Od zera do Dominika Cobba
Ciemność. Kompletna ciemność. Zimno. Przeszywające do szpiku kości zimno. 
  Siedziałem nagi, skulony z zimna na twardych kamieniach. Niedaleko burzyły się fale. Po ich dźwięku dowiedziłem się, że siedziałem nad brzegiem morza. Chciałem się czymś okryć, lecz w pobliżu niczego nie wyczułem. Poza tym  niczego nie mogłem dojrzeć w ciemnościach. 
  Nagle z potwornym jazgotem zaczęły spadać wokół mnie dziesiątki meteorytów. Rozbijały się o ziemię i wodę blisko mnie. Płonęły niebieskim ogniem który oświetlił nieco okolicę. Nie patrzyłem jednak nigdzie gdyż skuliłem się jeszcze bardziej. Straszliwie się bałem. Każde uderzenie było bardzo głośne. W końcu armagedon ustał. Ze strachu nadal nie mogłem się ruszyć. Wtem usłyszałem wokół siebie setki nawoływań i okrzyków. Zbliżali się. Szukali mnie. Strach i adrenalina kazały mi uciekać. Zacząłem biec przed siebie raniąc sobie stopy. Zacząłem natrafiać na pierwszych dzikusów. W ich szklanych oczach widziałem dziki szał i brualną rządze  krwi. Chcieli mnie dopaść. Przedzierając się przez gęstniejący tłum barbarzyńców złapałem jakiś długi patyk którym odganiałem oprawców. W końcu dostrzegłem lichą strażnicę z drewna. Nie miałem już gdzie indziej uciekać. Wspiąłem się najszybciej jak potrafiłem ale i tam nie dali mi spokoju. Wydając przeraźliwe zwierzęce ryczenie zaczęli się wspinać. Na szczycie budowli oprócz mnie siedziała skulona, płacząca, bojaca się jak ja mała dziewczynka. Próbowałem ją obronić lecz dzikusy wyrwały mi ją. Zostałem sam. Odpędzałem atakujące mnie z dwóch ston potwory. Działałem w szale odpychając ich ostatkiem sił. Nie mogąc mnie dorwać zaczęli bujać konstrukcją. Po chwili belki zaczęły pękać. Ma twierdza runęła w ciemność a ja wraz z nią. Przygniotły mnie gruzy. Nie mogłem się ruszyć. Po chwili zaczęły się dobierać do mnie dziesiątki upiornych rąk. Krzyczałem.
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dobra, przydałoby się coś napisać w końcu nie napisałem posta od jakiegoś tygodnia. Jeszcze zapomną o moim istnieniu... zaraz zaraz jak to ponad dwa miesiące.


7-8.01.2K20

1) Ogólnie dosyć długi sen i miał dosyć zwięzłą fabułkę. Niewiele pamiętam z początku i środka. Jakieś lokacje. kilka postaci. Gdzieś szedłem...
  Dziwnym trafem trafiłem do żabki jako sprzedawca. Oprócz mnie była tam moja kierowniczka i inna ekspedientka. Rozmawialiśmy o niczym. Zwykłe codzienne rozmowy. Stałem za kasą zacząłem rozglądać się po kasie przy której stałem. Kasa stała zaś na szafce kuchennej. Zacząłem ją eksplorować. Była cała zapełniona artykułami żywnościowymi. Właściwie to się z niej wylewało. Ryż, kasze i inne produkty. Wtem usłyszałem, że ktoś wchodzi. Od razu poczułem odrażający smród kawy. Gość ok. lat 40 podbił do mnie i spytał czy mogę zanieść gdzieś jego 3 kawy w kubkach pełnych do połowy. Powiedział żebym zaniósł je w jakieś miejsce (nie pamiętam nazwy), bo on musi coś jeszcze załatwić. Zgodziłem się, bo czemu nie trzeba sobie pomagać, poza tym myślałem, że jest to jakaś część sklepu. I w tym momencie dziewczyny uświadomiły mi, że owe miejsce znajduje się kilka dzielnic dalej jakieś 3 kilometry stąd. Zniesmaczony tym jak typ chciał mnie wykorzystać oddałem mu kawy i powiedziałem tylko https://www.youtube.com/watch?v=JvNjWXXu_LM ...


08-09.01.2K20


Planowałem WBTB no i obudziłem się w środku nocy ale byłem tak przymulony, że myślałem, iż obudziłem się, bo nie mogę spać. Poza tym było duszno w pokoju. Zrobiło mi się niedobrze ale jakoś ponownie zasnąłem. 
  W śnie pojawiły się lokacje z książki, którą przeczytałem dzień wcześniej. Dokładnie "Otto" Gołkowskiego (swoją drogą polecam jeśli ktoś lubi tego autora albo książki przygodowo-humorystyczne [choć często brutalne i dziwne] w realiach wojny, z elementami buddy movie gdzie nie dwie a sześć osób w oddziale ściera się ze sobą z powodu absurdalnie odmiennych stylów bycia). Owe lokacje wyglądały z grubsza tak jak je sobie wyobrażałem poza tym, że były, oprócz mnie całkowicie puste oraz mroczniejsze niż w mojej wyobraźni. Niewiele się działo albo niewiele zapamiętałem. Zawsze panowała noc i unosiła się lekka mgła...


12.2K20 


 Jeden z przyjemniejszych snów. Długi. Niestety nie zapisałem go po obudzeniu się z braku czasu i wiele fajnych rzeczy przepadło w odmętach mojej pamięci.
  Jechałem autostradą Z kimś w samochodzie. Była noc. Przejeżdżałem przez malownicze miasteczko z kamiennych cegieł nad brzegiem wykwintnego jeziora, otaczającego z trzech stron zabudowę. Zatrzymałem się. Dalej pamiętam jedynie urywki. Co mnie cieszy pojawiły się postacie z serialu, który niedawno obejrzałem. Byłem tym uradowany. Pamiętam mgliście co robiliśmy, ciężkie to do opisania ale było na pewno fajnie. Obudziłem się w dobrym humorze...
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11.01.2K20
Czas snu ok. 10h


 Znowu wstałem do WBTB ale znowu byłem przymulony i nie myślałem o żadnym WuBeTeBowaniu jeno, że to cholerne okno postanowiło się otworzyć i tera jest w pyte zimno. Zamknąłem opatuliłem się czym się dało i poszedłem w kime.

  Znalazłem sie w jakimś filmie/grze interaktywnej. Wybrałem scenę/misję z kilku na ekranie. Znalazłem się w czteropiętrowym bloku. Oprócz mnie było pełno innych żołnierzy ubranych tak jak ja w ciemnozielone mundury. Nagle ktoś krzyknął, że jest zawieszenie broni. Wszyscy zaczęli wychylać się przez okna żeby sprawdzić co się dzieje. Z budynku oddalonego od nas o jakieś dwadzieścia metrów od nas to samo uczynili wojacy wroga w szarych mundurach. Po chwili przez pobliską drogę przejechał konwój ciężarówek z żołnierzami na pakach, w niebiesko czerwonych mundurach. 
  Pojawiła się ponownie pionowa lista scen/misji nie mogłem rozczytać napisów więc strzeliłem na chybił trafił. Znalazłem się obok skoczni narciarskiej. Coś się działo ale nie pamiętam co, nic wielkiego. Wróciłem do menu wyboru. Znów wybrałem na oślep. Znalazłem się na polanie na wzgórzu otoczonej drzewami. Postałem chwilę i wróciłem do menu wyboru. Wybrałem jeszcze raz.
  Pojawiłem się w kościele o żółtych ścianach. Na każdym filarze znajdowały się zmyślne ozdoby o motywie florystycznym, pokryte złotem. Poza tym brak było jakichkolwiek innych ozdób. Gołe ściany. Za to było coś innego ciekawego. Przy ołtarzu stała różnokolorowa mata o wymiarach ok. 3x3 metry. Domyśliłem się, że chodzi o to, iż jak np. Pobierają się chrześcijanin z chrześcijanką to oboje stają na fioletowym kafelku jeśli zaś np. Prawosłany z muzułmanką to odpowiednio na czerwonym i żółtym. Protestant z buddystką - błękitny i pomarańczowy.
  Po co zaś byłem w kościele? Otóż jakiś tam mój krewniak miał chrzest. Malec leżał za ołtarzem w nosidełku. Nigdzie nie było widać jego rodziców za to z każdą chwilą było coraz więcej zaproszonej na tę uroczystość gości z rodziny. Zacząłem się witać z wujkami i ciociami.
  Akcja przenosi się już na po chrzcie. Impreza z tej okazji odbywała sie na basenie. Pamiętam urywki. Jakieś problemy z drecholem w szatni. Pływałem sobie, jakieś trzy ładniusie kuzyneczki w obcisłych strojach kąpielowych chyba mnie podrywały. Zajrzałem nawet na chwilę do bobasa ale ten nadal siedział w nosidełku i tylko się patrzył. 
  Na koniec basenowania. Wujek Marek zorganizował pokaz drapieżnych kotów. Z sufitu zjechały w dół klatki. Wujek oprowadzał nas i opowiadał o kotach.
  Przenieśliśmy się do jakiegoś budynku. Siedziałem na kanapie. Było dziwnie ciemno wokół mnie. Nagle przysza do salonu moja matka i oznajmiła, że znalazła moje zioło które schowałem w e-papierosie. Poczekałem aż zacznie z kimś rozmawiać. Udałem się do jej pokoju żeby odzyskać zgubę...
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Plus za:
- kolorowe kafelki
- obcisłe stroje
- ukryte zioło.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1