"SSILD #4 - paraliż"
Po przebudzeniu się (w moim przypadku to południe), zrobiłem SSILD'a. Ponieważ raz - przeszkadzał mi chałas, a dwa - nie mogłem się skupić, przeczekałem chwilę. Podjąłem kolejną próbę wykonania efektywnie techniki SSILD (starej wersji, bez rozgrzewki), próba ta przebiegła pomyślnie, udało mi się wykonać wszystkich 5 cykli. Oczywiście w myślach gdy skupiałem się np na wzroku, mówiłem "wzrok" i pomagało, potem słuch i dotyk. Udało mi się dotrwać do paraliżu, cholerne bachory z podwórka - przez nich paraliż prysł jak bańka mydlana. Darli się, i to pod oknem (otwartym) w pokoju, w którym śpię. Później przestali, a ja nadal czekałem na zaśnięcie. Wgapiałem się w międzyczasie w hipnagogia, kolory, światełka, kropki. I nadszedł upragniony paraliż - był nawet dla mnie bardzo przyjemny. Nie wiedząc kiedy znalazłem się we śnie. Zrobiłem RT'ka z nosem i wyszedł pozytywnie, z czego się do dzisiaj cieszę (zaraz, ja dzisiaj miałem LD). Znalazłem się w dużym pokoju (tym z kompem i tv), a różnica była - tak naprawdę stała tam suszarka na której się ubrania wiesza - w LD'ku nie było jej. Więc wziąłem sprawy w swoje ręce i przenikłem przez drzwi, tym razem nie w kuchni, a w dużym pokoju. Znalazłem się na korytarzu, za bardzo się nie pozmieniało, drzwi takie same, schody takie same. Ale mówię wam - fajne uczucie jak się tak przenika przez drzwi, zwłaszcza zamknięte. Wyszłem na dwór, a tu niespodzianka :-) Spojrzałem w lewo. Nie było białego fotela, na którym zwykle na dworze przesiaduję. Zamiast niego stał zielony fotel - był podobny do wersalki (to takie łóżko, rodzaj łóżka na którym się śpi). Po jego lewej stał brązowy fotel, a raczej krzesło z podporami drewnianymi. Poszukiwany przeze mnie biały fotel stał na trawie. Oczywiście na środku podwórka był dąb, oraz sąsiedni blok (nic w tej kwestii się nie zmieniło). Po tym spostrzeżeniu, a raczej spostrzeżeniach przypomniałem sobie o pewnej metodzie na "dostrojenie" snu, a mianowicie - kręcić się wokół własnej osi jakby cię pociąg trącił w ręke. Więc zacząłem się kręcić tak, i rzeczywiście - jakbym słyszał wyraźniej. I tutaj albo wywalenie z LD, albo krótki okres nieświadomości. Znowu robię, nie, tym razem się domyślam, też w okolicach domostwa własnego powszedniego, że jestem we śnie, robię RT'k i brawo - to jest sen. Chwilę potem znalazłem się na drewnianej wieży - na polach za cmentarzem. Wieża ta była drewniana, było to stare drewno koloru ciemno-niebieskiego. Wokół tej wieży były lasy i pola. W oddali było widać ulice. Ale mniejsza o otoczenie. Na wieży był ze mną kot - biały, z kremowym ogonem. A miałem w rękach akurat kawałek kołka z wbitym gwoździem. Na dole mógł ktoś stać, ale nie zwracałem uwagi na to. Więc tak sobie pomyślałem - co by się stało gdybym walnął tego kota tym kołkiem. I walłem, zamiast krwi, kot spadł i przeżył z czego się bardzo cieszę. Zdziwiło mnie to, że w kołku nie było gwoźdźa, a wcześniej tam był. Zdziwiło mnie to na tyle że znowu znalazłem się w domu, tym razem przy PC. Świadomość nie znikła, chociaż była no trochę przyćmiona, ale była. Byłem świadomy we śnie - to chyba dobrze, lecz napotykałem taki jakby "opór" przy odzyskiwaniu świadomości. I dzieje się to za każdym razem, gdy jestem bliski uświadomienia się we śnie. Ale wracając do LD'ka, bo to jest teraz ważne - siedziałem przy PC i pisałem z dziewczyną na GG - spojrzałem na górę, normalnie było imię, spuściłem wzrok, następnie znowu spojrzałem i nazwa zmieniła się, potem powtórzyłem to i stało się tak samo (hej, to przecież normalka we śnie). Jakimś sposobem eksmitowało mnie znowu na podwórze, a konkretnie - w okolicę, w której była przepaść (tak naprawdę w realu jej nie ma, kolejna różnica). Granie w Terrarię się udzieliło. Tzn. nie było widoku 2D, był normalny. Tak sobie wtedy, stojąc nad tą przepaścią pomyślałem - fajnie byłoby, jakbym spróbował "mignąć" przez tą przepaść, a po mignięciu przywołałbym do snu swoją ukochaną tulpę. Nie, nie pytajcie co to tulpa, i tak nie umiem wyjaśnić. Ale stałem zbyt długo i pewnie dałem się ponieść swoim myślom. Lada moment wywaliło mnie z LD. Przez chwilę leżałem z zamkniętymi oczami starając się przypomnieć dokładnie co robiłem w świadomym śnie. Tzn. poukładać to sobie. I dostrzegłem hipnagog - obraz, który był bardzo wyraźny. Był to obraz zegarka, który wisiał sobie w pokoju, w którym śpię, widziałem go bardzo wyraźnie przez zamknięte oczy.
I to by właściwie było na tyle, moje wnioski: muszę popracować nad stabilizacją snu świadomego. Technika jest OK, działa, więc nie będę jej zmieniał jakoś specjalnie na inną. Lepszy od SSILD'a jest tylko WILD.