09-09-2020, 14:26
5 września 2020 - "Ale ja chcę jeszcze pograć!"
Gram w nieznaną mi grę, widok z 3 osoby. Steruję młodą kobietą, która należy do klanu rdzennych Amerykanów. Otoczenie to rzadki las; szeroka, kamienna dróżka; jasny, choć pochmurny dzień. Idę dróżką. Nagle znajduję się na grzbiecie dziwnej istoty. Jest wielkości małego niedźwiedzia, brązowe i włochate. Mimo braku skrzydeł zaczynamy lecieć.
Mam fałszywe wspomnienie, że wcześniej grałem w kilka gier będących słabymi podróbkami tej i sterowanie w nich było tragiczne. Tu jest bardzo gładkie, przyjemne. Ląduję stworem w kilku miejscach w okolicy i otwieram skrzynki z lootem. Sporo tego jest. Pewnie twórcy gry mieli jakiś cel w zasypaniu gracza nagrodami już na samym początku gry... - myślę sobie. Zsiadam z dziwnego wierzchowca.
Podchodzę do małego domku z żelaznymi drzwiami. Zamknięte, więc pukam. Ze środka dobiega czyjś głos, chce czegoś ode mnie. Odwracam się od domku i w oddali widzę miejsce, w którym zaczęła się gra. Zataczam ręką okrąg w powietrzu i przede mną pojawia się duży portal, świeci się na czerwono. Na miejscu startowym gry pojawił się drugi, widzę go z daleka. W jego wnętrzu widzę samego siebie. Gra się wyłącza.
Zdaję sobie sprawę, że leżę na podłodze u mnie w salonie, przede mną leży laptop. Reszta rodziny krząta się po domu w pośpiechu. Przypominają mi, że zaraz wyruszamy nad morze, więc lepiej żebym się zaczął zbierać. Nie chce mi się. Pograłbym jeszcze. Zauważam, że za oknem jest ciemno, pewnie jest bardzo wcześnie nad ranem. Przenoszę się z laptopem na sofę, kładę go sobie na kolana. Moim oczom ukazuje się pulpit z otwartymi oknami. Wygląda to dziwnie, starodawnie, jak jakiś Windows 95. Na górze jednego okienka jest rozwijana lista wyboru. Nie rozumiem tego, nie wiem co kliknąć.
"Obrażasz moją córkę?! Przechlapane"
Oglądam z tatą telewizję. Tata przełącza na kanał sportowy. Widzimy zawody polegające na pokonaniu skomplikowanego, długiego toru przeszkód i dotarciu do mety, która znajduje się na szczycie wieży zbudowanej z m.in. lin, zielonej tkaniny i ścian do wspinaczki.
Okazuje się, że to straszna nuda, bo jest tylko jeden zawodnik, więc nawet się z nikim nie ściga. Dziwię się, że pokazują to w telewizji. Tata w jakiś sposób wyśmiewa zawodnika, gdy wtem okazuje się, że to nie jest mężczyzna, tylko umięśniona dziewczyna. Wszystko usłyszał jej ojciec, który cały czas siedział w środku wieży tuż pod metą.
Teraz ja jestem na ziemi pod wieżą, a mój tata gdzieś tam w środku niej na górze. Ojciec zawodniczki jest agresywny, chce skrzywdzić mojego tatę. Ruszam na ratunek. Muszę jak najszybciej się tam wspiąć! Okazuje się, że to nie takie łatwe. Wiszę na zewnętrznej ścianie wieży trzymając się ledwie opuszkami palców jakiejś wyrwy. Jest wysoko i niebezpiecznie, ale nie mogę się poddać.
__________________________________________
Dziś z IMP-em totalna klapa. Próbowałem zaraz po porannej pobudce, ale nie mogłem się skupić, z resztą zasnąć też nie, bo już głośno było w domu.
Gram w nieznaną mi grę, widok z 3 osoby. Steruję młodą kobietą, która należy do klanu rdzennych Amerykanów. Otoczenie to rzadki las; szeroka, kamienna dróżka; jasny, choć pochmurny dzień. Idę dróżką. Nagle znajduję się na grzbiecie dziwnej istoty. Jest wielkości małego niedźwiedzia, brązowe i włochate. Mimo braku skrzydeł zaczynamy lecieć.
Mam fałszywe wspomnienie, że wcześniej grałem w kilka gier będących słabymi podróbkami tej i sterowanie w nich było tragiczne. Tu jest bardzo gładkie, przyjemne. Ląduję stworem w kilku miejscach w okolicy i otwieram skrzynki z lootem. Sporo tego jest. Pewnie twórcy gry mieli jakiś cel w zasypaniu gracza nagrodami już na samym początku gry... - myślę sobie. Zsiadam z dziwnego wierzchowca.
Podchodzę do małego domku z żelaznymi drzwiami. Zamknięte, więc pukam. Ze środka dobiega czyjś głos, chce czegoś ode mnie. Odwracam się od domku i w oddali widzę miejsce, w którym zaczęła się gra. Zataczam ręką okrąg w powietrzu i przede mną pojawia się duży portal, świeci się na czerwono. Na miejscu startowym gry pojawił się drugi, widzę go z daleka. W jego wnętrzu widzę samego siebie. Gra się wyłącza.
Zdaję sobie sprawę, że leżę na podłodze u mnie w salonie, przede mną leży laptop. Reszta rodziny krząta się po domu w pośpiechu. Przypominają mi, że zaraz wyruszamy nad morze, więc lepiej żebym się zaczął zbierać. Nie chce mi się. Pograłbym jeszcze. Zauważam, że za oknem jest ciemno, pewnie jest bardzo wcześnie nad ranem. Przenoszę się z laptopem na sofę, kładę go sobie na kolana. Moim oczom ukazuje się pulpit z otwartymi oknami. Wygląda to dziwnie, starodawnie, jak jakiś Windows 95. Na górze jednego okienka jest rozwijana lista wyboru. Nie rozumiem tego, nie wiem co kliknąć.
"Obrażasz moją córkę?! Przechlapane"
Oglądam z tatą telewizję. Tata przełącza na kanał sportowy. Widzimy zawody polegające na pokonaniu skomplikowanego, długiego toru przeszkód i dotarciu do mety, która znajduje się na szczycie wieży zbudowanej z m.in. lin, zielonej tkaniny i ścian do wspinaczki.
Okazuje się, że to straszna nuda, bo jest tylko jeden zawodnik, więc nawet się z nikim nie ściga. Dziwię się, że pokazują to w telewizji. Tata w jakiś sposób wyśmiewa zawodnika, gdy wtem okazuje się, że to nie jest mężczyzna, tylko umięśniona dziewczyna. Wszystko usłyszał jej ojciec, który cały czas siedział w środku wieży tuż pod metą.
Teraz ja jestem na ziemi pod wieżą, a mój tata gdzieś tam w środku niej na górze. Ojciec zawodniczki jest agresywny, chce skrzywdzić mojego tatę. Ruszam na ratunek. Muszę jak najszybciej się tam wspiąć! Okazuje się, że to nie takie łatwe. Wiszę na zewnętrznej ścianie wieży trzymając się ledwie opuszkami palców jakiejś wyrwy. Jest wysoko i niebezpiecznie, ale nie mogę się poddać.
__________________________________________
Dziś z IMP-em totalna klapa. Próbowałem zaraz po porannej pobudce, ale nie mogłem się skupić, z resztą zasnąć też nie, bo już głośno było w domu.





