27-05-2019, 12:34
Przez weekend wpisów nie było bo, a to komunia w rodzinie, a to praca do nadrobienia i ogólnie mały zapierdziel
Siedziałem w swoim pokoju i oglądałem telewizję, kiedy usłyszałem jak lekki przeciąg w drugim pokoju, kołysze niedokręconą lampę, która obijała się o ścianę i w regularnych odstępach wydawała irytujący stukot. Postanowiłem pójść i ją dokręcić albo chociaż jakoś lepiej przymocować. W momencie, kiedy otworzyłem drzwi od pokoju, zobaczyłem całe zaspy śniegu na podłodze, który wpadał przez otwarte okno. Pomyślałem, że panele się zniszczą od śniegu, więc otworzyłem balkon, żeby zabrać z niego wiadro i mopa. Chciałem ten śnieg zmyć tym mopem. Kiedy wyszedłem na balkon walcząc ze śnieżycą i silnym wiatrem, wtedy w pewnym momencie poczułem, jakby ktoś mnie popchnął i wylądowałem twarzą w śniegu.
"Ucieczka przez park i walka o życie"
Kiedy podniosłem twarz z zaspy, okazało się, że fabuła snu przeniosła się w zupełnie inne miejsce. Byłem nocą w jakimś pustym parku, nadal sypał śnieg, ale już nie wiało. Park był spokojny, ale też trochę przerażający. Wtedy gdzieś w oddali usłyszałem wycie wilków. Trochę się wystraszyłem i zacząłem iść przed siebie szybszym krokiem. Po chwili stwierdziłem, że nie mam się czego bać, bo od zawsze mam dobrą rękę do psów i zwierzęta bardzo mnie lubią, z tym że to były dzikie wilki
ale ja nie widziałem większej różnicy między domowym Yorkiem a dzikim wygłodzonym wilkiem. Moje podejście zmieniło się, kiedy usłyszałem, że goni mnie cała wataha. Zacząłem biec przed siebie ile sił w nogach. Nogi miałem strasznie ociężałe i wiedziałem, że nie uda mi się uciec, więc postanowiłem, że stanę w snopie światła pod najbliższą latarnią. Kiedy dobiegłem do tej latarni i się odwróciłem, zobaczyłem pełno świecących par ślepi w totalnym mroku i słyszałem tylko warczenie i poszczekiwanie. Nagle spomiędzy wilków zaczął podchodzić w moim kierunku jeden z nich. Ale ten był inny. Mimo że nie widziałem jego sylwetki w ciemności, to słychać było po samych jego krokach, że jest dużo duuużo większy od reszty. Kiedy wszedł w światło, zobaczyłem ogromną mordę z blizną przechodzącą przez połowę jego mordy. Nie jestem pewny czy to moja świadomość próbuje uzupełnić luki w pamięci, ale wydaje mi się, że miał na łapach zerwane kajdany. Po chwili na moim ramieniu siadł kruk i zaczął głośno krakać koło mojego ucha. To krakanie sprawiło, że wszystkie wilki (w tym ten duży) cofnęły się o parę kroków. Wtedy do mnie dotarło, że ten kruk to wcielenie Odyna a tym wielkim wilkiem był Fenrir...
ZDECYDOWANIE za dużo nordyckiej literatury i folku, ale KOMPLETNIE mi to nie przeszkadza
Wrona nie potrafiła mówić, ale tym krakaniem jakby siedziała mi w głowie i czytała w myślach, więc zrozumiałem, że muszę walczyć z Fenrirem nie, tylko żeby przeżyć, ale też żeby go powstrzymać, ponieważ jego wizyta w tym świecie oznaczała jedno. Pęta zostały zerwane i nadciąga Ragnarok. W ręce pojawił mi się miecz naznaczony runami na ostrzu. Po chwili zapłonął, a ja poczułem złość. W sumie złość to mało powiedziane
w każdym bądź razie zarówno ja, jak i Fenrir ruszyliśmy na siebie.
Szkoda, że nie był to świadomy sen, bo porobiłbym go technicznie
a tak to w śnie nie wyglądało to jakoś bardzo finezyjnie. A przynajmniej tak zapamiętałem.
Nie udało mi się go zabić, ale musiałem dotkliwie go zranić, bo razem ze swoją watahą uciekł w popłochu. Wtem wprost przede mną z nocnego nieba spadły ogromne złote wrota. Otworzyły się a z nich, wyszła blond włosa kobieta w zbroi (podejrzewam, że była to Freja). Powiedziała, że w nagrodę mogę spotkać się z Odynem i zadać mu kilka pytań. Niestety okazało się, że z walki także i ja nie wyszedłem bez szwanku. Zauważyłem, że nie mam prawej ręki od dłoni aż po przedramię włącznie. Strach wywołany wizją kalectwa był tak duży, że aż się obudziłem.
Mimo że zapowiadało się na koszmar, jest to jeden z moich najlepiej zapamiętanych snów dotychczas, a także zapewne najbarwniejszy i najlepszy jak dla mnie.
Przez lekki stres z powodu zaczęcia nowej pracy, miałem problem z zaśnięciem, co przełożyło się na płytki sen. Budziłem się w nocy wiele razy i jedyne co pamiętam to sen, w którym siedziałem w aucie płynącym promem do Norwegii. Wiem, że miałem tam kłaść płytki jakiemuś Norwegowi (nigdy w życiu nie kładłem płytek).
24.05.2019 01:00-09:00
"Ośnieżony pokój"
Siedziałem w swoim pokoju i oglądałem telewizję, kiedy usłyszałem jak lekki przeciąg w drugim pokoju, kołysze niedokręconą lampę, która obijała się o ścianę i w regularnych odstępach wydawała irytujący stukot. Postanowiłem pójść i ją dokręcić albo chociaż jakoś lepiej przymocować. W momencie, kiedy otworzyłem drzwi od pokoju, zobaczyłem całe zaspy śniegu na podłodze, który wpadał przez otwarte okno. Pomyślałem, że panele się zniszczą od śniegu, więc otworzyłem balkon, żeby zabrać z niego wiadro i mopa. Chciałem ten śnieg zmyć tym mopem. Kiedy wyszedłem na balkon walcząc ze śnieżycą i silnym wiatrem, wtedy w pewnym momencie poczułem, jakby ktoś mnie popchnął i wylądowałem twarzą w śniegu.
"Ucieczka przez park i walka o życie"
Kiedy podniosłem twarz z zaspy, okazało się, że fabuła snu przeniosła się w zupełnie inne miejsce. Byłem nocą w jakimś pustym parku, nadal sypał śnieg, ale już nie wiało. Park był spokojny, ale też trochę przerażający. Wtedy gdzieś w oddali usłyszałem wycie wilków. Trochę się wystraszyłem i zacząłem iść przed siebie szybszym krokiem. Po chwili stwierdziłem, że nie mam się czego bać, bo od zawsze mam dobrą rękę do psów i zwierzęta bardzo mnie lubią, z tym że to były dzikie wilki
ale ja nie widziałem większej różnicy między domowym Yorkiem a dzikim wygłodzonym wilkiem. Moje podejście zmieniło się, kiedy usłyszałem, że goni mnie cała wataha. Zacząłem biec przed siebie ile sił w nogach. Nogi miałem strasznie ociężałe i wiedziałem, że nie uda mi się uciec, więc postanowiłem, że stanę w snopie światła pod najbliższą latarnią. Kiedy dobiegłem do tej latarni i się odwróciłem, zobaczyłem pełno świecących par ślepi w totalnym mroku i słyszałem tylko warczenie i poszczekiwanie. Nagle spomiędzy wilków zaczął podchodzić w moim kierunku jeden z nich. Ale ten był inny. Mimo że nie widziałem jego sylwetki w ciemności, to słychać było po samych jego krokach, że jest dużo duuużo większy od reszty. Kiedy wszedł w światło, zobaczyłem ogromną mordę z blizną przechodzącą przez połowę jego mordy. Nie jestem pewny czy to moja świadomość próbuje uzupełnić luki w pamięci, ale wydaje mi się, że miał na łapach zerwane kajdany. Po chwili na moim ramieniu siadł kruk i zaczął głośno krakać koło mojego ucha. To krakanie sprawiło, że wszystkie wilki (w tym ten duży) cofnęły się o parę kroków. Wtedy do mnie dotarło, że ten kruk to wcielenie Odyna a tym wielkim wilkiem był Fenrir...ZDECYDOWANIE za dużo nordyckiej literatury i folku, ale KOMPLETNIE mi to nie przeszkadza
Wrona nie potrafiła mówić, ale tym krakaniem jakby siedziała mi w głowie i czytała w myślach, więc zrozumiałem, że muszę walczyć z Fenrirem nie, tylko żeby przeżyć, ale też żeby go powstrzymać, ponieważ jego wizyta w tym świecie oznaczała jedno. Pęta zostały zerwane i nadciąga Ragnarok. W ręce pojawił mi się miecz naznaczony runami na ostrzu. Po chwili zapłonął, a ja poczułem złość. W sumie złość to mało powiedziane
w każdym bądź razie zarówno ja, jak i Fenrir ruszyliśmy na siebie.Szkoda, że nie był to świadomy sen, bo porobiłbym go technicznie
a tak to w śnie nie wyglądało to jakoś bardzo finezyjnie. A przynajmniej tak zapamiętałem.Nie udało mi się go zabić, ale musiałem dotkliwie go zranić, bo razem ze swoją watahą uciekł w popłochu. Wtem wprost przede mną z nocnego nieba spadły ogromne złote wrota. Otworzyły się a z nich, wyszła blond włosa kobieta w zbroi (podejrzewam, że była to Freja). Powiedziała, że w nagrodę mogę spotkać się z Odynem i zadać mu kilka pytań. Niestety okazało się, że z walki także i ja nie wyszedłem bez szwanku. Zauważyłem, że nie mam prawej ręki od dłoni aż po przedramię włącznie. Strach wywołany wizją kalectwa był tak duży, że aż się obudziłem.
Mimo że zapowiadało się na koszmar, jest to jeden z moich najlepiej zapamiętanych snów dotychczas, a także zapewne najbarwniejszy i najlepszy jak dla mnie.
25.05.2019 02:30-12:30
Po komunii i lekkim after party byłem zbyt "zmęczony" i padłem jak kłoda bez żadnej relaksacji, muzyki, czytania dzienników. Co nie pomogło w zapamiętaniu jakiegokolwiek snu. Pamiętam tylko, że kilka tych snów miałem
szkoda, bo mógł być z tego dobry materiał.
szkoda, bo mógł być z tego dobry materiał.26.05.2019 01:00-06:00





