06-10-2020, 23:22
6 października 2020 - Furasy i pradawna świątynia
Jestem 3-osobowym obserwatorem. Widzę dwoje nastolatków idących przez gęstą dżunglę na tropikalnej wyspie. To chłopak i dziewczyna, zdaje się, że są rodzeństwem. Nagle zmieniają się w furasy - wyrasta im futro, długie uszy, itp. Poza tym jednak dalej przypominają ludzi, idą w ten sam sposób co wcześniej. Dziewczyna miała chyba błękitne futro, a chłopak brązowe. Za nimi pojawiają się ich dwa stwory, coś jakby awatary - magiczne istoty, nad którymi mają kontrolę. Furasy mogą nadać im dowolną formę. Dziewczyna popisuje się przed bratem transformując swojego stwora z futrzastej postaci na galaretowatą i z powrotem. Awatar brata ciągle przypominał jego samego - niedźwiedzia o brązowym futrze.
Futrzaste rodzeństwo dociera do celu. Przed nimi stoi potężna budowla - to pradawna świątynia, wybudowana tysiące lat temu przez święty lud, opuszczona i zapomniana. Aż do teraz. Otacza ją wysoki mur, po środku brama. Widzę z góry po obu stronach bramy dwie wielkie płyty naciskowe - kamienne kwadraty 3x3m. Trzeba je obciążyć, by otworzyć wrota. Furasy transformują swoje stwory w wielkie, kwadratowe, płaskie ciała, które wchodzą na płyty. Wrota się otwierają.
Przeskok.
Jestem na najwyższym piętrze świątyni. Kręci się tu dużo ludzi. To naukowcy, archeolodzy, itd. Prowadzą badania nad świątynią. Na podłodze leży specjalistyczny sprzęt, wiją się kable, porozstawiane są lampy. Stoję w ogromnym pomieszczeniu, które nie ma jednej ściany. Jestem dość blisko krawędzi, patrzę w dal na ścianę dżungli. Kolory są przygaszone, niebo pochmurne, w powietrzu unosi się lekka mgła. Jest rześko.
Po mojej prawej, za grubą ścianą jest drugie takie pomieszczenie. By się tam dostać, muszę jakoś wejść od zewnątrz, bo nie ma żadnych drzwi. Przy czym przypominam, że jest bardzo wysoko. Na ścianie nad krawędzią zauważam przyczepioną linę. Łapię ją mocno, biorę rozbieg i wyskakuję na zewnątrz. Jak wahadło wskakuję do pomieszczenia obok. To było bardzo emocjonujące.
Magiczna poszewka
Leżę w łóżku, jest chyba środek dnia. Czuję, że jacyś ludzie włamują mi się do domu, idą po mnie. Przy mnie na łóżku siedzą mój brat z siostrą. Pod ręką mam magiczną poszewkę od poduszki. Zaglądam do jej środka i widzę dwa "przyciski", czy raczej zwykłe napisy w ramce. Pierwszy to "DO GÓRY". Postanawiam go "kliknąć" - jak przeniosę się do góry, to włamywacze mnie nie złapią. W ostatniej chwili mój brat krzyczy: "Nie! Będzie ci za zimno!" ale było już za późno.
Wiszę w powietrzu, wysoko w atmosferze. Nade mną przelatuje samolot. I rzeczywiście jest mi bardzo zimno, aż zaczynam tęsknić za ciepłym łóżeczkiem. Na szczęście mam ze sobą magiczną poszewkę. Znowu wsadzam głowę do środka i "klikam" drugi napis: "DO DOŁU". Z powrotem pojawiam się w łóżku. Budzę się.
Jestem 3-osobowym obserwatorem. Widzę dwoje nastolatków idących przez gęstą dżunglę na tropikalnej wyspie. To chłopak i dziewczyna, zdaje się, że są rodzeństwem. Nagle zmieniają się w furasy - wyrasta im futro, długie uszy, itp. Poza tym jednak dalej przypominają ludzi, idą w ten sam sposób co wcześniej. Dziewczyna miała chyba błękitne futro, a chłopak brązowe. Za nimi pojawiają się ich dwa stwory, coś jakby awatary - magiczne istoty, nad którymi mają kontrolę. Furasy mogą nadać im dowolną formę. Dziewczyna popisuje się przed bratem transformując swojego stwora z futrzastej postaci na galaretowatą i z powrotem. Awatar brata ciągle przypominał jego samego - niedźwiedzia o brązowym futrze.
Futrzaste rodzeństwo dociera do celu. Przed nimi stoi potężna budowla - to pradawna świątynia, wybudowana tysiące lat temu przez święty lud, opuszczona i zapomniana. Aż do teraz. Otacza ją wysoki mur, po środku brama. Widzę z góry po obu stronach bramy dwie wielkie płyty naciskowe - kamienne kwadraty 3x3m. Trzeba je obciążyć, by otworzyć wrota. Furasy transformują swoje stwory w wielkie, kwadratowe, płaskie ciała, które wchodzą na płyty. Wrota się otwierają.
Przeskok.
Jestem na najwyższym piętrze świątyni. Kręci się tu dużo ludzi. To naukowcy, archeolodzy, itd. Prowadzą badania nad świątynią. Na podłodze leży specjalistyczny sprzęt, wiją się kable, porozstawiane są lampy. Stoję w ogromnym pomieszczeniu, które nie ma jednej ściany. Jestem dość blisko krawędzi, patrzę w dal na ścianę dżungli. Kolory są przygaszone, niebo pochmurne, w powietrzu unosi się lekka mgła. Jest rześko.
Po mojej prawej, za grubą ścianą jest drugie takie pomieszczenie. By się tam dostać, muszę jakoś wejść od zewnątrz, bo nie ma żadnych drzwi. Przy czym przypominam, że jest bardzo wysoko. Na ścianie nad krawędzią zauważam przyczepioną linę. Łapię ją mocno, biorę rozbieg i wyskakuję na zewnątrz. Jak wahadło wskakuję do pomieszczenia obok. To było bardzo emocjonujące.
Magiczna poszewka
Leżę w łóżku, jest chyba środek dnia. Czuję, że jacyś ludzie włamują mi się do domu, idą po mnie. Przy mnie na łóżku siedzą mój brat z siostrą. Pod ręką mam magiczną poszewkę od poduszki. Zaglądam do jej środka i widzę dwa "przyciski", czy raczej zwykłe napisy w ramce. Pierwszy to "DO GÓRY". Postanawiam go "kliknąć" - jak przeniosę się do góry, to włamywacze mnie nie złapią. W ostatniej chwili mój brat krzyczy: "Nie! Będzie ci za zimno!" ale było już za późno.
Wiszę w powietrzu, wysoko w atmosferze. Nade mną przelatuje samolot. I rzeczywiście jest mi bardzo zimno, aż zaczynam tęsknić za ciepłym łóżeczkiem. Na szczęście mam ze sobą magiczną poszewkę. Znowu wsadzam głowę do środka i "klikam" drugi napis: "DO DOŁU". Z powrotem pojawiam się w łóżku. Budzę się.





