Światy Avallac'ha
#21
Tak :D Co prawda wczoraj wieczorem nie byłem głodny, ale o tej 5 w nocy, przed obydwoma snami, zaczęło mi już burczeć w brzuchu :P
Widzisz, to przez te nasze wczorajsze rozmowy, jak powiedziałaś że masz czekoladę :(
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
Przecież miałeś Toffiefie i Merci to mogłeś wszamać. Ja się nie oparłam mojej Milce :P

Ja nienawidzę być głodna jak zasypiam, chyba by mnie to za bardzo wkurzało, żebym mogła zasnąć ;)
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
Ojtam. To całe Toffifee mnie tak wkurzało że dałem dwa razy po pysku i się z powrotem schowało do szafki.
Trza być twardym, a nie miętkim :P
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Ten sen o kotach w schronisku mnie rozwalił :D
Cytat:Gdy, jeszcze lekko zaspany, zacząłem go zapisywać, zacząłem słowami: "Kontynuacja poprzedniego, to samo miejsce i czas". Dopiero po chwili zorientowałem się, że to nieprawda, choć moja podświadomość własnie to mi dyktowała. Dziwne.
Heh. A co dopiero myślenie po obudzeniu z bardzo głębokiego snu, np. przy niedoborze, po kilku h z N-REM. Myślenie potrafi być wtedy bardzo zabawne :P Nie raz naciskając przycisk "drzemka" myślałem, że np. cofam czas, a raz nawet doświadczyłem prawdziwej ambiwalencji, kiedy to ustaliłem sobie, że ja pójdę do szkoły a ja sobie jeszcze poleżę :D
let's worship cats
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Cytat:Heh. A co dopiero myślenie po obudzeniu z bardzo głębokiego snu, np. przy niedoborze, po kilku h z N-REM. Myślenie potrafi być wtedy bardzo zabawne :P Nie raz naciskając przycisk "drzemka" myślałem, że np. cofam czas, a raz nawet doświadczyłem prawdziwej ambiwalencji, kiedy to ustaliłem sobie, że ja pójdę do szkoły a ja sobie jeszcze poleżę :D
Hahahhahaha to brzmi genialnie :D

05.04.2015


--- Pośród ruin - Arena ---

Bardzo długi, przygodowy i filmowy sen. Dzieje się w paru miejscach:
1. Ruiny starożytnej areny, otoczonej grubym, wysokim murem w środku lasu. Wewnątrz mieszka uwięziony tam wiele lat temu starzec (kapłan lub prorok?)
2. Gigantyczne ruiny z piaskowca, zbudowane na symetrycznym planie. Przez ich środek przebiega długa, kamienna rampa, od której w górę po obu stronach odchodzą schody.
3. Wielkie jezioro położone na zachód od lasu i ruin.

Jest słoneczny, letni dzień. Po wielkich ruinach z pkt. 2. przechadza się Gandalf w towarzystwie jednej lub dwóch osób, których twarzy nie pamiętam. Jedna z nich pyta, czy Gandalf słyszał o starym mieszkańcu tych ruin i czy chciałby go zobaczyć. Czarodziej zaciekawia się, zmienia wyraz twarzy. "Mieszkańca?" - pyta zamyślony.

Sceneria się zmienia, Gandalf stoi na szczycie muru areny w lesie (choć jednocześnie tam, gdzie stał wcześniej, po prostu na chwilę ruiny i arena zlewają się w jedno miejsce!). Woła kogoś, ale staruszek-samotnik ukrywa się w podcieniu w jakiejś wnęce. Szepce sam do siebie "Niemożliwe!". Gandalf stwierdza, że nikogo tam nie ma i odchodzi, a staruszek dopiero wtedy, oniemiały, wychodzi z ukrycia. Zaczyna krzyczeć o pomoc, ale jest już za późno.

Kolejna scena jest żywcem wyrwana z komiksu, widać nawet białe ramki pomiędzy kolejnymi ujęciami. Dwóch rybaków płynie nocą w małej łódce, wzdłuż brzegu jeziora (dookoła jest gęsty las). Jest bardzo ciemno. Ten siedzący z tyłu boi się, słyszał opowieści o potworze z jeziora. Drugi wyśmiewa go i nie chce wierzyć w podobne dyrdymały. Płyną dalej. Po jakimś czasie wyciągają z dna jezioro stare koło sternicze, ten z tyłu siada przy nim i zaczyna grać na klawiaturze pianina (!!!). Jest zlany potem, coraz bardziej przerażony. "Czytelnik komiksu" nie wie o co chodzi, do momentu, gdy z cienia wyłania się lewa część koła-pianina, obrośnięta jakby splotem wodorostów, zieloną macką wystającą z wody. Wodorosty nagle opadają na łódkę, momentalnie zwiększają swoją objętość. Wyrastają im nowe gałązki oraz duże, białe kwiaty, podobne do Lilii. Ten z przodu mówi: "Ależ ładne kwiaty". Roślina obrasta łódkę i zabija rybaków. Teraz scena pokazująca z lotu ptaka, jak roślina rozprzestrzenia się po całej krainie, porastając ziemię i drzewa. Czysta pozostaje jedynie arena ze staruszkiem, który nie ma pojęcia o tym, co dzieje się na zewnątrz.
Wychodzi na to, że jego więzienie ocaliło mu życie. Fajny morał :)

Potem jeszcze był jeszcze dość długi fragment, gdy widzę już wszystko z pierwszej osoby i jestem w ruinach z pkt. 2 razem z rodzicami, chyba na wakacjach. Też rozmawiamy o ich starym mieszkańcu, ale tym razem miast staruszka pojawia się w oddali bardzo brzydki, garbaty osobnik. Zjeżdża na jakimś wózku w dół głównej rampy. Rodzice mówią że to wariat, należy go unikać. Przekradamy się więc chyłkiem na skraj ruin, kryjąc się za zrujnowanymi budynkami, fragmentami murów i obalonymi kolumnami. Potem wybiegamy przez bramę na zewnątrz, idziemy na brzeg jeziora. Rozkładamy tam stół i krzesła, chcemy chyba zjeść śniadanie czy obiad.
Działo się jeszcze trochę mniej ciekawych rzeczy, ale nie będę się już przesadnie rozpisywał.
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Znów motyw jeziora, no i kolejne dwa trupy do Twojej kolekcji :P

Tak ogólnie to bardzo podobają mi się te sny, są takie baśniowe. Bardzo lubię, gdy mi się takie przytrafiają, zamiast jakichś bzdurek z mojego życia wziętych :P
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Wampia to może spróbuj jakiejś autosugestii przed snem żeby mieć fajne sny :P
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Hmm może spróbuję, a może zobaczę gdzie mnie zabiorą manowce mojego umysłu :P
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
07.04.2015


Nie wiem jakim cudem przespałem 15-sekundowy budzik nastawiony na 4:30, alfa też nie zadziałał. W rezultacie obudziłem się po ponad 6 godzinach od zaśnięcia, i przez dobre kilkanaście minut byłem pewien, że nic nie pamiętam.
Potem nagle mnie olśniło, że "Aha, przecież TO właśnie był sen!" No i teraz pamiętam 2 sny, z czego drugi był prawdopodobnie kontynuacją pierwszego. Łącznie tworzą dość ciekawą i złożoną historię :)


--- Drużyna ---

Jest noc. Jakaś pusta ulica na totalnym zadupiu, z lewej strony rozciągają się wielkie pola, z prawej na tle ciemnego nieba majaczy ściana lasu. A na ulicy stoi autokar, do którego usiłuje wejść kilkudziesięciu ludzi.
Stoję tam między nimi, w równej kolejce. Nikt nikogo nie przepycha ani nie ponagla, chociaż jesteśmy ostatnimi uciekinierami z tego niebezpiecznego obszaru. Nie wiem, co dokładnie spowodowało ewakuację, ale wszyscy mieszkańcy okolicznych miast i wsi zostali zmuszeni do ucieczki.

Wreszcie jakimś cudem upychamy się w autokarze i odjeżdżamy. W ciżbie ludzi wypatruję piękną, ciemnowłosą dziewczynę, co jakiś czas nasze spojrzenia się spotykają. Uśmiecha się do mnie.
Co parę minut autokar zatrzymuje się i wysiada z niego po kilkoro ludzi. Gdy w pewnej chwili wysiada m.in. dziewczyna, ja również wyskakuję na zewnątrz, w ostatnim momencie. Dziewczyna wygląda na bardzo zadowoloną :D

Jest nas wszystkich około dziesięciu, może mniej, pamiętam jeszcze jakiegoś tęgiego Murzyna i kilku brodatych osobników. Od teraz stanowią oni moją drużynę (!), mamy za zadanie przedostać się gdzieś tak, żeby nikt nas nie zauważył. Idziemy jakiś czas pogrążoną w mroku ulicą, gdy nagle ktoś krzyczy, żeby się zatrzymać. Przed nami, po lewej stronie, jakieś dwa metry od jezdni, stoi ciemna postać. Nie widzę jej dokładnie, ale jest bardzo wysoka i wychudła, z pewnością nie należy do człowieka. Ma na sobie jakby powłóczystą i postrzępioną szatę. Zabijamy ją na odległość (mamy chyba broń sieczną - miecze, topory, a także łuki).
Idziemy dalej, zabijamy w ten sam sposób kolejne dwie tajemnicze istoty. W końcu na ulicy jest ich tak wiele, że nie możemy iść dalej. Nie ma wyboru - musimy wejść w głąb lasu i przekraść się między drzewami.

Wnętrze lasu przypomina labirynt wąskich korytarzy o ścianach z pni i stropie z liści i gałęzi. Wszystko jest pogrążone w żółtawym półmroku, skądś sączy się jasne, złote światło. Idziemy gęsiego, ostrożnie, gdyż wiemy, że w lesie również czają się czarne stwory, i możemy się na nie natknąć na każdym zakręcie. (Od razu mówię, że klimat w lesie przypominał najstraszniejsze horrory - to był sen akcji, ale mimo to czułem momentami wręcz obezwładniający strach, choć podstawowym uczuciem była z pewnością ekscytacja). Wszystko przypomina świetnie zaplanowaną operację wojskową. Nasze działania są zintegrowane i wymierzone co do sekundy w stosunku do ruchów czarnych istot. Poruszamy się płynnie, bez zwalniania, mijając niemal o włos ich "patrole". Mogę też bliżej przyjrzeć się stworom - przypominają trochę Dementorów z Harry'ego Pottera, choć są od nich wyższe i chudsze, zamiast kapturów mają też bezkształtne głowy pozbawione oczu, a ich ciała pokryte są obślizgłymi mackami. W pewnym momencie, na małej polanie wywiązuje się walka. Kryjemy się za drzewami, podczas gdy potwory strzelają do nas dziwnymi pociskami. Wiemy, że każdy z nich ma określoną ilość pocisków do wystrzelania, i czekamy, aż skończy im się amunicja. Wtedy wybiegamy zza drzew i kończymy zabawę gładkim cięciem miecza.

Wreszcie docieramy do jakiejś opuszczonej chaty położonej za lasem. Gdy penetrujemy jej wnętrze, okazuje się, że ktoś tam jest. Nagle zjawia się banda opryszków, którzy w ciągu chwili łapią wszystkich moich kamratów. Mi jako jedynemu udaje się na czas ukryć za jakąś ścianą.
Wiem, że nie mogę ich tak zostawić, zależy mi przede wszystkim na życiu dziewczyny. Czekam aż sytuacja się uspokoi, w międzyczasie badając rozkład pomieszczeń w budynku. Po jakimś czasie jestem gotowy do akcji.
Wyskakuję zza rogu i wykańczam pierwszego strażnika szybkim ciosem pod gardło. Następnie, trzymając się ściany, przechodzę do kolejnego pomieszczenia. Jest tam dwóch strażników. Wbiegam między nich, pierwszego podrzynam nożem, drugi zaczyna uciekać, a wtedy łapię go i skręcam mu kark. Gorzej jest w trzecim pokoju. Tam rzucam nożem w jednego ze strażników, ale drugiemu udaje się uciec, zaczyna krzyczeć na całe gardło, alarmując pozostałych.

Uciekam na zewnątrz, przed dom. Na środku placyku stoi jakaś kamienna studnia, wbiegam za nią i przypadam płasko do ziemi. Niestety, bandyci wybiegają za mną i rozpraszają się w różnych kierunkach. Szybko mnie znajdują, bronię się przez chwilę, ale potem dostaję w brzuch trzonkiem topora i tracę przytomność. Ogarnia mnie ciemność.

--- Więzienie i chora matka ---


Na 90% kontynuacja poprzedniego snu, choć nie bezpośrednia. Również jest noc, ja i cała moja kompania z poprzedniego snu przebywamy w więzieniu (już od dłuższego czasu!). Więzienie przypomina do złudzenia Sonę z 3 sezonu serialu Skazany na Śmierć, choć wiem, że jest arabskie (!?). Właśnie odbywa się jakaś większa akcja, zdaje się, że bunt kilku więźniów. Wszyscy biegają po otoczonym drutem kolczastym placu, krzyczą, przyjeżdżają jakieś wozy policyjne, generalnie jest jeden wielki burdel. Mój przyjaciel (ten Murzyn ze snu 1. ), chwyta leżący na ziemi pistolet i obezwładnia dwóch zbuntowanych więźniów. Gdy sytuacja się uspokaja, strażnicy doceniają to i pozwalają mu wyruszyć razem ze strażnikami poza więzienie, w celu złapania tych, którym udało się uciec. Murzyn dostaje natychmiast mundur, i ustawia się w szeregu razem ze strażnikami. Wymieniam z nim uścisk dłoni i mrugnięcie, po czym wracam z resztą więźniów do budynku więziennego.
Teraz dowiaduję się nagle (jak to w snach), że bunt zaplanowałem ja. Wszystko przebiegło po mojej myśli, ogólnie chodziło właśnie o to, by mój przyjaciel zdobył broń i wpływy wśród straży. Ma się to później przydać w ucieczce z więzienia (jawne nawiązanie do Skazanego na Śmierć, jestem takim jakby Scofieldem :D )

Wewnątrz budynku idę w górę wąską klatką schodową, aż na jakimś półpiętrze spotykam tę piękną dziewczynę. Jest zapłakana. Gdy pytam, co się stało, pokazuje mi ogłoszenie, wiszące na ścianie. Z tekstu wynika, że matka dziewczyny (która była z nami w więzieniu jakiś czas), ze względu na bardzo ciężki stan zdrowia została przeniesiona do swojego domu, na czas leczenia. Po tygodniu zmarła, nagle przestała oddychać (co ciekawe, tekst jest po angielsku, mam małe problemy ze zrozumieniem niektórych słów, jak w realu).
Obejmuję i przytulam dziewczynę, stoimy tak dość długi czas, nic nie mówiąc. W pewnym momencie tak ni z d*py zaczynam ją całować w usta i w szyję, zauważam też, że jest naga....
Sen był już na granicy erotycznego, gdy nagle po prostu się skończył xD

Generalnie widzę, że moje sny powoli stają się coraz dłuższe i coraz bardziej logiczne, pamiętam też znacznie więcej szczegółów, po obudzeniu mam wręcz wrażenie, że to się działo naprawdę, i to przez długi czas. Fajowo :)
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
09.04.2015


--- Miasteczko Uniwersyteckie ---


Dość dziwny sen, zapamiętałem go z "drzemki" między 4:50 a 07:40.
Jest ranek, zapowiada się bardzo słoneczny dzień. Razem z kolegą postanawiamy zwiedzić naszą przyszłą uczelnię, ładujemy się więc do samochodu i ruszamy w drogę.
Dojeżdżamy na miejsce koło południa - teren akademii jest bardzo rozległy i otoczony kamiennym murem, a w jego obrębie mieści się sama uczelnia, rozległe trawiaste pagórki, i miasteczko uniwersyteckie. Razem z kolegą właśnie tam kierujemy swoje kroki.
"Miasteczko" przypomina bezładne, pstrokate i kolorowe zbiorowisko kamieniczek, między którymi można poruszać się jedynie wąskimi i krętymi uliczkami. Kamienice przylegają jedna do drugiej, co nie przeszkadza, by ziało między nimi mnóstwo ciemnych, ślepych zaułków. Na nasze głowy rzucają cień kolorowe płachty, rozpięte między oknami na najwyższych piętrach. Wszystko przypomina jakieś gigantyczne targowisko.
Z tym, że jest bardzo mało ludzi, w każdym razie do czasu, gdy zapuszczamy się głębiej w "miasteczko". W pewnym momencie zatrzymujemy się, gdyż cała ulica zajęta jest przez śpiących studentów, ich śpiwory, materace, plecaki i torby. Nie ma gdzie stopy postawić. Próbujemy okrążyć ich po cichu, ale kolega traci równowagę i upada prosto na jednego ze śpiących. Wszyscy natychmiast się budzą.
W tym momencie sen zaczyna graniczyć z koszmarem, robi się bardzo ciemno, a ja samotnie uciekam przed gromadą studentów-zombie, kryjąc się w zaułkach i wąskich alejkach miasta. Po dość długim czasie w zatęchłym wnętrzu któregoś z budynków natykam się na swojego kolegę, który jakimś cudem uszedł z życiem. Od teraz uciekamy razem. Skradamy się i prawie udaje nam się dotrzeć na otwartą przestrzeń, gdy krwiożercza banda studentów wybiega na nas jakby znikąd. Otaczają nas, nie mamy drogi ucieczki.
No i koniec snu.
LD - 14
FA - 20
Wszystkich zapisanych snów - 525
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1