01-09-2020, 12:11
15 sierpnia 2020 - Nowy odcham i wypadek na WEiTI
Jestem na 1-szym piętrze na wydziale EiTI PW, choć cały budynek wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Schodzę na parter, ustępuję jakiemuś staremu profesorowi przejście na schodach. Ściany są z białego marmuru. Znowu wchodzę na 1-sze piętro. Tam spotykam małą grupkę studentów, którzy właśnie wchodzą do sali na zajęcia. W przejściu stoi młoda prowadząca. Z uśmiechem na twarzy wykonuje zapraszający gest dłonią, mówi: "wchodźcie, wchodźcie". No to wchodzę.
Studenciaki zajmują miejsca, ja siadam w drugim rzędzie. Z radością zauważam, że jest tu przynajmniej jedna znajoma twarz. Zajęcia się zaczynają. Okazuje się, że ten przedmiot to jakiś odcham (w ten sposób nazywa się przedmioty z grupy społeczno-ekonomiczne, takie zapychacze innymi słowy). Mimo wszystko nawet fajny ten przedmiot.
Przeskok.
Jestem już po zajęciach, idę parterem w stronę głównego wyjścia. Są tam obrotowe drzwi. Z oddali zauważam wchodzącego na wydział dra Biedrzyckiego (mój prowadzący podstaw programowania na 1-szym semestrze). Gdy przechodził przez drzwi, coś się z nimi stało. Obróciły się bardzo gwałtownie i wyrzuciły Biedrzyckiego na korytarz. Podbiegam do niego, leży nieruchomo na brzuchu. Pytam: "nic panu się nie stało!?". Odwracam go na plecy.
Z jego twarzą jest coś nie tak, zamiast nosa i uszu ma krwawe plamy. Wygląda na to, że w czasie obrotu drzwi odcięły mu te części twarzy. Dalej na korytarzu zauważam te zakrwawione części. Podbiegają do mnie jakieś dziewczyny, one zajmą się doktorem. Odchodzę z miejsca zdarzenia dalej w głąb budynku.
Jestem na 1-szym piętrze na wydziale EiTI PW, choć cały budynek wygląda inaczej niż w rzeczywistości. Schodzę na parter, ustępuję jakiemuś staremu profesorowi przejście na schodach. Ściany są z białego marmuru. Znowu wchodzę na 1-sze piętro. Tam spotykam małą grupkę studentów, którzy właśnie wchodzą do sali na zajęcia. W przejściu stoi młoda prowadząca. Z uśmiechem na twarzy wykonuje zapraszający gest dłonią, mówi: "wchodźcie, wchodźcie". No to wchodzę.
Studenciaki zajmują miejsca, ja siadam w drugim rzędzie. Z radością zauważam, że jest tu przynajmniej jedna znajoma twarz. Zajęcia się zaczynają. Okazuje się, że ten przedmiot to jakiś odcham (w ten sposób nazywa się przedmioty z grupy społeczno-ekonomiczne, takie zapychacze innymi słowy). Mimo wszystko nawet fajny ten przedmiot.
Przeskok.
Jestem już po zajęciach, idę parterem w stronę głównego wyjścia. Są tam obrotowe drzwi. Z oddali zauważam wchodzącego na wydział dra Biedrzyckiego (mój prowadzący podstaw programowania na 1-szym semestrze). Gdy przechodził przez drzwi, coś się z nimi stało. Obróciły się bardzo gwałtownie i wyrzuciły Biedrzyckiego na korytarz. Podbiegam do niego, leży nieruchomo na brzuchu. Pytam: "nic panu się nie stało!?". Odwracam go na plecy.
Z jego twarzą jest coś nie tak, zamiast nosa i uszu ma krwawe plamy. Wygląda na to, że w czasie obrotu drzwi odcięły mu te części twarzy. Dalej na korytarzu zauważam te zakrwawione części. Podbiegają do mnie jakieś dziewczyny, one zajmą się doktorem. Odchodzę z miejsca zdarzenia dalej w głąb budynku.





