18-10-2020, 20:18
13-18 października 2020
No cóż, kolejny semestr studiów się zaczął i jakoś tak trudniej od razu prowadzić ten dziennik. Ale do rzeczy.
1)
Byłem na jakiejś wycieczce szkolnej, razem z grupą przyjaciół dostaliśmy całą dobę, w której mogliśmy robić co chcemy. Byliśmy w dużym mieście. Było sporo chodzenia, jeżdżenia samochodami, również nocą. To był całkiem długi sen, miał przyjemny motyw podróży, wakacji, przyjaźni.
2)
Ten sen postawił mnie w dość stresującej sytuacji. Stało się coś złego komuś mi bliskiemu i musiałem szybko zdecydować, czy dzwonić po karetkę, czy samemu wziąć potrzebującego i jechać do szpitala. Ostatecznie postanowiłem, że pojadę, bo karetka mogłaby nie zdążyć.
3)
Byłem w lesie. Zimowy, rześki i jasny dzień. Ziemia pokryta warstwą śniegu. Za mną był jakiś budynek. To szkoła. Wejście, to wielka, szeroka szyba z zawiasami u góry. Jej dół trzeba było popchnąć do wewnątrz żeby wejść. Zeskok jakiś metr w dół. Po lewej szatnia. W środku spotkałem kilku znajomych z liceum. W rękach trzymałem kurtkę i zastanawiałem się gdzie ją zawiesić. Jeden kolega, który siedział na ławce, odsunął się i pokazał, żebym zawiesił ją tam. Wyszedłem znów na zewnątrz. Jakiś koleś jechał szybko na rowerze i wjechał prosto w szybę-wejście, odchylając je do połowy. Ludzie wewnątrz patrzyli na to z niedowierzaniem i wzburzeniem. Poszedłem wgłąb lasu. Gdy szedłem pod górę, pomyślałem sobie, że skoro to sen, to przecież zamiast iść mógłbym polecieć. (Znowu fałszywe LD, tak na prawdę nie byłem świadomy). Na początku mi nie wychodziło i robiłem tylko długie skoki w tym śniegu. Potem wleciałem na wzgórze. Chodziłem po wysokich pniach ściętych drzew.
4)
Byłem na hali sportowej w Ostrołęce. Była wyłożona wykładzina, rozstawione eleganckie, drewniane stoliki i ławki. Jakaś uroczystość, coś się działo na scenie. Ja poszedłem do pokoi obok. Rozmawiałem ze znajomymi, gdy podeszła do mnie moja nauczycielka przyrody z podstawówki i powiedziała, że mam jej pomóc zanosić jedzenie na stoliki. Jeden kolega skomentował to: "O Jezuuuuu". Potem znalazłem się w moim domu, przez okno widziałem, że na podwórku wylądował statek kosmiczny z obcymi. Musiałem się pospieszyć z tym jedzeniem, żeby walczyć z najeźdźcami. Pomyślałem, że to dziwne, że obcy wylądowali akurat u mnie na podwórku.
5)
Miałem lekcje w gimnazjum. Usiadłem przy ławce na samym końcu po prawej stronie klasy. Ławka była bardzo wysoka, ledwie wystawała mi głowa znad niej. Czułem się niekomfortowo. Przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Oboje uznaliśmy, że się przesiądziemy. Chodziłem po klasie, ale wszystkie wolne miejsca były jakieś dziwne, krzywe krzesełka, o nieodpowiednich rozmiarach, itd. W końcu na przedzie znaleźliśmy coś sensownego. Zauważyłem, że z ławki obok wystają zakrzywione gwoździe. Nauczycielka przyniosła duży karton wypełniony czymś, co przypominało szklane jabłka. To był jakiś słodki deser, który mogliśmy zjeść.
No cóż, kolejny semestr studiów się zaczął i jakoś tak trudniej od razu prowadzić ten dziennik. Ale do rzeczy.
1)
Byłem na jakiejś wycieczce szkolnej, razem z grupą przyjaciół dostaliśmy całą dobę, w której mogliśmy robić co chcemy. Byliśmy w dużym mieście. Było sporo chodzenia, jeżdżenia samochodami, również nocą. To był całkiem długi sen, miał przyjemny motyw podróży, wakacji, przyjaźni.
2)
Ten sen postawił mnie w dość stresującej sytuacji. Stało się coś złego komuś mi bliskiemu i musiałem szybko zdecydować, czy dzwonić po karetkę, czy samemu wziąć potrzebującego i jechać do szpitala. Ostatecznie postanowiłem, że pojadę, bo karetka mogłaby nie zdążyć.
3)
Byłem w lesie. Zimowy, rześki i jasny dzień. Ziemia pokryta warstwą śniegu. Za mną był jakiś budynek. To szkoła. Wejście, to wielka, szeroka szyba z zawiasami u góry. Jej dół trzeba było popchnąć do wewnątrz żeby wejść. Zeskok jakiś metr w dół. Po lewej szatnia. W środku spotkałem kilku znajomych z liceum. W rękach trzymałem kurtkę i zastanawiałem się gdzie ją zawiesić. Jeden kolega, który siedział na ławce, odsunął się i pokazał, żebym zawiesił ją tam. Wyszedłem znów na zewnątrz. Jakiś koleś jechał szybko na rowerze i wjechał prosto w szybę-wejście, odchylając je do połowy. Ludzie wewnątrz patrzyli na to z niedowierzaniem i wzburzeniem. Poszedłem wgłąb lasu. Gdy szedłem pod górę, pomyślałem sobie, że skoro to sen, to przecież zamiast iść mógłbym polecieć. (Znowu fałszywe LD, tak na prawdę nie byłem świadomy). Na początku mi nie wychodziło i robiłem tylko długie skoki w tym śniegu. Potem wleciałem na wzgórze. Chodziłem po wysokich pniach ściętych drzew.
4)
Byłem na hali sportowej w Ostrołęce. Była wyłożona wykładzina, rozstawione eleganckie, drewniane stoliki i ławki. Jakaś uroczystość, coś się działo na scenie. Ja poszedłem do pokoi obok. Rozmawiałem ze znajomymi, gdy podeszła do mnie moja nauczycielka przyrody z podstawówki i powiedziała, że mam jej pomóc zanosić jedzenie na stoliki. Jeden kolega skomentował to: "O Jezuuuuu". Potem znalazłem się w moim domu, przez okno widziałem, że na podwórku wylądował statek kosmiczny z obcymi. Musiałem się pospieszyć z tym jedzeniem, żeby walczyć z najeźdźcami. Pomyślałem, że to dziwne, że obcy wylądowali akurat u mnie na podwórku.
5)
Miałem lekcje w gimnazjum. Usiadłem przy ławce na samym końcu po prawej stronie klasy. Ławka była bardzo wysoka, ledwie wystawała mi głowa znad niej. Czułem się niekomfortowo. Przysiadł się do mnie jakiś chłopak. Oboje uznaliśmy, że się przesiądziemy. Chodziłem po klasie, ale wszystkie wolne miejsca były jakieś dziwne, krzywe krzesełka, o nieodpowiednich rozmiarach, itd. W końcu na przedzie znaleźliśmy coś sensownego. Zauważyłem, że z ławki obok wystają zakrzywione gwoździe. Nauczycielka przyniosła duży karton wypełniony czymś, co przypominało szklane jabłka. To był jakiś słodki deser, który mogliśmy zjeść.





