Kys - Dziennik snów
#41
16.12
Włamuję się z innymi do pewnego budynku. Idziemy do pewnej sali, gdzie mamy przeprowadzić jakiś tajny eksperyment. Zauważam strażnika na klatce schodowej i bardzo szybko go zabijam. Jednak niedaleko na schodach jest kolejny strażnik, który może mnie zauważyć. Jego też zabijam i unicestwiam tak kilku pnąc się w górę po schodach. W końcu udało mi się i zaczynam schodzić na dół skacząc z piętra na piętro łapiąc się poręczy. Dotarłem na dół. Idę do sali, gdzie miał być eksperyment, gdy nagle otwierają się duże podwójne drzwi i wychodzi z nich dyrektorka tego instytutu badawczego z obstawą. Widzę kątem oka, że nasi już się zwinęli. Zaczynam udawać jednego z pracowników tej placówki i  rozmawiać z dyrektorką o zaistniałym incydencie. Idziemy do stołu gdzie są plany budynku i gdy reszta omawia jak włamywacze mogli się dostać do budynku, mnie bardziej interesuje… tyłeczek pani dyrektor. Mam nadzieję, że chodząc z nią, w końcu będziemy sami i będę mógł ją

20.12
Jesteśmy w lesie dużym oddziałem i mamy przeprowadzić atak. Biegniemy na linię frontu. Jednak jakieś dwa psy gryzą mnie za rękę. Wymachuję nimi krzycząc, żeby zostawili mnie, bo mnie spowalniają. Szarpię się z nimi przez kilkadziesiąt metrów biegu, nie rozumiejąc o co chodzi. W pewnym momencie zauważam przemienionego w wilka rannego Kibę. Te psy chciały zwrócić moją uwagę, żebym mu pomógł. Podbiegam do niego, widzę rany, ale nie mogę za wiele zrobić. Tu potrzebny jest medyczny ninja. Mówię do mniejszego psa, żeby pobiegł szukać Sakurki. (sen z uniwersum Naruto)

A może te wszystkie przeszkadzajki w snach, te czarne charaktery, astralne pasożyty to nie próba uprzykrzania nam śnienia, tylko wołanie o pomoc? Czyżby ten świat był bezlitosny i panowała tam taka bieda i nędza, że istoty tam żyjące muszą naruszać spokój zwykłych ludzi?
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
Sny z Naruto zawsze fajne plusik
Nie znam bardziej szczęśliwej osoby ode mnie i jest to w pewien sposób smutne 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
12.01
Weszliśmy z grupą innych osób do ukrytego pomieszczenia. Było tu dużo elektroniki, komputerów. Mimo przestarzałej technologii (kineskopowe monitory, zielony obraz) wszystko było niezwykle zaawansowane. Potem podążyłem przeszukać kolejne pomieszczenie. Jednak szybko musiałem się cofnąć, gdyż ujrzałem… ZOMBIE. Na szczęście były one bardzo prymitywne. Nie umiały otworzyć drzwi i raczej nie zwróciły na mnie uwagi. Ostrzegłem innych, że lepiej zachować ostrożność, ale oczywiście musiał się trafić pewien idiota, który wparował i je rozwścieczył. Tłum zombie wybiegł na korytarz.
Zacząłem uciekać po schodach. Wspinałem się coraz wyżej i wyżej wspomagając się barierką. Na piętrach zdarzało mi się patrzeć na drzwi. Zastanawiałem się czy wejść do któryś, jak daleko będę uciekał? Jednak postanowiłem, że wejdę na samą górę. Były tam drzwi. Prowadziły one na zewnątrz. Otworzyłem je, a moim oczom ukazał się widok pustyni. Zacząłem iść niewiedząc dokąd i w jakim celu. Na szczęście pojawiły się dwie znane mi osoby. Powiedziały coś istotnego i ruszyliśmy, ale już nie pamiętam.

13.01
Byłem na spotkaniu przy okrągłym stole z Andrzejem Dudą. Jedliśmy ciasto. Było dobre i inni wspominali, że w zeszłym roku było gorsze. Gdy skończyłem jeść wziąłem swój talerz, podszedłem do pana prezydenta i wziąłem resztę talerzy, które miał na kolanach. Nie wiedziałem gdzie mam je zanieść. Wychodząc z tego pomieszczenia zaraz obok był jakiś zlew, ale mówili, że mam to zanieść gdzie indziej. Przechadzałem się korytarzem z talerzami w ręku. W końcu dotarłem do jakiegoś zlewu. Ktoś powiedział, że mam tu to zostawić, a potem sołtys się tym zajmie.

20.01
Uniwersum Star Wars. Przegrywamy wojnę z przeciwnikiem. Już wszyscy tracimy nadzieję, kiedy nagle Luke Skywalker wpada na pewien pomysł. Zbiera w sobie moc i w okół nas zaczynają pojawiać się wyładowania elektryczne. Wszyscy (czyli grupka około 10 osób) przenosimy się do innego świata. Zostajemy jakby duchami. Dryfujemy gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Potem znajdujemy się na statku. Tam nadzy mężczyźni ustawiają się w rzędzie. Kobieta podchodzi do każdego po kolei i wybiera Luka, który ma najdłuższy “miecz świetlny”. Zabiera jego nasienie i wracamy do “rzeczywistości”. Dzięki nasieniu pojawia się ogień, który pokonuje zimno. Następnie pojawia się ending prezentujący dalsze losy bohaterów, tylko, że to są zupełnie inni bohaterowie. Pamiętam, że był jakiś boss narkotykowy, który wrócił na dobrą ścieżkę.

Jadę do kolegi pograć w fifę. Przyjeżdżam do niego i wysiadam z dużego auta (SUV). Rozglądam się po podwórku dostrzegając warsztat, ale nikogo nie ma. Pojawia się jego siostra z którą chodziłem do klasy, coś do mnie mówi, ale ciężko ją zrozumieć, bo sepleni. W końcu wychodzi kolega (wyglądający jak inny kolega) i woła mnie do siebie.

Jeżdżę samochodem po moim mieście. Uliczki są dziwnie wąskie i stoją jakieś słupki. Dojeżdżam nimi do stacji benzynowej. Pracuje tam kolega, ale to nie był mój cel podróży, więc mknę dalej. Staję na światłach i nagle okazuje się, że prowadzę hulajnogę. W dodatku we dwie osoby, z moim ojcem jako pasażerem. Skręcam w lewo i jedziemy sobie, dopóki nie spotykamy policji, która coś marudzi, że jedziemy we dwóch. Wtedy ojciec schodzi, a gdy już mijamy stróżów prawa to dosiada się znowu i zaczynamy ich odgadywać.

Oglądałem stream Izabeli, w którym pokazywała nam (członkom discorda) swoje nagie ciało. Pytała nas czy nam się podoba. Nie spodobało mi się, że to robi.

Dziś sporo snów (jak na mnie). Wydaje mi się, że z powodu wysokiego ciśnienia, które spłyciło sen.
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
21.01
Siedziałem przed komputerem i nagle wyskoczyło jakaś erotyczna reklama, którą trudno było wyłączyć. Przesuwający, znikający krzyżyk wzbudził moje podejrzenia i wykonałem test rzeczywistości. Okazało się, że to sen i zaskoczyło mnie to, bo wszystko było dość realne. Jeszcze uniosłem się trochę nad ziemią, jak to mam w zwyczaju i się upewniłem. Było bardzo ciemno. Wyszedłem na dwór po omacku, a potem rozwinąłem panel “od góry ekranu” i w ikonce słoneczka przesunąłem suwak trochę w prawo, aby rozjaśnić sen. Dzięki temu zapanował półmrok. Zastanawiałem się co chcę robić we śnie, ale nic nie wymyśliłem. Zauważyłem czarnego psa, a ten do mnie podbiegł i zaczął mnie gryźć. Na początku chciałem, żeby się odczepił i myślałem, żeby go kopnąć albo odlecieć od niego, ale postanowiłem poczekać i nic nie robić. Przypomniałem sobie tamten sen, w którym psy wzywały pomocy i myślałem co teraz zrobić. Potem te gryzienie przerodziło się bardziej w ssanie mojej nogi. Niestety nic nie wymyśliłem, a sen się skończył.

Cóż, dalej nie wiem co powinienem począć. Gryzienie, które potem przybrało formę ssania. Czyżbym został matką?

22.01
Jestem na rynku warzywno-owocowym. Moim zadaniem jest wyśledzić przestępcę, który specjalizuje się w kradzieży tutejszych dóbr. Spotykam podejrzanego i próbuję nawiązać kontakt. Mając w ręku karton pomidorów pytam jegomościa, czy wie gdzie znajduje się samochód Michała, bo miałem mu to zanieść (nie było żadnego Michała, a wymyśliłem to, aby zagadać i wyciągnąć jakieś informacje). Naszą rozmowę przerywa przelatujący w oddali samolot, który wpada w turbulencje i zaczyna się kołysać. Samolot był autonomiczny i ciągnął za sobą dziwne urządzenia. Takie dwa wirniki umocowane na linach za samolotem. Nagle zaczyna spadać pionowo w dół i się rozbija. Jakaś osoba obok mówi, że trzeba szybko tam pojechać i pobiegła do samochodu. Ja natomiast wzleciałem do góry i poleciałem szybko na miejsce katastrofy. Samolot rozbił się na podwórku obok domu, nie uszkadzając go. Na szczęście nikt nie zginął. Jedynym poszkodowanym był staruszek, który był w ogródku i przewróciła go fala uderzeniowa.

Przechadzam się po sadzie. Słyszę rozmawiające dziewczyny, ale ich nie widzę. Gadają coś o chłopakach i seksie. Stoję sobie przy drzewku wiśni i one mnie znajdują. Jedna jest napalona i chce uprawiać ze mną miłość. Zgadzam się, ale trochę gaszę jej zapędy, bo nie chcę od razu przejść do ruchów posuwisto-zwrotnych, tylko pragnę powoli zbudować atmosferę. Zaczynamy się rozbierać i dotykać (nagle jesteśmy w pokoju), ale ktoś nam przeszkodził.

Znajduję się na weselu wraz z rodziną. Ludzie zaczynają gadać, że nikt nie spodziewał się tylu gości, nawet ci co szykowali salę. Ktoś z rodziny mówi mi o dwóch osobach z którymi mogę pogadać, bo oni polewają alkohol. Odebrałem to jako “oni też są przegrywami i zróbcie sobie wzajemne kółko wsparcio-spierdolenia”. Potem jest trochę dziwna sytuacja, bo część osób zasiadła już do stołów w sali obok, a my zaczynamy śpiewać parze młodej sto lat. Po odśpiewaniu zasiadam na ławce i patrząc na stoły czekam gdzie kto usiądzie, żeby potem wybrać sobie miejsce. Obsługa przynosi kolejny stół. Do niego obrus, a potem zabierają wszystkie obrusy, żeby je wymienić. Słyszę jak panna młoda rozmawia przez telefon. Dzwoni do radia i bardzo poważnym głosem prosi, aby rozmawiać z pewną osobą. Gdy już ją dostaje do słuchawki to zmienia ton i bardzo ekscytującym głosem chwali się jakiego wspaniałego ma męża.
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
21.03
Jestem na podwórku i mamy jechać na wakacje. Właśnie się dowiedziałem, że to ja mam być kierowcą. Idę do budynku gospodarczego i tam znajduję biały  samochód dostawczy, którym mamy jechać. Są drewniane skrzynki ustawione na palecie i mam je wziąć ze sobą. Żeby się nie rozwaliły w czasie transportu biorę taśmę do bandowania i je ubezpieczam. 
Nagle okazuje się, że na te wakacje jedziemy przyczepą, która jest pełna obranej i pokrojonej kiełbasy (cała jebana przyczepa kiełbasy, wyobrażacie to sobie?). Nie możemy jechać ponieważ czekam na siostrę. Nie jestem pewien czy jedzie z nami czy swoim samochodem. Jakaś osoba zaczyna podjadać kiełbasę. Nie podoba mi się to. Przecież to na wakacje! Ale nic nie mówię.
Nagle pojawia się jakieś małe dziecko na przyczepie, która tym razem jest cała w makaronie spaghetti. Część makaronu jest w sosie pomidorowym, a część bez. Staram się, aby dziecko leżało na tym bez sosu. W końcu mogłem już jechać. Zająłem miejsce na przodzie przyczepy i zacząłem jechać. Sprawdziłem jeszcze czy wszystko mam. Telefon - tak, portfel - tak, okulary przeciwsłoneczne - nie mam, ale już pojadę bez nich. Dojechaliśmy do przejazdu kolejowego przy którym niedaleko mieszkam i naszym oczom ukazały się tłumy, TŁUMY dzieciaków szkolnych. Jakby wszyscy naraz wyszli po zakończeniu roku. Ledwo udało mi się przejechać dalej międzyczasie przepuszczając pociąg. Wjechałem na górkę i gdy już miałem skręcić w lewo, ktoś kto jechał przede mną, a z nim jechałem na te wakacje, pojechał prosto. Chwilę się zawahałem i pojechałem za nim. Były tam wąskie i kręte uliczki. Mój towarzysz zaczął jeździć po budynkach na desce niczym Tony Hawk. Próbowałem robić to samo, ale zastanowiłem się jakby to mogło wyglądać: Jeździć po budynkach i wykonywać triki za pomocą przyczepy pełnej ludzi i makaronu czy kiełbasy…

Chyba wyjebał error, bo nagle pojawiłem się w małym pokoju ze znajomym i jego kolegami. Bodajże odpoczywaliśmy po graniu w piłke, bo popijaliśmy pomarańczowe napoje. Oni rozmawiali, a ja siedziałem cicho. Napiłem się z jednej z trzech butelek, a potem miałem problem z zakręceniem korka. Był dużo mniejszy niż otwór. Zacząłem więc go rozciągać niczym gumę i udało mi się zatkać chociaż nie wyglądało to zbyt estetycznie. Jedna z butelek miała trochę inny kolor, taki brudny pomarańcz. Zastanawiałem się czy w smaku też jest inna. Zauważyłem, że moi towarzysze rozmawiają szeptem między sobą i się na mnie patrzą. Uznałem, że mnie obgadują, bo się nic nie odzywam. Zrobiło mi się smutno z powodu mojej ułomności społecznej, chciałem stąd uciec. Zacząłem się cofać i przenikać przez ścianę, która była zaraz za mną. Pojawiły się przede mną drzwi, przez które przeszedłem i znalazłem się w domu po czym się uświadomiłem. Wyleciałem na zewnątrz. Zauważyłem jak drogą na rowerach jadą jakaś dziewczyna i chłopak. Poleciałem za nimi, jednak bardzo szybko jechali i gdy już myślałem, że znikną mi za drzewami i ich zgubię, to oni skręcili w moją posesję. Przejechali kawałek i zatrzymali się przy grupce innych osób. Leciałem do nich sporą prędkością i zastanawiałem się jak się zatrzymać. Zrobiłem to jak na łyżwach stawiając stopy prostopadle do kierunku jazdy i nawet dobrze mi to wyszło. Było trochę osób. Zacząłem trochę macać dziewczyny po tyłku i cyckach, jednak nie mogłem znaleźć odpowiedniej, bo większość było brzydkich. Udało mi się ogarnąć i starałem się przypomnieć jaki cel na LD wymyśliłem sobie na jawie. Przypomniało mi się, że miałem przytulić, a potem pocałować Kamilę. Zacząłem ją szukać wśród ludzi i znalazłem zakonnicę, która była “wystarczająco podobna”, więc ją przytuliłem. Była ona ode mnie o głowę wyższa i była ubrana w biało-niebieskie szaty. Będąc w jej objęciach obudziłem się.

Plan na LD miałem inny, miałem się zapytać czy mogę się przytulić i to innej osoby. Po obudzeniu czułem ciepło na klatce piersiowej tam gdzie się przytulałem. Wyspałem się.
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
Plus za dwumetrową zakonnicę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#47
Plus za bazowane macanie po tyłkach.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#48
28.03
Byłem na skupie jabłek ze swoją dziewczyną. Rozmawiała ona z moim bratem. On mówił, że jego szefa stać na dobre obiady, bo zarabia 40 tysięcy. Ona powiedziała, że też mogłaby takie mieć. Byłem zaskoczony, że tak dobrze potrafi rozmawiać. Stała za mną, nie widziałem jej twarzy, tylko czasami posturę. Dotykała dłońmi mojej twarzy. Gdy zatkała mi oczy poczułem jak delikatny i miły jest jej dotyk. Mogę go trochę odczuć nawet teraz. Potem byliśmy w domu i moja dziewczyna też tu spała, ale w innym pokoju. Był ranek i w pomieszczeniu, w którym się znajdowałem było kilka osób, m.in moja siostra. Psiukali czymś dla zabawy, a mi to przeszkadzało, więc im zabrałem. Zastanawiałem się czy moja luba się wyspała. Sprawdziłem posty na isenie i okazało się, że Izabela coś zapostowała. Był to filmik z lustrem, w którym pokazuje trochę nagości. 

Jestem na statku (takim dawnym, dużym drewnianym). Są tu jeszcze wysoka ruda piękność i pewien niski chłopak. Ja się im przyglądam, a oni rozmawiają coraz intymniej i coraz bardziej się do siebie zbliżają. Widać było, że znają się od dawna i coś między nimi iskrzy, ale do tej pory nic między nimi nie zaszło. W końcu jedno z nich się wzięło na odwagę i doszło do pocałunku. Miło mi się oglądało, czułem ich szczęście gdy na nich patrzyłem, ale uznałem, że nie powinienem im przeszkadzać. Zszedłem pod pokład i poszedłem spać. Obudziła mnie afera związana z tym, że statek nie płynie, a powinien. Okazało się, że to wina piratów. Odtworzyła mi się w głowie scenka, jak jakoś podmieniają statki. Potem musiałem wykonywać ich rozkazy i zwijać maszt.

Dziś miałem bardzo miłe i serdeczne sny. To uczucie gdy miałem przy sobie dziewczynę albo to jak patrzyłem na kochanków ze statku. Dosłownie czułem miłość i obudziłem się z uśmiechem na ustach.
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#49
11.04.
Byłem w swoim pokoju i się uświadomiłem. Wyszedłem na zewnątrz i zastanawiałem się co robić. Wzniosłem się w powietrze i zacząłem kręcić w celu teleportacji. Obroty były dobre i myślałem, że się uda, ale dalej byłem na podwórku. Pojawiło się jednak mnóstwo ludzi ze szkoły. Była to jedna wielka impreza. Zacząłem szukać Izy i ją wołać. Znalazłem ją w jednym z pokoi. Siedziała na kanapie, więc się dosiadłem. Siedzimy tak i myślę sobie “okej, znalazłem ją i co teraz…” Siedzieliśmy daleko od siebie, więc trochę się przybliżyłem. W pewnym momencie wydało mi się, że chce się pocałować, bo trochę przybliżyła głowę i czekała na moją reakcję. Nie dołączyłem się, ale po chwili zbliżyłem się, moja głowa zmierzała w kierunku jej, a potem minęła o kilka centymetrów, bo ją przytuliłem.

15.04.
Jeździłem po mieście skuterem, a czasami rowerem, którego miałem też ze sobą. Zatrzymałem się, żeby zobaczyć z daleka koncert. Wtedy jakiś koleś, który szedł uszkodził mi rower. Najpierw słyszałem jak rozmawia z kolegą czy ja to zauważę i czy powinien mi o tym powiedzieć. Zrobił to i zobaczyłem kilka zniszczonych szprych w kole. Nie rozgniewałem się i powiedziałem, że to nic. 
Chciałem przejść przez przejście dla pieszych. Jeden samochód się zatrzymał i już stawiałem krok, gdy za tamtym pojazdem zauważyłem pędzące niczym suzuki swift auto. Dałem krok do tyłu i obawiałem się, że pędząca maszyna zaraz spowoduje wypadek. Na szczęście jakoś wyminęła przeszkody i nic się nie stało, gdy przejechał z dużą prędkością. Potem byłem przy sklepie gdzie jakieś dziewczyny próbowały przykleić plakat, ale coś im nie wychodziło. Wszedłem do tego sklepu i się uświadomiłem. Postanowiłem opuścić pomieszczenie i zobaczyłem dziewczynę na drabinie dalej męcząca się z tym plakatem. Skorzystałem z okazji i zajrzałem jej pod spódnicę. Następnie zacząłem szukać innych niewiast do podglądania. Ulica zrobiła się pełna ludzi jakby to była pielgrzymka, więc nie było z tym problemu. Podejrzałem jeszcze ze dwie kobitki i wpadłem na pomysł, że zacznę zdejmować im majtki. Zacząłem to robić i okazało się, że większości dyndało coś męskiego między nogami. Po pewnym czasie zauważyłem dwie nagie rudowłose. Pocałowałem jedną, ale to była takie niemrawe. Potem wziąłem się za drugą i tutaj już poczułem dużą przyjemność jak nasze języki się stykały.
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#50
16.04
Prowadziłem samochód i doszło do wypadku. Wyleciałem z auta i wylądowałem gdzieś obok chodnika. Niby nic mi nie było, ale w łokcie powbijały mi się gwoździe. Kolega pomógł mi dotrzeć do szpitala. Czekaliśmy sporo czasu w kolejce, aż zostanę przyjęty. W końcu to nastąpiło, a lekarz powiedział, że to kolega ma mi powyjmować te gwoździe. Potem byłem w pomieszczeniu i ten znajomy pracował szczypcami przy moich łokciach.

Zlot isenu. Krzątaliśmy się w kuchni, było tam ze 3 kuchenki. W jednej robiło się coś do jedzenia. Zajrzałem tam i niemalże złapałem się za głowę ze zdziwienia. Na samym spodzie była pizza, ale kawałek był zawinięty do góry. Na niej była foremka od babki która przetrzymywała tortownicę z ciastem będącą do góry nogami WTF?.

1.05.
Znajduję się na podwórku. Oglądam “świąteczną” gwiazdę lecącą po nocnym niebie. Dociera do docelowego miejsca, a potem inne gwiazdy robią kółko jak na fladze unii europejskiej. Potem ta gwiazda robi się duża i czerwona. Coraz większa i czerwieńsza, aż zdaję sobie sprawę, że pędzi w stronę ziemi i ta kula ognia uderzy niedaleko mnie. Szybko zabieram siostrzenicę, która też była na podwórku i pędzę w stronę domu. Otwieram drzwi i jak na filmach wrzucam ją do środka w obawie, gdybym ja nie zdążył. Na szczęście mnie też udaje się wejść. Potem szybko łapię dziecko i przyklejam się do ściany ochraniając je własnym ciałem. Trochę było mi przykro, że nią rzuciłem. Nadeszła fala uderzeniowa, ziemia się zatrzęsła i dał o sobie znać głośny huk. Nic nam się nie stało. Szyby wytrzymały i zatrzymały gorące powietrze. Wyjrzałem za okno. Moim oczom ukazał się widok spalonej ziemi i powywracanych doniczek. Dałem sugestie rodzicom, że trzeba sprawdzić strych i piwnice czy nic się nie zapaliło. Niechętnie na to przystali, ale i tak postanowiłem sprawdzić. Zacząłem schodzić do piwnicy i moim oczom ukazały się schody wyłożone płytkami. Coś zaczęło mi nie grać. Pomyślałem, że przecież już tych płytek nie ma, a były kilka lat temu (co było totalną konfabulacją, bo nigdy tam nie było płytek), a więc jestem w rzeczywistości z kilka lat temu, na co ochoczo krzyknęła siostrzenica mówiąc “mam tylko kilka lat”. To mnie uświadomiło, że to sen. Wróciłem się z piwnicy i poszedłem do pokoju w którym znajdowało się dziecko. Powiedziałem jej, że to sen, co spowodowało, że ją wywaliło. “Pfff, amatorka” mruknąłem pod nosem.

Jadę pociągiem. Naprzeciwko mnie siedzi dziewczyna (Iza?), która czyta książkę. Patrzę na nią, a ona czasem zerka na mnie i uśmiechamy się do siebie. W pewnym momencie z uśmiechem na ustach pyta “Co się tak na mnie patrzysz?”. Potem ta dziewczyna zamienia się powoli w Harley Quinn. Do jakiegoś faceta mówi, żeby zmykał albo policzy do trzech i zrobi mu krzywdę. 1… 2… 3. Wstaje z miejsca i zaczyna się “bawić”. Robi się spory chaos, jednak nie pamiętam szczegółów. 
Potem jestem w “jej miejscu”. Jest okrągły stół i dużo ludzi. Ona stwarza pozory, że jest kimś innym. Ktoś z tłumu mówi, że to przecież “ta” cheerleaderka. Na dowód ona wstaje i podnosi bluzkę pokazując cycki. “Tak to na pewno ona” powiedział tamten facet, a mi w głowie pokazało się, jak też pokazuje swój biust na stadionie. Ktoś zaproponował alkohol, a my z Harley Quinn odmówiliśmy i poszliśmy do innego pokoju. Mówię do niej siostra. Mimo to całuję ją. Potem schodzę niżej i liżę ją czując na języku wyśmienity smak jej krocza. Jednak, dość szybko przestaję, bo nie chcę dojść. Potem jeszcze ona mnie “próbuje”, ale udaje mi się powstrzymać.

Eksplorowaliśmy pewne pomieszczenie grupą osób. Zrobiliśmy co było trzeba i już mieliśmy się zwijać, gdy z jednych drzwi wyszedł przeciwnik. Zacząłem się z nim bić. Był szybki i silny. Miałem z nim problemy, więc zmieniłem się w Sayjana. Dzięki temu i ja nabrałem szybkości co pozwoliło mi na unikanie i parowanie jego ataków. W pewnym momencie, gdy chciałem go uderzyć, on zrobił unik i owinął moją rękę taśmą/bandażem. A następnie za jego pomocą pociągnął mnie do siebie. Można by uznać, że mnie przechytrzył, ale jakimś cudem porobiłem wygibasy w locie, potem się od niego odbiłem nogami i lecąc z powrotem uciąłem bandaż nożyczkami, które nagle znalazły się w moim ręku. Po wylądowaniu spojrzałem na niego i był on owinięty bandażem tak, że nie mógł się ruszać.
Potem moim oczom ukazało się życie miasta. Jakieś dzieciaki grały w kości. Jeden z nich przyniósł nowe i cieszyli się, bo w starych ciągle wypadały te same liczby. Nagle zrobił się coś jakby alarm. Dorośli zaczęli chodzić i kontrolować. Tamte dzieciaki się zwinęły. Wizja powróciła i ja trochę spanikowałem, bo przecież mamy związanego kolesia u siebie, który ma zwichnięte ręce. Na szczęście moi koledzy coś wymyślili i moim oczom ukazał się komiczny widok. Przywiązali mu do rąk smycz i pies “holował” te ręce, aby wyglądały naturalnie, a ten koleś pokracznie chodził, żeby nie dać po sobie poznać, bo też nie chciał być złapany przez dorosłego. 

Jestem w mieście i toczymy walkę, która polega na łapaniu kogoś z przeciwnej frakcji. Posiadamy nadludzkie moce. Kiedy już kogoś złapaliśmy okazało się, że to klon, który znikł (jak kage bunshin). To odwróciło uwagę i złapali jednego z nas. Ale ten też okazał się klonem. Rozpoczęła się walka na to kto bardziej przewidzi przeciwnika i stworzył się istny spektakl wybuchania klonów. W pewnym momencie jeden z moich sojuszników miał tego dość. Rozgniewał się i z tarczą rozgrzaną do czerwoności zaczął taranować wszystko na swojej drodze. Zaczęliśmy go uspokajać, żeby nie wyrządził za dużo szkód i nie przyciągnął uwagi ludzi. Niestety to się stało i zaczęło przybywać gapiów. Nasz kompan jednak się uspokoił. Z swojej tarczy zrobił skrzynię. Wyciągnął z niej torbę i dał starszemu panu, mówiąc, że on tu tylko oddaje zgubę. Ta wymówka przeszła i odetchnęliśmy z ulgą.

Będąc w domu zauważyłem przez okno lecącego mikołaja. Uświadomiłem się i postanowiłem polecieć za nim. Był bardzo szybki i mimo tego, że starałem się jak mogłem to nie potrafiłem go dogonić. Pomyślałem więc, żeby zrobić sobie dopalacze z rąk jak IronMan i dało mi to większej prędkości. Dogoniłem sanie, a w ich środku zobaczyłem Mikołaja, który miał typowy wygląd jak z filmów. Zacząłem rozmawiać z nim po angielsku. Gadaliśmy o tym, że nikt w niego nie wierzy, że to rodzice kupują prezenty, itp. Na końcu nie wiem dlaczego, ale rozpłakałem się i powiedziałem, że mu dziękuję.
Ponury cytryn
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów - Howolf Howolf 144 17,326 26-10-2020, 01:47
Ostatni post: Howolf
  Dziennik snów - Areckt Areckt 74 2,543 25-10-2020, 17:23
Ostatni post: incestus
  Dziennik Snów PseudonimJa PseudonimJa 16 562 24-10-2020, 18:08
Ostatni post: PseudonimJa
  Dziennik snów Aylo Aylo 91 11,483 12-10-2020, 13:06
Ostatni post: Aylo
  Dziennik Snów Crown Crown 9 286 04-10-2020, 10:00
Ostatni post: Crown

Skocz do:

UA-88656808-1