Kys - Dziennik snów
#41
16.12
Włamuję się z innymi do pewnego budynku. Idziemy do pewnej sali, gdzie mamy przeprowadzić jakiś tajny eksperyment. Zauważam strażnika na klatce schodowej i bardzo szybko go zabijam. Jednak niedaleko na schodach jest kolejny strażnik, który może mnie zauważyć. Jego też zabijam i unicestwiam tak kilku pnąc się w górę po schodach. W końcu udało mi się i zaczynam schodzić na dół skacząc z piętra na piętro łapiąc się poręczy. Dotarłem na dół. Idę do sali, gdzie miał być eksperyment, gdy nagle otwierają się duże podwójne drzwi i wychodzi z nich dyrektorka tego instytutu badawczego z obstawą. Widzę kątem oka, że nasi już się zwinęli. Zaczynam udawać jednego z pracowników tej placówki i  rozmawiać z dyrektorką o zaistniałym incydencie. Idziemy do stołu gdzie są plany budynku i gdy reszta omawia jak włamywacze mogli się dostać do budynku, mnie bardziej interesuje… tyłeczek pani dyrektor. Mam nadzieję, że chodząc z nią, w końcu będziemy sami i będę mógł ją

20.12
Jesteśmy w lesie dużym oddziałem i mamy przeprowadzić atak. Biegniemy na linię frontu. Jednak jakieś dwa psy gryzą mnie za rękę. Wymachuję nimi krzycząc, żeby zostawili mnie, bo mnie spowalniają. Szarpię się z nimi przez kilkadziesiąt metrów biegu, nie rozumiejąc o co chodzi. W pewnym momencie zauważam przemienionego w wilka rannego Kibę. Te psy chciały zwrócić moją uwagę, żebym mu pomógł. Podbiegam do niego, widzę rany, ale nie mogę za wiele zrobić. Tu potrzebny jest medyczny ninja. Mówię do mniejszego psa, żeby pobiegł szukać Sakurki. (sen z uniwersum Naruto)

A może te wszystkie przeszkadzajki w snach, te czarne charaktery, astralne pasożyty to nie próba uprzykrzania nam śnienia, tylko wołanie o pomoc? Czyżby ten świat był bezlitosny i panowała tam taka bieda i nędza, że istoty tam żyjące muszą naruszać spokój zwykłych ludzi?
Life is but a long, sad game
Drifting souls, avoiding shame

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#42
Sny z Naruto zawsze fajne plusik
Więzień własnego umysłu, pogrążony w samotności, chorych myślach, czeka tylko na ucieczkę do snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#43
12.01
Weszliśmy z grupą innych osób do ukrytego pomieszczenia. Było tu dużo elektroniki, komputerów. Mimo przestarzałej technologii (kineskopowe monitory, zielony obraz) wszystko było niezwykle zaawansowane. Potem podążyłem przeszukać kolejne pomieszczenie. Jednak szybko musiałem się cofnąć, gdyż ujrzałem… ZOMBIE. Na szczęście były one bardzo prymitywne. Nie umiały otworzyć drzwi i raczej nie zwróciły na mnie uwagi. Ostrzegłem innych, że lepiej zachować ostrożność, ale oczywiście musiał się trafić pewien idiota, który wparował i je rozwścieczył. Tłum zombie wybiegł na korytarz.
Zacząłem uciekać po schodach. Wspinałem się coraz wyżej i wyżej wspomagając się barierką. Na piętrach zdarzało mi się patrzeć na drzwi. Zastanawiałem się czy wejść do któryś, jak daleko będę uciekał? Jednak postanowiłem, że wejdę na samą górę. Były tam drzwi. Prowadziły one na zewnątrz. Otworzyłem je, a moim oczom ukazał się widok pustyni. Zacząłem iść niewiedząc dokąd i w jakim celu. Na szczęście pojawiły się dwie znane mi osoby. Powiedziały coś istotnego i ruszyliśmy, ale już nie pamiętam.

13.01
Byłem na spotkaniu przy okrągłym stole z Andrzejem Dudą. Jedliśmy ciasto. Było dobre i inni wspominali, że w zeszłym roku było gorsze. Gdy skończyłem jeść wziąłem swój talerz, podszedłem do pana prezydenta i wziąłem resztę talerzy, które miał na kolanach. Nie wiedziałem gdzie mam je zanieść. Wychodząc z tego pomieszczenia zaraz obok był jakiś zlew, ale mówili, że mam to zanieść gdzie indziej. Przechadzałem się korytarzem z talerzami w ręku. W końcu dotarłem do jakiegoś zlewu. Ktoś powiedział, że mam tu to zostawić, a potem sołtys się tym zajmie.

20.01
Uniwersum Star Wars. Przegrywamy wojnę z przeciwnikiem. Już wszyscy tracimy nadzieję, kiedy nagle Luke Skywalker wpada na pewien pomysł. Zbiera w sobie moc i w okół nas zaczynają pojawiać się wyładowania elektryczne. Wszyscy (czyli grupka około 10 osób) przenosimy się do innego świata. Zostajemy jakby duchami. Dryfujemy gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Potem znajdujemy się na statku. Tam nadzy mężczyźni ustawiają się w rzędzie. Kobieta podchodzi do każdego po kolei i wybiera Luka, który ma najdłuższy “miecz świetlny”. Zabiera jego nasienie i wracamy do “rzeczywistości”. Dzięki nasieniu pojawia się ogień, który pokonuje zimno. Następnie pojawia się ending prezentujący dalsze losy bohaterów, tylko, że to są zupełnie inni bohaterowie. Pamiętam, że był jakiś boss narkotykowy, który wrócił na dobrą ścieżkę.

Jadę do kolegi pograć w fifę. Przyjeżdżam do niego i wysiadam z dużego auta (SUV). Rozglądam się po podwórku dostrzegając warsztat, ale nikogo nie ma. Pojawia się jego siostra z którą chodziłem do klasy, coś do mnie mówi, ale ciężko ją zrozumieć, bo sepleni. W końcu wychodzi kolega (wyglądający jak inny kolega) i woła mnie do siebie.

Jeżdżę samochodem po moim mieście. Uliczki są dziwnie wąskie i stoją jakieś słupki. Dojeżdżam nimi do stacji benzynowej. Pracuje tam kolega, ale to nie był mój cel podróży, więc mknę dalej. Staję na światłach i nagle okazuje się, że prowadzę hulajnogę. W dodatku we dwie osoby, z moim ojcem jako pasażerem. Skręcam w lewo i jedziemy sobie, dopóki nie spotykamy policji, która coś marudzi, że jedziemy we dwóch. Wtedy ojciec schodzi, a gdy już mijamy stróżów prawa to dosiada się znowu i zaczynamy ich odgadywać.

Oglądałem stream Izabeli, w którym pokazywała nam (członkom discorda) swoje nagie ciało. Pytała nas czy nam się podoba. Nie spodobało mi się, że to robi.

Dziś sporo snów (jak na mnie). Wydaje mi się, że z powodu wysokiego ciśnienia, które spłyciło sen.
Life is but a long, sad game
Drifting souls, avoiding shame

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#44
21.01
Siedziałem przed komputerem i nagle wyskoczyło jakaś erotyczna reklama, którą trudno było wyłączyć. Przesuwający, znikający krzyżyk wzbudził moje podejrzenia i wykonałem test rzeczywistości. Okazało się, że to sen i zaskoczyło mnie to, bo wszystko było dość realne. Jeszcze uniosłem się trochę nad ziemią, jak to mam w zwyczaju i się upewniłem. Było bardzo ciemno. Wyszedłem na dwór po omacku, a potem rozwinąłem panel “od góry ekranu” i w ikonce słoneczka przesunąłem suwak trochę w prawo, aby rozjaśnić sen. Dzięki temu zapanował półmrok. Zastanawiałem się co chcę robić we śnie, ale nic nie wymyśliłem. Zauważyłem czarnego psa, a ten do mnie podbiegł i zaczął mnie gryźć. Na początku chciałem, żeby się odczepił i myślałem, żeby go kopnąć albo odlecieć od niego, ale postanowiłem poczekać i nic nie robić. Przypomniałem sobie tamten sen, w którym psy wzywały pomocy i myślałem co teraz zrobić. Potem te gryzienie przerodziło się bardziej w ssanie mojej nogi. Niestety nic nie wymyśliłem, a sen się skończył.

Cóż, dalej nie wiem co powinienem począć. Gryzienie, które potem przybrało formę ssania. Czyżbym został matką?

22.01
Jestem na rynku warzywno-owocowym. Moim zadaniem jest wyśledzić przestępcę, który specjalizuje się w kradzieży tutejszych dóbr. Spotykam podejrzanego i próbuję nawiązać kontakt. Mając w ręku karton pomidorów pytam jegomościa, czy wie gdzie znajduje się samochód Michała, bo miałem mu to zanieść (nie było żadnego Michała, a wymyśliłem to, aby zagadać i wyciągnąć jakieś informacje). Naszą rozmowę przerywa przelatujący w oddali samolot, który wpada w turbulencje i zaczyna się kołysać. Samolot był autonomiczny i ciągnął za sobą dziwne urządzenia. Takie dwa wirniki umocowane na linach za samolotem. Nagle zaczyna spadać pionowo w dół i się rozbija. Jakaś osoba obok mówi, że trzeba szybko tam pojechać i pobiegła do samochodu. Ja natomiast wzleciałem do góry i poleciałem szybko na miejsce katastrofy. Samolot rozbił się na podwórku obok domu, nie uszkadzając go. Na szczęście nikt nie zginął. Jedynym poszkodowanym był staruszek, który był w ogródku i przewróciła go fala uderzeniowa.

Przechadzam się po sadzie. Słyszę rozmawiające dziewczyny, ale ich nie widzę. Gadają coś o chłopakach i seksie. Stoję sobie przy drzewku wiśni i one mnie znajdują. Jedna jest napalona i chce uprawiać ze mną miłość. Zgadzam się, ale trochę gaszę jej zapędy, bo nie chcę od razu przejść do ruchów posuwisto-zwrotnych, tylko pragnę powoli zbudować atmosferę. Zaczynamy się rozbierać i dotykać (nagle jesteśmy w pokoju), ale ktoś nam przeszkodził.

Znajduję się na weselu wraz z rodziną. Ludzie zaczynają gadać, że nikt nie spodziewał się tylu gości, nawet ci co szykowali salę. Ktoś z rodziny mówi mi o dwóch osobach z którymi mogę pogadać, bo oni polewają alkohol. Odebrałem to jako “oni też są przegrywami i zróbcie sobie wzajemne kółko wsparcio-spierdolenia”. Potem jest trochę dziwna sytuacja, bo część osób zasiadła już do stołów w sali obok, a my zaczynamy śpiewać parze młodej sto lat. Po odśpiewaniu zasiadam na ławce i patrząc na stoły czekam gdzie kto usiądzie, żeby potem wybrać sobie miejsce. Obsługa przynosi kolejny stół. Do niego obrus, a potem zabierają wszystkie obrusy, żeby je wymienić. Słyszę jak panna młoda rozmawia przez telefon. Dzwoni do radia i bardzo poważnym głosem prosi, aby rozmawiać z pewną osobą. Gdy już ją dostaje do słuchawki to zmienia ton i bardzo ekscytującym głosem chwali się jakiego wspaniałego ma męża.
Life is but a long, sad game
Drifting souls, avoiding shame

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#45
21.03
Jestem na podwórku i mamy jechać na wakacje. Właśnie się dowiedziałem, że to ja mam być kierowcą. Idę do budynku gospodarczego i tam znajduję biały  samochód dostawczy, którym mamy jechać. Są drewniane skrzynki ustawione na palecie i mam je wziąć ze sobą. Żeby się nie rozwaliły w czasie transportu biorę taśmę do bandowania i je ubezpieczam. 
Nagle okazuje się, że na te wakacje jedziemy przyczepą, która jest pełna obranej i pokrojonej kiełbasy (cała jebana przyczepa kiełbasy, wyobrażacie to sobie?). Nie możemy jechać ponieważ czekam na siostrę. Nie jestem pewien czy jedzie z nami czy swoim samochodem. Jakaś osoba zaczyna podjadać kiełbasę. Nie podoba mi się to. Przecież to na wakacje! Ale nic nie mówię.
Nagle pojawia się jakieś małe dziecko na przyczepie, która tym razem jest cała w makaronie spaghetti. Część makaronu jest w sosie pomidorowym, a część bez. Staram się, aby dziecko leżało na tym bez sosu. W końcu mogłem już jechać. Zająłem miejsce na przodzie przyczepy i zacząłem jechać. Sprawdziłem jeszcze czy wszystko mam. Telefon - tak, portfel - tak, okulary przeciwsłoneczne - nie mam, ale już pojadę bez nich. Dojechaliśmy do przejazdu kolejowego przy którym niedaleko mieszkam i naszym oczom ukazały się tłumy, TŁUMY dzieciaków szkolnych. Jakby wszyscy naraz wyszli po zakończeniu roku. Ledwo udało mi się przejechać dalej międzyczasie przepuszczając pociąg. Wjechałem na górkę i gdy już miałem skręcić w lewo, ktoś kto jechał przede mną, a z nim jechałem na te wakacje, pojechał prosto. Chwilę się zawahałem i pojechałem za nim. Były tam wąskie i kręte uliczki. Mój towarzysz zaczął jeździć po budynkach na desce niczym Tony Hawk. Próbowałem robić to samo, ale zastanowiłem się jakby to mogło wyglądać: Jeździć po budynkach i wykonywać triki za pomocą przyczepy pełnej ludzi i makaronu czy kiełbasy…

Chyba wyjebał error, bo nagle pojawiłem się w małym pokoju ze znajomym i jego kolegami. Bodajże odpoczywaliśmy po graniu w piłke, bo popijaliśmy pomarańczowe napoje. Oni rozmawiali, a ja siedziałem cicho. Napiłem się z jednej z trzech butelek, a potem miałem problem z zakręceniem korka. Był dużo mniejszy niż otwór. Zacząłem więc go rozciągać niczym gumę i udało mi się zatkać chociaż nie wyglądało to zbyt estetycznie. Jedna z butelek miała trochę inny kolor, taki brudny pomarańcz. Zastanawiałem się czy w smaku też jest inna. Zauważyłem, że moi towarzysze rozmawiają szeptem między sobą i się na mnie patrzą. Uznałem, że mnie obgadują, bo się nic nie odzywam. Zrobiło mi się smutno z powodu mojej ułomności społecznej, chciałem stąd uciec. Zacząłem się cofać i przenikać przez ścianę, która była zaraz za mną. Pojawiły się przede mną drzwi, przez które przeszedłem i znalazłem się w domu po czym się uświadomiłem. Wyleciałem na zewnątrz. Zauważyłem jak drogą na rowerach jadą jakaś dziewczyna i chłopak. Poleciałem za nimi, jednak bardzo szybko jechali i gdy już myślałem, że znikną mi za drzewami i ich zgubię, to oni skręcili w moją posesję. Przejechali kawałek i zatrzymali się przy grupce innych osób. Leciałem do nich sporą prędkością i zastanawiałem się jak się zatrzymać. Zrobiłem to jak na łyżwach stawiając stopy prostopadle do kierunku jazdy i nawet dobrze mi to wyszło. Było trochę osób. Zacząłem trochę macać dziewczyny po tyłku i cyckach, jednak nie mogłem znaleźć odpowiedniej, bo większość było brzydkich. Udało mi się ogarnąć i starałem się przypomnieć jaki cel na LD wymyśliłem sobie na jawie. Przypomniało mi się, że miałem przytulić, a potem pocałować Kamilę. Zacząłem ją szukać wśród ludzi i znalazłem zakonnicę, która była “wystarczająco podobna”, więc ją przytuliłem. Była ona ode mnie o głowę wyższa i była ubrana w biało-niebieskie szaty. Będąc w jej objęciach obudziłem się.

Plan na LD miałem inny, miałem się zapytać czy mogę się przytulić i to innej osoby. Po obudzeniu czułem ciepło na klatce piersiowej tam gdzie się przytulałem. Wyspałem się.
Life is but a long, sad game
Drifting souls, avoiding shame

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#46
Plus za dwumetrową zakonnicę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#47
Plus za bazowane macanie po tyłkach.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#48
28.03
Byłem na skupie jabłek ze swoją dziewczyną. Rozmawiała ona z moim bratem. On mówił, że jego szefa stać na dobre obiady, bo zarabia 40 tysięcy. Ona powiedziała, że też mogłaby takie mieć. Byłem zaskoczony, że tak dobrze potrafi rozmawiać. Stała za mną, nie widziałem jej twarzy, tylko czasami posturę. Dotykała dłońmi mojej twarzy. Gdy zatkała mi oczy poczułem jak delikatny i miły jest jej dotyk. Mogę go trochę odczuć nawet teraz. Potem byliśmy w domu i moja dziewczyna też tu spała, ale w innym pokoju. Był ranek i w pomieszczeniu, w którym się znajdowałem było kilka osób, m.in moja siostra. Psiukali czymś dla zabawy, a mi to przeszkadzało, więc im zabrałem. Zastanawiałem się czy moja luba się wyspała. Sprawdziłem posty na isenie i okazało się, że Izabela coś zapostowała. Był to filmik z lustrem, w którym pokazuje trochę nagości. 

Jestem na statku (takim dawnym, dużym drewnianym). Są tu jeszcze wysoka ruda piękność i pewien niski chłopak. Ja się im przyglądam, a oni rozmawiają coraz intymniej i coraz bardziej się do siebie zbliżają. Widać było, że znają się od dawna i coś między nimi iskrzy, ale do tej pory nic między nimi nie zaszło. W końcu jedno z nich się wzięło na odwagę i doszło do pocałunku. Miło mi się oglądało, czułem ich szczęście gdy na nich patrzyłem, ale uznałem, że nie powinienem im przeszkadzać. Zszedłem pod pokład i poszedłem spać. Obudziła mnie afera związana z tym, że statek nie płynie, a powinien. Okazało się, że to wina piratów. Odtworzyła mi się w głowie scenka, jak jakoś podmieniają statki. Potem musiałem wykonywać ich rozkazy i zwijać maszt.

Dziś miałem bardzo miłe i serdeczne sny. To uczucie gdy miałem przy sobie dziewczynę albo to jak patrzyłem na kochanków ze statku. Dosłownie czułem miłość i obudziłem się z uśmiechem na ustach.
Life is but a long, sad game
Drifting souls, avoiding shame

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik snów - od 0 do LD Whoami 32 514 Wczoraj, 17:47
Ostatni post: Whoami
  Dziennik snów by Haru xharotm 35 1,216 28-03-2020, 18:37
Ostatni post: xharotm
  Dziennik snów - Howolf Howolf 132 12,859 27-03-2020, 23:39
Ostatni post: Howolf
  Dziennik snów didejdroga :) didejdroga2 32 3,874 26-01-2020, 00:05
Ostatni post: didejdroga2
  dawidben- dziennik snów dawidben 0 134 30-11-2019, 10:34
Ostatni post: dawidben

Skocz do:

UA-88656808-1