03-09-2020, 13:46
16 sierpnia 2020 - Awantura o mleko i kurs LD
Jestem w kuchni i robię placki stojąc przy zlewie. Robię je w dziwny sposób - nie smażę ich, tylko zagniatam ciasto w rękach, formuję i gotowe. Przy stole siedzi tata. Wstaje i podchodzi do lodówki. W lodówce są dwie butelki mleka - jedna pełna, jeszcze nie otwarta i druga, w której mleka jest już mało. Tata bierze tę pełną, otwiera i bierze kilka łyków prosto z gwinta. Wkurzam się na niego za to, kłócimy się. Tłumaczę mu dlaczego uważam, że to co zrobił było niewłaściwe, ale on uparcie nie chce tego przyjąć do wiadomości.
Przeskok.
Skończyłem już z plackami. Idę do piwnicy, do dużej sali. Jest dosyć ciemno, chociaż palą się lampy. Na ławce pod oknem siedzi tata i patrzy na jakąś dziwną konstrukcję na podłodze. Chce żebym przyniósł odkurzacz z góry. Robię to.
Jestem z powrotem przy tacie, on odkurza. Słyszę, że dzwoni mu telefon. Leży koło mnie na ławce. Tata nie słyszy, bo hałas odkurzacza wszystko zagłusza.
Przechodzimy razem do pomieszczenia obok. Przy stole pod oknem jest wielka foliowa torebka z papierami. To jakieś stare testy z matmy z liceum. Ni stąd ni zowąd obok mnie staje moja nauczycielka matmy z gimnazjum. Mówi, że już jednej klasie któryś nauczyciel przesłał pierwszą porcję materiału. Dziwię się, bo przecież jeszcze są wakacje.
Wychodzę za dom. Mój brat z siostrą stoją na drabinach pod drzewami, których w rzeczywistości nie ma. Trzy koty ganiają po podwórku, przebiegają pod drabinami, wskakują w krzaki. Wiem, że jestem umówiony/zapisany na kurs LD. W końcu po mnie przyjeżdżają - jest Konrad K., Kuba P., Adrian P. (koledzy z liceum/studiów) i uwaga uwaga, jest jeszcze jeden chłopak, którego mój senny umysł przedstawił jako syna Artura Wójtowicza, tego ziomka, który prowadził kiedyś blog swiadomesnienie.pl xD.
Mam zdecydować, czy chcę bilet darmowy, czy za 20zł uprawniający do siedzenia w pierwszym rzędzie. Wolę darmowy. Wszyscy dostajemy wielkie (ok. kartka A4) żółte plakietki z numerami. Na ich odwrocie jest twarz uczestnika. Patrzę na swoją, jakaś dziwna ta morda, w ogóle mnie nie przypomina. Co jednak ciekawe, patrząc na tego chłopaka na mojej plakietce, który miał być niby mną, uznałem że jest nawet przystojny, więc w sumie spoko xD.
Teraz przeniosłem się już do nieznanego, sporego pomieszczenia. Białe ściany, czysto, elegancko. To miejsce, w którym czekamy na kurs. Podchodzę do siedzącego na ławce Adriana. Porównujemy ze sobą ilość świadomych snów poprzez mapkę wyświetlaną na podłodze pod naszymi stopami przypominającą widok z góry na świat minecrafta składający się tylko z bloków piachu i jakichś innych czerwonych bloków. Bloki piachu oznaczają zwykłe sny, a czerwone - świadome. (Tak, zdaję sobie sprawę, że to strasznie pokrętne
). Adrian ma więcej czerwonych ode mnie. Bloki zaczynają tworzyć symetryczne wzory, jak w kalejdoskopie.
Jestem w kuchni i robię placki stojąc przy zlewie. Robię je w dziwny sposób - nie smażę ich, tylko zagniatam ciasto w rękach, formuję i gotowe. Przy stole siedzi tata. Wstaje i podchodzi do lodówki. W lodówce są dwie butelki mleka - jedna pełna, jeszcze nie otwarta i druga, w której mleka jest już mało. Tata bierze tę pełną, otwiera i bierze kilka łyków prosto z gwinta. Wkurzam się na niego za to, kłócimy się. Tłumaczę mu dlaczego uważam, że to co zrobił było niewłaściwe, ale on uparcie nie chce tego przyjąć do wiadomości.
Przeskok.
Skończyłem już z plackami. Idę do piwnicy, do dużej sali. Jest dosyć ciemno, chociaż palą się lampy. Na ławce pod oknem siedzi tata i patrzy na jakąś dziwną konstrukcję na podłodze. Chce żebym przyniósł odkurzacz z góry. Robię to.
Jestem z powrotem przy tacie, on odkurza. Słyszę, że dzwoni mu telefon. Leży koło mnie na ławce. Tata nie słyszy, bo hałas odkurzacza wszystko zagłusza.
Przechodzimy razem do pomieszczenia obok. Przy stole pod oknem jest wielka foliowa torebka z papierami. To jakieś stare testy z matmy z liceum. Ni stąd ni zowąd obok mnie staje moja nauczycielka matmy z gimnazjum. Mówi, że już jednej klasie któryś nauczyciel przesłał pierwszą porcję materiału. Dziwię się, bo przecież jeszcze są wakacje.
Wychodzę za dom. Mój brat z siostrą stoją na drabinach pod drzewami, których w rzeczywistości nie ma. Trzy koty ganiają po podwórku, przebiegają pod drabinami, wskakują w krzaki. Wiem, że jestem umówiony/zapisany na kurs LD. W końcu po mnie przyjeżdżają - jest Konrad K., Kuba P., Adrian P. (koledzy z liceum/studiów) i uwaga uwaga, jest jeszcze jeden chłopak, którego mój senny umysł przedstawił jako syna Artura Wójtowicza, tego ziomka, który prowadził kiedyś blog swiadomesnienie.pl xD.
Mam zdecydować, czy chcę bilet darmowy, czy za 20zł uprawniający do siedzenia w pierwszym rzędzie. Wolę darmowy. Wszyscy dostajemy wielkie (ok. kartka A4) żółte plakietki z numerami. Na ich odwrocie jest twarz uczestnika. Patrzę na swoją, jakaś dziwna ta morda, w ogóle mnie nie przypomina. Co jednak ciekawe, patrząc na tego chłopaka na mojej plakietce, który miał być niby mną, uznałem że jest nawet przystojny, więc w sumie spoko xD.
Teraz przeniosłem się już do nieznanego, sporego pomieszczenia. Białe ściany, czysto, elegancko. To miejsce, w którym czekamy na kurs. Podchodzę do siedzącego na ławce Adriana. Porównujemy ze sobą ilość świadomych snów poprzez mapkę wyświetlaną na podłodze pod naszymi stopami przypominającą widok z góry na świat minecrafta składający się tylko z bloków piachu i jakichś innych czerwonych bloków. Bloki piachu oznaczają zwykłe sny, a czerwone - świadome. (Tak, zdaję sobie sprawę, że to strasznie pokrętne
). Adrian ma więcej czerwonych ode mnie. Bloki zaczynają tworzyć symetryczne wzory, jak w kalejdoskopie.





