14-09-2018, 05:19
O. Jasna. Cholera.
Miałem właśnie swój najbardziej świadomy i najdłuższy ld w całym życiu. Jestem w lekkim szoku. Przebudziłem się z normalnego snu o 4:06, zasnąłem 5 minut później. Jak wcześniej mówiłem, w życiu zdarzyło mi się już kilkanaście świadomych snów, licząc z tymi w których po prostu uzyskałem świadomość bez możliwości kontroli zapewne z kilkadziesiąt. Pierwszy raz jednak wywołałem LD testem rzeczywistości.
TR z patrzeniem w ręce i oddychaniem przez nos wykonałem w odrobinę niepokojącym momencie snu, toteż znowu zdjęła mnie chęć obudzenia się. Postanowiłem zamknąć oczy i położyć się, bo czytałem kiedyś, że pójście spać w śnie powoduje pobudkę, kiedyś się to już sprawdziło. Tym razem tak się jednak nie stało, zacząłem obracać się wokół własnej osi, przeniknąłem przez podłogę pokoju w którym się znajdowałem i zacząłem spadać w nicość. Nie powstrzymywałem tego, uczucie szybowania w wszechobecnej pustce było fascynujące i trochę mnie uspokoiło. W końcu wylądowałem w sypialni mojego domu. Pierwsza myśl, emocje - znowu lęk. Jak na życzenie cała sypialnia zapełniła się lalkami wprost z horroru. Tu pominę dosyć żenujący fragment moich następnych działań.
W każdym razie postanowiłem na siłę wlewać w siebie pozytywne emocje i uzewnętrzniać je, jakbym był wręcz w świetnym humorze. Zadziałało, wszystkie koszmaro-podobne elementy zniknęły, a w tle zaczęła przygrywać sielankowa muzyka. Wyskoczyłem przez ścianę i poleciałem. Jeszcze nigdy kontrola lotu nie wychodziła mi tak perfekcyjnie. Dalsza część snu to po prostu latanie i obserwowanie moich okolic, jakich modyfikacjom poddał je mój umysł. Interesujące były też wrogo nastawione grupy ludzi rozsiane po całym mieście. Jednak nie miały szans z moimi unicestwiającymi w ułamek sekundy myślami.
Spróbowałem też metody na przyzwanie pewnej osoby, z którą chciałem porozmawiać. Wyobrażałem sobie, że stoi za mną, jednak po trzykrotnej porażce odpuściłem, nie działało. Próbowałem też wyciągnąć gnata z kieszeni, ale też nie poskutkowało. Myślę, że poświęciłem temu po prostu za mało uwagi, skupienia, za mało afirmacji. W pewnym momencie sen się zaciął. Cały obraz wraz ze mną zastygł w bezruchu. Zaraz po tym obudziłem się. Jednak nie była to zwyczajna pobudka jak zawsze, czyli zwyczajnie otwarcie oczu. Fizycznie czułem jak moje "ja" wraca z odległego miejsca do mojego ciała, jakby mnie wsysało. Nie jestem pewien czy to nie była fałszywa pobudka i nie budziłem się dwa razy, nie do końca pamiętam ten moment, bo była to kwestia 5 sekund. Spojrzałem na godzinę w telefonie, była 4:35
Ten sen nauczył mnie, że równie potężną moc sprawczą mają nie tylko nasze wyobrażenia i myśli, ale też emocje.
Miałem właśnie swój najbardziej świadomy i najdłuższy ld w całym życiu. Jestem w lekkim szoku. Przebudziłem się z normalnego snu o 4:06, zasnąłem 5 minut później. Jak wcześniej mówiłem, w życiu zdarzyło mi się już kilkanaście świadomych snów, licząc z tymi w których po prostu uzyskałem świadomość bez możliwości kontroli zapewne z kilkadziesiąt. Pierwszy raz jednak wywołałem LD testem rzeczywistości.
TR z patrzeniem w ręce i oddychaniem przez nos wykonałem w odrobinę niepokojącym momencie snu, toteż znowu zdjęła mnie chęć obudzenia się. Postanowiłem zamknąć oczy i położyć się, bo czytałem kiedyś, że pójście spać w śnie powoduje pobudkę, kiedyś się to już sprawdziło. Tym razem tak się jednak nie stało, zacząłem obracać się wokół własnej osi, przeniknąłem przez podłogę pokoju w którym się znajdowałem i zacząłem spadać w nicość. Nie powstrzymywałem tego, uczucie szybowania w wszechobecnej pustce było fascynujące i trochę mnie uspokoiło. W końcu wylądowałem w sypialni mojego domu. Pierwsza myśl, emocje - znowu lęk. Jak na życzenie cała sypialnia zapełniła się lalkami wprost z horroru. Tu pominę dosyć żenujący fragment moich następnych działań.
W każdym razie postanowiłem na siłę wlewać w siebie pozytywne emocje i uzewnętrzniać je, jakbym był wręcz w świetnym humorze. Zadziałało, wszystkie koszmaro-podobne elementy zniknęły, a w tle zaczęła przygrywać sielankowa muzyka. Wyskoczyłem przez ścianę i poleciałem. Jeszcze nigdy kontrola lotu nie wychodziła mi tak perfekcyjnie. Dalsza część snu to po prostu latanie i obserwowanie moich okolic, jakich modyfikacjom poddał je mój umysł. Interesujące były też wrogo nastawione grupy ludzi rozsiane po całym mieście. Jednak nie miały szans z moimi unicestwiającymi w ułamek sekundy myślami.
Spróbowałem też metody na przyzwanie pewnej osoby, z którą chciałem porozmawiać. Wyobrażałem sobie, że stoi za mną, jednak po trzykrotnej porażce odpuściłem, nie działało. Próbowałem też wyciągnąć gnata z kieszeni, ale też nie poskutkowało. Myślę, że poświęciłem temu po prostu za mało uwagi, skupienia, za mało afirmacji. W pewnym momencie sen się zaciął. Cały obraz wraz ze mną zastygł w bezruchu. Zaraz po tym obudziłem się. Jednak nie była to zwyczajna pobudka jak zawsze, czyli zwyczajnie otwarcie oczu. Fizycznie czułem jak moje "ja" wraca z odległego miejsca do mojego ciała, jakby mnie wsysało. Nie jestem pewien czy to nie była fałszywa pobudka i nie budziłem się dwa razy, nie do końca pamiętam ten moment, bo była to kwestia 5 sekund. Spojrzałem na godzinę w telefonie, była 4:35Ten sen nauczył mnie, że równie potężną moc sprawczą mają nie tylko nasze wyobrażenia i myśli, ale też emocje.





