Od zera do Dominika Cobba
Plus nervosol
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Szybki miks z poprzednich dni.

3

2

1

Jechałem z wujkiem autostradą przez środek Lublina. Zjazd z niej był w kształcie zjeżdżalni wodnych w aquaparkach. Potem wbiliśmy do sklepu w którym nie mogłem znaleźć wody. Niedaleko był stawik. Podrywała mnie syrena. Później okazało się ,że to prostytutka. 

Dalej byłem w jakimś pomieszczeniu ale na zewnątrz (#SNY) lepiej tego nie wytłumaczę. Rozmawiałem z wielkim sumem. Skończyła mu się woda w kałuży w której pływał. Była tam ze mną jakaś fajna dziewczyna oraz jacyś ludzie. Niewiele zapamiętałem ale po obudzeniu się miałem przeświadczenie ,że ten sen był w jakiś sposób magiczny.

Przeniosłem się w czasie o kilka lat do tyłu kiedy chodziłem na zajęcia tenisa ziemnego. Sen wspominkowy, zobaczyłem wiele dawno nie widzianych twarzy. Oraz kilka nowych. Pomimo ,że kiedyś byłem dość dobry w te klocki to tym razem szło mi kiepsko. Przy okazji przyprowadziłem kolegę. Po jakimś czasie wywaliłem piłkę poza ogrodzenie. Idąc po nią zebrałem leżące na ziemi w krzakach słodycze. Chipsy ,żeli ,czekoladki itd. Pod koniec zrobiło mi się trochę nieswojo. Na zajęcia przyszli nowi ludzie, których nie znałem. Trener zaczął być dla mnie oschły. Chmury przysłoniły słońce. Atmosfera się zagęściła. Powróciły dawne demony z przeszłości, na szczęście nie trwało to długo. Nie zdążyły zatruć mi umysłu.
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
16-17.07.2K19
Czas snu: 12 godzin (ależ ja się dzisiaj wyspałem  :)  ) 



Dość sporo tych snów dzisiaj miałem zważywszy na długość snu. Niestety nie wszystkie przetrwały w mej głowie dłużej niż kilka sekund po obudzeniu się.


1) (...) Znalazłem się w jakieś dużej szkole wyższej. Budynek był wielki sądząc po długości żółtych korytarzy. Obudziłem się w pokoju zmienionym na sypialnie. Oprócz mnie było tam czterech moich kolegów. Ściany były zielone. W pokoju panował półmrok gdyż słońce jeszcze całkowicie nie wzeszło, poza tym zasłony były zasłonięte. Kilka minut rozmawialiśmy nie pamiętam już o czym. Nie mogłem znaleźć swoich spodni więc paradowałem w piżamowych. W końcu opuściłem pokój i udałem się do jednej z głównych sal w szkole. Chciałem zdobyć gdzieś staż. Jak się okazało aby posiąść ten przywilej trzeba było wygrać z czterema innymi kandydatami w "Chińczyka". Nie było by może tak źle gdyby nie to ,że była tylko jedna plansza i masa ludzi w kolejce. Po kilkunastu chwilach czekania straciłem cierpliwość i sobie poszedłem. 
  Po uczelni kręciło się sporo ludzi. Spotkałem kolegów z pokoju. Chwilę pogadaliśmy po czym udałem się w dalszą drogę przez korytarz. Wszedłem do losowych drzwi.
  Magicznym sposobem znalazłem się na wyspie, która kształtem przypominała wyspę dębów. Oprócz mnie był tam jedynie profesor archeologi. Pomogłem mu odkopywać zejście w kształcie krzyża. Następnego dnia Gdy przyszedłem pomóc okazało się ,że całe zejście jest już odkopane ale na jego dnie nie było niczego. Profesor zabronił mi chwilowo czegokolwiek odkopywać. Po jakimś czasie okazało się dlaczego. Na wykopaliska przyszedł jakiś ważniak żeby zebrać owoce naszej pracy. Profesorek zbajerował go ,że nic nie znalazł. Tamten odszedł niepyszny. Gdy gość był już daleko profesor zszedł do wykopu i odwrócił jeden z kamieni. Po drugiej stronie znajdowały się jakieś dziwne symbole. Profesor powiedział ,że musimy odkopać przestrzenie pomiędzy ramionami krzyża. Nie wiem jak się to dokładnie nazywa ale na fladze Anglii jest to w kolorze białym. Po wkopaniu się na głębokość ok. dwóch metrów naszym oczom ukazała się mogiła. Mogiła sześciu kobiet ułożonych równolegle do siebie. Co dziwne wszystkie wyglądały tak jakby umarły przed chwilą. Były nagie. Co jeszcze dziwniejsze w ich ciałach znajdowały się pocięte szczątki dużego węża. U trzech te kawałki były zaszyte w ciała, zaś do pozostałych dostały się przez ostatnią część układu pokarmowego. Profesor powiedział mi ,że wąż to w istocie Titanoboa i to jego rytualny pochówek. Od razu chciał się podzielić ze światem tym niesamowitym znaleziskiem, ja zaś miałem zamiar kopać dalej. Zabronił mi więc udałem się z nim z powrotem do szkoły...


Resztę snów widzę jak przez mgłę.
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Bardzo ładny motyw, pachnie trochę aztekami czy majami :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(17-07-2019, 20:51 )incestus napisał(a): Bardzo ładny motyw, pachnie trochę aztekami czy majami :)

    Sześć dziewczyn z zaszytym/wsadzonym im przez odbyt, w ich środku martwym ,dużym wężem na całą długość ich ciał. No zaje*iście ładny motyw. Mi to pachnie głęboko skrytymi zboczeniami ew. zaburzeniami psychicznymi. :V



17-18.07.2K19
Czasu snu nie pomnę.


1)  Wrzesień 39. Byłem polskim wojakiem. Niemiaszki rozbiły nasz oddział. Przedzierałem się przez iglasty las wraz z pięcioma innymi żołnierzami w tym moim dowódcą. Uciekaliśmy w stronę stolicy. W pewnym momencie natknęliśmy się na... i tu mam dwie wizje tego co się wydarzyło.

a) ...na ciężarówkę pełną niemiaszków. Na szczęście nas nie zauważyli dlatego udało nam się ich podejść. Wystrzelaliśmy ich jak kaczki i poszliśmy dalej.

b) ...na niemiecki konwój złożony z kilku ciężarówek. Zastawiliśmy na nich pułapkę. Karabin maszynowy, który ustawiłem na przedzie skosił kierowcę pierwszego wozu. Ten zatarasował drogę innym pojazdom a my rozwaliliśmy ich załogi i poszliśmy dalej. 


Szliśmy jeszcze jakiś czas. Znalazłem w kieszeni plastikowy model samolotu PZL P.11. Był w dziwnym malowaniu. Jaskrawo czerwony w białe gwiazdki. Zrobiło mi się raźniej na sercu. Jednak to uczucie szybko minęło gdy nad naszymi głowami przeleciał wrogi BF 109. Na szczęście przez gęste drzewa nas nie dostrzegł. Ja sam ledwo go widziałem. Po chwili posmutniałem i wyrzuciłem trzymany model.
  Dotarliśmy w końcu do jakichś zniszczonych zabudowań. W środku byli piechurzy wroga. Postanowiliśmy ich stamtąd wykurzyć. Walka byłą dłuższa i bardziej zacięta niż wcześniej. Nasi też oberwali jednak to nam przypadł laur zwycięstwa w tej potyczce. W środku ceglanego domku oprócz broni znaleźliśmy brytyjskiego jeńca którego oswobodziliśmy. Ten jednak nie chciał z nami dalej wojować więc przywłaszczyłem sobie jego karabin Enfield'a. Po dozbrojeniu się ruszyliśmy dalej.
  Akcja snu przeniosła się kilka dni do przodu. Byłem sam w Warszawie. Wszedłem do swojego domu. Byłem zestresowany gdyż byłem na ziemiach już okupowanych a nadal paradowałem w mundurze. W domu zastałem jedynie babcię. Prędko się przebrałem i spakowałem kilka potrzebnych rzeczy. Opuściłem w pośpiechu przybytek ale na klatce schodowej zorientowałem się ,że zapomniałem zabrać ze sobą karabinu. Wracając zauważyła mnie sąsiadka. Rozpoznała mnie i zaczęła dzwonić na policję. Szybko wziąłem broń i zacząłem zwiewać ile sił w nogach. Na zewnątrz prószył śnieg. Ani na moment się nie zatrzymywałem. Miałem na nogach lakierki, które w śnie uznałem za buty wojskowe. Bałem się ,że ktoś mnie po nich rozpozna jak kaprala Kurasia w kościele. ;)  W końcu postanowiłem przestać biec aby nie wzbudzać podejrzeń. Poza tym byłem zmachany. 
  Zadzwonił do mnie kolega. Chciał mnie przyjąć do konspiracji ale w tym celu musieliśmy się spotkać w jednej z restauracji w centrum. Poszedłem wiec na dworzec. Podróż pociągiem była krótka. Dojechałem jedynie do dworca zachodniego a więc do centrum jeszcze trochę zostało. Ruszyłem w drogę na piechotę. Nie wiem dokładnie jak i po co ale skręciłem z głównej drogi w ciemny zaułek. Wszedłem do jakiegoś pomieszczenia. W środku okazało się ,że to jakiś futurystyczny bunkier. Biała podłoga i żółte ściany. Wszystko jaskrawe i bijące po oczach. Mogłem iść w prawo bądź w lewo. Wybrałem tą pierwszą opcję. Korytarz skręt w lewo o dziewięćdziesiąt stopni, korytarz i to samo, i jeszcze i jeszcze. W kątach na zakrętach stały ostre, duże ,niebieskie kolce wyglądające jakby były zrobione z połączenia szkła i lodu. Po kilkunastu takich sekwencjach wyciągnąłem z kurtki laptopa i zacząłem streamować. Mówiłem widzom to co widziałem. W końcu doszedłem do większego pomieszczenia w którym przy ścianie była dziura. Gdy do niej zajrzałem okazało się ,że jest bardzo głęboka. Mało co nie wpadł mi do niej laptop. Zachciało mi się wypróżnić. Zdjąłem spodnie i już miało dojść do aktu defekacji kiedy zorientowałem się ,że stream nadal jest odpalony więc oglądają mnie ludzie. 
  Wystraszony obudziłem się. Powiedziałem sobie "uff to był tylko sen", po czym wyjąłem spod kołdry laptopa i zacząłem oglądać nagranie ze stream'a. Moje genitalia zostały w nim zasłonięte cenzurą. Pomyślałem sobie ,że to jednak prawda i obudziłem się już naprawdę...
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hehe najstarsze koszmary o publicznej defekacji ubrane w nowożytne czasy :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(18-07-2019, 16:53 )incestus napisał(a): Hehe najstarsze koszmary o publicznej defekacji ubrane w nowożytne czasy :)

  Akurat taki koszmar miałem chyba pierwszy raz. Relatywnie często zaś mam koszmar o byciu nagim w miejscu publicznym lub w obecności znajomych osób. Jednak dziś miałem mikro zawał (i to dwa razy) gdyż po przebudzeniu przez sekundę bałem się czy wypróżniając się we śnie nie zrobiłem tego i na jawie.
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
A to już jest tak sztampowy lęk, że powstał znany mem na ten temat :)
https://www.google.com/search?q=%C5%82uk...DfFNvCAxM:
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
19-20.07.2K19
Czas snu ok. 10h



1)   Byłem w dużym mieście. Architekturą przypominał perskie klimaty. Udałem się na zwiedzanie wraz z rodzicami meczetu albo pałacu. Miał ogromny dziedziniec. Wnętrze kiepsko pamiętam. 

  Mam w pamięci piękny górski krajobraz. Nie wiem tylko czy to z tego czy innego snu. 

  Przenieśliśmy się do innego miasta z którego pamiętam jeszcze mniej.

  Wróciliśmy do domu. Byłem tylko ja i ojciec, który postanowił wziąć mój komputer do siebie i w coś pograć. Poszedłem mu pomóc. Opowiedziałem mu o dwóch grach, do których miałem specjalne opakowania i przewodniki kolekcjonerskie. Następnie wróciłem do pokoju rozsiadłem się przed komputerem i zacząłem bezwstydnie skrobać ogóra. Po chwili jednak ogarnąłem, że ani nie mam kompa więc jak mogę przy nim siedzieć, ani nie jestem sam w domu. Udałem się do łazienki. Wyrwałem klozet i zacząłem pić z niego jakiś dziwny płyn. Gdy skończyłem przyszedł do mnie kolega, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Wyglądał dość osobliwie. Był płaski jak kartka papieru, normalnie jakby go dorwał Juchociąg ze Stalkera. Powiedział mi, że wybiera się wraz z Kamilem i Mateuszem do jakiegoś ośrodka kultury. Jednak musieliśmy wyruszać natychmiast żeby zdążyć. Ruszyłem tak jak stałem nawet nie mówiąc, że wychodzę. 
  Było chwilę po północy. Mimo nocy pociąg był zapełniony. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. W środku już czekali na nas Kamil i Mati. Podróż minęła nam przede wszystkim na dywagowaniu czy mam skasować bilet na tak, krótką podróż czy nie. Tak się zagadałem z Kamilkiem, iż nie zauważyliśmy, że dwójka pozostałych wysiadła na pierwszym przystanku. Kamil wkurzył się na mnie. Oskarżył mnie o zagadanie i teraz będzie musiał drałować kawał drogi z następnej stacji. Uspokajałem go mówiąc, że mam plan. Minęliśmy po drodze cel naszej podróży. Był to dość spory prostopadłościenny budynek wysoki na trzy piętra. Żółty ale w nocy oświetlony fioletowymi lampami. W międzyczasie pociąg magicznie zmienił się w autobus. Jakieś sto metrów dalej wyskoczyliśmy z niego gdy zwolnił na zakręcie. Do budynku dotarliśmy w tym samym czasie co druga grupa. Wewnątrz okazało się, że owe wydarzenie to koncert muzyki poważnej z gier i filmów. Usiedliśmy na starych i twardych jak ruskie suchary siedzeniach. Słuchaliśmy przez dłuższą chwilę w milczeniu. Goście na prawdę dobrze grali. Niestety nie zapamiętałem co to było. Nawet żadnych rytmów. Po jakimś czasie zaczęliśmy do siebie podszeptywać tak jak reszta snobistycznej sali. Szepty przerodziły się w rozmowy. Koncert przerwano jakaś babka wstała zapaliła światła i kazała wszystkim się uciszyć. Wraz z trwaniem koncertu wstawała coraz częściej. Później płaski gostek który zaczął już być bardziej trójwymiarowy, lecz nadal bardzo chudy wyciągnął z mojego płaszcza książkę o której nie miałem pojęcia. Zaczął ją czytać. Nagle coś wyczytał. Wypowiedział zaklęcie i zmienił się w magicznego przekoksa wyglądającego jak kulturysta. Zaczął mi oraz reszcie grozić, że coś nam zrobi. Wyssie duszę czy ki ch*j. Babka piała ze złości żeby się uciszył. Wyciągnąłem fona chcąc wezwać pomoc, lecz ten magicznymi mocami sprawił, że nie miałem zasięgu. Wybiegłem na dwór a tam prócz samochodów i kilku osób które wyszły na fajka znajduje się coś jeszcze. Przebiegając w pośpiechu przez ciemny parking nie zauważyłem, że do jednego z drzew przywiązany jest dinozaur. Nie jestem ekspertem ani za bardzo mu się nie przyglądałem ale powinno wystarczyć, że wyglądał podobnie do Tyranozaura. Miał jakieś cztery metry wysokości. Prawie mnie chapnął zębiskami na szczęście w porę odskoczyłem. Kawałek dalej stała jego miniaturowa wersja. Sięgał mi może do pasa. Rzecz w tym, iż ten nie był przywiązany. Zaczął mnie gonić. Udało mu się dziabnąć mi kilka razy spodnie a raz złapał buta i nie chciał za cholerę puścić. Wbił swoje szpony i machał moją nogą. W końcu się jednak oswobodziłem i pobiegłem do jedynego dostępnego schronienia. Znów prawie capnął mnie ten większy ale i tym razem się nie dałem. Wbiegłem do budynku, z którego nie mogłem ani uciec ani wezwać pomocy. Udałem się z powrotem do sali w której odbywał się koncert. Zrezygnowany usiadłem z tyłu. Zacząłem myśleć o tym, że nie powiedziałem rodzicom gdzie jestem więc pewnie teraz się o mnie zamartwiają. Użalałem się nad swym losem dopóki nie spostrzegłem, że oboje siedzą przede mną i świetnie się bawią. Przez myśl mi przeszło "jak oni się tu znaleźli?"...
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
21-22.07.2K19
Czas snu ok. 10h



1) Byłem na lotnisku. Reklamowany był właśnie jakiś mocno żrący środek chemiczny, sprzedawany w małych tubkach. Wszędzie były plakaty z nim związane. Przyszedł do mnie brat pracujący na lotnisku i zaczął mi o nim opowiadać. Nie za bardzo mnie to interesowało. Później przyszli rodzice, którzy słuchali z zapartym tchem o tym nowym wynalazku. Ja nadal miałem to w du*ie i nawet nie udawałem, że słucham.
  Przeniosłem się do domu. Byłem sam. Było ciemno. Udałem się w stronę łazienki. Nagle przechodząc przez przedpokój usłyszałem, że coś za mną kapnęło. Odwróciłem się i spojrzałem do góry. Z żółtego sufitu zaczęły spadać czerwone krople wielkości piłeczek ping pong'owych. Od razu pomyślałem, iż jest to ten dziwny niebezpieczny chemiczny specyfik. Cofnąłem się ale po chwili zrobiłem coś głupiego. Chcąc wiedzieć czy to na pewno to co myślę. Wystawiłem przed siebie swą niczym nieosłoniętą włochatą nogę i pozwoliłem żeby spadły na nią dwie krople tego dziwnego czegoś. Od razu tego pożałowałem. Krople wypaliły mi dwie dziury w nodze. Piekło jak cholera. Niestety tego czegoś lało się z sufitu coraz więcej a ja nie wiedziałem jak sobie z tym czymś poradzić. Przekląłem siebie za to, że nie słuchałem wykładu brata. Niespodziewanie z łazienki wyszedł ojciec i niewzruszony tą sytuacją wziął ścierkę, wylał coś na nią i zaczął ścierać czerwony płyn.
(...) 
...
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1