Od zera do Dominika Cobba
Plus za odrażający smród kawy.
Przypomina mi woń odchodów zmieszaną z palonymi włosami i paznokciami.
Osobowość histrioniczna, charakteropatia na tle organicznym
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(08-03-2020, 15:49 )Isabela napisał(a): Plus za odrażający smród kawy.
Przypomina mi woń odchodów zmieszaną z palonymi włosami i paznokciami.

I smakuje podobnie
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hej, dawno niczego tu nie napisałem. Nie miałem siły zajmować się snami ale myślę, że spotkało mnie dziś coś ciekawego, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem a czym warto będzie się podzielić.

27.06.2K20
Czas snu: 5-20 minut


  Nie spałem prawie 3 dni, gdy w końcu w środku dnia poczułem, że nie dam rady ciągnąć dalej rzuciłem się na łóżko. Wstałem zmęczony po 10 godzinach o północy. Nastrój nie siedział mi od samego początku. Żeby oderwać złe myśli włączyłem Netflix'a, odpaliłem serial od początku i obejrzałem cały. Skończył się. Szósta rano, nie wiem co mam dalej robić. Nastrój z każdą chwilą się pogarszał. Przytłoczył mnie natłok myśli. Czułem się jak kompletne gó*no. Doszedłem gdzieś do 94+/100. W końcu, około siódmej, rzuciłem się na łóżko przykryłem kołdrą i leżałem. Nadal czułem się ch*jowo. W pewnym momencie bez żadnych oczekiwań na sen zamknąłem oczy i leżałem. Leżałem i leżałem. W końcu otworzyłem prawe oko (leżałem na lewym boku, lewe oko leżało na poduszce więc ciężko je było otworzyć). I nadal leżałem przybity. Nagle zauważyłem, że ściana oraz materac na który patrzyłem oraz ogólnie wszystko jest w szarej poświacie. Uznałem, że albo zasnąłem i obudziłem się wieczorem albo na niebie jest duże zachmurzenie. Po chwili chciałem lekko ruszyć ręką. Nie myślałem o tym, że chce to zrobić tylko tak po prostu, nic nieznaczący odruch zmieniający pozycje leżącej dłoni. Dlatego też kilka sekund mi zajęło rozkminienie, iż w sumie to ręka miała się przestawić a zamiast tego nadal tkwi nadal w tym samym miejscu. Już bardziej świadomie postanowiłem poruszyć nią jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze jeden z tym samym skutkiem. Czułem gdzie jest ale na każdą chęć jej poruszenia nie działo się kompletnie nic. Pomyślałem sobie, że pewnie jestem tak zmęczony, że nie mam siły żeby nią ruszyć albo tak na prawdę mi się nie chce. Zebrałem więc wszystkie siły dałem polecenie całemu ciału, że chce wstać i uwaga... nic się nie stało. Zacząłem panikować. Lewe oko nie chciało się otworzyć. Zacząłem się nerwowo rozglądać, oraz próbować poruszyć jakąkolwiek częścią ciała. Nagle zrozumiałem. Przecież to paraliż senny. Uspokoiłem się trochę. Zacząłem czekać aż samo przejdzie. Odczekałem jakieś pół minuty z nadzieją uznałem, że już czas, przekierowałem myśli na rękę aby nią poruszyć iiiii nic. "Dobra" pomyślałem "Jeszcze chwilkę trzeba poczekać". Odczekałem cierpliwie kolejną minutę, chcę się ruszyć iiii nic. "To nie powinno tyle trwać" pomyślałem. Przypomniałem sobie, że przed położeniem się do łóżka miałem zasłonięte zasłony na oknach, które są koloru żółtego przez co nawet podczas zachmurzenia czy wieczorem dają żółtą poświatę w pokoju. "Coś tu jest nie tak". Nerwowo spróbowałem jeszcze raz i o dziwo poczułem mrowienie w dłoni i uczucie, że zmienia się jej pozycja. Ale coś było nie tak. Ręka istotnie się poruszała, lecz nie tak jak chciałem. Zaczęła drżeć. Najpierw dłoń potem nadgarstek, ramię. Drżenie rozlewało się na całe moje ciało i zaczęło przybierać na sile. Nie mogłem tego powstrzymać. W mgnieniu oka nastał jeszcze większy mrok. W myślach rzucałem się, próbowałem wydostać się z tego stanu ale moje ciało wciąż była w tym samym miejscu. Nagle usłyszałem jakiś szelest za mną. Pomyślałem, że w trakcie paraliżu sennego można widzieć różne straszne rzeczy ale ja nie miałem ochoty przekonać się o tym co jest za mną więc starałem się jeszcze bardziej wydostać z potrzasku. Jak zwierze otoczone przez myśliwych. Obraz zaczął falować, załamywać się, obkręcać. Usłyszałem, że to coś za mną jest już bardzo blisko zaraz obok mnie. Nagle próby podziałały wyrwałem się z łóżka i rzuciłem na ziemię. Obudziłem się. Istotnie leżałem obok łóżka. A wokół panował dzień. Odetchnąłem ze spokojem "mam to już za sobą" Zebrałem się do wstania. Ruszyłem się o centymetr i w tym momencie świat się załamał. Wróciłem do pierwszego poziomu snu gdzie leżałem na łóżku. Nadal się trząsłem i nadal nie mogłem się ruszyć. O dziwo było jeszcze gorzej niż za pierwszym razem. Usłyszałem złowrogą muzykę naokoło mnie, której poziom głośności z każdą sekundą wzrastał aż do ogłuszającego poziomu. Nie miałem pojęcia co się ze mną dzieje. Chciałem krzyczeć i płakać. Z bólu, strachu, bezsilności. W natłoku myśli latających w mojej głowie zrozumiałem, że jestem w śnie. Zacząłem błagać o wydostanie się, obudzenie. Przeszło mi przez głowę, że skoro wiem już, iż jestem w śnie to przecież mógłbym spróbować go opanować i cieszyć się LD'ekiem. Szybko odrzuciłem ten pomysł. Było za późno żeby naprawić sen. Jedynym wyjściem była ucieczka. Przez ogłuszającą muzykę usłyszałem za sobą dźwięk. Cokolwiek to było zbliżyło się, nachyliło się nade mną. Otoczyła mnie ciemność tego czegoś. Wszystko co widziałem przed sobą stało się całkowicie czarne. Ból i strach przekroczył wszelkie bariery wytrzymałości. To coś mnie dotknęło...

  Zerwałem się z łóżka. Pierwszą rzeczą jaką oczywiście zrobiłem po uprzednim złapaniu szalejącego oddechu był TR. Kiedy udowodniłem, że to rzeczywistość i, że nic mi już nie grozi poczułem wewnętrzny całkowity spokój i równowagę. Jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze. Wykalkulowałem, że spałem tylko jakieś 15 minut. Wszystkie problemy, od których pękała mi głowa jeszcze pół godziny temu, odeszły gdzieś na dalszy plan a ja pierwszy raz od dawna poczułem tak wielką chęć do życia. Uważam, że to jest piękne.

Obyście nigdy nie przeżyli takich snów i abyście zawsze budzili się tak wspaniale jak ja dzisiaj. Tego wam życzę.

Peace joł.
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hehe miałem taką skrywaną koncepcję, że dobrym lekiem na część zaburzeń nastroju było by przeżycie bad-tripa lub porządnego paraliżu przysennego :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Nieraz faktycznie pomaga. Czasem sen (nawet świadomy) bywa gorszy od jawy i przebudzenie przynosi ulgę.
Osobowość histrioniczna, charakteropatia na tle organicznym
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Niejeden raz miałem straszny sen i po obudzeniu się czułem ulgę jednak ten przypadek był szczególny. Jakbym osiągnął nirwanę. Czułem niesamowity spokój, zrelaksowanie, lekkość ciała. Poza tym stan ten utrzymywał się przez jakieś dwie godziny po czym zaczął powoli zanikać przez następnych kilka. Zaś przy innych traumatycznych snach czułem tylko chwilową ulgę, że już mam to za sobą po której zapominałem o całym zajściu i funkcjonowałem normalnie.
Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1