05-09-2020, 20:51
25 sierpnia 2020 - Liczby pierwsze?
Trwa trudny konkurs matematyczny. Kolejne zadania znajdują się na ścianie wzdłuż korytarza w nieznanym mi budynku. Każde ok. 1,5 metra od siebie. Ostatnie zadanie jest sprawnościowe - trzeba przytrzymać się wyrwy w ścianie nad podłogą i nie dotykając jej przeskoczyć przy ścianie na małą kładkę wystającą ze ściany jakiś metr obok. Jeśli to się nie uda, to konkurs przegrany.
Teraz ja biorę udział. Pierwsze zadanie: "Wybierz i zsumuj dwie największe z podanych liczb. Weź pod uwagę tylko liczby pierwsze". Liczb do wyboru było chyba sześć. Pod treścią zadania był też mylący tekst sugerujący, żeby wybrać 24 i 25. Z początku myślałem, że to prościzna, ale teraz nie mam pewności, zastanawiam się. Zaczynam się stresować, że marnuję czas na pierwszym zadaniu. Podchodzi do mnie Szymon (kolega z liceum). Razem główkujemy czy 47 to liczba pierwsza. Sprawdzam i liczę, czy dzieli się przez 3, 7, 13. Co ciekawe liczę poprawnie, mimo to i tak nie potrafię zdecydować.
Przeskok.
Widzę jak mój brat cioteczny Rafał jest na ostatnim zadaniu. Trzyma się uchwytu przy ścianie nad podłogą. Teraz musi już tylko przeskoczyć na metę nie dotykając podłogi. Udaje mu się, ale w ostatniej chwili traci równowagę i upada na podłogę. W ułamku sekundy, gdy leci na ziemię, w powietrzu zmienia się w nagie malutkie dziecko i zaraz wraca do normalnej postaci, by upaść na podłogę.
Przeskok.
Jestem w dużym, nieznanym mi pokoju. Jest tu Magda, moja starsza siostra cioteczna. Razem będziemy jechać do Warszawy. Opowiadam jej końcówkę poprzedniego fragmentu snu o Rafale, jak w locie zmienił się w dziecko i powrócił do normalnej postaci. Magda trzyma w rękach stary zeszyt. Opowiada, że dawno temu jak jeszcze byłem mały, trzymała mnie na kolanach i ja tam rysowałem. Gdy jest smutna bierze go i ogląda moje rysunki, co poprawia jej humor. Urocze.
Ona musi już jechać, mi każe zrobić porządek z suchymi ubraniami wiszącymi na suszarce. Jakoś nie wiem jak to zrobić, zostawiam to. Podchodzę do stolika przy oknie, na nim widzę coś dziwnego. Żółte kółko o średnicy prawie metra pod kilkucentymetrową warstwą przezroczystej galaretki. Niczym w VR zaczynam używać programu do obróbki grafiki, który jest połączeniem Photoshopa i Blendera. Zamalowuję kółko innym odcieniem żółtego i teraz chcę ustawić, żeby stało się źródłem światła i zwiększyć mu energię. Chcę, żeby powstało z tego takie moje własne słoneczko pod galaretką. Niestety nie mogę się dostać do ustawień słońca, bo przykrywa je warstwa galarety. Myślę, że zawsze mogę przecież odnaleźć słońce w nawigatorze i tamtędy dostać się do ustawień.
W komórce widzę, że Magda przesłała zdjęcie - jest już w Warszawie i stoi w korku. Zdjęcie podpisała: "Już za Poniatem
" czy jakoś tak. (Szczególnie pamiętam, że użyła słowa Poniat i emotki z okularami przeciwsłonecznymi). Wysyłam jej w odpowiedzi dziwnego gifa przedstawiającego mężczyznę w dżungli, w tle stoi mały biały domek.
Trwa trudny konkurs matematyczny. Kolejne zadania znajdują się na ścianie wzdłuż korytarza w nieznanym mi budynku. Każde ok. 1,5 metra od siebie. Ostatnie zadanie jest sprawnościowe - trzeba przytrzymać się wyrwy w ścianie nad podłogą i nie dotykając jej przeskoczyć przy ścianie na małą kładkę wystającą ze ściany jakiś metr obok. Jeśli to się nie uda, to konkurs przegrany.
Teraz ja biorę udział. Pierwsze zadanie: "Wybierz i zsumuj dwie największe z podanych liczb. Weź pod uwagę tylko liczby pierwsze". Liczb do wyboru było chyba sześć. Pod treścią zadania był też mylący tekst sugerujący, żeby wybrać 24 i 25. Z początku myślałem, że to prościzna, ale teraz nie mam pewności, zastanawiam się. Zaczynam się stresować, że marnuję czas na pierwszym zadaniu. Podchodzi do mnie Szymon (kolega z liceum). Razem główkujemy czy 47 to liczba pierwsza. Sprawdzam i liczę, czy dzieli się przez 3, 7, 13. Co ciekawe liczę poprawnie, mimo to i tak nie potrafię zdecydować.
Przeskok.
Widzę jak mój brat cioteczny Rafał jest na ostatnim zadaniu. Trzyma się uchwytu przy ścianie nad podłogą. Teraz musi już tylko przeskoczyć na metę nie dotykając podłogi. Udaje mu się, ale w ostatniej chwili traci równowagę i upada na podłogę. W ułamku sekundy, gdy leci na ziemię, w powietrzu zmienia się w nagie malutkie dziecko i zaraz wraca do normalnej postaci, by upaść na podłogę.
Przeskok.
Jestem w dużym, nieznanym mi pokoju. Jest tu Magda, moja starsza siostra cioteczna. Razem będziemy jechać do Warszawy. Opowiadam jej końcówkę poprzedniego fragmentu snu o Rafale, jak w locie zmienił się w dziecko i powrócił do normalnej postaci. Magda trzyma w rękach stary zeszyt. Opowiada, że dawno temu jak jeszcze byłem mały, trzymała mnie na kolanach i ja tam rysowałem. Gdy jest smutna bierze go i ogląda moje rysunki, co poprawia jej humor. Urocze.
Ona musi już jechać, mi każe zrobić porządek z suchymi ubraniami wiszącymi na suszarce. Jakoś nie wiem jak to zrobić, zostawiam to. Podchodzę do stolika przy oknie, na nim widzę coś dziwnego. Żółte kółko o średnicy prawie metra pod kilkucentymetrową warstwą przezroczystej galaretki. Niczym w VR zaczynam używać programu do obróbki grafiki, który jest połączeniem Photoshopa i Blendera. Zamalowuję kółko innym odcieniem żółtego i teraz chcę ustawić, żeby stało się źródłem światła i zwiększyć mu energię. Chcę, żeby powstało z tego takie moje własne słoneczko pod galaretką. Niestety nie mogę się dostać do ustawień słońca, bo przykrywa je warstwa galarety. Myślę, że zawsze mogę przecież odnaleźć słońce w nawigatorze i tamtędy dostać się do ustawień.
W komórce widzę, że Magda przesłała zdjęcie - jest już w Warszawie i stoi w korku. Zdjęcie podpisała: "Już za Poniatem
" czy jakoś tak. (Szczególnie pamiętam, że użyła słowa Poniat i emotki z okularami przeciwsłonecznymi). Wysyłam jej w odpowiedzi dziwnego gifa przedstawiającego mężczyznę w dżungli, w tle stoi mały biały domek.





