zadbane auto pędzące pomiędzy małymi pożarami i wozami wroga. Wiedziałem, że to jakiś kolejny dowódca. Wycelowałem, wystrzeliłem i ... nie trafiłem. Trochę zasmucony tym faktem spojrzałem w prawo, a tam stał facet, normalnie ubrany i bez żadnej obawy wyprostowany (kompletnie nie pasujący do obrazu). Wszystko ucichło dookoła a on spokojnie powiedział "Co się martwisz? Cofnij sobie tą sytuację i spróbuj jeszcze raz". Trochę zgłupiałem ale spojrzałem na czerwone auto i ... po prostu cofnąłem całą sytuację, tak, jak cofa się film :P. Strzeliłem jeszcze raz i tym razem trafiłem. Obudziłem się....

Sen 3:
... a tam godzina 9.55. O 10 miał mnie obudzić budzik, ale czułem się wyspany i w dobrej kondycji. Nie miałem nawet kataru, więc stwierdziłem, że trochę poleżę. Mało pamiętam ten sen i był bardzo często przez mnie przerywany ciągłym sprawdzaniem godziny. Właściwie to taki pół-sen a pół-jawa. Wiem, że chodziło o jakąś kobietę, z którą miałem się spotkać, ale moja podświadomość przerażająco mocno dawał mi do zrozumienia, że tak na prawdę tego nie chcę.

Koniec :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
#10
Hahahah :P Precelek mnie rozwalił xDD

Gratuluję pamięci ;)
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz 


Skocz do:

UA-88656808-1