07-05-2019, 23:25
07-05-2019
*1*
Byłam na mojej uczelni, siedziałam na końcu jednej z sal komputerowych, wokół mnie było kilka osób. Towarzyszył mi mój chłopak, drukowaliśmy jakieś obrazki na wielkiej drukarce, która normalnie stoi na korytarzu. Po chwili mój luby stwierdził, że coś jest nie tak z wydrukami. Będąca na sali blondynka zaoferowała mu pomoc. Wzięła kartki i poszła w drugi kąt sali, po chwili wróciła i wręczyła je z powrotem. Usiadła po mojej drugiej stronie na ławce. Mój facet wychylił się nade mną i jej podziękował, pochylili się i pocałowali przed moją twarzą. Byłam oniemiała, nie potrafiłam wyrazić swojej furii. Tak wielkiego gniewu nie czułam przenigdy w realnym życiu, serce mnie bolało. Wybiegłam na korytarz, on za mną. Wykrzyczałam mu w twarz, że to koniec naszego związku. W głowie mi dźwięczało, że zmarnowałam swoje lata w szkole średniej na spotykanie się z nim i wierność, zamiast bawić się w najlepsze. Odpowiedział mi tylko, że okej i odszedł. Jego obojętność zakuła mnie do żywego. Po chwili znalazłam się w domu moich dziadków, a konkretniej w łazience. Płakałam, a moje łzy płynęły po podłodze. Po jakimś czasie przypomniałam sobie, że w chatce na wzgórzu mieszkają czarownice, które pomogą mi wymazać cały mój związek z pamięci.
Skąd mi się wzięły te czarownice- nie wiem, być może przez to, że oglądałam ostatnio "Chilling adventures of Sabrina". Dodam, iż budząc się długo nie mogłam dojść do siebie i stwierdzić, czy nadal jestem w związku, czy już nie. Ten sen zaliczam do kategorii "koszmary".
*1*
Byłam na mojej uczelni, siedziałam na końcu jednej z sal komputerowych, wokół mnie było kilka osób. Towarzyszył mi mój chłopak, drukowaliśmy jakieś obrazki na wielkiej drukarce, która normalnie stoi na korytarzu. Po chwili mój luby stwierdził, że coś jest nie tak z wydrukami. Będąca na sali blondynka zaoferowała mu pomoc. Wzięła kartki i poszła w drugi kąt sali, po chwili wróciła i wręczyła je z powrotem. Usiadła po mojej drugiej stronie na ławce. Mój facet wychylił się nade mną i jej podziękował, pochylili się i pocałowali przed moją twarzą. Byłam oniemiała, nie potrafiłam wyrazić swojej furii. Tak wielkiego gniewu nie czułam przenigdy w realnym życiu, serce mnie bolało. Wybiegłam na korytarz, on za mną. Wykrzyczałam mu w twarz, że to koniec naszego związku. W głowie mi dźwięczało, że zmarnowałam swoje lata w szkole średniej na spotykanie się z nim i wierność, zamiast bawić się w najlepsze. Odpowiedział mi tylko, że okej i odszedł. Jego obojętność zakuła mnie do żywego. Po chwili znalazłam się w domu moich dziadków, a konkretniej w łazience. Płakałam, a moje łzy płynęły po podłodze. Po jakimś czasie przypomniałam sobie, że w chatce na wzgórzu mieszkają czarownice, które pomogą mi wymazać cały mój związek z pamięci.
Skąd mi się wzięły te czarownice- nie wiem, być może przez to, że oglądałam ostatnio "Chilling adventures of Sabrina". Dodam, iż budząc się długo nie mogłam dojść do siebie i stwierdzić, czy nadal jestem w związku, czy już nie. Ten sen zaliczam do kategorii "koszmary".
Feet don't fail me now
Take me to the finish line
Take me to the finish line





