Everyman - sen wielofazowy
#1
Cześć,
Od blisko tygodnia stosuję się do reżimu tej metodologi. Czyli 3-4h sen w nocy i 3x20 minutowe drzemki w trakcie dnia.
Niestety, sen główny nie daje mi poczucia wyspania się. Oczekuję,  że przynajmniej przez kilka godzin po jego zakończeniu będę rozbudzony i aktywny. Dzieje się na odwrót. Wystarczy odrobina braku aktywności fizycznej (podróż MPK, przystanek, spotkanie) i spadam w ramiona snu.
Dopiero drzemka ok 11 pozwala się zresetować i rozbudzić.
Próbowałem zmieniać długość snu głównego (3h,3h30m, 4h, 4h30m) tak wymierzone by obudzić się o 5:30. Praktycznie nic nie poprawiło się.
Doradźcie na co zwrócić uwagę lub co poprawić, by uzyskać lepsze efekty.
Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę.
Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie.
Sta­wię mu czoło.
Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie.
A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jes­tem tyl­ko ja.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#2
Kiedyś czytałem o śnie wielofazowym, polifazowym itp.
Z tego co tam pisało, to organizm musi mieć więcej czasu na przystosowanie się do sytuacji.
Tydzień widocznie nie wystarcza.
Wysłane z mojego Commodore 64


Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#3
Dzisiaj postanowiłem zmienić strategię. Dużo notatek (by mieć materiał porównawczy), a drzemki gdy organizm jest senny, bez rygorystycznego pilnowania harmonogramu.
Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę.
Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie.
Sta­wię mu czoło.
Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie.
A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jes­tem tyl­ko ja.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#4
Taki tryb snu wymaga harmonogramu i nie skutkuje sennością dopiero po okresie adaptacji (kilka tygodni, może dłużej).
let's worship cats
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#5
Aktualnie największym problemem dla mnie jest uzyskanie pełnej (lub wystarczająco wysokiej) świadomości i rozbudzenia po nocnym śnie. Po pierwszej drzemce nie ma już senności czy rozproszenia.
Spróbuje ustawić czas snu 3 lub 4,5h (dwa dni wcześniej spałem 4,5 i dobrze to wspominam).
Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę.
Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie.
Sta­wię mu czoło.
Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie.
A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jes­tem tyl­ko ja.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#6
Ja stosowałem sen wielofazowy, niezapomniane gdy kładziesz koło północy uczucie gdy przed 5 rano wstajesz z wyspania :)). Okres adaptacyjny trwał nie pamiętam ale krótko tydzień może 2. Chyba robiłem 3 30min drzemki za dnia, odległości miedzy nimi nie pamiętam. Ale przestrzegałem ich [błąd ortograficzny] rygorystycznie. W nocy spałem 4,5 h. Nie bawiłem się w to długo bo tryb życia się zmienił i nie miałem czasu :/. W każdym bądź razie w której średniej perspektywie działa super :))), NASA twierdzi ze na dłuższą mete jakieś zaburzenia koncentracji(nie wyspanie) występuje i astronauci śpią normalnie :). Pewnie nic Ci nie pomogłem ale za to się pochwaliłem :P.
<3
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#7
Co uznać za właściwą pozycję do drzemki?
Leżąca, czyli powtórzenie tradycyjnego spania, kończącą się dla mnie utratą świadomości bez snów na tym etapie? Na nią mogę sobie pozwolić w domu. Budzę się raczej zamulony i potrzebuję kilku minut by w pełni odzyskać rześkość i rozbudzenie.
Czy też siedząca - która właściwie wygląda jak medytacja (opaska do snu i zatyczki do uszu obowiązkowe) z wyrazistymi hipnagogami lub wizjami. W pracy tylko na taką mogę sobie pozwolić, cichy pokój z krzesełkami. Kończy się bardzo pozytywnie, pełen energii i rozbudzony. Właściwie jak po medytacji.
PS. Chyba sam sobie odpowiedziałem. Drugie podejście daje dobre efekty, więc jego się trzymać.
Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę.
Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie.
Sta­wię mu czoło.
Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie.
A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jes­tem tyl­ko ja.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#8
Ale przy drugim podejściu sen będzie płytszy i mniej się wyśpisz. Jeśli to i tak krótki sen to myślę, że powinieneś go wykorzystywać w pełni.
let's worship cats
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#9
Dwa spostrzeżenia na dzisiaj:
  • sen główny - 5 sekund po planowanym przebudzeniu jest kluczowe, jeśli pozwolę zwyciężyć uczuciu 'jest mi tak wygodnie i komfortowo, jeszcze tylko chwilę' to usnę, tutaj trzeba od razu wstać, poderwać się
    Nie sprzyja to pamiętaniu snów. Prawdę mówiąc sny są mgliste, rwane, a ich treść trudna jeśli w ogóle możliwa do zapamiętania.
  • pobudka o 5:30 - gwarantuje to, że pomiędzy 7 a 9 będę miał kryzys, senność ciągnie do drzemki, a i skupienie trudno utrzymać. Aż korci by w tym okresie ustawić drzemkę. Ciekawe, czy pomoże.
Konsultowałem ideę snu wielofazowego z psychiatrą. Generalnie powiedział to samo co wszędzie słychać. Jednofazowy sen jest przyjętym standardem, 7-8h. Natomiast podała mi listę objawów, które mogą wskazywać na poważniejsze problemy (czyli właściwie to co kryje się pod hasłem deprywacja snu).
Faktem jest również, że marzenia senne w tym okresie (rozpatruję dwa tygodnie) właściwie nie występowały. Co najwyżej w trakcie drzemek - aczkolwiek tutaj bliżej im było do wizji (nawet o wysokim poziomie szczegółowości) jakich doświadczałem przy medytacji.
W weekendy pozwoliłem sobie pospać dłużej i od razu pojawiły się sny, dłuższe, fabularne i łatwe do zapamiętania.
Mam wątpliwości w którą stronę iść. Chcę kontynuować eksperyment, bo chcę uzyskać większą ilość czasu aktywności (nawet 2-3 godziny). Aczkolwiek utrata marzeń sennych jest dla mnie dość nieprzyjemna.
Na stronie http://www.supermemo.com/help/faq/polyphasic.htm oraz http://www.supermemo.com/articles/polyphasic.htm trafiłem na dość konkretne krytyczne uwagi odnośnie całej idei snu wielofazowego. Dało mi to mocno do myślenia - zwłaszcza zarzuty o skracaniu lub kompresji snu N-REM, który autorzy utożsamiają z funkcją akumulowania i integrowania doświadczeń z jawy.
Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę.
Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie.
Sta­wię mu czoło.
Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie.
A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jes­tem tyl­ko ja.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#10
Kończę eksperyment.
Mam dość stale towarzyszącego mi uczucia braku snu, apetytu i wahań nastroju. Po ponad 3 tygodniach nie doczekałem magicznego momentu w którym nastąpić miał przełom przywracający równowagę.
Prawdę mówiąc najbardziej brakowało mi marzeń sennych. Obiecywane intensywne LD, które miało pojawić się w trakcie drzemek - nie doczekałem.
Pozostają pytania "Czy za mało konsekwentnie i zbyt krótko stosowałem się do założeń i wymagań procesu? Czy też cały proces był wątpliwy w swym założeniu?"
Nie wol­no się bać, strach za­bija duszę.
Strach to mała śmierć, a wiel­kie unicestwienie.
Sta­wię mu czoło.
Niech przej­dzie po mnie i prze­ze mnie.
A kiedy przej­dzie, od­wrócę oko swej jaźni na je­go drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jes­tem tyl­ko ja.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sen Everyman, czy to możliwe? refluks 7 7,114 18-12-2015, 21:06
Ostatni post: Fallen Leaf

Skocz do:

UA-88656808-1