31-08-2020, 15:01
13 sierpnia 2020 - Zaległości na studiach
Leżę chory w łóżku, które stoi w miejscu telewizora. Mija już ponad tydzień. Do pokoju wchodzi mama, w drzwiach pojawia się też ciotka Grażyna. Rozmawiają o czymś ze sobą. W dłoniach trzymam telefon, właśnie pada w nim bateria. Przewracam się na drugi bok. Martwię się, że już tyle mnie ominęło na studiach. Pamiętam, że w ławce siedziałem obok Michała K., a koło nas był też Maciek C. (koledzy ze studiów).
Przeskok.
Jestem w Warszawie. Widzę przed sobą jakąś dziwną sytuację. Ktoś ustał na torach tuż przed zatrzymanym tramwajem. Nagle z tramwaju słychać głośne i stanowcze "cofam się za 4... 3... 2... 1..." Tramwaj zaczyna szybko cofać, na szczęście nikogo nie rozjechał. Zbliża się w moją stronę. Siedzę jako pasażer z tyłu samochodu, nie wiem kto prowadzi. Też zaczyna cofać, trochę skręca, żeby tramwaj w nas nie przywalił.
Jestem już poza autem, stoję na chodniku. Wśród tłumu ludzi wsiadających do tramwaju nieopodal zauważam Cejrowskiego. Zastanawiam się, czy często tak ma, że ciągle się ktoś na niego gapi na ulicy. Tak czy inaczej, on mnie nie interesuje. Idę dalej chodnikiem, jest dosyć tłoczno. Zauważam, że nikt nie nosi maseczki na twarzy, niektórzy mają je na brodzie, inni w rękach lub w kieszeni. Ktoś nawet miał taką samą jaką ja mam. Wchodzę do małego sklepu, który uważam za znany.
Mam fałszywe wspomnienie, że często tu bywałem. Przeciskam się do działu ze słodyczami. Na początku nie znajduję nic ciekawego. Nie chcę wyjść z niczym, ale też nie chcę przepłacić. Na półce widzę słoiki podobne do tych od nutelli, w środku jest biały krem. Niżej jest paczka orzeszków polanych lukrem i pozłacanych za 7,70zł. Za drogo. Biorę małe opakowanie delicji (chyba brzoskwiniowe) za 3,30zł. Akurat podeszła do mnie kasjerka, żeby coś układać na półkach za mną. Przypuszczam, że tak na prawdę to chciała sprawdzić czy nie chcę czegoś ukraść bo moja długa obecność w jednym miejscu wydała jej się podejrzana. Odwracam się do niej. Chce żebym szedł pierwszy, ale wyciągam prosto lewą rękę wskazując "droga wolna" i mówię: "proszę". Idę za nią do kasy, po lewej i po prawej mijam dwie kobiety siedzące przy biurkach, zastanawiam się czy to też kasjerki. Pani za którą idę siada przy ladzie. Postanawiam zapłacić kartą.
Leżę chory w łóżku, które stoi w miejscu telewizora. Mija już ponad tydzień. Do pokoju wchodzi mama, w drzwiach pojawia się też ciotka Grażyna. Rozmawiają o czymś ze sobą. W dłoniach trzymam telefon, właśnie pada w nim bateria. Przewracam się na drugi bok. Martwię się, że już tyle mnie ominęło na studiach. Pamiętam, że w ławce siedziałem obok Michała K., a koło nas był też Maciek C. (koledzy ze studiów).
Przeskok.
Jestem w Warszawie. Widzę przed sobą jakąś dziwną sytuację. Ktoś ustał na torach tuż przed zatrzymanym tramwajem. Nagle z tramwaju słychać głośne i stanowcze "cofam się za 4... 3... 2... 1..." Tramwaj zaczyna szybko cofać, na szczęście nikogo nie rozjechał. Zbliża się w moją stronę. Siedzę jako pasażer z tyłu samochodu, nie wiem kto prowadzi. Też zaczyna cofać, trochę skręca, żeby tramwaj w nas nie przywalił.
Jestem już poza autem, stoję na chodniku. Wśród tłumu ludzi wsiadających do tramwaju nieopodal zauważam Cejrowskiego. Zastanawiam się, czy często tak ma, że ciągle się ktoś na niego gapi na ulicy. Tak czy inaczej, on mnie nie interesuje. Idę dalej chodnikiem, jest dosyć tłoczno. Zauważam, że nikt nie nosi maseczki na twarzy, niektórzy mają je na brodzie, inni w rękach lub w kieszeni. Ktoś nawet miał taką samą jaką ja mam. Wchodzę do małego sklepu, który uważam za znany.
Mam fałszywe wspomnienie, że często tu bywałem. Przeciskam się do działu ze słodyczami. Na początku nie znajduję nic ciekawego. Nie chcę wyjść z niczym, ale też nie chcę przepłacić. Na półce widzę słoiki podobne do tych od nutelli, w środku jest biały krem. Niżej jest paczka orzeszków polanych lukrem i pozłacanych za 7,70zł. Za drogo. Biorę małe opakowanie delicji (chyba brzoskwiniowe) za 3,30zł. Akurat podeszła do mnie kasjerka, żeby coś układać na półkach za mną. Przypuszczam, że tak na prawdę to chciała sprawdzić czy nie chcę czegoś ukraść bo moja długa obecność w jednym miejscu wydała jej się podejrzana. Odwracam się do niej. Chce żebym szedł pierwszy, ale wyciągam prosto lewą rękę wskazując "droga wolna" i mówię: "proszę". Idę za nią do kasy, po lewej i po prawej mijam dwie kobiety siedzące przy biurkach, zastanawiam się czy to też kasjerki. Pani za którą idę siada przy ladzie. Postanawiam zapłacić kartą.





