06-09-2020, 18:00
29 sierpnia 2020 - Osiągając absolut
Jestem z wieloma innymi ludźmi w moim wieku na dużej sali. Przypomina to trochę salę koncertową ze sceną przed nami. Jest dość ciemno. Wszyscy siedzą na pojedynczych, składanych czarnych krzesłach. Pojawia się starsza, czarnowłosa kobieta. To nauczycielka/prowadząca. Mamy lekcję/próbę. Ludzie mówią trochę po hiszpańsku, trochę po angielsku i trochę po polsku. Zastanawiam się w którym języku z nią rozmawiać.
Zbliża się koniec zajęć. Jednemu kolesiowi siedzącemu kilka metrów ode mnie zwracam uwagę, żeby oddał mi długopis, który mu pożyczyłem. Przy mnie kręci się pani prowadząca, gada z innymi. Jej przypominam, że pożyczała ode mnie telefon i chciałbym, żeby mi go oddała. Wychodzę z sali na korytarz.
Jest ciemno i cicho. Zamiast jednej ściany jest wielka szklana szyba, za nią woda. Nadaje otoczeniu delikatnej, przytłumionej niebieskiej poświaty. Nikogo tu nie ma, ale wyczuwam złą obecność. Zaczynam uciekać. Teraz wygląda to tak, jakbym grał w Hollow Knight'a. Stoję swoją postacią w wejściu w lewym górnym rogu areny. W środku jest boss. Bezkształtna czarno-biała masa jest przerażająca! Zaczyna się walka.
Dostaję od potwora kilka razy, ale jego pasek życia na dole ekranu też się zmniejsza. W końcu doszedł do zera, ale monstrum nie pada i wciąż walczy. Zauważam, że kawałek sufitu areny po prawej stronie delikatnie drży. Szybko tam się przemieszczam i uderzam w to kilka razy. Sufit rozwala się i ukazuje się ukryte przejście. Podążam krętym korytarzem w górę.
Wszystko zaczyna intensywnie drgać, pnę się dalej do góry. Słyszę potężny, wszechogarniający głos, który dobiega ze szczytu. Nie pamiętam dokładnych słów, ale mówił, że osiągnę nieograniczone możliwości, poznam niepoznane jeszcze liczby (chyba w sensie że takie wielkie; a może to było "niepoznawalne"?) i coś tam jeszcze. Miałem stać się czymś na kształt boga. Już miałem dotrzeć na szczyt, gdy obudził mnie szczekający pies. Ależ byłem na niego zdenerwowany.
Jestem z wieloma innymi ludźmi w moim wieku na dużej sali. Przypomina to trochę salę koncertową ze sceną przed nami. Jest dość ciemno. Wszyscy siedzą na pojedynczych, składanych czarnych krzesłach. Pojawia się starsza, czarnowłosa kobieta. To nauczycielka/prowadząca. Mamy lekcję/próbę. Ludzie mówią trochę po hiszpańsku, trochę po angielsku i trochę po polsku. Zastanawiam się w którym języku z nią rozmawiać.
Zbliża się koniec zajęć. Jednemu kolesiowi siedzącemu kilka metrów ode mnie zwracam uwagę, żeby oddał mi długopis, który mu pożyczyłem. Przy mnie kręci się pani prowadząca, gada z innymi. Jej przypominam, że pożyczała ode mnie telefon i chciałbym, żeby mi go oddała. Wychodzę z sali na korytarz.
Jest ciemno i cicho. Zamiast jednej ściany jest wielka szklana szyba, za nią woda. Nadaje otoczeniu delikatnej, przytłumionej niebieskiej poświaty. Nikogo tu nie ma, ale wyczuwam złą obecność. Zaczynam uciekać. Teraz wygląda to tak, jakbym grał w Hollow Knight'a. Stoję swoją postacią w wejściu w lewym górnym rogu areny. W środku jest boss. Bezkształtna czarno-biała masa jest przerażająca! Zaczyna się walka.
Dostaję od potwora kilka razy, ale jego pasek życia na dole ekranu też się zmniejsza. W końcu doszedł do zera, ale monstrum nie pada i wciąż walczy. Zauważam, że kawałek sufitu areny po prawej stronie delikatnie drży. Szybko tam się przemieszczam i uderzam w to kilka razy. Sufit rozwala się i ukazuje się ukryte przejście. Podążam krętym korytarzem w górę.
Wszystko zaczyna intensywnie drgać, pnę się dalej do góry. Słyszę potężny, wszechogarniający głos, który dobiega ze szczytu. Nie pamiętam dokładnych słów, ale mówił, że osiągnę nieograniczone możliwości, poznam niepoznane jeszcze liczby (chyba w sensie że takie wielkie; a może to było "niepoznawalne"?) i coś tam jeszcze. Miałem stać się czymś na kształt boga. Już miałem dotrzeć na szczyt, gdy obudził mnie szczekający pies. Ależ byłem na niego zdenerwowany.





