17-08-2019, 12:01
16.08
Szedłem do kościoła w celu wykonania USG naderwanych więzadeł skręconego nadgarstka. (Tu mój mózg się trochę pomylił, bo w rzeczywistości mam tak ze stopą) Jakaś kobieta w konfesjonale na piętrze przeprowadziła badanie. Wyszedłem z budynku i zorientowałem się, że nie poczekałem nawet na diagnozę. Wróciłem do kościoła, jednak lekarki już nie było. Ponownie zatem skierowałem się do wyjścia, ale kościół zdążył się już zapełnić, zaczynała się msza. Chciałem się przecisnąć między siedzącymi ludźmi, ale spostrzegłem, że zamiast barierki naprzeciw ławek jest tylko przepaść w dół na parter, na tyle wysoka żeby się poważnie połamać w razie upadku. Trudno więc, był jeszcze kilka wolnych miejsc, postanowiłem poczekać do końca mszy.
17.08
Byłem w jakiejś dziwnej grze. Chodziłem zmniejszony do rozmiarów szczura po różnych pokojach i tłukłem potwory. Napotkałem na rozwidlenie w dróg. Pomyślałem, że znam tę grę, po prawej będzie ślepy zaułek a po lewej dalsza droga. Postanowiłem wyczyścić pokój po prawej, więcej expa. Gdy do niego wszedłem pomieszczenie zamieniło się na czyiś dom, a ja znów byłem normalnych rozmiarów. Spytałem się gościa w holu, czy mogę się do niego przeprowadzić na kilka dni bo mam pewne kłopoty. Było mi mocno głupio o to pytać, chociaż czułem, że ten gość jest moim kuzynem. Powiedział, że nie ma żadnego kłopotu. Zszedłem do piwnicy, spotkałem tam swojego byłego trenera. Zapraszał mnie do wspólnego treningu. Bardzo mnie to ucieszyło, dobrze wspominam rok naszej współpracy. Puścił z radia muzykę i spytał, czy kojarzę. Była to playlista Leo Moracchioliego, więc tak. Trener podniósł niemożliwie wielkie hantle, gdy nagle otrzymałem smsa od mamy. Był on pełen wyrzutów w związku z tym, że tak długo mnie nie ma i się nie odzywam. Sprawdziłem godzinę, 17:12. Pomyślałem, że wyszedłem o 11, przecież nie jest nawet późno. Odpisałem, że chyba robi sobie jaja. W odpowiedzi uzyskałem dalsze potężne wyrzuty. Próbowałem odpisać, że mam to w dupie, jednak przycisk 'wyślij' nie chciał działać, wciskałem go wielokrotnie. Myślałem już, że tego nie wyśle, zobaczyłem jednak, że po chwili wiadomość wysłała się kilka razy w przeróżnych wariacjach, wyglądało to jakbym był totalnie najebany. No to teraz jednak trzeba będzie to wyjaśnić. Próbowałem zadzwonić, ale telefon działaj zupełnie nie tak jak powinien. Godzina uległa zmianie - 20:22. Jednocześnie było mi mocno głupio, że trener obserwuje jak siedzę w telefonie i opóźniam rozpoczęcie treningu, który mam za darmo.
Szedłem do kościoła w celu wykonania USG naderwanych więzadeł skręconego nadgarstka. (Tu mój mózg się trochę pomylił, bo w rzeczywistości mam tak ze stopą) Jakaś kobieta w konfesjonale na piętrze przeprowadziła badanie. Wyszedłem z budynku i zorientowałem się, że nie poczekałem nawet na diagnozę. Wróciłem do kościoła, jednak lekarki już nie było. Ponownie zatem skierowałem się do wyjścia, ale kościół zdążył się już zapełnić, zaczynała się msza. Chciałem się przecisnąć między siedzącymi ludźmi, ale spostrzegłem, że zamiast barierki naprzeciw ławek jest tylko przepaść w dół na parter, na tyle wysoka żeby się poważnie połamać w razie upadku. Trudno więc, był jeszcze kilka wolnych miejsc, postanowiłem poczekać do końca mszy.
17.08
Byłem w jakiejś dziwnej grze. Chodziłem zmniejszony do rozmiarów szczura po różnych pokojach i tłukłem potwory. Napotkałem na rozwidlenie w dróg. Pomyślałem, że znam tę grę, po prawej będzie ślepy zaułek a po lewej dalsza droga. Postanowiłem wyczyścić pokój po prawej, więcej expa. Gdy do niego wszedłem pomieszczenie zamieniło się na czyiś dom, a ja znów byłem normalnych rozmiarów. Spytałem się gościa w holu, czy mogę się do niego przeprowadzić na kilka dni bo mam pewne kłopoty. Było mi mocno głupio o to pytać, chociaż czułem, że ten gość jest moim kuzynem. Powiedział, że nie ma żadnego kłopotu. Zszedłem do piwnicy, spotkałem tam swojego byłego trenera. Zapraszał mnie do wspólnego treningu. Bardzo mnie to ucieszyło, dobrze wspominam rok naszej współpracy. Puścił z radia muzykę i spytał, czy kojarzę. Była to playlista Leo Moracchioliego, więc tak. Trener podniósł niemożliwie wielkie hantle, gdy nagle otrzymałem smsa od mamy. Był on pełen wyrzutów w związku z tym, że tak długo mnie nie ma i się nie odzywam. Sprawdziłem godzinę, 17:12. Pomyślałem, że wyszedłem o 11, przecież nie jest nawet późno. Odpisałem, że chyba robi sobie jaja. W odpowiedzi uzyskałem dalsze potężne wyrzuty. Próbowałem odpisać, że mam to w dupie, jednak przycisk 'wyślij' nie chciał działać, wciskałem go wielokrotnie. Myślałem już, że tego nie wyśle, zobaczyłem jednak, że po chwili wiadomość wysłała się kilka razy w przeróżnych wariacjach, wyglądało to jakbym był totalnie najebany. No to teraz jednak trzeba będzie to wyjaśnić. Próbowałem zadzwonić, ale telefon działaj zupełnie nie tak jak powinien. Godzina uległa zmianie - 20:22. Jednocześnie było mi mocno głupio, że trener obserwuje jak siedzę w telefonie i opóźniam rozpoczęcie treningu, który mam za darmo.





